O większego trudno zucha, jak był Stefek burczymucha. – ja nikogo się nie boję, choćby niedźwiedź, to dostoję! Skrzecząca pospolitość od dawna rozbrzmiewa przechwałkami setek zmultiplikowanych burczymuchów, często z domieszką pozerstwa Papkina, nader rzadko z fantazją Zagłoby. Bo jak zwykle po wyborczym teście prawdy, no, półprawdy, nastał czas politycznego prężenia muskuł i wytężania cherlawych piersi, czyli klatek piersiowych, a nie bezpartyjnych biustów obnażanych na plaży w Chałupach, lub nad Wisłą, w okolicach mostu Siekierkowskiego.
Rekapitulując, w przestrzeni medialnej roi się od hyde parków. Liczba mnoga stąd, że w odróżnieniu od udzielającego gościny głosicielom wszelakich poglądów londyńskiego pierwowzoru, u nas każda „gmina wyznaniowa” ma własny trawnik. Rolę wspólnego wygonu pełni wprawdzie Internet, ale podatny na manipulację zasięgami, rozpasanie farm trolli i w ogóle na mętlik, wymaga zaangażowania Kopciuszka mozolnie oddzielającego ziarno informacji, od plew spamu. A mnie zwykle szkoda czasu na weryfikację.
Tak czy owak, do przyszłorocznych wyborów hulaj dusza, piekła nie ma. I każda myszka może bez opamiętania chwalić swój ogonek, traktując przy okazji z glana politycznych, że użyję eufemizmu, rywali. Erystycznym orężem coraz częściej staje się kłamstwo. Bartosz Arłukowicz usiłował niedawno od bladego świtu kuglować na Iksie w sprawie łgarstwa Donalda Tuska, że izba porodowa w Lesku nie została zlikwidowana. A tak w ogóle porodówki likwidował PiS. W KO bowiem obowiązuje przekaz z pierwszego rozdziału samouczka dla propagandystów: „A u was biją Murzynów”.
Ostatnio bawi mnie także zaciekła satysfakcja mocarnych ludowców z dołujących notowań Prawa i Sprawiedliwości. Mnie owa uciecha kojarzy się ze starym dowcipem. – Ale pani jest brzydka – mówi facet do pasażerki w tramwaju. – A pan jest pijany – pada riposta. – Ale ja do jutra wytrzeźwieję – kontruje mężczyzna.
Teraz pretekstem, ba, pretekściorem, do miotania inwektyw, jest kredyt Safe. Establiszmenty 3 RP traktują pożyczkę niczym mannę z nieba i róg obfitości. Prawica proponuje rozwiązania alternatywne, przypominając przy okazji o pułapkach kredytu frankowego.
Fundamentalny, znów wykorzystam eufemizm, spór, golono – strzyżono, dotyczy zresztą wszystkich aspektów sfery publicznej, że wspomnę o przydatności OZE, przyczynach i skutkach ocieplenia klimatu, aborcji, narodowości śląskiej, źródłach prawa, zapaści służby zdrowia, et cetera… Wspólnym mianownikiem dla poglądów konserwatywnych jest troska o suwerenność i obawa przed zaprzęgnięciem Polski do kieratu pracującego na rzecz możnych Europy. Wyrocznią dla liberyjnej(określenie ukute od nazwy lokajskiego wdzianka) elyty, są dyrektywy brukselskie. A populacja słucha, patrzy i coraz mniej rozumie.
Ja zaś, mimo niechęci do powtarzania w kółko zgranych wątków, prowokowany impulsami bieżączki, powracam do co pikantniejszych egzemplifikacji progresywnej pospolitości. W minionym tygodniu na przykład NSA nakazał uznać za legalny związek małżeństwo
dwóch mężczyzn zawarte w ubiegłym roku w Niemczech. I pal sześć interpretacyjną ekwilibrystykę zwolenników takich mariaży dowodzącą, że wprawdzie konstytucja przyznaje wyjątkowy status małżeństwu kobiety z mężczyzną, ale nie zabrania tworzenia innych konfiguracji.
I dopiero w tej fazie prawniczego kuglarstwa zaczyna się jazda po bandzie. Bo nawet praktyk, mecenas Śmiszek do spółki z jurystycznym guru, mecenasem Kaliszem, mieliby kłopot z wyjaśnieniem dlaczego jedyną poza namaszczoną przez konstytucję formą małżeństwa jest związek pary jednopłciowej. A co z trójkątami, układem dwa plus trzy, lub liczniejszym? Co z akceptacją międzygatunkową wspólnoty łoża i stołu? Co z Japonką, która poślubiła samą siebie? Co z wibratorem jako oblubieńcem? Co ze związkami wielu płci, bo jak wiadomo, jest z czego wybierać?
I już zupełnie na marginesie, choć a propos nietuzinkowych zjawisk w bieżącej polityce, czekam aż jakiś awangardowy teatr wystawi siedemnastowieczną farsę Piotra Baryki, „Z chłopa król”, rzecz o żarcie dworzan, którzy skacowanemu prostakowi wmówili, że jest królem, więc zaczął się szarogęsić. Widowisko należałoby oczywiście poprzedzić zastrzeżeniem o absolutnie przypadkowym podobieństwie postaci dramatu do prawdziwych osób, istotnym ze względów procesowych, gdyż król zamiast berła dzierżyłby na scenie laskę.
Sekator
Ps.
– Czy sądzisz, że w sprawie przystąpienia Polski do koalicji antyirańskiej też będzie awantura? – pyta mój komputer.
– A jakże – odpowiadam Eustachemu. – Wprawdzie to nie jest do końca nasza wojna, zwłaszcza ze względu na kontrowersyjne intencje Izraela, ale jak trwoga… Bez wsparcia USA trudno nam byłoby odeprzeć ewentualną agresję Rosji.
monitorpostepu.pl
Tylko trzeba przegłosować w Parlamencie UE, że z tego będą się rodzić dzieci.
Wtedy popieram.