To było kilka lat temu. Dzień zaczął się nerwowo. Po zarwanej nad książką nocy, zaspałam i spóźniłam się kilkanaście minut do pracy.
W poradni przed gabinetem już siedzieli umówieni na ten dzień pacjenci, niecierpliwie mnie wyczekując. Każdy chciał wejść jak najszybciej, każdemu się spieszyło, aż powietrze zgęstniało od zniecierpliwienia.
– Bardzo państwa przepraszam – powiedziałam i rozejrzałam się po korytarzu. Trochę na uboczu stała dobrze starsza pani, drobna, nieco przygarbiona, z mocnymi liniami zmarszczek wokół oczu. Była pierwsza na liście i niezwykle spokojna. Jak brzoza w bezwietrzny, mglisty, jesienny poranek.
- Zaraz panią poproszę – powiedziałam do niej i weszłam do gabinetu. Szybciutko założyłam fartuch, wyjęłam z torby pieczątkę i stetoskop, włączyłam komputer. Po chwili poprosiłam starszą panią do środka.
- Proszę usiąść. – Wskazałam pacjentce krzesło przy biurku. - W czym mogę pani pomóc? – zapytałam.
Starsza pani usiadła, z torby wyjęła opakowanie leku i zaczęła mi wyjaśniać powód swojej wizyty. Przyszła do mnie, bo, jak co roku, chciała się zaszczepić przeciwko grypie, ale pielęgniarka miała wątpliwości, czy biorąc ten lek, którego opakowanie pacjentka przyniosła, może to zrobić.
Lek był onkologiczny, pacjentkę wiedziałam pierwszy raz, więc zapytałam, z jakiego powodu go bierze. I starsza pani zaczęła swoją opowieść.
Że przez wiele lat chodziła do pewnej poradni na mammografię i za każdym razem mówili jej po badaniu, że w piesiach jest wszystko dobrze. I wszystko toczyło się zwyczajnym rytmem. Aż do chwili, kiedy z powodu przeprowadzki zmieniła także poradnię.
Gdy nadszedł coroczny termin badania, poszła w nowym już miejscu na mammografię. I jakież było jej zaskoczenie, gdy się okazało, że ma jednak w piersi guza. Co gorsza, był on już widoczny w poprzednich badaniach. Jednym słowem, ktoś go wcześniej przegapił. Od tej pory już nic nie szło swoim dotychczasowym rytem. Pacjentka zaczęła się leczenie onkologiczne, które przejmuje całkowitą kontrolę nad codziennością, przeszła zabieg, chemioterapię, a teraz brała właśnie lek, z którym przyszła po poradę, co do szczepienia.
To straszne – pomyślałam, przyglądając się starszej pani w poszukiwaniu rozpaczy. Ale nie było w niej ani rozpaczy, ani złości, nawet żalu – choć to, co ją spotkało, zupełnie usprawiedliwiałoby takie emocje.
Był natomiast spokój – w głosie, mimice twarzy, ruchach ciała. Był ten rodzaj spokoju, który mimo trudnych doświadczeń wynika z wdzięczności, że choć była, a nawet wciąż jest na granicy życia i śmierci, to nadal jest po stronie życia. Był ten rodzaj spokoju, w którym wszystko jest możliwe, a nawet jak nie jest, to każdy dzień jest darem i dopóki się żyje, wszystko jest możliwe. Ale, jak zrozumiałam to później, to nie było jedyne źródło jej spokoju.
Mną natomiast, po usłyszeniu jej historii, targał żal i brakowało słów, by go wyrazić, nie rozrywając tej woalki spokoju. Starsza pani jakby czytała w moich myślach - a może w moich oczach? - bo powiedziała:
- Pani doktor, najważniejsze, że czuję się dobrze, leczenie przynosi efekty, dbam, by się nie przeziębiać, dlatego chodzi mi o to szczepienie.
Zbadałam pacjentkę i jeszcze raz dokładnie przejrzałam charakterystykę produktu leczniczego. Nie było przeciwwskazań do szczepienia. Wypisałam zaświadczenie i podałam pacjentce.
– Czy mogę uścisnąć pani dłoń, pani doktor? - zapytała.
– Oczywiście! – odparłam i podałam rękę.
Starsza pani, trzymając moją dłoń, przyglądała mi się z łagodnym uśmiechem na twarzy. Zmarszczki ułożyły się na niej w słoneczne promienie, a oczy zaświeciły ciepłymi iskierkami.
– Niech panią Bóg prowadzi, pani doktor – powiedziała do mnie pacjentka.
– Panią również niech Bóg ma swojej opiece – odparłam i poczułam jakąś miękkość przy sercu.
– Dziękuję, że pani tak mówi, dziś to się rzadko zdarza i niech się pani nie martwi, pani doktor. Będę się za panią modlić – dodała starsza pani, puściła moją dłoń i znowu się uśmiechnęła.
A ja pomyślałam. Tak uśmiechają się anioły.
______
"A kiedy znowu się spotkamy" (piosenka) - kliknij i posłuchaj: PIOSENKA
Bywaja pacjenci idealni, ktorzy czuja ze sprawczosc lekarza i skutecznosc leku to wciaz warunki niewystarczajace do wyzdrowienia.
@ "Co gorsza, był on już widoczny w poprzednich badaniach. Jednym słowem, ktoś go wcześniej przegapił."
czy ten "ktoś" wciaz partaczy diagnostyke? jezeli pacjent nie wnosi pretensji to czy istnieja procedury ze sprawa ma formalnie ciag dalszy?
Może to nie tyle uśmiech anioła tylko uśmiech wdzieczności starszej pani ,że spotkała się z grzecznym potraktowaniem co dziś nie zdarza się tak często ,zresztą nie tylko u lekarzy.
W moim odczuciu ten uśmiech był wyjątkowy. Ta pani była wyjątkowa. Bardzo rzadko spotyka się takich ludzi z wewnętrznym światłem.
@Fikovera......Dzisiaj starego człowieka już się nie zauważa.Jest przezroczysty.Blokuje miejsce pracy, zabiera czas w przychodniach i łóżko w szpitalach. Starsza pani miała szczęście,bo trafiła do pani jako lekarza który potrafi dojrzeć coś więcej niż zmarszczki.