Teoretycznie robota komentatorów politycznych jest, wróć, powinna być jedną z najbardziej ryzykownych profesji, zwłaszcza dla tych strzelających kulą w płot, bo nietrafione oceny i prognozy takich snajperów, podważałyby ich fachowość i eliminowały z branży. Ale gdzie tam. Przeciętny odbiorca obwieszczanych mu treści, ma pamięć złotej rybki albo elektoratu PO, zaś eksperci swobodnie przekręcają kota ogonem z wdziękiem dowodząc, że tak czy owak mieli rację. Ostatnio na przykład modne jest przedwyborcze rajfurzenie, kto z kim przeciw komu spiknie się, by przekroczyć pięcioprocentowy próg gwarantujący mandaty parlamentarne. Do tradycyjnie obrotowych ludowców spekulacje dołączają także środowiska Morawieckiego i Mencena. Ba, hazardziści gotowi są postawić na z pozoru absurdalny mariaż Brauna z Giertychem. A może jedynie z pozoru, zważywszy na podobieństwa rodowodów obu panów. Obok tych licencjonowanych graczy o zblatowaniu myślą również polityczne zera, które chciałyby zapewne przypominać ósemkę, lecz kojarzą się raczej z symbolem szaletu. Tyle zostało chociażby z zaciągu Szymona Hołowni, lecz on sam podobno wraca do łask establishmentu 3 RP. Po co? Wygląda przecież na bystrego faceta , powinien więc pamiętać, że lepiej być mało śmiesznym showmanem niż bardzo śmiesznym politykiem. I tak z przytupem trwają przedwyborcze konkury. Na razie wszyscy wierzą w swą szczęśliwą gwiazdę, choć trudno dociec ile w tych pozach przekonania, a ile szpanu. Wprawdzie bowiem eksperci rozmaicie oceniają prawdopodobieństwo jednego z czterech wariantów, gdyż tyle właśnie wyczerpuje spektrum rozstrzygnięć, ale które kule są celne, a które trafiają w płot, okaże się dopiero po głosowaniu. Przypomnę, można stawiać na zdecydowane, żeby nie napisać druzgocące, zwycięstwo prawicy, lub lewicy, umożliwiające zmiany konstytucyjne i odrzucanie vet prezydenta albo na chwiejną równowagę, pozwalającą w praktyce na utrzymywanie władzy, a w porywach na gangsterkę polityczną, niekiedy w stylu gangu Olsena, częściej mroczną i bezwzględną. W tej specjalności, od dawna zresztą, trwa zacięta rywalizacja o prymat, której lideruje niedościgniony animator marionetek w teatrzyku tragifarsy, Donald Tusk. Jego decyzje personalne przywodzą mi na myśl Kaligulę, tyle, że cesarz był zdecydowanie bardziej wybredny, bo uczynił senatorem wierzchowca, a premier obsadził w roli marszałka sejmu kucyka. I tylko optymiści pocieszają się, że mógł wręczyć laskę komuś z absolutnego marginesu polityki, na przykład konikowi polnemu. Teraz, czyniąc z gęby cholewę., zamierza zainstalować w Trybunale Konstytucyjnym nadministra Macieja Berka. A jeszcze niedawno elity nadwiślańskiego landu zdzierały sobie gardła, gdy do TK wybrano Krystynę Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. Nie zamierzam wszak mędlić setny raz tematu trybunalskiego zapętlenia. Zasygnalizuję jedynie czemu, wedle brawurowej hipotezy, a może przecieków z dobrze poinformowanych źródeł, służą w istocie te awanse. Otóż wkrótce, gdy dzięki zmianie układu sił w TK, decyzyjną większość zdobędą sędziowie o nieskazitelnej opinii, wręcz wzorce prawniczego metra, marszałek sejmu wystąpi do Trybunału z wnioskiem o uznanie za niezgodny z konstytucją wybór Karola Nawrockiego na prezydenta. I TK, po rzetelnym i wnikliwym rozpatrzeniu doniesienia marszałka., przy chyli się do jego sugestii. Uzurpator straci władzę, a zastąpi go kucyk z Wiejskiej. Strach się bać. Tuszę wszak, że to tylko jeden z publicystycznych strzałów kulą w płot. Kule świszczą też wokół głowy Marcina Romanowskiego. Podobno zaprzedał duszę Putinowi i zbiegł do Naddniestrza, zwasalizowanej przez Rosję marionetkowej enklawy na terytorium Mołdawii. W każdym razie stamtąd przesłał pocztą ofertę polskim władzom, że wróci do kraju, jeśli otrzyma list żelazny. Od kilku dni daje to pretekst snajperom do okrzyknięcia go sprzedawczykiem i zdrajcą ojczyzny. Precyzując, po wyrażanym półgębkiem zastrzeżeniu, że ustalenia miejsca jego pobytu dopiero trwają, bez opamiętania, z lubością, jeśli to właściwe określenie chlustają w Romanowskiego zawartością szamba. Ot, naddniestrzańska nadgorliwość. W minioną sobotę pojawiła się również nadgorliwość nadwiślańska. Trasę defilady z okazji 206 rocznicy wielkiego zwycięstwa polskiej armii nad bolszewikami pod Warszawą, obwieszono banerami reklamującymi SAFE, czytaj sejf. Ta niskooprocentowana na starcie unijna pożyczka na produkcję i zakup uzbrojenia, wywołuje ostre spory między władzą, a opozycją. Ale tym razem nie w tym rzecz. Po prostu nie uchodzi, żeby dominującym akcentem dekoracji z okazji święta narodowego, była reklama wielomiliardowej pożyczki, której dyskusyjna atrakcyjność potwierdzi się, lub nie, dopiero po latach. Prezydent Karol Nawrocki w okolicznościowym przemówieniu rzucił rękawicę Ministrowi Obrony Narodowej przypominając, że na sztandarach polskiego wojska od wieków widniało hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna, a nie SAFE. Władysław Kosiniak-Kamysz w odpowiedzi rozwinął skrót SAFE, jako: Sojusz, Armia, Fabryki, Europa. A echo niosło po nadwiślańskich bulwarach: Szwindel, Alicja, Figa, Egzaltacja! Wyjaśnienia wymaga Alicja, bo nie chodzi o tę z krainy czarów, ale o kredyt mieszkaniowy sprzed lat, którego nie sposób było spłacić, gdyż zadłużenie ciągle wzrastało. A defilada wywarła na mnie imponujące wrażenie.
Sekator
Ps.
– A może my założymy jakąś partię? – proponuje mój komputer. – Na przykład Stronnictwo Mocarnych Orędowników Konserwatyzmu, czyli Smok.
– Mam lepszy pomysł – uśmiecham się do Eustachego. – co powiesz na Kolektyw Kompatybilnych Koalicjantów, czyli KKK? Brzmi amerykańsko, nieprawdaż?
Proponuję nazwę: 231 KK