W polskiej debacie energetycznej od trzydziestu lat powtarzamy to samo zdanie: musimy odchodzić od węgla. Jedni mówią to z przekonaniem, inni z rezygnacją, jeszcze inni z wściekłością. Ale niemal wszyscy popełniają ten sam błąd myślowy.
Wszyscy zakładają, że jedyne, co można zrobić z węglem, to go spalić.
A to jest dokładnie ten punkt, w którym cała dyskusja zaczyna i kończy się jednocześnie. Bo jeśli węgiel jest tylko paliwem do pieca, to rzeczywiście staje się problemem: dym, smog, CO₂, koszt wydobycia, presja klimatyczna, import gazu jako lepszej alternatywy. Tylko że węgiel nigdy nie był wyłącznie paliwem. Węgiel jest surowcem chemicznym. I dopóki go traktujemy jak drewno do kominka, dopóty będziemy mieli wszystkie problemy naraz.
Pytanie więc nie brzmi: czy odchodzić od węgla? Pytanie brzmi: czy przestaniemy go spalać, a zaczniemy go przetwarzać? Bo wtedy zmienia się wszystko.
Krok pierwszy: węgiel przestaje trafiać do pieca.
W nowym modelu węgiel z kopalni nie jedzie do elektrowni ani do składu opału. Jedzie do instalacji zgazowania i odgazowania, zlokalizowanej możliwie blisko miejsca wydobycia. Tam, bez dostępu tlenu, węgiel jest podgrzewany. Nie spalany.
Powstają trzy strumienie produktów:
- Gaz palny (syngaz: CO, H₂, CH₄) - paliwo gazowe.
- Koks / półkoks - paliwo stałe, bezdymne.
- Surowce chemiczne - smoły, fenole, benzol, amoniak.
To jest moment, w którym kończy się epoka dymiących kominów, a zaczyna epoka chemii przemysłowej.
Krok drugi: z węgla powstaje „polski gaz”.
Syngaz trafia:
- do turbin gazowych produkujących energię elektryczną,
- do ciepłowni miejskich,
- do przemysłu chemicznego jako surowiec,
- do produkcji wodoru, metanolu, amoniaku.
Zaczynamy produkować gaz z własnego surowca zamiast importować gaz ziemny. Nie mówimy już o energetyce węglowej. Mówimy o energetyce gazowej opartej na węglu. A to jest zasadnicza różnica.
Krok trzeci: domy przestają dymić.
Do gospodarstw domowych nie trafia już surowy węgiel, tylko koks lub półkoks czyli paliwo, z którego wcześniej usunięto wszystko, co powoduje smog. Nie potrzeba rewolucji technologicznej. Nie trzeba wymieniać całej infrastruktury grzewczej na pompy ciepła i elektryfikację wszystkiego. Wystarczy zmienić to, co trafia do pieca.
Smog znika, bo znika jego główna przyczyna: spalanie surowego węgla.
Krok czwarty: CO₂ przestaje być rozproszonym problemem.
Przy spalaniu węgla w tysiącach pieców i setkach kotłów emisje są nie do opanowania.
Przy zgazowaniu i przetwarzaniu chemicznym CO₂ powstaje w jednym miejscu, w wysokim stężeniu, gotowy do wychwytu lub wykorzystania przemysłowego. Nagle problem, który dziś jest nie do kontroli, staje się procesem technologicznym.
Krok piąty: wokół węgla odradza się przemysł chemiczny.
Z produktów ubocznych powstają:
- surowce do chemii,
- półprodukty dla przemysłu,
- nowe łańcuchy wartości.
Węgiel przestaje być kosztem energetyki, a zaczyna być bazą dla przemysłu.
Jak wyglądałby taki system w praktyce?
Model jest zaskakująco logiczny:
Kopalnia - zgazowanie - gaz dla energetyki i przemysłu - koks dla domów - chemia jako produkt uboczny - CO₂ wychwycony w jednym miejscu.
W tym modelu ograniczamy import gazu, likwidujemy smog, zwiększamy wartość dodaną z każdej tony węgla i nie traktujemy węgla jak paliwa, tylko jak surowiec. To nie jest futurystyka. To jest technologia znana od ponad wieku, dziś po prostu nowocześniejsza.
Największa zmiana nie jest technologiczna. Jest mentalna.
Trzeba przestać zadawać pytanie: jak długo jeszcze możemy spalać węgiel? I zacząć zadawać inne: dlaczego w ogóle go spalaliśmy? Bo spalanie jest najprostszym, najmniej efektywnym i najbardziej prymitywnym sposobem użycia tego surowca.
Największym błędem polskiej energetyki nie było to, że przez lata opierała się na węglu. Największym błędem było to, że przez te lata robiliśmy z nim najgłupszą rzecz, jaką można zrobić z węglem.
Paliliśmy go!
A wystarczyło go używać.
Pan też zwalcza kotły na paliwo stałe, a to jest gwarancja bezpieczeństwa energetycznego na wypadek wojny. Tam gdzie jest gaz wygodniej mieć ogrzewanie na to paliwo, ale nie oznacza, że należało likwidować normalne piece węglowe i na drewno.
Żeby coś się zmieniło najpierw musiałoby nastąpić rozliczenie odpowiedzialności za ideologię klimatyzmu. Nie ma kto tego dokonać, bo demokratyczna większość zaczadzona kopciuchami medialnymi.
Nie zwalczam kotłów na paliwo stałe Panie Marku, tylko proponuję zmienić paliwo do tych kotłów na ekologiczne i przede wszystkim własne. Nie trzeba zmieniać pieców, więc gwarancja bezpieczeństwa energetycznego pozostaje.
Napisał Pan: "Żeby coś się zmieniło najpierw musiałoby nastąpić rozliczenie odpowiedzialności za ideologię klimatyzmu. Nie ma kto tego dokonać, bo demokratyczna większość zaczadzona kopciuchami medialnymi".
Trzeba wiec tę zaczadzoną kopciuchami medialnymi większość zacząć edukować. Ja przynajmniej próbuję, choć, muszę przyznać, że z marnym skutkiem niestety.
Koksowanie węgla to stara i sprawdzona technologia, tylko że nie wyeliminowała węgla. Koks i węgiel zostały wyeliminowane przy użyciu tych samych oszustw ciągnących się od czasów rządów SLD. Nie tylko w tej dziedzinie nie wiemy co jest opłacalne i bratobójcza wojna koksu z węglem i drewnem sprawy nie rozwiąże, bo w zlikwidowanym piecu koksem się nie napali.
Ma Pan rację Panie Marku, że koksowanie historycznie nie zastąpiło spalania węgla, bo nigdy nie miało takiego celu. To była technologia dla hutnictwa i chemii, a nie dla energetyki kraju.
Ja nie piszę o powrocie do palenia koksem w piecach, tylko o czymś odwrotnym: o tym, żeby w ogóle przestać palić w piecach. Żeby była jasność, przestać palić nie znaczy likwidować.
Sens zgazowania i przetwarzania węgla polega na tym, żeby najbrudniejsza część procesu odbywała się w jednej instalacji przemysłowej, a do ludzi trafiała już energia, gaz albo paliwo wzbogacone, czyli koks, a nie surowy węgiel.
To nie jest wojna koksu z węglem, tylko zmiana miejsca, w którym węgiel jest wykorzystywany.
Koksownie nie wykluczają "domowego ogniska". Przez najbliższe 10 lat tradycyjny piec jest lepszy od plecaka ucieczkowego.
Tekst, jak 99,99% jest pisany z użyciem pierwszej osoby liczby mnogiej czyli MY. MY powinniśmy, my źle wybieramy, my to, my tamto. Decyzji nie podejmujemy "my", tylko "oni" - politycy. Mogą je podejmować w naszym interesie lub w interesie kogoś innego. Mogą?
To wygodny sposób myślenia, ale bardzo zwalniający z odpowiedzialności Panie Zbyszku.
Politycy nie spadają z kosmosu. Nie są obcą cywilizacją. Nie przyjeżdżają w teczkach z Brukseli ani z Moskwy. Wyrastają dokładnie z tego durnego społeczeństwa, które mówi dziś to nie my, to oni.
Oni mogą podejmować decyzje tylko dlatego, że wcześniej my przez lata nie interesujemy się, nie rozliczamy, nie wymagamy i nie rozumiemy, o czym w ogóle jest mowa.
Bo energetyka, surowce, przemysł chemiczny, paliwa, to nie są tematy wyborcze. To są tematy, które ludzi zaczynają obchodzić dopiero wtedy, gdy rachunki rosną. Dopóki jest ciepło w d... i tanio, wszyscy to właśnie w d... mają.
Więc tak - formalnie decyzje podejmują oni. Ale warunki, w których mogą podejmować złe decyzje bez konsekwencji, tworzymy dokładnie my.
I dopóki będziemy udawać, że nie mamy z tym nic wspólnego, dopóty naprawdę nie będziemy mieli.
czy wydobycie polskiego wegla musi byc drogie? pogdybac warto czy ewentualne radykalne obnizenie kosztow wydobycia mogloby wplynac na zmiane sposobu wykorzystania tego surowca. mysle ze watpie.
wydaje sie ze zachodnia mafia paliwowo-energetyczna ma zupelnie inne prioiytety anizeli zapewnienie bezpieczenstwa energetycznego prowincojnalnym bantustanom.
Koszt wydobycia w Polsce jest wysoki głównie z powodów geologicznych, a nie tylko organizacyjnych, więc raczej nigdy nie będziemy mieć taniego węgla, jak Australia czy Kolumbia.
I właśnie dlatego spalanie go wprost jest najmniej sensownym ekonomicznie sposobem wykorzystania.
Przy drogim surowcu jedyną logiczną drogą jest jego przetwarzanie na produkty o dużo większej wartości - gaz, metanol, wodór, chemię, koks a nie wrzucanie do kotła.
Tu nie potrzeba żadnych teorii o mafii, wystarczy zwykła ekonomia: drogi surowiec opłaca się przerabiać, a nie spalać.