Mój kolega z redakcji „Warszawskiej Gazety” pan Andrzej Leja bardzo słusznie poleca wydaną przez ośrodek „Karta” książkę Anny Richter pod tytułem: „ Czas ziemiaństwa” . Zawiera ona wspomnienia oraz fragmenty dzienników znanych polskich ziemian takich jak Walewska, Dunin- Borkowska, Turnau, Romer, Konarska, Chwalibóg, Podhorski. Są to wspomnienia autentyczne, nie zakłamane, nie sfałszowane.
Dobrym przykładem takich nieautentycznych moim zdaniem wspomnień są wspomnienia z dzieciństwa i młodości Franciszka Starowieyskiego. Jeżeli dobrze zapamiętałam twierdził, że lokaje podawali mu śniadanie do łózka. Nie wiem jak to naprawdę było ale jest to mało prawdopodobne. Dzieci ziemiaństwa i arystokracji były wychowywane dość surowo, w poczuciu obowiązku wobec wspólnoty, przede wszystkim narodowej. Chłopcy oprócz zwykłych przedmiotów takich jak matematyka, greka, czy łacina uczeni byli konnej jazdy, fechtunku, oraz posługiwania się bronią palną. Uczestniczyli w konkursach jeździeckich i polowaniach. Nie było miejsca ani czasu na wylegiwanie się w łózkach. Dziewczęta oprócz muzyki czy haftowania jako zajęć dodatkowych towarzyszyły matkom w nawiedzaniu chorych i potrzebujących pomocy w parafii. Polecam wspomnienia Marii Krystyny Habsburg, która po czterdziestu latach wygnania wróciła do rodzinnego Żywca, zawarte w książce „ Księżna. Wspomnienia o polskich Habsburgach”. Tam właśnie na pytanie „Często Pani myślała o Polsce?” Maria Krystyna odpowiada: „Cały czas. W Polsce jest wszystko: wspaniałe góry, jeziora, morze, wspaniała roślinność. Za tym wszystkim tęskniłam. Nawet, gdy mówię po szwedzku, niemiecku czy francusku, myślę po polsku. Polska jest dla mnie „non plus ultra”. Nigdy nie wyrzekłam się swej polskości i nie przyjęłam żadnego innego obywatelstwa. Często nam, tzn. Karolowi i mnie mówiono, że posługujemy się polszczyzną Sienkiewicza.”. W tych samych wspomnieniach księżna Maria Krystyna opowiada jak odwiedzała z matką chorych i ubogich z okolic Żywca. Habsburgowie są w Żywcu bardzo dobrze wspominani. Opatrywanie chorych nie uwłaczało jak widać księżnej. Kawior chochlami jedli w swoich rojeniach o wejściu do elity sowieccy sołdaci. Coś z tego podejścia przetrwało do naszych czasów jeżeli profesor Marcin Król potrafił napisać coś w tym stylu: „ Jarosław Kaczyński nie należy do elity, bo nie pił wina w Toskanii i nie jadł ostryg w Bretanii”. Zapominając, że przynależność do elity oznaczała zawsze przede wszystkim obowiązki. Również wobec tych skrzywdzonych przez los. Mogłabym napisać za Wyspiańskim: „ten król to lalka z gałganków” ale byłoby to niesprawiedliwe. Król był to wielkiej inteligencji człowiek.
Franciszek Starowieyski ma w moich oczach ogromne zasługi. Zauważył kiedyś trafnie: „ człowiek jest tylko etapem w życiu przedmiotów” . Ta mądra obserwacja ujmuje niezwykle ważny czynnik o którym nie wolno zapominać przy ocenie dzieł sztuki, czynnik jakim jest czas. Freski z groty Lascaux są i pozostaną jedyne w swoim rodzaju bo powstały w okresie paleolitu choć obecnie podobne mogłoby namalować nawet dziecko. Kościółek w Dębnie ma najstarszą w Europie zachowaną drewnianą polichromię patronową z około 1500 roku (wykonaną w 33 kolorach z 77 motywami) oraz unikalny późnoromański obraz na desce przedstawiający św. Agnieszkę i św. Katarzynę z połowy XIII wieku. W pobliskiej Łopusznej była taka sama polichromia lecz bogaci dobroczyńcy kościoła przemalowywali kościół co roku ze szkodą dla jego wartości zabytkowej. Kafle ze słynnej klatki schodowej w pałacu w Nieborowie, pochodzące z XVII wieku, które w czasie remontu tej klatki kradli i sprzedawali tanio w Desie członkowie okupującej pałac komunistycznej lumpen-elity ( byli wśród nich filozofowie, pisarze i politycy) nasładzający się (rusycyzm celowy)tarzaniem się w cudzej pościeli i zmuszający radziwiłłowskich lokai do obsługiwania ich w białych rękawiczkach. Tacy z nich byli demokraci. Ile tych płytek ukradziono dowodzi liczba wstawionych w ich miejsce niebieskich, gładkich, współczesnych kafelków nazywanych przez konserwatorów „ mydło”.
Jeszcze lepszym przykładem komunistycznego zakłamania była reżyserowana przez Izabelę Cywińską i emitowana przez telewizję sztuka „ Boża podszewka” powstała na motywach powieści Teresy Lubkiewicz Urbanowicz o tym samym tytule. Pani Cywińska przypisująca sobie nie wiem jakie parantele opisuje obyczaje polskiego dworu z perspektywy małego Jasia, który poogląda jaśnie państwo przez zamknięte okiennice. Nie twierdze, że żadna panienka z dworu nie zadała się nigdy z parobkiem ani ,że panicz nie wykorzystywał seksualnie wiejskich dziewczyn. Jednak kopulowanie w stodole na sianie na oczach obserwatorów to obyczaje zupełnie innego środowiska żywcem przeniesione w rzekome stosunki dworskie. Jeżeli coś takiego w ogóle miało miejsce to po cichu i ze wstydem. Wiadomo że jak twierdzi François de La Rochefoucauld.: „L'hypocrisie est un hommage que le vice rend à la vertu” („Hipokryzja to hołd, jaki występek składa cnocie”).
Wracając do Cywińskiej. Samo nazwisko nie czyni z nikogo arystokraty ani specjalisty od arystokratycznych obyczajów.
Niejaki Putrament pochodzący rzekomo z rodu Putramentów herbu Dołęga był zwykłym komunistycznym aparatczykiem słabo władającym językiem polskim. Wiem o tym bo jego teksty poprawiała w „Czytelniku” w latach pięćdziesiątych moja ciotka. Wystąpił nawet w jej obronie gdy została rozrobiona czyli napiętnowana przez kolegów jako bezetka czyli wróg klasowy. Zdradziło ją lorgnon, którym posługiwała się przy poprawianiu tekstów. Nie było jej, jak wszystkich spauperyzowanych bezetów, po prosu stać na okulary. Kto dziś czyta Putramenta? Jak proroczo napisał Julian Tuwim. „Szkoda papieru.I atramentu.Tudzież peiperu.I putramentu.
Szkoda Przybosia, szkoda Miłosza Wszystko to pójdzie razem do kosza”
Gorąco polecam przy okazji pamiętniki właścicielki Wilanowa Anny Branickiej- Wolskiej wydane przez wydawnictwo „TenTen” pod tytułem „ Listy nie wysłane”. To rzetelny opis dziejów arystokratycznej polskiej rodziny, która przetrwała wywózkę na Syberię i komunistyczne rządy w Polsce.
cdn... ;-)
Jedyna literatura polska jaka istnieje to wspomnienia szlachty. Reszta to propaganda.
Dorzucę swoje trzy grosze do kolekcji autorki, zawsze wartej czytania:
Mieczysław Jałowiecki
Edward Woyniłłowicz
Szymon Konopacki
Kwiatek dla ziemianki i jej muzy🌼