Jedna gnida mniej, która marzyła o kalifacie od Atlantyku po Pacyfik albo o spaleniu Tel Awiwu i wymordowaniu pół kontynentu
Kaddafi rozjechany w rynsztoku jak parszywy szczur, Saddam z pętlą na szyi jak pospolity bandzior, bin Laden z dziurą w czole gdzieś w pakistańskiej dziurze.Po Chameneim pozostał tylko turban
No i znowu mamy mały sukcesik. Kolejny psychol z Bliskiego Wschodu dostał bilet w jedną stronę – głowa odcięta, ciało w kawałkach, albo po prostu rozjechane pick-upem w błocie. Kaddafi, Saddam, Sulejmani, al-Baghdadi, a teraz pewnie kolejna gwiazda z listy „najbardziej poszukiwani 2025–2026”.
I wiecie co? Dobrze wam tak, sukinsyny.Świat jest odrobinę czystszy. Jedna gnida mniej, która marzyła o kalifacie od Atlantyku po Pacyfik albo o spaleniu Tel Awiwu i wymordowaniu pół kontynentu.
Brawo dla tych, którzy to załatwili – czy to dron, czy snajper, czy po prostu saper z C4 i dobrym timingiem. Czasem trzeba po prostu wyciąć ten rak, zanim sam się rozleje.Ale ironia losu jest bezlitosna i cholernie zabawna. Bo ci wszyscy „niezniszczalni”, „wybrańcy Allaha”, „lwy pustyni”, „duchowie rewolucji” – okazuje się, że jednak krwawią, sikają ze strachu i umierają jak zwykli ludzie. Saddam płakał w bunkrze, Kaddafi błagał o litość jak stara baba, bin Laden chował się w szafie jak tchórz, a następni „niepokonani” kończą z plastrem na gębie albo w zamrażarce.
Wieczny? Nieśmiertelny? Qrwa mać, żaden z was nie jest nieśmiertelny – jesteście po prostu głośno umierającymi dupkami z kompleksem wielkości kontynentu. A hydra? No jasne, odrasta. Zawsze odrasta. Ale za każdym razem nowa głowa jest trochę słabsza, trochę bardziej zdesperowana, trochę bardziej amatorska. ISIS 1.0 miało kalifat wielkości Polski. ISIS 2.0 miało już tylko piach i YouTube. ISIS 3.0 to już w zasadzie memy na Telegramie i 14-latkowie z nożem kuchennym.
Postęp, qrwa, postęp.Więc tak – ścinamy te głowy. Jedna po drugiej. Nie dlatego, że to kończy wojnę (bo nie kończy). Ale dlatego, że każdy ścięty łeb to jeden mniej psychol, który jutro każe wysadzać autobusy albo palić szkoły. I to już jest zysk. Czysty, cyniczny, krwawy zysk. A następny „niezwyciężony wódz” i tak skończy tak samo – z dziurą w potylicy, błagając o jeszcze jedną sekundę życia. I będzie po nim kolejny. I kolejny.Tylko proszę – następnym razem, jak któryś znowu zacznie bredzić o „wiecznym imperium” i „boskiej misji”, przypomnijcie mu dyskretnie:
„Patrz, debilu, na YouTubie jest już playlista ‘Ostatnie chwile dyktatorów Bliskiego Wschodu’. .”Ścinamy dalej. Z uśmiechem. Bo to działa. Powoli. Ale działa.
A wy, panowie w turbanach i mundurach z AliExpress – mamy następny numer na was. Rezerwujcie sobie ładny worek na zwłoki.