Kaszaniarze mają zwykle wielkie aspiracje. W życiu, w piłce nożnej. Mają też ogromne pretensje, gdy otoczenie ich skopie. Brazylia to iluzja, legenda, pamięć o Pele. Brazylia to samba, to karnawał z ładnymi rozebranymi paniami w piórach i 16 milionów ludzi żyjących w slumsach zwanych fawelami. Brazylijczycy wychodzą by pokazać jacy są wielcy, tyle że nie są, nie są od dawna, od bardzo dawna.
Technika Viniciusa nie podlega dyskusji. Ale to jest zawodnik miękki. Taka prawda. I ma zmienne okresy, górki i dołki. Reszta tej hałastry to kaszaniarze z drewnianym Casemiro na czele. Może trochę problemem Brazylii stała się utrata Raphinii, jedynego realnie walecznego w tej kompanii. Nie dysponujący bajeczną techniką jak kolega z Realu, pod wpływem niemieckiego trenera w Barcelonie Raphinia rozwinął się w motor i serce drużyny. Szybki, zdecydowany, wojowniczy. Odwrotność swoich kompanów z samba-ekipy.
Norwegia zdarła po prostu szaty pozorów z Brazylii. Czy można sobie było wyobrazić, żeby w takim meczu 6 milionowej Norwegii z 200 milionową Brazylią, Norwegia miała 2 razy większe posiadanie piłki i ponad 2 razy więcej podań w rozegraniu? To gdzie była ta Brazylia? Nigdzie. Stali kaszaniarze w pobliżu własnego pola karnego, grali "lagę na Lewego", bo nie byli w stanie sprawnie wychodzić ze swojej połowy i jeszcze robili czasem angielskie wrzutki na pole karne. W doliczonym czasie gry Norwegowie wygrywali indywidualne pojedynki, utrzymując się przy piłce, a gwiazdor Neymar z wytatuowaną po uszy szyją, skopał Norwega z tyłu bo już nic nie mógł zrobić.
Sędzia kaszaniarz zamiast dać Neymarowi czerwoną kartkę podyktował nieistniejący rzut karny. Wyjaśnijmy sobie. Przedramię Norwega trafiło w głowę Brazylijczyka w polu karnym. Ale to dlatego, że skacząc w górę piłkarze odruchowo odchylają ramiona w bok, żeby się wybić. Chyba powinni skakać na baczność, to Uesiański sędzia by karnego nie podyktował.
Haland jest wielki. Obie bramki fantastyczne. Jest duży, sprawny fizycznie i piłkarsko, konkretny, nastawiony na bramkę. Norwegia nie wygra mistrzostwa, bo oprócz kaszaniarzy z Brazyli, grają jeszcze normalne drużyny. A szkoda. Pokazuje ta reprezentacja, co się liczy. Solidność, zaangażowanie, współpraca i konkrety. Brazylia miała też swoje sytuacje jak pierwszy karny i 300 procentowa sytuacja Endricka. No to właśnie odróżnia dobrego piłkarza od szmaciarza, że piłkarz sytuacje wykorzystuje - patrz Lewandowski. Oczywiście najpierw trzeba je stworzyć.
Brazylia nie ma serca do gry. To rozpieszczeni, roszczeniowi, gwiazdorzacy gracze. Inne drużyny z Ameryki Południowej pokazują zupełnie innego ducha, choćby Paragwaj, który odpadł, ale który realnie potrafił walczyć mimo słabego potencjału. Norwegia to jaśniejsza strona Europy. Fajnie było obejrzeć mecz.