Załóżmy, że istnieje Bóg. Co właściwie stoi na przeszkodzie, aby On się człowiekowi ukazywał?
Kazik ma deprechę, albo się straszliwie martwi, albo Piotrowi strasznie wstyd, bo go nakryli i... odbiera sobie życie. Kościół - duchowieństwo nazywamy kościołem - dawniej odmawiał chowania samobójców, bo to największy niemal grzech. Więc... nie na cmentarzu. W sumie - bez nadziei na niebo. Ale w takim razie, dlaczego przed takim desperatem nie pojawi się Bóg i nie powie: "Chłopie, odbiło ci?". To on jakby zobaczył, to by się cofnął, tej potwornej krzywdy by sobie nie zrobił. Może nawet kierującej go na potępienie.
Dlaczego zwykłym ludziom nie objawia się tak jakoś po prostu. Żeby porozmawiać, pogadać, bo nie ma do kogo gęby otworzyć szczerze albo wcale? Żeby chociaż Anioła wysłał, ten Anioł byłby siadł koło człowieka. Normalnie. Przecież nie ma co ukrywać i można prawdę całą na ławę wyłożyć i z nim pogadać. O tym jak jest...
Ludzie coraz więcej mówią i coraz mniej mają do powiedzenia. "Byłbym jak cymbał brzmiący" - pisał św. Paweł Apostoł w hymnie o miłości. "Słowa proroków, zapisane są jeszcze na pomazanych ściana stacji metra" - śpiewali Simon i Garfunkel w "Brzmieniu ciszy".
Dobitnie o "milczeniu" Boga opowiada Scorsese w swoim filmie o tym właśnie tytule {LINK}.
Więc dlaczego MILCZY? Dlaczego się "ukrywa"? Czemu nie jest - na wyciągnięcie ręki?
Oczywiście są tacy, co się podają za jego pośredników i głosicieli tego, co On ma do powiedzenia. Jeden z nich ostatnio opowiadał, że wszczepienie sobie preparatu genetycznego firm Moderna, Pfizer lub Astra Zeneca jest wyrazem miłości do bliźnich. Oczywiście, to nie ma nic do rzeczy.
A gdyby tak człowiek zobaczył, całą - to znaczy całą dostępną w poznaniu człowieka - Jego wielkość, wspaniałość, miłość itd. to... byłoby coś niewłaściwego i złego? Gdyby tak no raz na rok albo na 5 lat. Po prostu - człowiek wie albo przynajmniej ma ten realny kontakt.
Oczywiście są jednostki, które świadczą, składają świadectwa, mówią. Ale a) może im się zdawało, b) jeśli nawet nie, to co z tego, czemu zwykły człowiek tego kontaktu nie może mieć? Bo co? W czym problem?
A może Bóg jeśli jest nie jest taki, jak sobie wyobrażamy i o Nim myślimy? Ale ten BRAK kontaktu, czy nie bywa dla ludzi - druzgocący? Łamiący ich osobowości, istnienia, samo życie?
Prawdę mowiac, nie uważam, że ze strony Boga jest zupełny brak kontaktu.
Choćby w moim życiu jest wiele zjawisk, które dałoby się podciągnąć pod zwykłą statystykę, bez potrzeby mieszania sił nadprzyrodzonych, ale statystyka ta jest jakoś częsro zorientowana w jednym kierunku, taka zdeformowana można by rzec i przestaje być statystyką.
A może Bóg się z nami kontaktuje gdy my chcemy tego kontaktu? Chcemy i robimy, by ochotę zrealizować?
Być może. Być może zależnie od "intensywności" tego "chcenia" możemy ów kontakt mieć lub zauważyć. Jednak, czemu nie ot tak, po prostu, gdy potrzeba? Naprawdę mało ludzi się połamało, bez takiego kontaktu?
A skąd wiemy, że się nie połamali pomimo wyraźnego kontaktu?
Jako ojciec wielokrotnie mówiłem dzieciom czym sie skończy gdy mnie nie posłuchają i tak sie kończyło, jak zapowiadalem przy mojej biernosci, bo ileż można gadać, by sie nauczyli. Nauczyli sie bólem, skutecznie.
"A skąd wiemy, że się nie połamali pomimo wyraźnego kontaktu?"
Faktycznie. Nie wiemy.
W Polsce wielu doznało bezpośredniego kontaktu nie tylko z Bogiem ale nawet z Diabłem. Miało to miejsce nie pamiętam dokładnie, w latach 60' chyba w mazurskim małym miasteczku.
Potem się okazało że miejscowy piekarz użył do wypieku mąki z ziarna z sporyszem.
Jak weźmie się młodego człowieka i wciśnie mu się ciemnotę że jak nucić będzie jakieś melodie hinduskie parę godzin non stop to osiągnie wyższy stopień jedności z Sziwą, to też podobnie jak Faustyna marudząca w celi godzinki, bredzić będzie o bezpośrednim kontakcie z Bogiem a nawet Bogami.
"sie ukrywa" jest pojeciem mglistym. dla jednych sie ukrywa, dla innych wprost przeciwnie, niezaleznie od poziomu wyksztalcenia czy inteligencji. definicja ewentualnego dowodu to tez zwykla umowa oparta na arbitralnie przyjmowanych aksjomatach.
niektorzy sa swiadomi, inni tylko czuja ze percepcja ludzka jest na tyle ograniczona ze za tego zywota nie przeskocza granicy poznania. jedni wiec wierza ze SIE UKRYWA, drudzy wierza a nawet mowia ze wiedza iz sie NIE UKRYWA, a inni WIERZA ze transcendencja to opium wymyslone przez cwaniakow dla ujarzmienia prostakow
O transcendencji najczęściej opowiadają ci którzy mają za dużo czasu.
Ci którzy wstają rano, muszą zrobić śniadanie, odprowadzić dzieci do szkoły, pójść do roboty, wrócić z niej późnym popołudniem, przygotować obiad, sprawdzić zeszyty dzieci, zjeść kolację, w nocy zadowolić partnera/partnerkę, nie pieprzą o transcendencji bo całe ich życie jest tym właśnie.
Inaczej je...li by to wszystko i wyjechali w Bieszczady.
ci, ktorzy wierza w transcendencje nie musza znac zadnych terminow filozoficznych i nie potrzebuja ekstra czasu na rozmyslania o sensie tego swiata
"percepcja ludzka jest na tyle ograniczona ze"
Ok. Zatem wina ograniczone ludzkiej percepcji.