Wurstscheiben Kichy od Arłukowicza po Żakowskiego

Pragnąc choć raz zaszokować progresywny mainstream, cokolwiek to znaczy, długo obmyślałem jakiś idiotyzm, który mógłby konkurować z brawurowymi bon motami plastrów kaszany. Tu spieszę wyjaśnić, że kaszaną nazywam zajadle opozycyjnych uczestników dysputy publicznej in gremio. Leży taka kicha przed kamerami, a funkcjonariusz albo funkcjonariuszka, no, bufetowa propagandy medialnej kroi chabaninę. Pac jeden kawałek, Arłukowicz vel Budka, pac drugi, Kosiniak vel Hołownia, pac trzeci, Biedroń vel Czarzasty, pac czwarty Grochal, pac piąty, Lis, pac szósty Rozenek, pac siódmy, Wołek, pac ósmy, Żakowski, pac dziewiąty, Krzemiński, pac dziesiąty, Sadurski, pac jedenasty, po prostu pacan, jako uosobienie całej reszty…
I te wszystkie Wurstscheiben tworzą jednobrzmiący chór wujów i ciot.
I jak tu się przebić przez panikę w obozie Dudy, który już wie, że przegra, przez miliony bezrobotnych z powodu nieudolnych rządów prawicy, przez paranoidalne koncepcje przekopu mierzei wiślanej i budowy CPK, przez sympatię prezydenta dla obleśnego pedofila, przez strach przed konfrontacją z Trzaskowskim przed kamerami obiektywnej aż do bólu zębów TVN 24, gdzie tylko taki kołtun jak ja nie potrafi nawet ze świecą odszukać w tłumie najemników choćby jednego dziennikarza, przez wasalną wizytę u Trumpa, przez niewydarzoną żonę, która przy małżonkach Kosiniaka, Hołowni czy Trzaskowskiego, że o Komorowskiej nie wspomnę, przypomina pannę Andzię na wychodnym, przez gang braci Szumowskich…? Ufff!
Spasowałem. Brak mi konceptu, by na jakiejś odlotowej kontrze włączyć się do licytacji jako, powiedzmy, plaster swojskiej karkówki albo, co gorsza, klakierskiego miodu. I ze spokojem czekam na wynik wyborów. Nie przypuszczam wszak, że za tydzień sflaczałą kichę zastąpi półmisek wędlin apetycznie garnirowany.
Na koniec całkiem serio walnę z glana. Trzeba być ludzką gnidą, by w tak kloaczny sposób rozgrywać szlachetny gest prezydenta Dudy wobec rodziny pedofila. Przepraszam, idę się wyrzygać.
 
Sekator
 
Ps.

- Czyżbyś nie lubił kaszanki? - pyta mój komputer.
- Z dwojga niestrawnego - odpowiadam - wolę już kiełbasę wyborczą.