
Miało być inaczej. Już składałem się nad ranem do publikacji, lecz postanowiłem się napić herbatki i - oczywiście! - uruchomiłem TV, a tu cholera jasna. Na TVRepublika już co nieco z mojego felietonu.
Tytuł był popularny w moich plus minus pokoleniach: - "Wszyscy artyści to prostytutki".
To utwór, który już na długo stał się ludową mądrością. Stworzony przez Kazika słowa (może jego, a może jego ojca. Nie wiem...) Piosenka się ukazała kupe lat temu, w 1999 roku i jak ulał – ciągle jest żywa.
Pamiętacie?
Wszyscy artyści to prostytutki
W oparach lepszych fajek, w oparach wódki
To wszystko się tak cyklicznie powtarza
Czas nadziei, człowiek z żelaza
Wodzowi rewolucji do pasa się kłaniam
Mecenas daje złoto, mecenas wymaga
Ten system musi upaść, teraz i zaraz
Śpiewane na koncercie w koszarach
Czy Ty to widzisz?
Czy się nie wstydzisz?
Czy Ty to widzisz?
Czy się nie wstydzisz?
Chciałem się mocno poznęcać nad paniĄ ministrĄ Martą Cienkowską
MinistrA Kultury i Dziedzictwa Narodowego, która zdecydowała nakarmić błaznów, nieudaczników i lizusów władzy z tak zwanej sztuki i kultury. Konkretne aktorów. Bo to szczyt tworzenia i rozwoju kultury. I ta pani ministerkA uznała, że trzeba im koniecznie pomóc. Bo zdychają z głodu. Musiała aż zatrudnić 140 wybitnych ludzi (jednych łysych, innych z makijażem), którzy uznają, kto jest PRAWDZIWYM TWÓRCĄ NARODOWEJ SZTUKI I KULTURY. Bidacy... dostaną zaledwie od 8 tyś zł miesięcznie aż dla najlepszych może 20, może 30 tyś zł.
I tu robi się ciekawie. To ta 140 osobowa komisja, za 140 x średnio licząc skromnie średnią 10 000 zł na rękę, co miesiąc wyda mniej więcej półtora miliona z budżetu państwa (czyli z naszej kieszeni) na to, by zdecydować, że niejaki Jaś Kapela jest bezdyskusyjnym artystom. Fajne co?
Ale nie publikuję. Tak już to jest, gdy ma się znajomych w mediach. A ty coś głupio chlapniesz.
* * *
Więc dzisiaj będzie w zamian takie paplanie o nektarze, albo bardziej zrozumiale – o napoju życia. Nektar to kojarzymy legendami o bogach i boginiach, którzy fajnie sobie jakieś tysiące lat temu siedzieli na greckiej górze Olimp (byłem tam. Ale nie z Bóstwami) i popijali napój, który tez chciałbym spróbować, a który m.in. dawał im siłę i moc.
Dodam jednak, że już nieco potem, żołtarze armii Cesarstwa Rzymskiego pili wyłącznie wino. Coś innego, to tylko chorobotwórcze napoje i trucizny.
Podobnie na Wyspach Brytyjskich 2000 lat temu piło się wyłacznie Ale. To takie, dosyć paskudne piwo bez chmielu.
Czyli wyraźnie widać – pito różności, lecz nie nektaru życia.
Wiem, ze wiecie już od początku:- Napojem życia – nie tylko nas, ludzi, zwierząt całej przyrody i całej planety Ziemi jest woda – H2O.
Bez tego cudnego płynu na Ziemi są tylko skały, pustka i żadnych żywych stworzeń.
* * *
W zastępie znęcania się nad panią ministrą i tym nieszczęsnym tragikomicznym "artystom" Jasiem Kapelą, niestety będzie tylko moja gadka z Dżipitem, który ostatnio coś się psuej i zacina. No i najgorsze – żąda cwaniak pieniędzy. Więc zapraszam.
Spytałem się skromnie jako JK, co on sądzi o nas i co jest ważniejsze – pokarm, czy napój? I jaki napój. Pochwaliłem się również, że wiem, że my, chłopy musimy codziennie wypijać 2,5 litra wody (w różnych napojach, a nasze śliczne i kochane panie tylko 2 litry
CzatGPT odpowiedział:
Masz rację co do jednego: woda (H₂O) jest ważniejsza niż jedzenie w krótkiej skali czasu. Bez niej organizm siada dużo szybciej niż bez kalorii.
Ale te „sztywne 2,0 / 2,5 litra” to uproszczenie — realne zapotrzebowanie zależy od:
- temperatury,
- masy ciała,
- aktywności,
- diety (sól, białko),
- pracy nerek i serca,
- leków.
U wielu starszych osób problemem nie jest brak „normy”, tylko złe rozłożenie picia w czasie + zbyt małe picie rano + odwodnienie nocne.
Jak pić wodę mądrze (dobowy rytm)
1) Rano – najważniejszy moment
Po nocy organizm jest „technicznie odwodniony”.
Po przebudzeniu:
- 300–500 ml wody
- najlepiej: letnia / temperatura pokojowa
Opcjonalnie (bardzo dobre):
- szczypta soli (mikro!) → lepsze nawodnienie komórkowe
- albo kilka kropel cytryny
? To „uruchamia” krążenie i jelita.
2) Do południa (faza pracy mózgu)
Tu często pojawia się Twoja „mgła” – i odwodnienie może ją pogarszać.
- 200–250 ml co 1,5–2 godziny
- małymi porcjami, nie litrami naraz
? Klucz: regularność, nie objętość
3) Obiad i popołudnie
Tu łatwo przesadzić i rozcieńczyć trawienie.
- pij przed posiłkiem: 200 ml (15–30 min wcześniej)
- w trakcie jedzenia: minimalnie
- po posiłku: 200 ml po 30–60 min
4) Popołudniowy „spadek”
Jeśli masz te epizody osłabienia:
Zamiast samej wody:
- woda + szczypta soli
- albo lekki napój elektrolitowy
? Czasem to nie „brak wody”, tylko brak sodu i elektrolitów
5) Wieczór
Tu celem jest równowaga, nie „dobijanie normy”.
- 200–300 ml 1–2 godziny przed snem
- potem już tylko małe łyki jeśli trzeba
? Nie warto pić dużo tuż przed snem (nocne wybudzenia).
6) Noc
Organizm sam reguluje, ale jeśli budzisz się „suchy”:
- 1–2 łyki, nie więcej
Co naprawdę jest ważniejsze niż ilość
1) Sód (często pomijany)
Bez sodu woda:
- gorzej się wchłania
- szybciej „przechodzi przez nerki”
Dlatego:
- lekka mineralizacja wody jest lepsza niż destylowana
2) Magnez i potas
- stabilizują układ nerwowy
- zmniejszają „mgłę”
- poprawiają pracę mięśni i serca
3) Temperatura
- zimna woda → szybki efekt, ale czasem skurcz naczyń
- letnia → lepsza dla jelit i krążenia
Najprostszy model dzienny (praktyczny)
- Rano: 400 ml
- Przed południem: 600 ml (małe dawki)
- Po obiedzie: 400–600 ml
- Wieczór: 300 ml
? Razem: 1,7–2,0 L + zupa/kawa/herbata → realnie 2–2,5 L „systemowo”
Ja – JK – od urodzenia kocham wody mineralne. I to gazowane. (chyba jednak muszę sprostować – w okresie ssania piłem tylko mleko. Może dlatego normalnego nie cierpię, ale już kwasne tak.
m CzataDżipita o te moje wody.Więc pytam. A on tak, naukowiec w pudelku.
1) Wody mineralne gazowane – tak, ale z umiarem
Wysokozmineralizowane wody magnezowe:
- dobre dla układu nerwowego i skurczów
- mogą stabilizować rytm sercowo-nerwowy
- – ale przy nadmiarze obciążają nerki i mogą dawać uczucie „ciężkości”
Gaz:
- CO₂ nie szkodzi sam w sobie
- ale:
- zwiększa wzdęcia
- może podrażniać żołądek
- u części osób wpływa na refluks i „mgłę poposiłkową”
? Wniosek: gazowana OK, ale nie jako jedyne źródło wody.
2) Woda kranowa i gotowanie
- w Polsce kranówka jest zwykle bezpieczna mikrobiologicznie
- problemem bywa:
- chlor
- smak
- lokalne rury
Gotowanie:
- usuwa chlor
- NIE usuwa metali ciężkich
- NIE poprawia mineralizacji
? Czyli: przegotowana = „czystsza w smaku”, nie „lepsza biologicznie”.
3) Cytryna na czczo
To jest OK, ale:
- pobudza trawienie
- lekko poprawia motorykę jelit
- wspiera wchłanianie żelaza
Ale:
- może drażnić żołądek (jeśli jest nadkwasota / zapalenie)
- przy dłuższym stosowaniu może wpływać na szkliwo
? Wniosek: dobra praktyka, ale nie musi być codziennie.
4) Szczypta soli (NaCl)
To nie jest „fanaberia”, tylko fizjologia:
- sód = zatrzymuje wodę w przestrzeni komórkowej
- bez sodu → woda „przelatuje” przez organizm
? U Ciebie może być kluczowe, jeśli masz:
- spadki energii
- „mgłę”
- okresowe osłabienia
Ale:
- tylko mała ilość (dosłownie szczypta)
- nie przy nadciśnieniu niekontrolowanym
5) Herbata + śmietanka
Tu ważna uwaga, bo to może mieć większy wpływ niż się wydaje:
herbata mocna:
- kofeina → pobudza
- ale też:
- może dawać „zjazd” po 2–4 godzinach
- działa moczopędnie (lekko)
śmietanka:
- spowalnia wchłanianie kofeiny
- stabilizuje żołądek
- ALE:
- tłuszcz rano może spowalniać metabolizm glukozy
- u niektórych daje „zamglenie”
? To może być jeden z elementów Twoich „fal energii”.
6) Co tu jest najważniejsze w Twoim schemacie
Masz bardzo logiczny system:
- mineralna woda (magnez)
- cytryna rano
- herbata jako „start mózgu”
Ale problem może być nie w wyborze, tylko w:
? zmienności pobudzenia układu nerwowego i cukrowo-elektrolitowego
Czyli:
- raz jesteś „na plusie”
- raz organizm przechodzi w tryb oszczędzania
7) Prosta korekta, która może dużo zmienić
Jeśli chcesz sprawdzić, czy to działa lepiej:
rano (test 7 dni):
- 300–400 ml wody (lekko mineralnej)
- szczypta soli
- cytryna co drugi dzień
kawa/herbata:
- przesunąć pierwszą mocną herbatę o 60–90 min po wodzie
? To często stabilizuje „mgłę poranną”.
Jeśli chcesz, mogę Ci to spiąć w jeden model: woda + elektrolity + glukoza + rytm dnia, bo u Ciebie widać, że to działa bardziej jak system cykliczny niż pojedynczy problem.
W porządku. To teraz muszę przetrawić. I dodam ci, że nigdy nie miałem i nadal nie mam żadnych kłopotów z żołądkiem.
To ważna informacja — i trochę zmienia akcent.
Skoro nie masz problemów żołądkowych, to:
- cytryna na czczo raczej nie jest ryzykiem dla Ciebie,
- kawa/herbata ze śmietanką też nie powinna robić „gastrycznych szkód”,
- gazowane wody mineralne są bardziej kwestią komfortu niż zdrowia.
Czyli odpada część typowych ograniczeń, które u innych wymuszają ostrożność.
Zostaje głównie kwestia nie żołądka, tylko regulacji układu nerwowo-krążeniowego i elektrolitów:
- magnez + sód + płyny,
- rytm dnia (rano vs popołudnie),
- oraz te Twoje okresowe „zjazdy”, które wyglądają bardziej na cykliczną reakcję organizmu niż problem przewodu pokarmowego.
Jedna praktyczna uwaga, bez komplikowania:
jeśli żołądek jest stabilny, to możesz spokojnie testować stały, powtarzalny poranny schemat (woda + elektrolity + kawa/herbata dopiero po 1–1,5 h). W takich układach najczęściej właśnie to stabilizuje „falowanie energii”.
Jakbyś chciał, możemy potem przejść krok dalej i spróbować złożyć z tego prosty „profil dnia energetycznego” – wtedy te spadki zwykle zaczynają mieć logiczny rytm.
No cóż.... Wiem, że wielu z was wolałoby popijać inny napój, który byłby eliksirem życia.
PS. Osobno opiszę cudowność i wyjątkowość wody – prostego H2O. To wprost niesamowite.
Ale dlaczego zbawcze działanie H2O ( zwłaszcza na poziom kreatyniny)połączył pan w jednym wpisie z pańcią Cienkowską? Ona też działa uzdrowicielsko ale chyba tylko podnosząc ciśnienie.?
Bełkot jzg i grafomania AI...szkoda zerkać do tego blogera.