
Psia kość, przez swoje notoryczne lenistwo, albo gnuśność, (nie rozróżniam tego), doprowadziłem, by mój mentor, jedyny wiarygodny ekspert w sprawach geopolityki i strategii politycznych i wojskowych, Marek Budzisz, właśnie opublikował swoją audycję, dokładnie w kwestii przyszłości i roli Grenlandii. Nie wysłuchałem tego, by nie doznać nieswoich inspiracji. Opublikuję swój felieton i dopiero potem posłucham Marka Budzisza.
Zacząłem pisać to w ubiegłą sobotę i chyba skończę rano w czwartek. Ale przejrzałem źródłowe materiały i zgromadziłem potrzebne fakty i zdarzenia.
Usłyszałem też fajną ciekawostkę. Potężna Dania z wikingowskimi tradycjami, będzie bronić Grenlandii przed najazdem Trumpa i jego głodnej bandy Amerykanów. Z Grenlandii zrobią potężną twierdzę. Już mają świetnego wykonawcę. Będzie to firma LEGO.
Wrogowie prezydenta Donalda Trumpa, ci wszyscy neobolszewicy ukryci pod marką lewicy liberalnej, plus nieszczęsne dziwaki Unii Europejskiej, publicznie wrzeszczą, że takie działania, jak niedawno Wenezuela, teraz Grenlandia, a w krótce Kanada, to tylko paskudne ego amerykańskiego przywódcy, chciwego biznesmena, który pragnie tylko zdobywać, a właściwie rabować i kraść co sie da i co jest pod ręką.
Udało się z Wenezuelą, gdzie ich dyktator był chroniony przez ruskie wojsko i sprzęt wojenny, oraz najlepszych kubańskich komandosów. Od razu widać, że z Grenlandią i tą gromadą około 50-ciu tysięcy rdzennych inuitów (nienawidzą, gdy ktoś mówi o nich eskimosi), spokojnych mieszkańców będzie łatwiej, gdy zapewni im się lepszy poziom życia. Tylko ci Duńczycy...
No właśnie... Dlaczego Dania tak głośno i z międzynarodowym wrzaskiem walczy tak mocno, że nawet Tusk i Sikorski nie mają słów z oburzenia. Zaraz, zaraz – a jaki jest właściwie status tej największej wyspy świata i jej realcje z Danią? I tu się robi ciekawie.
A więc tak: - Grenlandia należy do Królestwa Danii (tak jak Dania właściwa i Wyspy Owcze), głową państwa jest król Danii i nie jest niepodległym państwem. Jednak to się raczej ukrywa i używa się nazwy Autonomiczne terytorium samorządne. Od 2009 roku Grenlandia ma tzw. rozszerzony samorząd (Self-Government): Grenlandia SAMODZIELNIE decyduje o: prawie lokalnym, gospodarce, edukacji, ochronie zdrowia, środowisku, policji i sądownictwie (w dużej mierze), języku (grenlandzki jest językiem urzędowym), A Dania zachowuje kontrolę nad: polityką zagraniczną, obronnością i walutą.
Grenlandia NIE jest protektoratem. Protektorat oznacza: - brak realnej samodzielności, a zarządzanie przez państwo „opiekuńcze”
Grenlandia: ma własny parlament (Inatsisartut), własny rząd i realną władzę lokalną. więc to nie protektorat. Lecz co ciekawe i ważne: - Grenlandia ma PRAWO DO NIEPODLEGŁOŚCI. Grenlandia ma ZAPISANE PRAWO DO SAMOSTANOWIENIA.
- jeśli Grenlandczycy w referendum zdecydują o niepodległości. Dania musi to uszanować.
- I jeszcze taka ciekawostka: - Dania jest w UE, a Grenlandia nie.
- Czyli jest ładnie pogmatwane. A jeśli zgodnie z obecną strategią USA, na Grenlandii, gdzie już przecież mają swoje bazy, zdecydują, że teraz Stany Zjednoczone przejmą opiekę nad bezpieczeństwem tej wyspy, to będzie duży konflikt z Danią, bądź co bądź, państwem NATO?
- USA JUŻ SĄ NA GRENLANDII – LEGALNIE. USA mają tam bazę Thule / Pituffik Space Base i działa to na mocy umów z Danią. Dania świadomie zgodziła się na amerykańską obecność wojskową - to elementNATO i obrony Arktyki. Czyli: USA nie są tam „na dziko”. Trzeba mieć świadomość, że Grenlandia nie wybrała Danii — Dania wybrała Grenlandię, a prawo do „wyboru” dano Grenlandczykom dopiero wtedy, gdy świat przestał tolerować kolonie. A Amerykanie mogą uczciwie i szczerze powiedzieć: - „Od teraz my odpowiadamy za bezpieczeństwo Grenlandii. Pozwólcie nam robić WIĘCEJ, bo inaczej zrobi to ktoś inny”.
I tu jest właśnie clou. Czyli "gwóźć" problemu Grenlandii.
To nie jest takie coś wyssane z palca, że nie tylko dla Stanów Zjednoczonej, a nawet dla półkuli zachodniej, a nawet można powiedzieć, dla całej cywilizacji łacińskiej, zarówno Chiny, jak i Rosja, to państwa wrogie. I jak widać po opisanej Ameryce Południowej, po Afryce i Azji ich imperialna ekspansja również ostrzy zęby i także zrobią wszystko, by zdobyć Grenlandię. Przez wszystkich geostrategów, i tych naszych i tych wrogich, ta potężna wyspa jest uznawana za newralgiczny punkt dla Oceanu Atlantyckiego, dla Pacyfiku i dla Arktyki. Czyli tu nie tylko jak na Alasce, stworzy się barierę defensywnej obrony przed rakietami, bojowymi samolotami czy dronami, ale także będzie kontrolować położenia i ruchy wrogich nawodnych i podwodnych sił wroga.
Ma więc, jak to lewacy – w USA pod nazwą "demokraci" i ci, już kompletnie niepoważni w Unii Europejskiej wrzeszczą i wprost wpadają w szał, że "Trump! Ręce precz od Grenlandii!" więc mają walczące władze Ameryki zrezygnować z użycia Grenlandii dla obrony i śledzenia wrogich działań? To przecież czysta głupota.
Oczywiście, nie ma wątpliwości, że każda próba jednostronnego przejęcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo Grenlandii przez USA oznaczałaby konflikt polityczny z Danią i podważenie zasad NATO. Dlatego Waszyngton działa tam wyłącznie metodą presji, umów i faktów dokonanych — nigdy otwartej konfrontacji.
Coś mi się zdaje, że Donald Trump szybko załatwi problem Grenlandii. Uczciwe, nieuczciwe. Przecież ten status tej wyspy i jej mieszkańców, to niestety jakaś forma kolonizacji. Pytali się kiedyś Grenlandczyków, czy chcą być częścią Danii?
NIE. Grenlandczyków NIGDY nie zapytano, czy chcą być częścią Danii.
Podporządkowanie sobie Grenlandii to była i jest forma kolonizacji, choć dziś ubrana w bardzo „cywilizowany” język autonomii i dobrobytu. Więc czy amerykańska poprawność i moralność jest gorsza od duńskiej?
Czy zainteresowanie USA Grenlandią to imperializm? Nie. To klasyczna logika mocarstwowa. USA: - JUŻ tam są (bazy, radar, system wczesnego ostrzegania); Arktyka staje się kluczowym teatrem: Rosja, Chiny (tak, Chiny – „near-Arctic state”); kontrola Grenlandii = kontrola: - północnego Atlantyku, tras rakietowych, przyszłych szlaków morskich.
To nie jest kaprys prezydenta. To jest doktryna bezpieczeństwa.
Nie każde rozszerzenie wpływów jest imperializmem — czasem jest to po prostu odpowiedź na geograficzny i militarny fakt, że świat nie czeka, aż Europa dojrzeje do odpowiedzialności.
PS Gdybym miał możliwość przesłać Donaldowi Trump'owi moje hasło do nazwania tej geostrategii dla Południowej Ameryki i Grenlandii na początek działań to brzmiałoby ono: - WE THEM OR THEY US - MY ICH, ALBO ONI NAS
W mojej skromnej publicystycznej trylogii będzie jeszcze jeden odcinek. To Kanada. To nie moja teoria i wymysł, tylko słowa Donalda Trumpa w jego pierwszej mowie po objęciu stanowiska. To nieszczęśliwie istnieje pod XIX wiecznym hasłem Ameryka dla Amerykanów. Nieskromnie powiem, że moje hasło MY ICH, ALBO ONI NAS nie było by rozumiane, że wszystko ma być dla USA. Ten trzeci wpis o Kanadzie, to również projekt, który nie ma Kanadę skrzywdzić. Wprost przeciwnie. Kanada tylko, jak dojdzie do porozumienia, może ogromnie zyskać. I jej udział to również uczestnictwo w obronie naszej cywilizacji, naszych wartości i prawdziwej demokracji.
Tak więc z góry zapraszam, do Kanada pachnąca żywicą, co jest zapożyczeniem od naszego wspaniałego, wędryjącego po świecie pisarza, Arkadego Fiedlara.
PS Nie mam pewności, że to będzie akurat ten tytuł. Może wymyślę coś innego.
https://assets.zerohedge…