Ach, no proszę, dyplomacja poszła na emeryturę, a na scenę wkroczył Don Corleone w wersji 2026 – z dronem zamiast łba konia i „życzliwą wizytą” zamiast oferty, której nie można odrzucić
Ach, patrzcie państwo, dyplomacja umarła, pochowana w trumnie z logo ONZ, a na jej grobie tańczy teraz Don Corleone w adidasach i z joystickiem od drona Reaper.
Bo po co marnować dekady na rezolucje, które i tak nikt nie czyta, skoro można w 72 godziny zrobić irańskiej teokracji taką lobotomię strategiczną, że nawet ich propaganda na Telegramie zaczęła pisać „to tylko drobna usterka techniczna, wracamy za chwilę”.
Jeszcze w piątek ajatollahowie machali szabelkami i krzyczeli „Izrael spłonie!”, a w niedzielę patrzyli na satelitarne selfie swoich bunkrów i myśleli: „biurwa, to chyba nie tak miało być”. Rakiety Fateh-110 lecą teraz głównie w ziemię albo w piach – klasyczny irański performance
Bo po co tracić czas na nudne noty werbalne, okrągłe stoły i te wszystkie pierdoły o prawie międzynarodowym, skoro można po prostu wysłać 200 samolotów, zdekapitować pół teokracji jednym eleganckim „bum” i patrzeć, jak ajatollahowie nagle robią się bardzo cisi.
Jeszcze wczoraj grozili „bronią, której świat nie widział”, a dziś świat zobaczył głównie ich pokancerowane bunkry i rakiety lecące na ślepo w sąsiadów. Brawo, chłopaki, naprawdę przestraszyliście… no, własne służby sprzątające pewnie
A Putin ?
Siedzi w bunkrze z herbatką i patrzy na mapę Ukrainy, gdzie front przesunął się o 47 metrów w trzy lata, i szepcze do siebie: „ja tu dronów nie mam, ja tu… ja tu czołgi T-62 z 1983 ruszam…”. No i słusznie, bo kremlowskie „potępiamy agresję” brzmi dziś jak lament przegranego na osiedlowym boisku.
Chińczycy wymyślają nowe slogany o „imperializmie”, ale w głębi procesora wiedzą, że ich armia nadal gra w ekstraklasie… no, powiedzmy, w II lidze z ambicjami. Xi Jinping aktualizuje notatki w telefonie: „uwaga: nie drażnić ludzi, którzy potrafią zrobić reset państwa w weekend bez przerwy na kawę”.
Trump i Netanjahu? .
Zero „szanowni panowie, może jednak porozmawiajmy”, za to klasyczne:
„Masz dwie opcje: ładna umowa albo ładny grób. Wybór należy do ciebie. Masz 15 sekund.”
I wiecie co? Działa. Chamenei nagle odkrył w sobie głęboką miłość do rozejmu. Gratulacje, ajatollahu – przeszedłeś przyspieszony kurs „Jak przestać być problemem w oczach kogoś, kto ma 700 myśliwców i zero cierpliwości”
Więc kochani apologeci stołów okrągłych, miłośnicy coffee breaków w Genewie, pakowacze teczek z „wstępnymi memorandum o wzajemnym zrozumieniu” – możecie już spokojnie iść na przedwczesną emeryturę. Wasz czas minął. Nie negocjujesz. Nie mediujesz.
Nie wysyłasz specjalnego wysłannika z bukietem białych gołębi. Po prostu proponujesz „deal”, a jak delikwent się zawaha – dostaje headshot z 30 tysięcy stóp i bonus w postaci nowego reżimu w promocji 2 za 1.Witajcie w 2026.
Dyplomacja? To był taki uroczy żarcik z XX wieku.
Teraz liczy się tylko jedno: czy oferta jest na tyle dobra, żeby głowa została na karku.A jak nie – to sorry, nie twoja wina.