
Niemcy to bardzo pomysłowy naród. Od wieków pełen uczonych, pełen wynalazców i pełen artystów. Generalnie – twórców.
Lecz mają również swoje słabości, których nawet specjalnie nie starają się ukryć. Tę słabość uważają to za coś naturalnego, a na dodatek przyjemnego.
Tak więc, dla postronnych narodów, stało się to jedną z ich charakterystycznych narodowych cech.
Nazwałem to zespołem G i D.
Nieco wstecz, chyba tuż po obaleniu muru berlińskiego, bo formalnie istniało jeszcze DDR i RFN, wczesną wiosną, chyba też w marcu, pamiętam mokrym i dosyć ciepłym, podróżowałem autem do Hamburga. Gdy minąłem Berliner Ring, gdzieś blisko Neuruppin, powiew wiatru dostarczył na autostradę i do moich nozdrzy straszliwy smród. Rany Boskie! Jak to śmierdziało. Zmieniłem wlot powietrza do auta na recyrkulację, ale nic z tego, bo smród już miałem w środku. No i, cholera, przewietrzyć nie mogłem. Mówię wam – masakra.
Po jakichś 50 kilometrach, zatrzymałem się na stacji benzynowej, by, jak to się mówi, rozprostować nogi i napić się kawy. Zapytałem się również sympatycznego pracownika stacji, co to za piekielny smród. On w pierwszej chwili zdziwił się, że ja się dziwię i coś paskudnego czuję, gdyż on ma to rokrocznie od dzieciństwa. Ironicznie stwierdził, że dla nich jest to zapach przedwiośnia. Ściśle określona i umiejscowiona sensoryczna sensacja, jak, powiedzmy, zapachy spod pachy.
No tak... Co kraj to obyczaj. Hindusi i Afryka przyrządzają sobie posiłek nad ogniskiem opalanym krowim, czy bawolim, wysuszonym łajnem.
Ale Niemcy, to Niemcy. Sprytniejsi i przemysłowi. Jak mi sympatyczny młodzieniec opisał, ich system kanalizacji jest taki, że osobno gromadzą i przechowują ludzkie odchody, potem je odpowiednio rozcieńczają i tymi perfumami użyźniają łany pól uprawnych. Pojąłem wtedy dlaczego mają takie wspaniałe szparagi i Kartoffeln.
Pomysłowość i ta nadprzyrodzona zaradność Niemców, by wykorzystać wszystko co się da, a nawet zrobić coś z niczego, jest niesamowita. Lecz czy godna zazdrości? Bo oni szybko zapalają się do nowatorskich pomysłów, a już za chwilę okazuje się, że to kompletna klapa. Jak z tymi wiatrakami na lądzie, od Alp po Bałtyk i Morze Północne, które teraz usiłują nam wciskać na siłę, jako używane, po szybkim demontażu u siebie. Albo z zabetonowaniem swoich rzek. Na szczęście nie wzięli się na poważnie za Odrę.
Lecz, przepraszam, że tak się wyrażę, gówniany temat nurtuje nację germańską od pokoleń.
Ci, co mieli dłuższy kontakt codzienny z naszymi zachodnimi sąsiadami, nie ważne czy profesor, czy rolnik, potwierdzą, że oni, choćby w strefie dowcipu, czy tak przez wszystkich ulubionych kawałów, mają wielkie inklinacje do tematu G i D. To chyba jedyne opowieści, które powodują, że śmieją się do rozpuku. A jeśli jeszcze ktoś przy tym, przepraszam ponownie, pierdnie, to wprost tarzają się i łzy radości ciekną im na szyję.
Takie wzmożone zainteresowanie się G i D, naukowo nazywa się skatologią, a badacze dosyć mocno wiążą to z pobudzeniem seksualnym, co z kolei nazywa się w tym psychologicznym slangu, parafilią.
Psychologia wieku dziecięcego, albo psychologia rozwoju, zauważa, że we wczesnych latach dzieciństwa, jest krótki okres, w którym następuje fiksacja na kwestiach analnych. Czyżby Niemcom, przez jakiś wybryk natury, czy skazie w DNA, ta fiksacja 5-latka pozostała na całe życie?
Raczej nie, to kwestia kulturowa. Może to tradycja, która akurat w tych niemieckich księstwach, utrwaliła się setki lat temu, na podstawie XV i XVI wiecznej literatury sowizdrzalskiej, która wówczas była tak popularna, jak dzisiejsze filmy o super bohaterach.
Kto to wie... Lecz fakt faktem. G i D, w kwestii szeroko pojętego humoru, rządzi Niemcami.
Lecz jak to pokazałem wcześniej z tym smrodem, który niemalże mnie zabił, Niemcy mają również praktyczne spojrzenie na G. Bo przecież – takie marnotrawstwo!
Policzmy sobie, usiłując podążać za wielkimi niemieckimi matematykami.
Na wstępie tylko dodam, że wszystko to jest oparte na faktach. W dużej merze naukowych.
Naród niemiecki liczy dzisiaj (2019) 83 miliony. To w samym RFN, bo podobno na całym świecie aż 170 milionów (łoł!).
Jak twierdzą lekarze proktolodzy (specjaliści od G i D) przeciętny człowiek, biorąc średnią pewnej zbiorowości, wydala około 0,5 kilograma odchodów. Wiadomo też, że 75% stolca, to woda. Lecz pozostaje 25% procent fantastycznej i pożytecznej biomasy.
No więc policzmy sobie, zakładając dla uproszczenia, że tej suchej kupki jest tylko 10 deko, czyli 0,1 kg. A to jest dzień w dzień prawe 10 tysięcy ton!
Były kiedyś u nas takie statki nazywane dziesięciotysięczniki. I potwierdzam – to były duże statki. Więc w roku 365 pięć statków klasy G. Kupa wartościowego towaru.
Wiem, że Niemcy w laboratoriach i nawet instytutach, w tym temacie intensywnie pracują. Lecz nie wiem, choć wiemy, że są bardzo pomysłowi, lecz równocześnie nieprzewidywalni, więc wszystkich mogą zaskoczyć, co będzie produktem ostatecznym.
Tak sobie kombinuję, a moja wyobraźnia nigdy nie osiągnie germańskich szczytów (wiadomo – Polak podczłowiek) i wychodzi mi, tak na prędce, że mogą to wykorzystać i przerobić na dwa sposoby:
- Zastosować to jako nowe paliwo wysokoenergetyczne. Paliwo zielone (brązowe, brązowe...), paliwo odnawialne i powszechne. Dokładnie paliwo BIO! Tona paliwa G, to co najmniej 100 ton paliwa z trzciny i sprasowanego siana. I w odróżnieniu od wiatraków pracuje regularnie każdego dnia. Czy to nie pasjonujące?
- Przerobić suchą masę na żywność. I to jaką! Jednocześnie VEGE i BIO. Już widzę te McDonaldsy i foodtracki sprzedające pyszne vegeburgeryG. Z sałatą, krążkiem cebulki, plastrem pomidora i z majonezem ze ślimaczego śluzu (obecnie ma na niego monopol przemysł kosmetyczny). I te kolejki po te pyszności.
No dobrze... zaraz mi tu jakiś tradycyjny maruda powie, że co nas to obchodzi. Niech sobie Niemcy jedzą nawet G, lecz my, Polacy, nadal wybieramy kotleta, czy golonkę. Czyżby?! Jak długo? Już niemiaszki potrafią nas przydusić tak, byśmy poszli ich śladem. Nie za pomocą panzerfaustów, tylko kolorowych tygodników, portalu onet.pl i klonów, oraz kolejną Paradą Równości Pokarmowej.
Jak to napisał niezapomniany Wojciech Młynarski:
Ludzie to lubią, ludzie to kupią.
Byle na chama, byle głośno, byle głupio...
klubdyletantow.blogspot.com
.
Stąd te lokajstwo Tuska, czy Radka.
Pan prezydent Duda też jest bardzo uprzejmy dla Niemców.
"Nie bądź słodki, bo cię zliżą. To porzekadło warto zadedykować panu prezydentowi Dudzie, który po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią podjął suwerenną decyzję o postawieniu rządowi ultimatum w sprawie podpisania ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym – niczym generał Jaruzelski w 1981 roku. Co mu Nasza Złota Pani powiedziała, czym postraszyła, co obiecała – tego nie wiemy, bo ani ona, ani pan prezydent Duda nawet się na ten temat nie zająknie. Rzecznik niemieckiego rządu potwierdził tylko fakt tej rozmowy, jak i to, że jej przedmiotem był również stan praworządności w naszym nieszczęśliwym kraju – ale odmówił podania szczegółów, nie chcąc ujawniać treści „poufnych rozmów”."
nczas.com
Tak, to wiele wyjaśnia; naszeblogi.pl
Dokładnie wszystko:)
Oddadzą nam, co się należy, tylko wtedy, gdy będziemy silni. Wtedy i ruskie wrak zwrócą.
Może tak się stać? Jak myślisz?
Polecam zaznajomienie się z tym satyrycznym dziełkiem jacademica.edu.pl
Skosztuje pan takiego burgera?
Wracając do tych Niemiec i smrodu. Chciałeś być dowcipny, ale jak zwykle nie wyszło. Za czasów Kanclerza Kapusty Niemcy wylewały sfermentowane odchody ludzkie na pola. My bezpośrednio świeżutkie jak pączki, do rzek i jezior. Dlatego między innymi w Kilonii, Lubece, Hamburgu w porcie widać było dno do paru metrów w dół, a w polskich portach widoczność sięgała raptem do 1,5 metra.
Wyobraź teraz sobie, że przez długie lata polskie stada trzody wszelakiej piły wodę z rzek zanieczyszczonych naszymi odchodami, podobnie z nawadnianiem pól.
Może czytałeś, a jak nie, to polecam bardzo, "Filary Ziemi" Kena Folletta, który 10 lat spędził na zbieraniu materiałów historycznych, by opisać dzieje angielskiego budownictwa w X wieku.
Miasta potwornie śmierdziały w Europie. Tylko Kordoba nie śmierdziała - bo była arabska.
Wtedy ujścia z wychodków mieściły się w dziurach zewnętrznych murach obronnych otaczających miasto. Cuchnęło aż przyszła ulewa i wszystko spłukała. I tak ab ovo i jeszcze raz.
I nie wiadomo co gorsze: rosyjskie gułagi i czy niemieckie abażury z ludzkiej skóry i mydło z ludzkiego tłuszczu...
Oryginalne, przydziałowe mydło z emblematami tego obozu, zostawili mi na strychu Włosi, którzy w moim domu w Zagnańsku kwaterowali, a nim się brzydzili; udokumentowane są także przypadki robienia sobie przez dostojnych oprawców abażurów z ładnie wytatuowanych skór ofiar.
"G i D" to także podniesione do rangi waloru donosicielstwo, spontaniczność denuncjacji, ordnung obłażący naturę jak korona cierniowa Chrystusa. Sam fakt pracy czy życia w tym kraju jest dla wielu, takich jak ja, tak odstręczający, że musieliby nas tam siłą zawlec i trzymać pod bronią...
Fuj! Co za rasa, która na własne życzenie wypisała się tyloma wymyślnymi zbrodniami (np. paleniem żywcem ludzi w stodołach) z ligi narodów (nie mylić z Ligą Narodów, bo tam mogą mieć swoich zauszników...) po wsze czasy. Taka to moja idiosynkrazja oparta na wrażliwości historycznej.
Janusz, lekki felieton, a ja z powagą... Przepraszam, ale z Teutonami mi nie do śmiechu, choć Twoją prześmiewczą formę doceniam. Fajny tekst!
Felieton może lekki i właśnie skatologiczny, lecz gorzki i kpiący, bo właśnie kpina przyprawia ich o szał. Też swoje z nimi przepracowałem i musiałem znieść sporo upokorzeń. Lecz pozwoliło mi to również obserwować ich w codziennym zachowaniu, przyzwyczajeniach i poglądach. To, plus opowieści rodziców powodują, że nie mogę ich lubić jako społeczności. Mimo, że zdarzały się dobre relacje z indywidualnymi Niemcami.
Dużą rolę odgrywa też fakt, że oni raczej kultywują za Prusami, cywilizację bizantyjską, a nie jak my i inni, cywilizację łacińską.
Z obserwacji osobistych przez wiele lat, mogę uczciwie stwierdzić, że Niemcy staczają się coraz niżej.
Serdecznosci
A od Teutonów, to trzy kroki w bok poproszę, póki co grzecznie;)
A Teutoni, to niby co? Zawsze germańcy, a nie jak zawstydzeni tym twierdzą Celtowie. Ci to akurat pochodzą z naszych zachodnich terenów.
Gdzie Rzym, gdzie Krym...
Litości!! Jazgociezgdyni , nie dość że o rolnictwie nic nie wieś, to jak widać podstawy wiedzy historycznej z wczesnych skryptów Baumana, chyba, wywodzą się.
Otóż cała logistyka, zarządzanie i konstruk ideologiczny krzyżacki stał w przeciwieństwie do Bizancjum.
Po za tym Krzyżacy niczym nie skaziły Prusy tylko je do spółki z przedostatnim Jagiellonem stworzyli.
System państwowy Prus począwszy od Wielkiego Elektora, skończywszy na Bismarcku był zaprzeczeniem bizantyjskości, ponieważ wynikał z nurtu reformacji.
Jadwiga i jej syn Kazimierz Wielki w prostej linii potomkowie Cesarza Nicejskiego przewracają się w grobie.
Jakimi to odkryciami jeszcze zabłyśniesz jazgociezgdyni?
Myślę, że posiada on jakowąś tajemną moc zdolną do odwrócenia biegu dawno przebrzmiałej historii zgodnie z własnym kaprysem i potrzebą chwili. Sądzę, że może to również dotyczyć np. praw fizyki, które również potrafi najpewniej przekształcać wedle własnego uznania, choć występowania u niego akurat tej umiejętności do końca nie jestem pewien:)
Z dwóch powodów.
1. Miszczunio jazgot i jego wyznawcy są mało odporni na działanie delikatnych szpileczek, w efekcie bardzo szybko wychodzi z nich bolszewicka mentalność rodem z tzw. Strajku Kobiet. Krótko pisząc, zaczynają bluzgać, pokazując tym samym kim są naprawdę.
2. Wychwytywanie andronów wypisywanych przez domorosłych publicystów powoduje, iż jakaś część odbiorców, pierwotnie sympatyków "miszczów" samoistnie zacznie się interesować historią, która ma rzeczywiście wpływ na teraźniejszość. Co dla dobra przyszłych pokoleń Polaków i Polek jest pożądane.
Nie chciałem tu tego pisać otwartym tekstem, ale wobec tak rozbrajająco postawionej samokrytyki mogę już chyba ze spokojnym sumieniem przyznać, że ja też je u waści dostrzegam...:)
Choćby jak system Bizancjum, także przez krzyżaków skaził Prusy, a te, jak opanowały Niemcy, to zrobiły swoje.
Przyznam, że to dość karkołomna teza:) Brakowałoby mi tutaj jeszcze jakiegoś jaćwieskiego (to od Jaćwieży - da się wygooglać:) desantu na Konstantynopol:) No i o reptilianach ku mojemu rozczarowaniu nic waść nie wspomniał:)
Radzę uzupełnić u Konecznego to przenikanie się cywilizacji.
A ja radziłbym z udzielaniem światłych rad, choćby w kontekście wydźwięku "komentowanego" tekstu, jednak się może co nieco powstrzymać:)
A Teutoni, to niby co? Zawsze germańcy, a nie jak zawstydzeni tym twierdzą Celtowie.
A dałoby się to sformułować jeszcze raz, tym razem po polsku?
Ci to akurat pochodzą z naszych zachodnich terenów.
Hmm...Masz waść na myśli Celtów czy German? Bo zdaje się gdzieś musiała waści umknąć informacja, że w ramach wędrówki ludów przez "nasze zachodnie tereny" (cokolwiek u waści ów termin miałby oznaczać) przewinęli się i jedni i drudzy... Kwestia zaś ich pochodzenia, to już osobna zagadka, ale tu jak widać również nic nie przeszkadza waści w wysnuwaniu różnorakich rewolucyjnych wniosków tudzież innych niezwykle śmiałych tez:)
Gdzie Rzym, gdzie Krym...
Ano właśnie...
A tu, na moim blogu proszę mi tych durnych popisów nie uskuteczniać.
Lokajstwo polega na codziennych zakupach w Lidlu i gotowości oddania kilku lat zarobków za zdechłego Golfa.
A czym jeździ pan Prezydent? Syrenką?
A czym czołgista? Leosiem?
Itd...
w moim mieście. Dało to komfort zapachowy i efekt poprawy sanitarnej.
----------------------------------------
Ktoś wiesza tablicę na znaku drogowym, pomijam fakt zagrożenia drogowego
wprowadzenia w błąd, skupię się na; kończy się eksplozją radości środowiska
lewicowo-liberalnego. Co na to reszta liberałów, łączy się w radości z zapachu?
Zanim, leżące na Wyżynie Śląskiej, prastare słowiańskie miasto Bytom wróciło do macierzy, władali nim Niemcy.
Nie mogło im się pomieścić w głowach, że tyle g…a się marnuje.
Wybudowali, więc nad przepływającą przez miasto rzeką o starosłowiańskiej oficjalnej nazwie Beuther Wasser, potocznie zwanej Iserbachem zbiorniki na owe g…a.
Zbierali z nich g…a z całego miasta. W zbiornikach tych poddawali te g…a fermentacji a powstały w tym procesie gaz służył do oświetlenia miasta.
Powstałej po oczyszczeniu z g…n, całkowicie bezzapachowej wody, nie butelkowano jednak, tylko wylewano do przepływającej rzeki. Totalne marnotrawstwo.
Działało to tak gdzieś do 1945 roku i kilka lat po tej dacie.
Później, nasz ukochany kraj zaczął rosnąć w siłę a ludzie żyć dostatniej, więc nie wypadało miasta oświetlać g…m.
Napełniano jednak, jak wcześniej, te zbiorniki g…m, lecz nie fermentowano tego g…a, tylko po napełnieniu wylewano do przepływającej rzeki, która w międzyczasie zmieniła nazwę na Bytomkę.
Waliło wprawdzie g…m od Bytomia do portu w Łabędach, ale czego się nie robi dla dobra socjalistycznej ojczyzny.
Po obaleniu komuny i przywróceniu kolejnego jedynie słusznego ustroju, dalej jednak waliło g…m i to od Bytomia do portu w Łabędach.
Dopiero po wstąpieniu do Unii, niemieckiej Unii, przestało walić g…m. Od Bytomia do Łabęd przestało walić g…m.
Od tego czasu zachodzę w głowę, co te Szwaby znowu kombinują z tym g…m.
Wprawdzie żadnych tirów, czy cystern wywożących te g…a po nocach nie widać, ale naprawdę nie wali już g…m i to nie wali od Bytomia aż do portu z Łabędach.
Faktycznie, nieco szwabskiego Ordnungu nam by się przydało. Ale zamiłowanie do g...? Fuj!
naszeblogi.pl
Na takich asów i jemu podobnych należałoby jeno splunąć, gdyby tylko śliny nie było szkoda...
Utkwił mi w głowie cytat z jakiegoś filmu sprzed wielu laty. Rozmowa polityków na przyjęciu w ambasadzie:
Niemiec mówi: "Naród niemiecki wydał tylu geniuszy muzycznych i szczególnie umiłował muzykę..."
Anglik (chyba): "Szczególnie... wojskowych werbli..."
Na szczęście nawet w Niemczech są ludzie szydzący z teutońskich tradycji i totalitarno - imperialistycznych ciągot.
Polecam: youtu.be
Zielony ład. Ostrołękę C rozbierają choć obiecywali i przysięgali partyjni notable, że wybudują, bo to racja stanu.
A teraz burzą, bo trzy miliardy już poszło w piach dla znajomych królika.
Zielony Ład czyli polnische Wirtschaft.
Pozwoliłem sobie zakpić ze szwabów w identyczny sposób, jak oni od lat, codziennie pomiatają Rzeczpospolitą. Jak ordynarnie i chamsko atakują. Zamieściłem zdjęcie z Donaldem Trumpem, jako, że on za swojej prezydentury został wrogiem No.1 Germanii (cham jeden chciał wycofać swoje wojsko i kazał płacić za ochronę!). Lecz może niektórzy pamiętają, że to nie jest nowy motyw i kompozycja, bo na wielu tych ich wesołych paradach, jako jeb...cy w d. przedstawiany notorycznie był Jarosław Kaczyński. Ha, ha, ha! Ja, ja, ja! Das ist gut! I ci żartownisie, kiedyś perliście śmiejący się, drugą ręką roztrzaskując o mur główki niemowlaków, mają zostać panami, szefami, ba... bogami tych wszystkich Radków Zdradków.
Zawyła zgraja lokalnych owczarków niemieckich, trzymana ciężką łapą przez redaktora Węglarczyka, który dzisiaj zastępuje Urbana. Piana im z pysków pociekła, obnażyli kły i dalejże na bluźniercę, który kala trzy kolory - czarny, czerwony i złoty, umiłowanego Vaterlandu. To nie Niemcy, to Polacy dawno przed nimi, rozlewali gówno na polach. To, że MY robimy to w sposób przemysłowy i nawet specjalne maszyny zbudowaliśmy, świadczy tylko o naszej volkswagenowskiej przewadze. Drugi, co pewnie na czole ma wiadomy tatuaż, a prawa raczka mu już nawet automatycznie podskakuje do góry w czasie pozdrowienia, poważnie zraniony ryczy - zabiję tych, co kalają Teutonię. My, pępek Europy, niedawno wielkie cesarstwo rzymskie, zawsze panowie wszelakich Polacken, nie pozwolimy nikomu śmiać się z naszego smrodu i Beate Uhse. Ci wschodni pół-ludzie nigdy nie osiągną należytego poziomu, by zrozumieć nasze wyrafinowanie i subtelność.
Pomniejsze owczarki niemieckie tylko powarkiwały z boku, demonstrując przynależność do watahy w mundurach Hugo Bossa.
Kto miał jeszcze wątpliwości - to widzi. tego cofnąć, czy zakryć się nie da.
Ps. Zdzicho jak zwykle rozczulił mnie. U Ryszarda na blogu po prostu otwarcie oznajmił - "Nie ukrywam, nie jestem w stanie docenić, jestem tępy."
youtu.be
Ciekawe, że w każdym wątku musisz się kłócić. Nigdy nie widziałem jednego choćby spokojnego, ale w każdym wazeliniarsko smyrasz się z potakiewiczami.
Choroba uczuć.
Jak następnym razem będziesz chciał kogoś walnąć młotkiem to sprawdź czy dobrze oprawiony, bo jak widzisz, sam się okaleczasz.
BTW
Moja tępota, nie tylko, nie pozwala na ogarnięcie głębi misji TVP, ale nawet na obojętne przejście obok twej ortografii.
Jednakże nie w tym przeklętym znaczeniu sprzed trzech ćwierćwieczy, tylko dzisiejszym - jestem Super Streight. Internetowo #superstreight. I wszystkich samców prawdziwych, bez ogolonych pach i noszących, kiedy trzeba skarpetki, namawiam do przystąpienia do tego ruchu.
Co to oznacza? SS w całej tej wyliczance genderyzmu, czy LGBTQi...XYZ, to płeć, o anatomicznych zdecydowanych cechach męskich, która wyłącznie tworzy życiowe relacje z kobietą również SS. Osobiście lubię krągłe panie (ideał nieustający to Marylin Monroe), nie daj Boże zasuszone szkieletory, albo babo-chłopy z basem i na dodatek z wąsem. Poza tym - przeróżne kobiety kocham, większość oczywiście platonicznie; ważne tylko, by miały "to coś". Prawdziwi faceci wiedzą co. Czują to od pierwszej chwili.
Więc dalejże - budujmy Nowe SS!
Tutaj conieco w temacie - wykop.pl
A tak na dziś jest definicja: urbandictionary.com -
Super Straight
Formal Definition:
A Man who only has sexual interest in Cis-Gender Females / dates Cis-Gender Females
or A Woman who only has sexual interest in Cis-Gender Males / dates Cis-Gender Males
Cis-Gender means a person's sex at birth and gender are equal.
Polecam również, jako zabawę na sobotni poranek rozkminianie ze słownika LGBTQi słów beniz i tzipa.
Ty Zdzichu nie zrezygnujesz. Tylko, co ty z tą kuśką powyczyniasz?
Prześledź sobie drogę którą Krzyżacy trafili z Jerozolimy do Malborka. I może także historię Wielkich Mistrzów.
Tak się składa, że historia średniowiecza jest moim konikiem i wielokrotne analizy nad przyczynami rozwoju Zakonu, jego upadkiem, ale jednocześnie zaczynem do powstania nowoczesnych Niemiec stoją w swym efekcie za tym, aby nazwać twoje tezy, bzdurą którą może napisać ktoś nie mający pojęcia o Krzyżakach i Bizancjum, ich strukturze władzy, a nawet architekturze, Krótko pisząc Zakon był diametralnie inny niż Bizancjum, temu właśnie zawdzięcza swój sukces.
Po części wynika to z tego, iż twórcy Zakonu nie mieli styczności z Bizancjum, albowiem pierwsze krucjaty opierały się na Frankach, a nie na Niemcach. Dopiero w III krucjatę żywioł niemiecki się zaangażował pod dowództwem Barbarossy, potem Leopolda, ale ich kontakty z Bizancjum były dość mizerne, ograniczyły się do walki o Cypr. W każdym razie to uczestnicy III krucjaty których większość, Bizancjum na oczy nie oglądała, powołała do istnienia Zakon
IV krucjata, w którą, ponownie byli zaangażowani głownie Frankowie, którzy zdobyli Konstantynopol, miała z Bizancjum wiele do czynienia, bo w końcu je zdobyła tworząc Cesarstwo Łacińskie.
Najwyraźniej mylisz Krzyżaków z Krzyżowcami.
Miłego dnia.
Barwy flag - palące się pole pszenicy. Ukraina - pole pszenicy.
Flaga polska - bialy oznacza ziemie pólnocne , ośnieżone , zamieszkałe przez blondynki, Ruś biala, Białystok, itp. czerwony oznacza Ruś czerwoną, ziemie poludniowe, gdzie jedzie się pod zachodzace słońce. Inne kierunki też maja swoje kolory chyba prasłowiańskie, ale nie pamiętam.
Prusy lubią kolor czarny. Zrobli sobie przed wojną flagę polską i wstawili czarny pasek - geograficznie pasowało.
Tak pięknie poetyckiego opisania polskiej flagi nie znałem. To jest na prawdę chwytające za serce.
Wielu nie pojmuje, że w dobrych czasach Rzeczpospolita sięgała aż po Dzikie Pola. Że tam właśnie, bliżej Kijowa, niż Krakowa, były najstarsze rody Polaków. Kniaziów. Jedyny prawomocny tytuł w Rzeczypospolitej. Żadnych hrabiów, baronów, czy markizów.
A teraz biedna Ukraina, która nie może, albo nie chce znaleźć swych dawnych korzeni. Bo one są polskie...
Pozdrawiam
Rozumiem twoją życiową filozofię - jak dają, to brać!
Linia z której się wywodzi Władysław Zamojski ma ten tytuł od 1778 roku.
Widzę, że o tej Osobie pierwszy raz usłyszałeś.
Moja konkluzja jest następująca.
Masz braki w wiedzy, ale próbujesz się zgrywać na giganta logiki i analizy.
Niestety, ale bez znajomości historii, czyli związków przyczynowo skutkowych gigantem nigdy nie będziesz.
No...może dla pisowców. Mógłbyś występować zamiast Jakimowicza u boku Ogórek. Podobnie jak ty błyskotliwy.
Jeśli ja mam braki wiedzy, to ty niestety jesteś skończonym głupkiem. Kto to jest Władysław Zamojski? Znałeś, lub słyszałeś o takim? Ja nie. Aha, może tobie chodzi o Władysława Zamoyskiego? I tu znów problem - którego? Pewnie chodzi o generała, sprzedawczyka i adiutanta cara. I wbij to sobie do łba baranie, że władcy polscy hrabiowskich tytułów nie przyznawali, a stara szlachta miała takich zawsze w pogardzie. Do dzisiaj zresztą, bo mam doby kontakt z Montrésor. Jelita otrzymały tytuł hrabiowski od Habsburgów (wiemy, jak oni Polaków kochali) i to przez niekoronowaną "cesarzową" Marię Teresę. Albo przez innych polakożernych Austriaków.
Przestań się biedny człowieku nieustannie kompromitować. Skończ wreszcie choćby podstawówkę.
2. Ostatni na tronie polskim Stanisław August przyznawał. Maria Teresa co najwyżej zatwierdziła tytuł z tej racji że ordynacja Zamojskiego stała się częścią Austrii.
3. Władysław Zamojski to ostatni właściciel Kórnika, który swój majątek i zbiory przekazał państwu polskiemu, wraz z zakupionym przez siebie kawałkiem Tatr, z Morskim Okiem. Adiutantem cara nie był.
Potomkom kniaziów w żaden sposób nie przeszkadzała służba dla cara. Tacy jak Sanguszkowie i Czetwertyńscy byli jeszcze przed ostatnim rozbiorem opłacani z kasy trzech czarnych orłów, w związku z tym podniecanie się wielkością pochodzenia czy to od Giedymina czy to od Rurykowiczów, o twej bezdennej głupocie świadczy.
Śmieszne i żałosne.
Ps. A za jot w nazwisku od tych Zamoyskich miałbyś parę razy batem po dupie.
2. Ewidentnie widać po twej pisaninie yzgocie*, żeś był tłuczony w szkole, ale nie po tyłku, lecz po głowie.
* zakładając że y na początku jest bezdźwięczne, łatwiej będzie nazywać yazgotazgdyni słowem: zygot.
Gramatyki, ortografii uczyłem się w podstawówce. w 1-2-3-4-5 klasie. Kupę lat temu. Teraz na starość, to się nieco myrga. Może gdybym pisał piórem (pamięć mięśniowa), to by było lepiej.
Rozumiem, że ty Zdzicho, świeżo uczący się Polnische Sprache, masz to wszystko, jak na patelni. Więc pomagaj mi dalej. I nie oszczędzaj.
"Zdaniem PIH skrócenie tego terminu do 30 dni (płatności...) oznacza w praktyce przesunięcie ponad 12 mld zł do międzynarodowych koncernów, które kontrolują większość produkcji żywności w Polsce. Polskie sieci w praktyce wydadzą pieniądze, które wcześniej mogły jeszcze inwestować przez 30 dni"
Hehehe... Uchwalamy prawo, które pozbawi polskich sklepikarzy pieniędzy i da niemcom kolejne 12 miliardów.
Zielony ład.
Dla nas najważniejsze, że Deutschland śmierdzi g...m.
To nas najbardziej cieszy i zajmuje.
Kto by się tam jakąś głupią gospodarką przejmował.
Państwo jest bogate, bogactwem obywateli. Adam Smith. twórca ekonomii.
Pomagałem bardzo biednym – Podziwiam.
Jak udowodnisz, że można nikomu nic nie zabrać i jednocześnie dać potrzebującym, to ja księdzem będę.
Jeżeli jednak choćby pierdniesz, że nie da się nic nikomu nie zabrać i jednocześnie dać potrzebującym, to przysięgam, że rozjadę Cię na mokro.
Masz wybór.
Ryzykuj.
Nie zaryzykujesz, bo o ekonomii masz tyle do powiedzenia, co daltonista o kolorach.
Ciemny lud i ciemny Dżabe powinieneś uczciwie napisać.
Słyszałeś o helikopterze Friedmana?
Słyszałeś. Szkoda jednak, że słyszałeś a nie czytałeś. Sam przyznawałeś wielokrotnie, że wiedzę czerpiesz tylko z Internetu a wiedza zawarta w bibliotekach jest dla Ciebie nic nie warta. Dlatego o helikopterze Friedmana wiesz dokładnie tyle, co przekazali Ci inni. Przypuszczam, że głównym i jedynym Twoim edukatorem był patafian w muszce zwany „krulem”. Opowiedział Ci, jak to Friedman opisywał sytuację, co stanie się, jak rozsypiemy nad jakimś krajem, pieniądze z helikoptera. I jako przykład podał Rodezję, która zmieniła po pewnym czasie nazwę na Zimbabwe.
Sprawdziły się rozważania Friedmana nieprawdaż? Prawdaż.
Niestety drogi Dżabe, ten stary cwaniak Friedman, rozpatrywał również sytuację, co stanie się, gdy rozsypiemy pieniądze z helikoptera, nie tylko nad biednym krajem, ale także nad bogatym.
Tego jednak już Twoje guru Ci nie przekazało, więc o tym nie masz bladego pojęcia.
Jeżeli jednak cokolwiek o tym wiesz, to napisz, kiedy, gdzie i z jakim skutkiem rozsypano pieniądze z helikoptera nad Europą.
Dla ułatwienia podam Ci, że było to w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
Próbuj, a najlepiej poproś swoich edukatorów o pomoc Dżabe.
Wizyty w bibliotece nie proponuje, bo nie wiedziałbyś nawet jak się w niej poruszać a co dopiero korzystać.
Pozdrawiam słodko Dżabe.
Na razie społeczeństwu nic nie dajemy.
Napisałem to na blogu Pana Ryszarda Surmacza, zabieramy tym, którzy maja środki i dajemy tym, którym brakuje i absolutnie nic to nie daje.
W tym momencie rodzi się jednak pytanie, czy można dać społeczeństwu nie zabierając nikomu?
Aby odpowiedzieć na to pytanie wystarczy przestudiować choćby Knappa, Kaleckiego, Keynesa a najlepiej Friedmana.
Smith oczywiście ma rację, że państwo jest bogate bogactwem swoich obywateli, ale nie jest to sprzeczne z teoriami wcześniej wymienionych przeze mnie ekonomistów.
Jak jest Pan zainteresowany mogę rozwinąć.
Pozdrawiam.
Nigdy nie miałem dość siły i chęci, żeby choć pobieżnie postudiować ekonomię. Niby to też nauka i ma swoje prawa, ale poziom losowości, oraz wagi warunków zewnętrznych jest tak wielki, że nawet najpotężniejsze komputery nie są w stanie oszacować ruchów giełdy.
Wobec tego, oświadczanie, co jest dobrym ruchem, a co złym, jest tylko intuicyjne. A poleganie na tzw. autorytetach, może skończyć się Balcerowiczem, który właśnie zaufał Sachsowi z jego wydumaną terapią szokową, którą niemalże zrujnował Boliwię. No i mieliśmy potem lata biedy i złodziejstwa.
Ja, podobnie jak Pan, kończyłem uczelnię techniczną i miałem tylko jeden semestr ekonomii, wtedy z przymiotnikiem polityczna.
Nie chcieliśmy tego słuchać, bo rzeczywistość wyglądała inaczej a raczej tak nam się wydawało, że wygląda inaczej. Nie mówili całej prawdy o ekonomii w naszej części Europy, ale dokładnie omawiali wady systemu istniejącego po drugiej stronie żelaznej kurtyny.
Tam było dokładnie tek samo. Też omawiano wady naszego ustroju, przemilczając wady swojego.
Ja zainteresowałem się ekonomią na serio, dopiero jak u nas zainstalowano kolejny jedynie słuszny ustrój.
Przeżywszy socjalizm rozumiałem doskonale, że z próżnego i Salomon nie naleje, ale nie mogło mi się pomieścić w głowie, że ludzie żarcia po śmietnikach szukają a jednocześnie producenci, nie mogąc znaleźć nabywców, niszczą żywność idącą w tysiące ton. Zadałem, więc sobie pytanie, czy czasem nauczyciele, mówiąc o wadach systemu zwanego kapitalizmem nie mieli racji.
Wystarczyło pójść do biblioteki Akademii Ekonomicznej w Katowicach, która teraz jest Uniwersytetem. Akademia, nie biblioteka. Nie tylko znalazłem potwierdzenie słów tamtych nauczycieli ekonomii. Znalazłem również rozwiązania tych problemów, które podali w swych pracach wymienieni przeze mnie we wcześniejszym wpisie ekonomiści.
Nie polecałbym jednak tej wiedzy nikomu, gdyby rozważania teoretyczne nie sprawdziłyby się w praktyce. Okazało się, że wszystkie bez wyjątku zostały wprowadzone i wszystkie bez wyjątku z rewelacyjnym, przewidzianym w teorii, skutkiem. Niektóre za naszego życia. Najlepiej jednak sprawdził się system zaproponowany przez Friedmana, który wprowadzono na krótko nawet w naszym kraju w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.
Jak będę maił okazję opiszę, choć nie jestem jedyny na tym portalu, który te zagadnienia zna.
Na koniec krótkie wyjaśnienie. Giełda o której Pan napisał, ma dokładnie tyle wspólnego z ekonomią, co totalizator sportowy. Zauważył Pan chyba, że w totolotka ludzie często wygrywają. Większość jednak przegrywa. Wygranym jest jednak za każdym razem totalizator zwany sportowym.
Pozdrawiam Pana.
Coś często ostatnio słyszę o tym helikopterze. Szczególnie wśród krytyków władzy (np. Warzecha). Czyżby stało się to akurat modne, bo pozwala szczypać Morawieckiego?
Natomiast nikt nie chce mówić i obiektywnie oceniać New Deal'u Roosevelta, a także roli Planu Marschalla. A akurat, to nie są rozważania czysto teoretyczne, tylko gruby katalog faktów.
A co do znaczenia i wagi giełd w ekonomii i gospodarce pozwalam sobie mieć inne zdanie. To potężny instrument - i tu zgoda - gry rynkowej o niesamowitym impakcie.
Każdy portal i Nasze Blogi też, jest tak skonstruowany, że zanim rozwinie się jakaś konstruktywna dyskusja, notka znika ze strony głównej i prawie nikt do dyskusji już nie wraca, przez co dyskusja, czasem bardzo rzeczowa, traci swój edukacyjny charakter.
Postaram się więc rozwinąć temat przy najbliższej nadarzającej się okazji.
Teraz tylko pobieżnie.
New Deal to klasyczny Keynesizm, wprowadzony tylko w krótkim okresie czasu i zaledwie w kilku dziedzinach gospodarki. Po zakończeniu tych programów, jak Pan zapewne wie, wszystko wróciło do normy i ponowny kryzys wybuchł już w 1937 r.
Zanim Pan mnie wyklnie, musi przyjąć do wiadomości, że dokładnie to samo rozwiązanie wprowadzili w 1933 r. tzw. naziści. Podstawy teoretyczne stworzył jednak nie Keynes a Georg Friedrich Knapp, choć założenia ogólne były prawie identyczne. W Niemczech a właściwie w III Rzeszy, nie zaprzestano jednak tego programu i funkcjonował do samego końca wojny. Żeby go przerwać, dopiero wojska okupacyjne musiały wprowadzić inflację, która go zatrzymała.
Jeżeli chodzi o helikopter Friedmana, to musimy go wprowadzić. Innej alternatywy nie ma.
Dlaczego?
Pozwoli Pan, że zakończę pytaniem.
Siła nabywcza polskiego społeczeństwa to zaledwie czterdzieści kilka procent PKB.
Co z tego wynika?
Tylko tyle, że nasze społeczeństwo potrafi wykupić tylko czterdzieści kilka procent tego, co produkuje.
Kto ma wykupić resztę?
Jeżeli potrafi Pan odpowiedzieć na to pytanie, zrozumie, że wprowadzenie helikoptera Friedmana jest koniecznością.
Można oczywiście wprowadzić rozwiązania Knappa, Kaleckiego, czy Keynesa, ale rozwiązanie Friedmana eliminuje wady wcześniej wymienionych rozwiązań
Coś z podwórka
onet.pl