Wolność słowa polega na tym, że możesz mówić. Że nikt ci tego nie może zabronić.
Tyle powszechne, popularne przekonanie. Ideałem był park w Londynie, gdzie każdy mógł wstąpić na jakieś podwyższenie i mówić, i opowiadać, i twierdzić, co uważał za słuszne. I tak w zasadzie jest teraz. Umyka nam jednak pewien kontekst tego pierwszego stwierdzenia, jakby druga połowa sytuacji.
Możesz mówić, ale czy inni mogą cię słuchać?
I tu kłania się współczesność w pełnej rozciągłości. Bo komunikacja w dzisiejszym świecie to internet. A w internecie, jeśli mówisz nie to, co władza - nie należy tu zawężać tego pojęcia do ludzi tzw. polityki - chce byś mówił, to jakby ludzie stracą możliwości, by ciebie słuchać. Albo stracą, albo stanie się to dla nich związane z dodatkowym wysiłkiem, do którego umęczeni działaniami władzy nie są w większości zdolni.
Więc współczesność to sytuacja, gdy gość wchodzi na pieniek w Hyde Parku i zaczyna mówić. W ciągu 60 sekund pojawiają się służby, a w ciągu następnej minuty zostaje obudowany dźwiękoszczelną osłoną. Shadow ban, deplatforming, itd. itp. Nadal - możesz mówić. Masz wolność słowa. Nikt cię nie karze, za to co mówisz. Śmiało! Ale... gdy zasięgi spadają, to chęć do mówienia ustaje, więdnie jak roślina bez słońca.
Bo wolność słowa ma dwie strony: mówiących i słuchaczy. A przestrzeń pomiędzy jest sprawnie zarządzana, dla dobra ludzi. Żeby byli bezpieczni i tak dalej, jednym słowem zaszcze... o pardon, oczywiście - wyszczepieni, "wyszczepieni" a nie "zaszczepieni" - tak mówi(ła) władza, to jest odpowiedzialny język. "Wyszczepieni" nawet obecnie władza podkreśla na czerwono, jako niepoprawny termin. To tak dla draki, żeby ludzie byli jeszcze bezpieczniejsi.
Tyle wstępu ogólnego. Teraz praktyka.
Mam tendencję do pisania tekstów. Teksty te zamieszczam "od początku" na dwóch polskich platformach: nasze blogi oraz salon 24. Tak jakoś wyszło. Dodatkowo prowadzę blog prywatnie. Robi się to tak, że wykupuje się domenę (adres internetowy), usługę stałego udostępniania własnych zasobów (hosting) i ... to działa. Więc jest trzecie miejsce, nad którym ma się większą kontrolę, które można graficznie i funkcjonalnie po swojemu poukładać.
To zajęcie trwa od ponad 10 lat i w sumie nic się nie dzieje.
Ostatnio spróbowałem wyszukać coś na własnym blogu, ale nie mogłem znaleźć. Blog (Wodrpress) ma wyszukiwarkę, ale nie jest doskonała. Więc spróbowałem wyszukać przez Goggle, co często w przeszłości okazywało się jeszcze skuteczniejsze. Szukam, szukam i nic. Nie potrafię znaleźć konkretnego tekstu, po jego fragmentach. Google wskazuje za to teksty na platformach naszeblogi.pl i salon24.pl. Próba przeszukiwania przez Google samej witryny (parametr site:) też zakończyła się fiaskiem. Nie ma. Zatem wpisałem w pole wyszukiwarki po prostu główny adres bloga: "blog.zbyszeks.pl", prowadzę też drugi pielgrzymkowy blog, więc też spróbowałem "camino.zbyszeks.pl". Znajduje wszystko poza samymi blogami. Są odniesienia z facebooka, salonu, naszychblogów itd. Ale utrzymywanych za pieniądze treści -> NIE MA w wynikach wyszukiwania.
Podałem pełne adresy z https lub http na początku - Nie ma. Dokładnie żadnego materiału z tych 10 lat. Sprawdzam inną przeglądarkę - to samo. Sprawdzam inną wyszukiwarkę, na początek tą z firmy Microsoft, a więc Bing. Wynik? Znajduje bez problemu. Jest. Wszystko jest! Sprawdzam wyszukiwarki bardziej partyzanckie jak duckduckgo.com czy search.brave.com. Znajdują wszystko na moim blogu bez żadnego problemu. A słynne, posiadające 89,74% rynku wyszukiwania Google... nie znajduje nic.
Parogodzinna sesja z Google doprowadziła do następujących konkluzji:
- Google jakoś (w oryginale SOMEHOW) usunął ze swoich zasobów wszystkie informacje odnoszące się do tych prywatnie utrzymywanych zasobów.
- Mogło to być spowodowane przejściowymi trudnościami z dostępem do certyfikatu "https". Używam oferowanego przez dostawcę - darmowego, a takie ponoć mogą czasem być niesprawne itd. To mogło spowodować, że automaty Google wyczyściły zasoby Google ze wszystkich zasobów pod adresem z "usterkowym" https.
- Sytuację można naprawić poprzez wygenerowanie z osobistego konta Google pewnego identyfikatora i umieszczenie go na swoich stronach. Wtedy automat Google odkryje (za kilka dni) ponownie witrynę i ponownie będzie o jej zasobach powiadamiał w wynikach wyszukiwania.
Podsumowanie i wnioski.
Zachowanie Google mogło mieć następujące przyczyny:
- jakieś usterki techniczne, prawdopodobne na 10%
- chęć bezpośredniego powiązania stron z użytkownikami kont Google, prawdopodobne na 40%
- chęć kształtowania odbiorców poprzez dobór treści dostarczanych przez wyszukiwarkę, prawdopodobne na 5%
- inne - reszta
Ocena prawdopodobieństwa jest moja tzw. "na oko" :)
Z usługi przeszukiwania osobistego bloga poprzez Google korzystałem wielokrotnie. Więc ta drastyczna jakby zmiana wystąpiła ostatnio, może na przestrzeni kilku miesięcy, czego byłem nieświadomy.
Komunikowanie się przez internet staje się kłopotliwe i uwarunkowane w rozmaity sposób. Szczególnie dla osób indywidualnych, nie posiadających zespołów technicznych, prawnych itd. Wymaga ona coraz więcej uwagi i wysiłku. (Wynoście się z internetu?)
Jesteśmy w wysokim stopniu zależni od koncernów i to one stanowią istotną część "władzy", traktując ludzi generalnie jak każdy inny zasób, bo jak mają traktować skoro są koncernami.
Wolność słowa w sytuacji gdy jego nośnik jest czyjąś własnością i podlega de facto nieskrępowanej kontroli zarówno czynników politycznych jak i korporacyjnych staje się trochę ograniczona.
W to, co się robi, trzeba wkładać więcej wysiłku, częściej sprawdzać wyniki, jak choćby to, czy nasze własne zasoby są, czy nie są dostępne dla innych.
Przekonanie, że koncernowi Google zależy by mieć w swoich wynikach wyszukiwania jak najwięcej, okazuje się mylne - przeszłe -dokonane. Teraz już - nie zależy. Ta postawa koncernu bierze się jak zwykle z pozycji dominującej. Może dlatego nie należy dopuszczać do dużych udziałów rynkowych pojedynczych podmiotów, bo wtedy przestają ze sobą konkurować i stać je i na niechlujstwo i na politykę.
Czy moje zasoby usunięte przez Google z wyników wyszukiwania pojawią się w niech ponownie? A to... zobaczymy :)