5 października bieżącego roku TVN wyemitował film Jeana Jacques’a Annauda Notre-Dame brûle (Notre Dame płonie), który skrupulatnie obejrzałam wbrew obyczajowi ignorowania tej stacji. Pożar katedry Notre=Dame w Paryżu wybuchł 15 kwietnia 2019 roku. Płomienie początkowo objęły dach świątyni i znajdującą się na dachu sygnaturkę a następnie jedną z wież budowli. Z pożaru ugaszonego 16 kwietnia ocalała główna konstrukcja budowli, dwie wieże oraz trzy rozety z XII oraz XIII wieku. Sygnaturka którą w XIX wieku zaprojektował remontujący katedrę architekt Eugène Emmanuel Viollet-le-Duc uległa całkowitemu zniszczeniu. Zniszczone zostały również fragmenty kamiennego sklepienia na skrzyżowaniu nawy głównej z transeptem (poprzeczna nawa kościoła) oraz witraże z XIX wieku w szczycie transeptu. Udało się uratować ważną relikwię jaką była cierniowa korona uważana za autentyczną koronę nałożoną przez rzymskich żołdaków Chrystusowi. Korona ta przechowana podobno przez jednego z uczniów Jezusa w 1063 trafiła do Bizancjum a w 1239 roku sprzedał ją królowi Francji Ludwikowi IX cesarz Konstantynopola. Korona pozbawiona jest cierni bo wyłamywano je i umieszczano jako relikwię w licznych kościołach i klasztorach na całym świecie. Jeden z kolców tej korony przechowywany jest nawet w Polsce, w Miechowie. Podczas rewolucji francuskiej korona umieszczona została w Bibliotece Narodowej a następnie w 1801 roku została przeniesiona do katedry Notre- Dame. W czasie pożaru została szczęśliwie odnaleziona. Z pożaru uratowano również niektóre kielichy oraz XIII-wieczną tunikę króla Ludwika IX.
Obecnie katedrze Notre-Dame grozi kolejny kryzys. Sześć historycznych grisailles z 1864 roku, wykonanych w ramach programu restauracji prowadzonego przez Eugène’a Viollet-le-Duca, zostało już zdjętych z kaplic południowej nawy. Francuskie władze planują zastąpić je sześcioma współczesnymi witrażami zaprojektowanymi przez Claire Tabouret z Atelier Simon-Marq w Reims. Produkcja sześciu nowych witraży jest w toku i planuje się ich montaż w Notre-Dame w październiku lub w listopadzie 2026 roku oraz odsłonięcie w grudniu. Historyczne grisailles mają zostać poddane konserwacji i restauracji, a następnie gdzieś wystawione, nie wiadomo gdzie. Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO oficjalnie wezwał Francję do zawieszenia realizacji tego projektu.
Atelier Simon-Marq którego siedziba mieści się w Église du Sacré-Coeur działa w Reims nieprzerwanie od 1640 roku i specjalizuje się w renowacji witraży. Doskonale mogłoby się podjąć renowacji grisailles z Notre-Dame. Natomiast pomysł zastąpienia historycznych witraży nowoczesnymi to oczywista inicjatywa władz francuskich. Młoda artystka Claire Tabouret wygrała konkurs ogłoszony dwa lata temu a monumentalne projekty jej witraży były prezentowane między innymi na wystawie D'un seul souffle (Jednym tchem) w Grand Palais w Paryżu. Witraże mają być tematycznie związane z zesłaniem Ducha Świętego ale nie sposób się w nich doszukać jakiegokolwiek ducha i jakiejkolwiek świętości. Pani Tabouret przypomina mi swoją twórczością rodzimą artystkę Joannę Rajkowską, autorkę palmy gubiącej sztuczne liście, oraz ogromnego ptasiego jaja wydającego stosowne piski. Tęcza ze szmat zainstalowana przed kościołem Zbawiciela w Warszawie to dzieło innej wizjonerki, niejakiej Julity Wójcik. Pomiędzy tolerowaniem tęczy ze szmat a wymianą witraży w Notre- Dame jest jednak zasadnicza różnica. Pani Wójcik nie wlazła ze swym dziełem do kościoła Zbawiciela. Wystarczyła jej jak sądzę satysfakcja ze zohydzenia placu przed kościołem. Tęcza wielokrotnie podpalana przez Warszawiaków trafiła wreszcie -mam nadzieję- tam gdzie jej miejsce, to znaczy na wysypisko śmieci. Palma szpeci tylko miasto, a nie kościół choć za jej konserwację płacimy my wszyscy. Dopuszczenie do wymiany historycznych witraży w katedrze Notre-Dame na dzieło jakiejś nikomu nie znanej młodej osoby ma dla mnie wymiar symboliczny. Długi marsz przez instytucje postulowany przez Gramsciego obrał sobie obecnie za cel kościoły. Notre- Dame przetrwała pożar. Nie ustalono jak ten pożar powstał. Być może faktycznie- jak twierdzą władze- jakiś robotnik z ekipy remontowej rzucił niedopałek papierosa. Jednak reakcja na to wydarzenie na całym świecie stała się dla lewackich francuskich władz sygnałem że nie tędy droga. Trzeba stosować politykę, małych kroków, rozsadzać kościół od wewnątrz zarówno w sensie symbolicznym jak i faktycznym. Wymieniając skarby i relikwie zgromadzone w katedrze, opisując historię jej budowy i przebudowy nieuchronnie będzie się odtąd wymieniać witraże Tabouret jako symbol, jako moment przełomowy. Ze strony pani Tabouret zaprojektowanie witraży okaże się być może gestem Herostratesa, który dla sławy spalił świątynię w Efezie. Długi marsz przez instytucje dał już wymierne efekty. Środowisko naukowe jest dla poszukiwania prawdy całkowicie stracone. Poprzednia generacja naukowców rozstawała się z diamatem podobnie jak Leszek Kołakowski - długo i boleśnie. Poprzednia generacja pisarzy tłumaczyła się za Miłoszem pokąsaniem przez Hegla. Niektórzy jak Roman Zimand wręcz wstydzili się swoich wyborów i działań. Obecni niczego się nie wstydzą. Kolejnym środowiskiem, które całkowicie zdradziło swoje powołanie jest środowisko lekarskie. Kontakt z lekarzem wielu pacjentów odbiera jako realne zagrożenie eutanazją. Najdłużej trzymał się Kościół Katolicki. Nawet stalinowcy nie odważali się atakować kościoła wprost a towarzysz Bierut nosił jak pamiętamy szarfę w procesji Bożego Ciała. Nie zmogła Kościoła Katolickiego lawendowa mafia i nie dali rady księża patrioci. Nie załatwił ekumenizm. Atakowanie kościołów wprost nie ma dla lewactwa sensu, bo budzi reakcję obronną. Trzeba podważyć symbole. Tak jak barbarzyńców których wprowadzano do pałaców żeby palili i wyrzucali przez okna fortepiany do świątyń wprowadza się obecnie współczesnych artystów z ich instalacjami i bohomazami. Oby najważniejszym skarbem Notre-Dame pozostała nadal cierniowa korona.