Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Rozum i rozsądek - "prezerwatywa" na gorsze czasy

Filovera, 19.01.2026

Końcówka peerelu. Jeden ze szpitali w wielkim mieście. Godzina siódma rano. Na oddział chirurgii ogólnej trafia pacjent z krwawieniem z żylaków przełyku.

Lekarz przystępuje do tamowania krwawienia, a tu okazuje się, że nie ma podstawowej rzeczy – specjalnej sondy z balonikiem na końcu, by zatrzymać krwawienie. Z pacjenta się leje, co tu robić?

Lekarz wpada na pomysł, by „zrobić” taką prowizoryczną sondę z cewnika i… prezerwatywy. Wysyła więc pielęgniarkę do kiosku RUCH-u, który był pod szpitalem, by zakupiła kilka prezerwatyw.

Pielęgniarka, tak jak stała, wybiega ze szpitala, bo czas odgrywa rolę, patrzy – przed kioskiem długa kolejka po bilety, prasę, papierosy itd.

Niewiele myśląc w tym amoku, przepycha się do okienka i krzyczy: – Ludzie, przepuście mnie! Doktorowi potrzebna jest na gwałt prezerwatywa!

Nie wiem, jaka była reakcja ludzi, ale chyba przyjęli to ze zrozumieniem, bo pacjent przeżył.

***

Tę anegdotę, ponoć prawdziwą, choć zapewne ubarwioną kolejnymi opowieściami, usłyszałam na początku swojej lekarskiej drogi. Choć zaczynałam pracę już po formalnym upadku PRL-u, szpitale nadal zmagały się z brakami sprzętu i leków. Prowizorka była codziennością, a personel medyczny musiał wykazywać się pomysłowością i wzajemnym zaufaniem, by radzić sobie w sytuacjach granicznych.

Dziś realia są inne. Sprzętu i leków w większości szpitali raczej nie brakuje (jeszcze?), a aparatura diagnostyczna osiągnęła poziom, o jakim dawniej można było tylko marzyć. Brakuje natomiast lekarzy - i coraz częściej brakuje też tego, co sprawia, że personel oddziału staje się zespołem. W miejsce współodpowiedzialności i wspólnego myślenia pojawił się indywidualizm oraz narastające asekuranctwo.

Jedno jednak jest znowu wspólne: nieadekwatność środków finansowych do potrzeb pacjentów i oczekiwań personelu. Niezależnie od rzeczywistej wysokości deficytu NFZ i jego przyczyn (o czym nie chcę dyskutować, by nie wciągać się w polityczne dyskusje), funkcjonujemy dziś w mechanizmie stale rozwierających się nożyc - między możliwościami finansowymi a stale rosnącym zapotrzebowaniem na świadczenia.

W tej sytuacji warto postawić pytanie fundamentalne: czy w warunkach narastających ograniczeń powinniśmy nadal skupiać się na coraz wyższych standardach technicznych badań, co wymusza inwestycje w drogi sprzęt, czy raczej na zapewnieniu ich rzeczywistej dostępności i sensownego wykorzystania tego, co jest?

Nowoczesna diagnostyka jest ogromnym osiągnięciem medycyny, to fakt, z którym trudno polemizować, pod warunkiem jednak, że pozostaje narzędziem, a nie celem samym w sobie. Badanie powinno odpowiadać na konkretne pytanie kliniczne i prowadzić do decyzji terapeutycznej. Tymczasem coraz częściej bywa wykonywane „dla świętego spokoju” lub na zasadzie „lepiej zrobić niż nie zrobić”, bez jasno postawionej hipotezy diagnostycznej.

Rozbudowana diagnostyka paradoksalnie sprawiła, że osłabieniu uległo to, co stanowi istotę procesu rozpoznania: najpierw uważny wywiad, potem badanie przedmiotowe, następnie rozpoznanie wstępne i dopiero na jego podstawie — celowo dobrane badania dodatkowe. To klasyczne myślenie kliniczne nie jest reliktem przeszłości, lecz sposobem porządkowania decyzji, który chroni zarówno pacjenta, jak i lekarza przed popełnieniem błędu.

I nie chodzi tu o oszczędzanie na pacjentach ani o powrót do czasów niedoboru. Chodzi o rozsądek. O świadomość, że wykonywanie dziesiątek kosztownych badań bez jasno określonego celu generuje nie tylko wydatki, ale także kolejki, opóźnienia, niepokój i chaos decyzyjny.

Co wspólnego ma z tym przytoczona na początku anegdota? Być może to, że potrzeba bywa matką wynalazków - ale tylko wtedy, gdy towarzyszy jej myślenie. Technologia może ułatwiać leczenie, lecz nie powinna zastępować rozumu. To on pozostaje najcenniejszym narzędziem medycyny, szczególnie wtedy, gdy przychodzą gorsze czasy.

_____

A teraz zapraszam Was nieustająco na mój blog OPOWIEŚCI WĘDROWNE, gdzie znajdziecie spokój i wytchnienie. 

Kto jednak chce poczuć upał i gorąc, niech zaczyta się w opowiadaniu "Kostropate życie" z mojego zbioru opowiadań CHIMERA. Opowiadanie zaczyna się tak: Tego roku we Wrocławiu lipiec był ponad miarę gorący. Nie tylko od upału. W mieście szalała zaraza. Zmieniała oblicze miasta i twarze ludzi. Jak wytrawna artystka malowała na nich strach i niedowierzanie. I krosty – te jawiły się niczym pieczęcie na wyroku: dożywocie czy śmierć? Może wciągnie Was ten klimat epidemii ospy, jaka szalała we Wrocławiu 1963 roku? 

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 480
admin

Admin Naszeblogi.pl

18.01.2026 22:00

Dobre! (:

Teofila77

Filovera

19.01.2026 15:24

Dodane przez admin w odpowiedzi na Dobre! (:

Dzięki

Marek Michalski

Marek Michalski

18.01.2026 23:05

"...funkcjonujemy dziś w mechanizmie stale rozwierających się nożyc - między możliwościami finansowymi a stale rosnącym zapotrzebowaniem na świadczenia."

i

"(o czym nie chcę dyskutować, by nie wciągać się w polityczne dyskusje)"

Wskazała Pani dwie przyczyny patologii w medycynie:

  1. bizantynizacja medycyny
  2. upolitycznienie medycyny (ideologia marksistowska)
Teofila77

Filovera

19.01.2026 15:25

Dodane przez Marek Michalski w odpowiedzi na "...funkcjonujemy dziś w…

Upolitycznienie jest niestety duże :-(

NASZ_HENRY

NASZ_HENRY

19.01.2026 10:25

.........Nie chodzi o to by złapać króliczka, ale by gonić go..............😉

world-scam.com
Po wyleczeniu lekarz jest zbędny ;-)
spike

spike

19.01.2026 13:42

Największym problemem - zakałą współczesnej medycyny, od lekarzy zaczynając, na szpitalach kończąc, jest jego komercjalizacja, która jest głównym celem tej działalności, dołącza do tego cały przemysł farmaceutyczny. - - - - - Włosy dęba stają, jak dowiadujemy się ile kosztuje nie tylko najprostsza operacja, zabieg (inna nazwa operacji), dzięki czemu można po zabiegu, pacjenta deportować do domu, na samoleczenie poszpitalne, a są operacje wyliczane na mln zł, co nie tylko ogranicza ilość operacji, ale także usprzętowienie szpitala, tam nie obowiązuje podstawowa zasada biznesu, że pieniądz musi być w ciągłym obiegu, wtedy daje wymierne zyski. W chwili zastoju rynku, przedsiębiorca może zrezygnować z wcześniejszych zysków, produkować po kosztach produkcji, firma przetrwa, by potem pracować z zyskiem. Szpital nie wykona operacji, więc jakiegokolwiek zysku nie osiągnie, lekarze i personel się obija, z płacić im trzeba. - - - - Co do sprzętu, widzimy jak to działa równie podobnie, idąc do sklepu ze sprzętem rehabilitacyjnym , zwykły chodzik kosztuje kilkaset zł, kupując poza "systemem" zapłacimy 50-70% taniej, podobnie jest ze sprzętem bardziej rozbudowanym, np. używany, sprawny kardiomonitor miałem okazję kupić za kilkaset zł. podobnie z innym sprzętem, a co roku Orkiestra gra, żeruje jak ten pasożyt na tym systemie, wyłudzając rękoma naiwnych dzieci pieniądze na sprzęt, o którym krążą opowieści, by jeden człowiek z całą rzeszą swoich "królików" żerował na ludzkim nieszczęściu, to nie jest charytatywność.
Teofila77

Filovera

19.01.2026 15:26

Dodane przez spike w odpowiedzi na Największym problemem -…

Patologia owsiakowa w szpitalach to osobny temat :-(

izabela

Izabela Brodacka Falzmann

20.01.2026 00:48

@@@ 

Były takie czasy gdy lekarz kierował się własnym sumieniem a nie procedurami. Takim lekarzem był w Mińsku Mazowieckim słynny dr Władysław Gucewicz. Nie miałam okazji go poznać ale osobiście słyszałam opowiadania mieszkańców Mińska o tym jak dr jechał w mroźną zimę 20 km, saniami do porodu po czym zamiast wziąć honorarium zostawiał położnicy pieniądze na jedzenie i mleko. Znałam natomiast osobiście równie słynnego doktora Leśkiewicza. Nasza przychodnia rejonowa mieściła się przy ulicy Szczęśliwickiej . W niedzielę nasza roczna córeczka dostała niespodziewanie wysokiej gorączki. Przychodnia była oczywiście nieczynna. Baliśmy się wzywać pogotowie, gdyż dziecko niewątpliwie zabrano by do szpitala. Dodzwoniliśmy się do doktora Leśkiewicza do domu. Żona lekarza powiedziała, że jest on na działce, ale na pewno przyjedzie. Rzeczywiście po godzinie trochę sapiąc pojawił się na naszym czwartym piętrze ( winda od czasów powstania była zepsuta).
 „Trzydniówka” orzekł zbadawszy dziecko. „ Co robić?” zapytałam. „Nic” – odparł, a potem cedząc słowa  dodał - „.. jeżeli to pomoże…. pani …na głowę… może pani podać dziecku aspirynę”. Oczywiście nie podałam i byłam zachwycona tak jasnym postawieniem sprawy.  
Zapytaliśmy o honorarium. Wszak wezwaliśmy go prywatnie.
Odpowiedział: „ zasady są proste i proszę to zapamiętać-  moi pacjenci rejonowi nigdy nie płacą za wizyty domowe i zawsze gdy są jakieś problemy mogą mnie wezwać. W przychodni przy Szczęśliwickiej rządził żelazną ręką. Opowiadano że wyrzucił przez okno becik niemowlęcia które w upalny dzień przyniosła w puchowym becie do przychodni mamuśka. Osoba przychodząca punktualnie na wyznaczoną wizytę nigdy nie czekała. Spóźnialskie trafiły na koniec kolejki. Znam kilka osób które wybrały pediatrię zapatrzone w doktora Leśkiewicza. 

Zofia

Zofia

20.01.2026 09:40

Dodane przez izabela w odpowiedzi na @@@ Były takie czasy gdy…

@Izabela...

Przywołała Pani wspomnienia o lekarzu. Podzielę się moim spotkaniem z prawdziwym lekarzem. Jest rok 1978, chodziłam w ciąży z moim pierwszym dzieckiem. Moim prowadzącym ciążę był ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w powiatowym miasteczku na Rzeszowszczyźnie. Była zima i podczas wizyty u lekarza jak tylko zauważył, że kobiety przychodzą w figach i butach na wysokim obcasie obsztorcowywał ich na całą poradnię. O każdej godzinie dnia i nocy wizytował porodówkę. Zajrzał nawet do łazienki. Gdy spotkał palącą robił awanturę i jak nie potrzebowała opieki wypisywał do domu. Teraz zamykają porodówki a przy oddziałach urządzają ( ku mojemu zdziwieniu) palarnie dla wygody palaczy. Smutne to ale prawdziwe. Dawniej w szpitalach był spokój i można było dochodzić do zdrowia pod opieką lekarzy i pielęgniarek a teraz po szpitalu snują się "odwiedzający" jak po galerii.

Filovera
Nazwa bloga:
NIECODZIENNIK
Zawód:
Kilka, dożywotnio lekarz
Miasto:
Odpłynęłam z Łodzi do domku pod lasem

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 57
Liczba wyświetleń: 346,131
Liczba komentarzy: 749

Ostatnie wpisy blogera

  • Dogonić świat na drezynie
  • Życzenia pełne zdrowia. Długa historia w kilku słowach
  • 5 powodów, dla których nie warto chodzić po doktorach

Moje ostatnie komentarze

  • Patologia owsiakowa w szpitalach to osobny temat :-(
  • Upolitycznienie jest niestety duże :-(
  • Dzięki

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • My tu maju-maju, a biała polska jesień tuż-tuż
  • Koronawirus atakuje mózg?
  • Gdy kobieta bije "Rudą"

Ostatnio komentowane

  • Zofia, @Izabela...Przywołała Pani wspomnienia o lekarzu. Podzielę się moim spotkaniem z prawdziwym lekarzem. Jest rok 1978, chodziłam w ciąży z moim pierwszym dzieckiem. Moim prowadzącym ciążę był ordynator…
  • Izabela Brodacka Falzmann, @@@ Były takie czasy gdy lekarz kierował się własnym sumieniem a nie procedurami. Takim lekarzem był w Mińsku Mazowieckim słynny dr Władysław Gucewicz. Nie miałam okazji go poznać ale osobiście…
  • Filovera, Patologia owsiakowa w szpitalach to osobny temat :-(

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności