
W świecie politycznych analityków, komentatorów i pozostałych ekspertów, temat przedterminowych wyborów pojawia się regularnie i przeważnie w dwóch okolicznościach.
Pierwsza to rzeczywiste napięcia na scenie politycznej, przede wszystkim wisząca nad koalicją rządzącą groźba utrata większości sejmowej. Drugą jest sezon ogórkowy, gdy nie ma ciekawych, czy sensacyjnych tematów i czymś się trzeba ratować. O sezonie ogórkowym tu i teraz nie może być mowy, bo tematów i sensacji nie brakuje, co najwyżej można narzekać na bogactwo wyboru, a mimo to pojawiły się rozważania dotyczące przedterminowych wyborów.
Czym to jest spowodowane? Wariantem związanym z kryzysem w koalicji rządzącej, ale specyficznie rozumianym i jeszcze bardziej specyficznie wykorzystywanym. W najbliższym czasie odbędzie się głosowanie nad wotum nieufności dla minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski i jest to o tyle skomplikowana sytuacja, że wpisuje się w konflikt wewnętrzny, jaki się toczy w Polsce 2050. Paulina Hennig-Kloska wchodziła do rządu z nadania Polski 2050, ale po wielkiej awanturze razem z kilkunastoma posłami wyszła z klubu Polska 2050 i stanęła na czele Centrum. Posłowie, którzy pozostali w Polsce 2050, łącznie z byłym liderem Szymonem Hołownią, uważają tę zmianę za mająca wpływ na umowę koalicyjną, bo Centrum w umowie po prostu nie ma. Takie same stanowisko zajęła aktualna liderka Polski 2050 i jednocześnie minister funduszy i polityki regionalnej Polski Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Przed głosowaniem nad wotum nieufności była partia Pauliny Hennig-Kloski domagała się od niej spotkania i wyjaśnienia kontrowersji, jakie wokół niej narosły, podobne oczekiwania miał PSL, do niedawna koalicjant Polski 2050. W obu przypadkach nie było reakcji ze strony Pauliny Hennig-Kloski i to dodatkowo dolało oliwy do ognia. PSL zachowuje się powściągliwie i chociaż jednoznacznie daje do zrozumienia, że pani minister niekoniecznie jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, to będą lojalnie głosować w obronie własnego rządu. W Polsce 2050 zdecydowanie inaczej to wygląda, część posłów już zdeklarowała, że zagłosuje za wotum nieufności, a Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Szymon Hołownia, publicznie ogłaszają, że nie dadzą się szantażować ewentualnym wyrzuceniem z koalicji.
Donald Tusk, który od dawana nie toleruje Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Szymona Hołowni, nie pozostawił żadnych złudzeń politykom Polski 2050 i publicznie zadeklarował, że z koalicji wylecą, jeśli w trakcie głosowania zachowają się nielojalnie. I dokładnie te słowa stały się pretekstem do snucia spekulacji na temat przedterminowych wyborów, ale jest to czysta fantasmagoria. Przedterminowe wybory dla Polski 2050, to definitywny koniec tej partii, który i tak zapewne nastąpi, ale w ustawowym terminie wyborczym, co przez półtora roku daje dostęp do rozmaitych synekur. Dla Donalda Tuska taka operacja byłaby równie, jeśli nie bardziej ryzykowna. Jeśli nawet Koalicja Obywatelska wygrałaby wybory, to z dużym prawdopodobieństwem nie byłaby w stanie stworzyć rządu, a to dlatego, że KO skonsumowała elektorat koalicjantów, co sprawiło, że Polska 2050 i PSL trafiły pod próg wyborczy
Żadnego interesu politycznego w takim rozstrzygnięciu nie ma też największa i wewnętrznie skonfliktowana partia PiS, a jak wiadomo potrzeba dwóch trzecich głosów, żeby podjąć uchwałę o przedterminowych wyborach, co bez PiS jest niemożliwe. Dlatego najpewniej Polska 2050 zagłosuje przeciw wotum nieufności dla Pauliny Hennig-Kloski, a Donald Tusk w swoim stylu pręży muskuły, bo wie, że scenariusz ze wcześniejszymi wyborami to czysta fikcja. Jedyne partie, które mogłyby na takiej operacji skorzystać, to: Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej, ale obie reprezentowane są zaledwie przez 19 posłów i nie mają odpowiedniej siły przebicia. W aktualnym stanie rzeczy przedterminowych wyborów z całą pewnością nie będzie i wszelkie dywagacje na ten temat należy traktować z politowaniem albo zupełnie zignorować