
Wcale nie zapomniana. Tylko dzisiaj, kiedy bardzo modne jest wrzucanie zagranicznych wyrazów i zwrotów, te błazny awansowały poprzez internetowe Tik Toki i inne Instagramy, do szczytnej pozycji trendmakerów w obszarze (a jakże! Też po nagielsku) Lifestyle. Czyli właśnie czyste szpanerstwo.
Wiecie, że jednoznaczne dla mego pokolenia słowo szpaner posiada aż 86 polskich synonimów? Niesamowite! Znaczy to, że tacy ludzie muszą bardzo wq**wiać otoczenie.
Więc szpaner m.in.to:
panek, błazen, jaśniepan, fanfaron, komediant, ważniak, aktor, picer, przemądrzalec, symulant, kabotyn, bubek, pyszałek, bajerant, efekciarz, purchawka, bufon, buc, blagier, pozorant, mistyfikator, mydłek, zadufek, deklamator, snob, pozer, zarozumialec.
Szacuję na oko, że wśród tych lewicowych tuskoidów to jakieś 60% otumanionych, a w Warszawce nawet 80%.
Takie czasy, gdy kłamstwo, blaga i oszustwo wygrywa ze skromną przyzwoitą prawdą.
__________________
Mój ostatni felieton wzbudził fajne komentarze, a w pewnym momencie bractwo zaczęło sobie marzyć o imprezkach, najlepiej na Mazurach, a potem, jak to chłopy, rozpoczeła się dyskusja o wyższości dobrej gorzały, nad kiepską gorzałą.
I jak to często bywa – ilu koneserów i ekspertów, tyle różnych głosów.
Więc uznałem, że warto przypomnieć, jak to przed laty, szpanerstwo zakochało się w whisky.
___________________
Temat lżejszy. Dla koneserów dla przypomnienia, a dla aspirantów do zanotowania w kajeciku.
__________________________________________________________________________________
Szpanerstwo w Polsce jest ulubionym zajęciem nowych burżujów. Whisky odgrywa w tym bardzo ważną rolę. Ta nie tak dawno odkryta u nas trucizna powstała, tak, tak, w Irlandii. Ale spróbujcie to powiedzieć w Szkocji - ha, ha...
Walnęła u nas komuna (no, powiedzmy); naród najpierw sapnął i przysiadł, lecz szybko się podźwignął, sklepy się zapełniły, powstały sieci hipermarketów, zaczęto podróżować.
A niektórzy się nawet wzbogacili. To nie ważne, że długo kochali białe frotowe skarpetki do swoich buraczkowych garniturów. Jak się wsiada do wypasionego merola, to przecież nieistotne. Szybko pojawiły się wyższe potrzeby. Nie, nie – nie te określane przez socjologię i kulturę. Wyższe potrzeby to były głównie cygara i whisky. Zaczynało się skromnie, cygaro – nie ważne jakie, byle solidne i z kolorową banderolą. Wśród bursztynowego trunku królował niezmordowany Johnny Walker, pieszczotliwie nazywany Jasiem Wędrowniczkiem.
Oczywiście, łiskacz i cygara używało się przy okazji. Najlepiej przy okazji obecności dużego grona znajomych, najlepiej nieco uboższych. Ach, to było to! Plastykowe krzesełka w ogrodzie, grill z karkówką powoli dymi, opowiadamy sobie jakimi szmaciarzami jest ta polska reprezentacja, pykamy cygaro, obliczone co najmniej na pół godziny i sączymy tą szkocką pluskwiankę. Oczywiście, w swoim wąskim gronie preferujemy czyściochę i papierochy. Kto by się tam truł. Lecz, czego się nie poświęca dla żony i przyszłości dziatek.
Gdy minął okres inicjacji i zauroczenia białymi skarpetkami, zaczęło się nawet pojawiać ą i ę, nieważnie, że często brzmiące nieco śmiesznie, jak w wypowiedziach pana Leszka Millera. I nagle, jak grom z jasnego nieba, zdaliśmy sobie sprawę, że jest whisky i whiskey. Ki diabeł? A ktoś nawet powiedział, że Jasiu Wędrowniczek to obciach i wiocha. Rany Boskie! To ja też, w tamtych czasach ogrodowego grilla, byłem obciach i wiocha? Merola wprawdziej już wymieniłem na Range Rovera, ale każdy wie, że liczą się drobiazgi, no i te, jak tam… niuanse.
I tak zaczęła się era Szpan whisky (oczywiście równolegle z tym idą cygara kubańskie, jakieś tam Monte Cristo, Cohiba, czy Romeo & Juliet).
Najdroższe whisky świata, to głównie Dalmore i Macallan. oscylujące w granicach 30 tyś funtów za flaszkę. To nie są nasze Szpan whisky – to raczej okazy kolekcjonerskie, sprzedawane na aukcjach, dla jeszcze większych snobów niż nasi rodzimi Kulczykowie i Czarneccy.
Popatrzmy, czym jest obecnie prawdziwa Szpan Whisky.
Musimy zostawić na boku takie światowe odmiany, jak irlandzka whiskey, kanadyjskie, australijskie i japońskie produkty, jak również amerykańskie burbony. Pozostaniemy przy jednym, czym jest zainteresowany polski szpaner, czyli przy skaczu, koniecznie single Malt i nierzadko single Barrel lub single Cask, choć to to samo. Co to znaczy – wyjaśnię dalej.
Szkockie whisky w przeważającej mierze produkuje się z jęczmienia, a konkretnie ze sfermentowanej i wysuszonej jęczmiennej pulpy. Suszy się przy pomocy spalanego torfu, skąd się bierze ten specyficzny aromat. Oczywiście bardzo upraszczam, żeby nie zanudzać, a jak ktoś chce zostać gorzelnikiem, to niech sam poszuka materiałów. Następnie dodaje się drożdży, wody i jak to wszędzie czeka się, aż drożdże zabiorą się do roboty i wyprodukuja nam 7% wino. Kiedyś Angole to pili, jako piwo. Następnie przeprowadza się prawidłową destylację alkoholową. Gdy mamy już ponad 60% destylat, pakuje się ciecz do starych dębowych beczek, by sobie poleżakowały, przynajmniej 3 lata. Ale im dłużej, tym lepiej i oczywiście drożej. W tym czasie poziom alkoholu spada, co Szkoci nazywają „działką dla aniołów” i końcowy produkt ma zazwyczaj 40 – 46% alkoholu. Z tymi beczkami też jest zabawa – używa się stare beczki, w których uprzednio leżakowały sherry i porto, jak też niektóre wina. Od tego zależy kolor i częściowo aromat trunku.
No dobra – chcemy kupić dobrą Szpan Whisky. Patrzymy oczywiście na etykietę. I cóż tam widzimy? Oczywiście, najpierw wzrok kierujemy na wiek – „32 years old”. Dla szpanera im starsza tym lepsza. Rany – 24 lata, 32 lata, 60 lat! Tymczasem fachowcy dobrze wiedzą, że po 18 latach już nic dobrego się z whisky nie dzieje. Warto tylko zaznaczyć, że podany wiek dotyczy okresu leżakowania trunku w beczkach. Potem w butelkach już nic się nie dzieje. Nie tak, jak z winami. Patrzymy dalej na etykietę – „single Malt”. Oznacza to, że jest to produkt robiony z tego samego półproduktu, lecz jest blendowany z różnych beczek. I na koniec na etykietce możemy mieć – „single Barrel” albo „single Cask”. Teraz już mamy pewność, że jesteśmy na topie i mamy skacza nalanego do butelki z pojedynczej beczki.
Pora teraz dokonać wyboru. Cała Szkocja pod względem produkcji whisky jest podzielona na regiony i są pewne smakowe różnice, praktycznie tylko ważne dla koneserów, lecz przecież szpaner, to coś więcej niż koneser. Czyż nie?
Popatrzcie sobie na mapkę. Mamy więc regiony: Lowland, Highland, Speyside, Island i Islay.
Lowland sobie pominiemy, bo są tam tylko trzy destylarnie i ich towar rzadko gości w naszych sklepach.
Highland już ma tego więcej i popularne są Balblair, Dalmore, Glen Ord, Glenmorangie. Oban.
Mały obszar Speyside ma najwięcej marek. Sa tam tak sławne, jakAberlour, Balvenie, Car, Glenfarclas,Glenfiddich, Speyburn, Glenlivet, The Glenrothes andThe Macallan.
Na Island mamy z koleiArran, Isle of Jura, Tobermory,
Highland: Park andScapa, andTalisker.
No I Isle z Ardbeg, Bowmore, Bruichladdich, Bunnahabhain,Caol Ila, Kilchoman Lagavulin andLaphroaig.
Te ostatnie mają wielu snobistycznych miłośników na całym swiecie,
Panowie! Jest z czego wybierać! Możemy zaszpanować tak, że temu palantowi szczęka opadnie. Ale trzeba uważać. Jak z pewnym ważnym prezesem. Po wstępnych grzecznościach, gdy proponujemy mu bursztynowy płyn, za bagatela prawie 100$ butelka, łaskawie prosi o jeden palec wysokości, oczywiście, bez lodu i wody – profanacja! Druga szklanka już na dwa palce. A później już leci. Nie pozwala schować butelki. Przy kolacji zrezygnował z wina, za to skacza postawił pod ręką. Po pożegnaniu gości patrzymy ze smutkiem na pustą butelkę, którą mieliśmy nadzieję hołubić przez przynajmniej pół roku.
Dręczy mnie pytanie – czy typowy Polak może uczciwie lubić whisky? Odpowiem uczciwie – nie, chyba, że jest chory, albo jest szpanerem. Tysiąc razy lepsza jest dobra Łącka Śliwowica, która ja preferuję i oczywiście nielegalnie kupuję w naszych górach.
Hej!
__________________________
No to sobie po męsku i szpanersku pogadaliśmy...
Szanowne Panie, to może teraz o likierach?
Ps. Dziunie i Julki dzisiaj szaleją za prosciutto – marną, włoską namiastką szampana. To już hiszpańska Cava jest lepsza. No ale szpan mówi co innego
.
Przyda ci się szklaneczka czegoś dobrego i mocnego, a już teraz życzę ci "na zdrowie!"
😄
Będę.
Jeżeli to było o północy, to mogło być wszystko.
Ponieważ jestem już po kawie 😉, odpowiem tak - nie znam się na trunkach zbyt bardzo. Rzadko piję, chociaż wczoraj zrobiłam wyjątek (było to moje czwarte chyba spotkanie z alkoholem w tym roku). Ale - gdy piję, nie lubię, by to, co piję było słodkie. Pozdrawiam.
Nawet mojito nie smakuje?
[40 ml białego rumu.
limonka.
1-2 łyżeczki cukru trzcinowego.
kilkanaście listków świeżej mięty.
woda gazowana.
lód.
plasterek limonki i gałązka świeżej mięty do dekoracji.]
Dobra - przekonał mnie Pan - wpadamy do Gdyni. Po co ma Pan ekspres na Mazury taszczyć?
A ubite pole też się jakieś znajdzie? :)
😛
Nie ma sprawy. U mnie pokoi sporo. A na jednej imprezie kiedyś była nawet setka wesołych ludzi. A teraz piję kawę Lavazza Tierra Colombia. Nie najgorsza. Może być?
A ja zaraz zaprezentuję coś Panu, tylko w drugim wątku, bo to odpowiedź na wyzwanie Tri ☺️
On jakieś wyzwanie stawia? Przecież on nie ma zdolności honorowej.
Popatrz na Boziewicza:
Art. 1.
Pojęciem osoby zdolnej do żądania i dawania satysfakcji honorowej albo krótko: osobami honorowymi lub z angielskiego: gentlemanami nazywamy (z wykluczeniem osób duchownych) te osoby płci męskiej, które z powodu wykształcenia, inteligencji osobistej, stanowiska społecznego lub urodzenia wznoszą się ponad zwyczajny poziom uczciwego człowieka.
Widzisz?
I nie da się ukryć, że bez trudu wznoszę się ponad twój poziom, uczciwy człowieku ty mój.
😛
jazgot wie o whisky tyle co o innych sprawach czyli bardzo mało.
To co wlewa się do beczek ma w okolicach 80 - 86 % mocy, to co z beczek się wylewa tak do 60 %.
Czyli jednobeczkowy silnie fortowy o barwie słomkowej produkt będzie miał moc np. 57 %.
Natomiast to co ma w okolicach 40 % to efekt mieszania, dodawania karmelu i wody w celu podniesienia pijalności.
BTW
Nawet Dziunie odróżniają prosciutto od
Prosecco.
A trzeba być wyjątkowym ignorantem w dziedzinie win musujących by nie wiedzieć że szampan i prosecco to dwa zupełnie inne wina z których każde ma swoją wielowiekową historię i jedno drugiego nie musi udawać.
Klasyczny przemądrzały dureń. Ja sobie jaja robię,, a kretyn poważnie poucza. Klasyczny szkopsko - poznański Besserwisser (potocznie kretyn).
No właśnie nie mówiłeś. Nie mówiłeś, że sobie jaja robisz, bo sobie jaj nie robiłeś. I dlatego nie mówiłeś. Ogarniasz?
Ciała dałeś, jak zwykle. I gdybyś był facetem, to byśmy się pośmiali z pomyłki, a tak - śmiejemy się ze starego satyra.
To są proste sprawy. 😁
Szyneczkę, którą trzeba kroić na specjalnej maszynie, Julki mylą z dosyć marnym napojem. Bo napisałem, co niedawno usłyszałem.
Ps. Mogła też powiedzieć prosekutor.
Kawę piłem jaką mało kto miał okazję, pochodziła prosto z "kopalni kawy" we Lwowie :))
Zazdroszczę tej śliwowicy. Powinna być produktem powszechnym i eksportowym. Ale pewnie Pernod Ricard, czy Diageo nie pozwala.
Sporo kawy zielone przywoziłem z Mombasy i z Santosu. Mój brat w pewnym momencie stał się współwłaścicielem palarni kawy, z fantastycznym przedwojennym sprzętem.
Lecz tak na prawdę picia potężnych ilości kawy nauczyli mnie Skandynawowie. A potem polubiłem metody szwajcarskie. Tygielek i po turecku mi nie odpowiada.
Prawdę powiedziawszy, jak mi się zdarzyła jakaś popijawa, to wolałem spirytus przygotowany odpowiednio, z domieszką miodu. oczywiście schłodzony, piłem też czysty spirytus, wielu nie wierzyło, że dałem radę, sekret w tym, że trzeba mieć "technologię", prosta i skuteczna, jak ktoś popełni błąd, to owszem można się przekręcić, wystarczy się zakrztusić i nieszczęście gotowe. Smakoszem nie jestem, w moim najbliższym otoczeniu sami abstynenci, nawet do obiadu czy na deser nie ma z kim wypić nalewkę czy tokaja, a mam sporo butelek od zaprzyjaźnionego Węgra i własne zakupy, stoją już wiele lat, pewnie przekażę w testamencie :))
Co do kawy z kopalni, podałem fakt, we Lwowie jest lokal, palarnia kawy i kawiarnia, nazywa się Kopalnia kawy, to mnie zaskoczyło i wstąpiłem o co tu chodzi. Faktycznie widać zejście do podziemi, przychodzi "przewodnik", rozdaje kaski i prowadzi do korytarzy, ciemno, głucho i światełko w tunelu, wchodzimy a tam kawiarnia, można zamówić kawę na dowolny sposób i smak. Przy wejściu do lokalu jest ścianka z pleksy, za którą widać jak w wielkiej kadzi jest palona kawa, potem pakowana, można ją kupić, można sobie też dokupić akcesoria do parzenia kawy po turecku, mi zostało trochę kasy, kupiłem na pamiątkę funkcjonalną niewielką replikę lampy naftowej Łukaszewicza.
Jedna z gałęzi drzewa rodzinnego pochodzi ze Lwowa, mieli tam majątki, dodam że znali Stefana Banacha i nie tylko jego.
Doszły mnie słuchy, że gdzieś na moim blogu właśnie szpanuje, wzbudzając - Och! i Ach! - Pań Komentatorek; i - Hłe, hłe - Panów Komentatorów, tutejszy etatowy hejter, traktowany pobłażliwie za swoje głupawe szczeniactwo, oraz psychiatryczną wprost potrzebę akceptacji u tych z wyższych pięter.
Coś tam podobno z wielkim zapałem tworzy z tektury i paździerzy, co napawa go dumą i już wymaga publicznych pochwał zszokowanych tłumów.
A tymczasem, gdy wszystko drożeje, gdy wymiana dobrej szyby w oknie kosztuje 1 000 zł, a dobry młotek 150 zł, nikt z obu płci komentatorskich nie zapytał się, ba - nie zastanowił się, skąd zasmarkany szczun bierze pieniądze na te tektury i paździerze. Ojciec mu grosza już nie da... Nie kradnie, bo za duży tchórz. Na szczęście z pomocą przyszedł mi znajomy ekspert z młodego pokolenia, wybitny znawca wszystkich hocków - klocków Internetu. Mówi do mnie więc, nie szanując różnicy wieku: - Dziadu stary! Piszesz i piszesz i nic z tego masz. A czy wiesz, że taki typowy hejter - troll do wynajęcia, potrafi bez wysiłku w ciągu miesiąca zarobić 5 tysiaków, wyłącznie prześladując wskazane osoby w internecie. To jest stawka minimalna. Lecz jak są konkretne efekty, to leci duuuża premia.
Są kontakty, są zleceniodawcy i są szare firmy, które takimi sprawami się zajmują. Krajowe i międzynarodowe. Za 170 USD można sobie wykupić na przykład taką usługę, że będziesz miał na tłiterze 10 000 wejść i 500 komentarzy. To podobno patent białoruski, choć inni mówią, że chiński.
Czyli ten Kajtuś coś tam w stodole dłubie tylko za naszą krwawicę i wysiłek. Taki to oto cwaniaczek.
które słyszysz od prawicowych feministek wynikają z tego, że kobiety tęsknią za draniami - draniami którzy dostarczają im skrajnych emocji. Dla równowagi tacy dranie lecą na zołzy, ponieważ dostarczają im wyzwań, przez co muszą się napracować zanim przyjdzie im zerwać zakazany owoc.
Trzymaj się i nie daj się prowokować😉
Przecież lewicową nie jesteś - lewicowe feministki chodzą na parady.
Żeby było jasne do końca; prawicowe feministki chodzą na procesje
Zakazany owoc poniżej:😉
youtube.com
Dziadu, zamiast kpić z moich "tektur i paździerzy" pokaż swoje osiągnięcia nafciarza, elektronika, budowniczego dziwnych statków. Co stoi na przeszkodzie?
Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że nic nie umiesz zbudować. Wiesz na niczym opieram swoje zdanie? Na tym, że w zimie napisałeś, że zaprogramowaleś piec gazowy!
Takie urządzenia domowe mają interfejs przykrojony do użytkowników z zespołem Downa, by im dupa nie odmarzła, a producent nie poszedł siedzieć za zamęczenie ameby.
Nie zazdrość tylko weź się za coś.
😛
A ty co? Na kiego xuja ci ta inżynierka skoro nic z niej nie wynika poza stękaniem na forum?
😛
Przy okazji dziękuję, że poświęciłeś mi taki dlugi wpis. Nawet zabawny.
Sam jesteś podnóżek . a od samochodu to z daleka , i od rodziny też . Gówno o tym wiesz .
"Wiesz na niczym opieram swoje zdanie?"
skoro "na niczym" opierasz swoje zdanie, to znaczy że zmyślasz, konfabulujesz i kłamiesz :)))))
Problem z tobą jest taki, że ja opieram swoje zdanie na pewności, że tego co potrafi zrobić @Janusz, choćbyś zjadł 1000 kotletów nie dasz rady zrobić.
Napisz jak się mają twoje umiejętności i w czym są większe, lepsze od Januszowych, wtedy ocenimy który lepszy fachowiec, budowanie czegoś tam z płyt, gwoździ i kleju, to mimo wszystko zbyt mało, byś miał jakiekolwiek podstawy się wywyższać nie tylko od Janusza, praktycznie od każdego tu piszącego.
Tak więc oczekujemy sensacji, że zbudowałeś wahadłowca i co sobotę lecisz nim sobie na Księżyc, byle nie okazało się, że ty zbudowałeś "inteligentną" budę dla psa, która za niego szczeka :)))))))
Janusz nic nie zrobil w ciągu ostatnich pięciu dekad. Kiedyś go o to zapytałem, to mi odpowiedział, że w latach siedemdziesiątych zrobił wzmacniacz lampowy, a ostatnio, że piec "zaprogramował". W życiu linii kodu nie napisał, nigdy z żadnego jego tekstu nie wynikło, że ma jakąkolwiek umiejętność budowania, hobby, pasję.
Więc jeśli chcesz mu wchodzić do tyłka, to się nie krępuj, droga wolna, ale pamiętaj, że robisz z siebie czopek lub gówno. Poza tym życzę ci smacznego.
Co do moich konstrukcji, to pokaż swoje, patałachu, chętnie uznam ich wyższość, a na pewno docenię.
😛
"Nie umiem robić wypieków"... no ubaw mam po pachy...
😛
widzisz, co ciebie to bez solidnego kija nie podchodź, a jak już, to na początek "dla zdrowotności" należy kilka razy nim walnąć.
Jakbyś miał tyle klepek ile się przysługuje, to byś może wpadł, że Janusz może miał i ma jakieś hobby, ale że to właściwie marynarz, to większość życia spędził na morzu, więc kiedy miał cokolwiek zbijać z desek i płyt, a ma tą przewagę nie tylko nad tobą, zwiedził kawał świata, a ty najwyżej pobliskie knajpy :)))))
Janusz dla mnie "ani brat, czy swat", ale nie mam mu nic do zarzucenia, czego nie można powiedzieć o tobie choćby jedno dobre zdanie.
Co do moich konstrukcji, to ci nie pokażę, bo się nimi nie chwalę, ale nadmienię, że "owoce" mojej pracy codziennie "konsumujesz, udoskonaliłem pewną technologię motoryzacyjną, która jest stosowana, a to tylko fragment moich osiągnięć.
Ty natomiast ciągle czymś się chełpisz, nikt nie wie czym, więc patałachu nie bądź czopkiem, pochwal się,swoimi wyczynami, ocenimy, a może i docenimy, bo do tej pory jesteś tylko nadętym dupkiem.
Wymyśl, kolego, jakieś nowe epitety, jeśli już musisz ich użyć, nie małpuj po mnie, bo zaraz się "okaże", że pewną technologię motoryzacyjną też zmałpowałeś od kolegi. No tak wychodzi, nieprawdaż? 😁. Mniejsza z tym.
Wracając do tematu - zawsze gdy januszek się prostacko pomyli, zamiast obśmiać swoją pomyłkę, która przecież śmieszna jest, rzuca się na rozmówcę z epitetami, poniża, sugeruje głupotę, nieuctwo.
Przykład: z rok temu januszek nadziwić się nie mógł, że instalacja elektryczna w domu jest z litego drutu, a wygodniej by było gdyby była z licy. Z licy, rozumiesz? Wiesz, co to lica? To tak jakbym ja się zastanawiał dlaczego statek ma takie grube cumy, przecież wygodniej by było dać jedwabne nitki. Kolorowe, kurwa.
Powiedziałem inżynierowi (???) o mechanicznych sprawach montażu linki do zacisku i jej większej - od litego drutu - powierzchni w wyniku czego szybciej się utlenia. I co? Durniem z technikum zostałem.
No to się czepiam globtrotuara. Bo taki mądry, że aż glupi.
😄
ty to jesteś prostak, nawet nie rozumiesz co czytasz, a potem bzdety wypisujesz.
Co mnie obchodzi @janusz, nie byłem przy rozmowie, więc nie mam zdania, a temat o którym tak się chwalisz znam, pewnie jesteś elektrykiem od gniazdek :)))
a ja pytałem ciebie czym się możesz pochwalić, bo do tej pory podskakujesz jak żaba w kolejce do podkucia, no dawaj te swoje innowacje i wynalazki :)))))))
Przecież jest wątek obok, nie zgrywaj paralityka większego niż jesteś. W dupę mam ci go wsadzić, byś zauważył?
Jak prostak, to masz spod prostaty.
😛
Masz, tchórzu, nawet znaleźć nie potrafisz. Od 12:20
naszeblogi.pl
A teraz ty, patałachu....
😛
ja mam szukać co ty zbiłeś z płyty i PCV? to ty jesteś tak głupi, jak kilo gwoździ :))
jeżeli to szczyt twoich możliwości, to mimo to cienias jesteś, coś podobnego to każdy potrafi. kto tylko chce i nie ma lewych rąk.
Ja nie mam potrzeby budować dmuchanego kajaka.
PS. a na dziobie to pewnie kibelek, bo masz chyba wrodzoną biegunkę, bo tu ciągle się wypróżniasz.
jakiś ty malutki, zakompleksiony bufon :))
Aaaa i jeszcze jedno, skąd wy wziąłeś ten prąd wysokiej częstotliwości, z gniazdka :)))))))))))))))))))
Naprawdę serdecznie ci dziękuję za twój wpis. Trudno o lepszą ocenę i piszę to zupełnie serio. Zresztą z tego miejsca dziękuję wam wszystkim. Jeżeli nie szukałeś ("ja mam szukać co ty zbiłeś") i nie oglądałeś mojego linku, a widziałeś płytę (sklejkę) i PCV, to znaczy, że dodatkowo mam dar oddziaływania pozazmysłowego :)
W rzeczywistości jest tak, że cholera was wzięła gdy zobaczyliście moje foty, ale jesteście prawdziwymi polakami więc jeszcze bardziej znienawidziliście mnie i samych siebie i stąd wasze bluzgi. Nikt z was, patałachów, w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewał się tego, co zobaczył. Taka jest prawda i wynika ona z tych wszystkich komentarzy, w których ledwo się trzymacie, by nie pozdychać z zawiści i zazdrości.
Niedowiarki, czy to moje, mają prosty sposób autoryzacji moich zdjęć, bo RIB stoi w garażu z pięć metrów ode mnie i możecie mnie poprosić (słowo "proszę" jest warunkiem koniecznym) o dowolne zdjęcie z dowolnymi wymaganiami w stylu "postaw, PROSZĘ, pięć nakrętek na lewym zegarze, cztery na drugim, a miedzy nimi napisz verdaną "spike to fiut", przebij fiuta wykałaczką - i już masz pewność, że fota będzie ode mnie. Ponad wszelką wątpliwość. Ale tego nie zrobicie, bo już nie chcecie oglądać żadnych zdjęć pływadełka.
Powiem więcej, - nie przyszła do waszych zasranych głów, zdolnych tylko do nienawiści, idea, że jakiś urząd homologował "paździerz", oglądał projekt, chciał zobaczyć "paździerz" na żywe oczy, a na końcu wydał dokumenty rejestracyjne. Z nienawiści jesteś gotowy zdeptać urząd państwowy, bo jesteś prawdziwym polakiem oraz jednocześnie partyjną swołoczą i nikt nie może wystawać poza waszą polską średnią na poziomie kałuży. Nie masz potrzeby budować kajaka? Tak - bo mieszkasz w ciasnym bloku więc NICZEGO tam nie możesz budować - to jest realny opis twoich potrzeb i "możliwości" - ciasnoty umysłowej będącej pochodną ciasnoty lokalowej.
Aaaa i jeszcze jedno - skąd wziąłem prąd w.cz? Z generatora w.cz. Tego też nie wiesz?
:P
NIE licz na to, do czasu jak nabierzesz choćby odrobinę ogłady i przestaniesz z NB robić szambo.
Co do generatora wcz. zależnie od potrzeb, zrobiłem ich dość dużo, do PCV na lampach, jak i wiele innych urządzeń, a tym się nie chwalę, nie mam manii wielkości jak ty.
PS. nie wiem czy wiesz (bo skąd), że prądy wcz. są b.szkodliwe, mogą ci wypalić cojones, zostanie ci tylko zwis :)))))))))
Cieszę się, że poprawiłem ci humor.
Teraz pewna "anegdota" o generatorach: w moim silniku pompa paliwa miesza olej tuż przed gaźnikami w proporcjach zależnych od prędkości obrotowej. Do kontroli poziomu oleju w zbiorniku służy prosty generator na tranzystorze jednozłączowym. Aż miło patrzeć na dosłownie sześć elementów dyskretnych, które "robią" za integrator i generator relaksacyjny w jednym czyli sporadyczne ruchy pływaka w zbiorniku oleju zamieniane są na błyskający sygnał ostrzegawczy o współczynniku wypełnienia proporcjonalnym do częstotliwości zadziałania czujnika poziomu. To taka piękna forma dawnej elektroniki, gdy korzystało się z pomysłów, a nie wsadza wszędzie mikroprocesor, 16GB RAMu i Linuksa, by zagotować wodę w czajniku.
Widzisz, jak miło się rozmawia....
:PPPP
Jak mam jakiś problem, to staram się, jeżeli to możliwe unikać komplikacji tematu. Kiedyś miałem pewien zadany "problem", pomiar poziomu wypełnienia szamba. Na początku też kombinowałem "jak koń pod górę", ultradźwięki, lasery, pływaki, kontaktrony, z sygnalizacją w domu, zasilanie przez PV, aż doszedłem do banalnie prostego rozwiązania, zgadniesz jakiego ?
Układ na tranzystorze jednozłączowym jest fabryczny, ale nie działał. Spodziewałem się bardziej NE555 niż tego, co zastałem.
Co do szamba, to oprócz tego, co wymieniłeś, przychodzi mi do głowy pomiar manometryczny (hydrostatyczny) czyli taki jak w pralce, ale czy się rurka nie zatka? Albo pływak, ale bezkontaktowy czyli zmiana indukcyjności. Środowisko trochę gówniane, lepkie - to pewnie determinuje sensor.
Z tym hydrostatem blisko, ale nie nadaje się min. z dwóch powodów, pierwszy to potrzeba zaprojektowania układy kontrolno-sygnalizacyjnego, co wymaga zasilania, drugi to ciśnienie, hydrostat pralki kontroluje dość niski poziom wody, szambo ma dużo wyższy.
Ja zastosowałem kontrolę manometrem lekarskim, na początku był ten tradycyjny, potem okazyjnie kupiłem taki lekarski śr.20 cm, był zamontowany na 2,5 m rurze śr.2,5 cm, by się nie zatykał, manometr był dobrze widziany z okna domu, na skali było oznaczenie poziomów wody.
Robiłem też eksperymenty z nurkiem Archimedesa, ale to wymagało kłopotliwej kalibracji, chciałem też wykorzystać ultradźwięki, albo laser, ale to co zrobiłem było najlepsze i najprostsze, jak budowa cepa, a funkcjonalne, bez zasilania i bezprzewodowe.
PS.
Zacznij się zachowywać, skończ z tymi bluzgami, jeżeli chcesz pogadać.
Z chęcią skończę z bluzgami, ale proszę o to samo od ciebie. Zresztą admin posty mi kasuje czyli posuwam się za daleko...
Najpierw miałam napisać, że w związku z Waszą dyskusją wiele innych czynności zeszło u mnie na plan dalszy...
Potem, widząc te dzisiejsze Wasze słowa, chciałam napisać, że ja chyba śnię...
Dedykuję Wam tę piosenkę łączącą oba tematy, a także - od biedy - próby artystycznego pomiaru poziomu wypełnienia przestrzeni Internetu różnymi rzeczami 😉
youtube.com
Ale jest na dobrej drodze. Mam perfidny (jak to ja) plan, serio...
😛
Zdążyłam wysłuchać pierwszego numeru, w którego trakcie syn mówi: "Znam to, mamo" - ciekawe skąd, myślę sobie (bo na pewno nie ode mnie) - pewnie Pani na świetlicy im kiedyś puszczała... Tak, jak kiedyś maluchom puszczała "Rudą".......
m.youtube.com
Wybacz, ale do konia bardziej mi facet pasuje. Szczególnie taki jak Lee Marvin
youtu.be
I was born under a wandrin' star
I was born under a wandrin' star
Wheels are made for rollin'
Mules are made to pack
I've never seen a sight that didn't look better looking back
I was born under a wandrin' star
Mud can make you prisoner, and the plains can bake you dry
Snow can burn your eyes, but only people make you cry
Home is made for comin' from, for dreams of goin' to
Which with any luck will never come true
I was born under a wandrin' star
I was born under a wandrin' star
Do I know where hell is?
Hell is in hello
Heaven is goodbye for ever, it's time for me to go
I was born under a wandrin' star
A wandrin' wandrin' star
When I get to heaven tie me to a tree
Or I'll begin to roam, and soon you know where I will be
I was born under a wandrin' star
A wandrin' wandrin' star
Ale przyzna Pan, że wokalistka umie bardzo wdzięcznie odrzucić włosy do tyłu? ;) W ogóle, mimo tuszy jest w niej wiele gracji. Oto jeszcze jeden jej kawałek:
m.youtube.com
Udanego dnia!
Nie - wokalistka jest spoko. I poufnie przyznam, ze raczej nie lubię kobiet - szkieletorów.
Ufam, że w odpowiednim momencie plan ujrzy światło dzienne, objawiając zamiary Autora.
Chciałam jeszcze załączyć jedną muzyczną dedykację i wizualizację, ale Imć Waszeć Arabami wysoko poprzeczkę zawiesił... Zrobię to jutro - w południe - na szpanerachzapomnianejklasie? chociaż zawsze chciałam napisać: "na donaldsiewścieku" ☺️
I to jest zabawna rzecz, że wydaje mi się, że ja się tylko bronię. Serio. Nadmiarowo, przyznaję, ale nie zaczynam pierwszy. Widać z tego, że każdy widzi inaczej...
No dobra, zobaczymy jak będzie. Warto może spróbować. Ale liczę się z tym, że zaraz przyleci specjalista od ruskch trolli i powie, że operator mojego nicka zmienił ci osobę na inną, by cie zateczkować na miło skoro na bluzgi się nie udaje.
I co wtedy zrobisz?
😛
nie musisz schodzić do tego poziomu, nie oczekuję, że nie będzie złośliwości czy uszczypliwości, też czasami to robię, ale te wulgaryzmy nie są do przyjęcia, jak sam ich będziesz unikał, to w ciebie nikt mięsem nie rzuci.
Już tu kiedyś pisałem, że na NB wielu się spiera i od głupków wyzywa, ale jestem prawie pewien, że jakbyśmy się spotkać, to się może okazać, że potrafimy ze sobą porozmawiać, a i zakolegować, no może poza jednym takim, dla którego wszyscy to chamy.
Danymi czasy miałem podobnie, były spory i kłótnie między kolegami, a obecnie jak się spotykamy, to "czule" o tym wspominamy, jak starzy przyjaciele i nimi jesteśmy.
Dupek jest śmieszny i zmienia temat . Wzywł wszystkich , co robicie , to pokazałem , Ale się złamas przeliczył i pocisnął niebezpieczny kit , nie wiedział do kogo pisze i co pokazuje . Jełpo w czystej postaci . Pisał że RIB jest w Chorwacji i Chorwat przygotuje prezentację . Dupa z króla Chorwat go olał , pewnie jeszcze od kuraców zrugał , albo nie istnieje . Dwa zdjęcia i dwa różne RIBy. Każdy kto coś zbudował ma setki zdjęć , a przede wszystkim rysunki wykonawcze w CADzie . Otwierzaz , znajdujesz klikasz widok i masz wrzucasz na platformę , linkujesz i jest . On pokazał jakieś chaotyczne widoki z porypanymi proporcjami i przenikaniem brył . A sam szydził z projektu zgrabnego kuterka oprawionego na ścianie u Lecha Makowieckiego . Kuterek cukierek , wykreślony ręcznie , pewnie grafionem i piórkiem opisany . Dzisiaj Antyk albo lepiej .Popieprzyć bzdury nad tym można , ale żeby cośzrobić to ni chu...steczki . Bałwana lepić . Krótko mówiąc srutututu i udaje geniusza . Jeszcze trochę wyrywków na temat przyległy jak np mieszanie paliwa z olejem , pewnnie sz netu . W zeszłym roku wymyślił klimę adiabatyczną , bo w necie nie doczytał . Zrobić RIBa to jakiś tam wyczyn ale nie ten durny troll , od tego trzeba zacząć . Pewnie krnąbrny był od dzieciaka , to mu ojciec tą samą cewkę kazał przewijać kilka razy .
Nie pomogło . I nie pomoże .
Ja osobiście cenię każdego, kto potrafi zrobić cokolwiek, takich obecnie już niewielu, nawet zapalonego działkowca, od którego można się sporo dowiedzieć, a znam też takich, co poza pracą, tylko TV i piwo, który na wszystko narzeka, ale sam niczego nie zrobi, czeka aż mu podadzą, znam też takich, którzy nie mając kwalifikacji, potrafią zbudować rzeczy, że niejeden inżynier "wysiada", to są ciekawi ludzie, zawsze o coś się pyta, czegoś chce się dowiedzieć, ciekawie się z takimi rozmawia.
Co tu się dzieje? Zdziecinnienie na wakacje? Czy raczej ten polsko - szkopski kundelek urządził wam klasyczną, nazistowską (tę z SA nie z SS), Schwantzparade. Ja mam większego! Za to ja mam sprytniejszego.
Cała ta emocjonalna, pełna przechwałek dyskusja jest smutna i pokazuje ludzi, którym Znowu w życiu mi nie wyszło. Uciec pragnę w wieli sen ... Sam wiem, że zbyt późno jest, By zaczynać wszystko znów. Znowu szarych dni pagóry, Znów codziennych rzeczy las. To lament przegranych.
Dojrzały i spełniony człowiek, który ciężko pracował. I dało mu to nie tylko wiele osobistej satysfakcji, lecz był doceniany i za swój trud i kompetencje sowicie wynagradzany, nigdy nie będzie dłubał w korze, tworzył rzeczy niepotrzebne i głupotami zapełniał ostatnie lata. Mózg należy zatrudniać, a nie tylko ręce!
On zazwyczaj, gdy już miną mu lata młodzieńczego zapału, nie buduje sam domu, nie naprawia samochodów, a w garażu, czy w oborze, nie struga latawców, helikopterów, łodzi, czy krążowników. Sam był fachowcem, zna wartość fachu, więc nawet do wymiany uszczelki woli fachowca zawołać; albo szklarza by okna wyregulował, elektryka, by znalazł usterkę.
Szanuje sam siebie i woli już dać zarobić innym, jako, ze sam już dosyć zarobił.
Gdy mimo tego, ma żaglowego jopsa, to kupi sobie niezła Bavarię, albo lepiej - jakieś dzieło młodszych kolegów a gdańskiej Polibudy, na przykład Denerta. Fakt, melona trzeba wydać na to. Tylko... tak postępują szpanarzy. Kupują na pokaz i tylko by się pochwalić. tak jak to smieszne - Ja to zrobiłem - tu pietro wyżej - Ja to mam.
Każdy kto się ceni i na starość nie zgłupiał, a żona, albo dzieciaki nudzą, że chciały by sobie pożeglować, to po prostu sobie taką łódkę wypożycza. Czy to na Egejskim, czy w St. Thomas, czy nawet katamaran na Madagaskarze. Po jaką cholerę mieć mnóstwo kłopotów (i wydatków) trzymając swoją łódkę. Ktoś może wytłumaczyć?
Rozumiem co to hobby. Rozumiem zakręconych maniakalnie. Lecz wiem, że większość robi to tylko po to, by zaimponować otoczeniu i leczyć swoje kompleksy osobistego niedowartościowania.
Raczej wstydzą się śpiewać Znowu w życiu mi nie wyszło...
Załóżmy roboczo, że masz rację wszak ludzi inteligentnych cechuje zdolność śmiałych ekstrapolacji.
W świetle wypowiedzi pointującej przydlugi wywód "Rozumiem co to hobby... Lecz wiem, że większość robi to tylko po to, by zaimponować otoczeniu i leczyć swoje kompleksy osobistego niedowartościowania" powiedz nam wszystkim w jakim celu planowałeś napisać siedem książek, na raz trzy pisałeś, a nie wydałeś żadnej? To ciekawe zagadnienie gdy się zechce je obejrzeć w optyce, którą wyraziłeś, nieprawdaż?
I na pytanie: "Po jaką cholerę mieć mnóstwo kłopotów (i wydatków) trzymając swoją łódkę. Ktoś może wytłumaczyć?" - tak, mogę wytłumaczyć: łódkę (hobby) buduje się nie po to by ją mieć, tylko po to, by ją budować.
I to jest sens całej tej kwestii, którą podnoszę od lat.
Podam przykład z mojego otoczenia, poza granicami Polski, mamy krewniaka który był neurochirurgiem i ordynatorem, czyli człowiek o wysokich kwalifikacjach i oczywiście zarobkach, a w domu, w wolnych chwilach, w piwnicy gdzie miał swój warsztacik, dłubał w drzewie, robił dla siebie różne rzeczy, jest w na emeryturze i dalej sobie dłubie w tym drzewie, nie chce wołać fachowca, do tego jeszcze zwiedził cały świat, z racji zawodu, jak i wypoczynku.
Podobnych ludzi trochę znam.
Historia z przedwczoraj i wczoraj.
Przychodzi mój dwunastolatek i pyta:
- tato, mogę kupić sobie figurkę, za swoje?
- Możesz, pokaż.
- To ta, z książki.
- 130? Drogo.
- Ale za swoje przecież!
- kup sobie. Ale nie ma gdzieś taniej?
....
- tato, jest na Ali, dwie dychy.
- No widzisz, kup sobie.
- Tato, trzeba czekać piętnaście dni...
Dobra nasza, myślę, czas na smrodek dydaktyczny czyli jak w praktyce działa zasada nieoznaczonosci, z której wywiodłem "stałą Plancka" będąca iloczynem ceny i czasu oczekiwania. Syn nie był wniebowzięty, poszedł sobie.
Wraca:
- Tato, można kleić drut?
- Nie. Można spawać lub lutować.
- Mamy drut do lutowania (spawarki się boi)?
- Nie mamy.
- Tato, Leroy jeszcze czynny?
- Czynny.
- Kupisz mi drut?
- Kupię.
- A kebaba?
- Nie. Albo drut albo kebab.
- Chcę drut.
Wracamy, idziemy do piwnicy. Lutownica, pasta do lutowania, pinceta: uważaj gorące!
Mijają dwie godziny, kilka krzyków, jeden płacz, syn wraca z czymś na kształt ludzia.
- Tato, to jest egzoszkielet (tu pada nazwa, nie wiem czego), potrzebuję modelinę. Wiesz co, tato, koniec z klockami Lego. Kocham cię.
......
Warto żyć...
to masz dużego syna, tak masz rację, dla takich chwil warto żyć.
Wiesz, ja praktycznie nie miałem zabawek, bo o nie prosiłem, miałem o wiele ciekawsze zajęcia. :)
Jakie? Jeśli możesz, to napisz... Jutro, dziś już późno.
Ty nie doczytałeś, albo nie zrozumiałeś. Ja mam szacunek dla wszystkich hobbystów, co to kochają coś sobie podłubać. Praktycznie robią to dla siebie. To nie są elementy kategorii "rzeczy". Coś czego staje się posiadaczem - i najważniejsze - ja sam to wystrugałem. Hobbystom nie zależy na poklasku tłumu. Nie chcą imponować. Dlatego są szczęśliwi. A taki strugacz łódek, jak chyba każdy widzi, szczęśliwy nie jest. Trudne dzieciństwo go zepsuło.
Tylko ty jeden nie uwierzyłeś. I śmiać mi się chce -- niewierny tomasz.
😛
Wiesz teraz co zrobić ?
Twoje zdjęcia się nie otwierają więc cały twój wysiłek włożony w napisanie ostatniego postu poszedł na marne. Mam ekran logowania, a ja nie będę się nigdzie logował.
Nie jest prawdą, że każdą fotkę możesz zrobić. Zakład o sto dolarów? Ja twoich zdjęć nie widzę więc walę w ciemno - proszę o trzecią fotkę wraz z półlitrem polskiej żytniej w lewym górnym rogu, Warką strong w prawym górnym rogu, paragonem ze sklepu we wroclawiu z datą dzisiejszą na te alkohole w lewym dolnym oraz serkiem Mlekpol w prawym dolnym. Zrobisz takie zdjęcie? No to czekam.
Więc nie podaję ci hurtowych zdjęć ze zlotów czy spędów tylko z własnego domu. Jeśli nie chcesz uwierzyć, to i tysiąc nie wystarczy więc proponuję ci jedno na twój obstalunek, tak jak wyżej. Wiesz czego szukać, bo masz mego RIBa na wodzie. Ale ty nie chcesz, bo się boisz sam przed sobą przyznać, że sobie zrobiłem taką zabawkę.
😁
Proszę, kadłub przed kryciem pokładu. Garaż jakby ten sam, co? I ten śmierdziel Johnson. No wiesz, ja wolę by pachniała żona, a śmierdział silnik. Wolisz pachnące silniki? 😛
imgbox.com
Ukłony dla małżonki.
Nie w innym garażu tylko w suszarni obok garażu, ten sam brązowy gres.
Zaczynasz mnie nudzić i nie tylko mnie. Nawet twój pan janusz dostrzegł to, przed czym ty tak się bronisz, inni też, nazywając paździerzem mego RIBa. Dla nich paździerz, dla mnie niepaździerz.
Jest też dla mnie oczywiste, że nigdy nie "kupisz tych garnków" więc po raz ostatni proponuję ci prosty test: który fragment chcesz na fotce z dowolnie śmieszną autoryzacją? Twoja niechęć wzięcia udziału w zabawie jest dowodem na moją prawdomówność, a twoje tchórzostwo.
Serdecznie cię pozdrawiam uśmiechem znad Odry, choć oczywiście możesz zobaczyć na zdjęciu Chorwata, i pałac Dioklecjana w Splicie (te wieże po lewej) bo jak wiadomo Wrocław jest głównym kierunkiem turystycznym dla całych Bałkanów i centrum sportów motorowodnych.
😛
imgbox.com
No i jeszcze jedno . To centrum CNC to zrobiło . A ty tylko udajesz że posklejałeś . żadne aj waj . Gdybyś to na prawdę zrobił byłby jednak szacun , byłby .Kiedyś dla dzieciaków był mały modelarz . A patałach co mnie od chujów publicznie wyzywa to zasługuje tylko na kopa .
Dziękuję za "szacun". Projekt mój, wykonanie moje.
Wiesz, to takie romantyczne - rozmawiał ch.. z ciulem.
😁
Wiesz, co jest dla najbardziej cenne? To, że gdy stoję w marinie, to nikt nigdy nie zauważył, że moja konstrukcja w jakikolwiek sposób odstaje od tych obok, fabrycznych. Kiedyś, w Dźwirzynie cumując w marinie harcerskiej gadałem sobie z starszym panem, który tam coś naprawiał, no i jakoś zeszło na tematy szkutnicze. I gdy mu powiedziałem, że toto moje od zera, to popatrzył wnikliwie mówiąc: "tak, teraz gdy pan to powiedział, to rzeczywiście widać".
Więc jeśli uważasz, ze zaprezentowana przeze mnie moja konstrukcja jest "chorwata" to jest to dla mnie wyraz najwyższego uznania, za który dziękuję.
Dobranoc.
Po tym, jak się przedstawiliście z imienia i nazwiska oraz zamieściliście po wielokroć swoje wizerunki, opowiedzieliście historie rodzinne, w żadnym razie nie publikujcie zdjęć latawca i tortu. Trwa teczkowanie tortów i latawców.
😛
Nie dawno nawiedziłem Aldi w środku Suwałk, niedaleko Manhattanu, czyli ul. Witosa 4 (Witos to był prawdziwy Polak, choć litewskiego pochodzenia). Kupiłem buteleczkę Old Mull, czyli starego muła. Pewnie go wcześniej kosztowałem, ale dopiero teraz poczułem jego boską moc. No łeb nie napierniczał, a stan błogości nastąpił po pierwszym drinku. Szkoci, genialna nacja.
To Szkoci wynaleźli fale elektromagnetyczne, których nie mogłem rozgryźć nawet podczas moich pionierskich studiów na PW. Już wiadomo na NB, że studiowałem na Wydziale Elektroniki PW, choć nie na najbardziej prestiżowym instytucie :-)
Dobra... Dosyć!
Zdecydowałem, że przestaję się "bawić" we wrednego chama, który zawsze odpyskuje pewnym wybrańcom. "Naukowych", oczywiście amatorskich materiałów jest dosyć, by móc powrócić do właściwego poziomu kultury i kontrolowanych emocjonalnych reakcji.
Będę się starał "myśleć pozytywnie", nawet wtedy, gdy najbardziej wykwalifikowany hejter, wyposażony przez wiadomo kogo w materiały do obrzucania tymi miękkimi, brązowymi granatami, będzie się starał wyprowadzić mnie z równowagi.
Dyskusja, która się tutaj rozwinęła, dla mnie jest optymistyczna i fajna. Widać wyraźnie, że zdecydowana większość oprócz stukania w klawisze, ma swój własny osobisty patent na, w pewnym sensie, jakąś pozytywną twórczość. Czy to jest właśnie, jak tu to dyskusję zdominowało, budowa własnego jachtu, a potem żeglowanie, np. po Adriatyku (proszę uważać, tam nie jest tak bezpiecznie; pospolite wiatry bura, czy jugo mogą się rozwinąć gwałtownie w paskudny lebic; a fale mogą nawet 10 m osiągnąć. A na dodatek, przypominam, są tam rekiny i pełno tych paskudnych jeżowców); ogrodnictwo, samochody, własne kucharzenie, a także sztuka - poezja, muzyka, malowanie czy rzeźbienie.
Dosyć już mam tego całego negatywizmu i klasyfikowania, czy to "swój", czy wróg i obcy.
Oczywiście mówię o dyskusji w komentarzach. Co do treści i formy moich wpisów, to tylko w niewielkim stopniu przytemperuję moją złośliwość i zjadliwość. Bo taka jest potrzeba chwili. Nie chciałbym by mój kraj ponownie był sterowany z zewnątrz.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
"brawo ty" :)))
ale wiadomo, wszystko ma swoje granice :)
Oczywiście!
Ale za ludźmi - z małymi wyjątkami - przepadam 😊
Wiesz, zastanawiam się, czy to, że mam wprost obrzydzenie do niektórych owadów i robali, nie jest spowodowane tym, że to na prawdę są obcy spoza naszej biosfery.
Te 30 centymetrowe wije w Afryce, te paskudne skolopendry, czy te ochydne śluzowce w morzach, dla mnie są obce do sześcianu.
Wśród ludzi, jako grupy plemiennej, czy kulturowej, nie mam absolutnie żadnych negatywnych uprzedzeń.
Odnoszę wrażenie, że już tak długo jest Pani na Ziemi, że mogę spokojnie zaliczyć Panią do Ziemianek :)
Tych wspomnianych przez Pana Janusza wijów - jeśli choć w połowie (lub ćwierci) podobne są do węgorzy - nie googluję nawet 😎