x. Stanisław Załęski - część 2

Kontynuując refleksje księdza Stanisława Załęskiego, zamieszczone w publikacji "Konferencje i nauki rekolekcyjne", wydanej w Krakowie w 1911 roku, przejdźmy w dniu dzisiejszym do kolejnych cytatów przedwojennego duchownego.

Pisze on między innymi :

"Czy jest Bóg ? Nie bez pewnego wstrętu stawiam to pytanie i zabieram się do odpowiedzi na nie, samo bowiem postawienie jego zawiera coś bluźnierczego w sobie. A jednak taka jest niegodziwość i czasów i ludzi, że za pożyteczną rzecz uważam, pomimo wstrętu jaki czuję, postawić pytanie i dać na nie odpowiedź. (...).

Przeczy zazwyczaj istnieniu Boga człowiek moralnie zepsuty albo przewrotny, rozpustnik na wielką skalę, którego Pismo Boże nazywa słusznie "głupim", podając zarazem powód tej jego głupoty, a jest nim nieład w głowie i sercu, nieprawość życia. Może się mylę, ale na wieloletnim doświadczeniu oparty mam to przekonanie, że w naszym polskim społeczeństwie rzeczywistych ateistów, to jest takich, którzyby stale i z głębokiego przekonania przeczyli istnieniu Boga, nie ma wcale. Znajdzie się za to zbankrutowany moralnie młodzieniec czy starzec, rozpustą przepalona młoda czy starsza kobieta, która w chwili szału namiętności lub pod nadmiarem hańby i nędzy, zwyczajnych towarzyszek rozwiązłości, wmawia w siebie i w drugich, że Boga nie ma, i tę fikcję biorąc za rzeczywistość, wierzyć nareszcie poczyna i drugim wierzyć każe w swój własny ateizm (...).

Ateuszem jest się tak długo, jak długo żyje się niemoralnie, choćby to było i do późnej starości; skoro się niemoralnego życia zaniecha, znika ateizm, a wraca wiara w Boga. (...).

Jest jeszcze drugi niebezpieczniejszy, bo upartszy ateizm : ateizm pychy. Dziecku nie dano w domu dosyć gruntownego religijnego wychowania albo je zaniedbano zupełnie; w szkołach i na pensji dano go jeszcze mniej, lub nie dano wcale, a umysł młody, żądny wiedzy, próżny i ambitny rzuca się na oślep do książek i czytania. Ta książka zda mu się najlepsza i najmądrzejsza i najsmaczniejsza, która najzuchwalej przeczy Bogu i prawdom na Nim opartym, a przy tym zaprawiona skandalem; czyta ją więc łakomie, czyta jedną, drugą i dziesiątą, połyka truciznę w wielkich dozach; nadyma się umysł młodzieńczy oną rzekomą wiedzą jak pęcherz, podoba sam sobie i woła : "jakiś ty mądry". Uwierzywszy raz w swój włąsny rozum, już mu wszelka inna powaga rozumowa nieznośna, zrzuca ją więc powoli, powagę matki, Kościoła, Boga, aż wszystką odrzuci i dojdzie do ateizmu. Patrzyłem z bliska na ten proces ateistyczny w młodych duszach, przestrzegałem i upominałem i niejedną może za łaską Bożą uratowałem od ruiny, ale wielu brakło tej pomocy i przepadli. Czy na zawsze ? Bogu to wiadomo. Kilka lat takiej ateistycznej lektury, a przy tym obcowania z ludźmi ateistycznego kierunku, kilka lat takich uwielbień dla własnego rozumu i wiedzy - a zarozumiałość i pycha nieznośna stanie się drugą naturą i wyrośnie w taką upartą potęgę, że jej już żadna perswazja choćby najżyczliwsza, żadne rozumowanie, choćby do muru przypierające nie obali. Ateizm do uporu, miłości włąsnej i pychy, a nie przekonania, wzmaga się z latami i towarzyszy czasem aż do grobu i dlatego to tak jest niebezpieczny" (str. 53 - 55).

"Bywają znów dusze w gruncie zacne, ale słabe; te w chwilach powodzenia i pomyślności wierzą i modlą się do Boga, ale gdy spadnie na nich nieszczęście, śmierć dziecka lub innej ukochanej osoby, utrata majątku; gdy nędza i niedostatek dokucza, wtenczas popadają w rodzaj prostracji duchowej, zwątpienia i pytają z goryczą serca : "czy jest Bóg ? nie, to być nie może, aby Bóg był tak okrutny i tak strasznie mnie doświadczał i znęcał się nade mną - chyba tego Boga nie ma". Ci wszyscy, co proces powątpiewania przebywają, nie śmieją zaprzeczać wprost Boga, nie mają często odwagi zwierzyć się ze swego sceptycyzmu nawet przed zaufanymi osobami, są rozrywani jakby na dwie połowy; instynkt moralny i stara wieków całych wiara każe im wierzyć, że jest Bóg, a znów z głębin duszy wydobywa się jakiś złowrogi głos : "a może i tego Boga nie ma" i ta rozterka wewnętrzna jest wielką katuszą i udręczeniem" (str. 56).

Ksiądz Załęski konstatuje :

"Ateuszów prawdziwych napotykałem : 1). w domach wariatów i obłąkanych; 2). tam, gdzie opium, gandzia (owoc upajający), onania i rozpusta tyle popsuła mózgu, że już tam o myśleniu poważnym mowy nie ma; 3). u tych, którym od dzieciństwa w domu i w szkole kładziono na oba uszy, że Boga nie ma, a oni sami dosyć byli bezmyślni, aby się nad niedorzecznością podobnej negacji zastanowić" (str. 66).

W kolejnych rozdziałach stwierdza jedną, bardzo istotną rzecz :

"(...) istoty duchowej, jaką jest dusza ludzka niepodobna badać, oceniać i dowodzić argumentami ze świata materialnego czerpanymi, bo to są "disparata", rzeczy różnorodne; dokazać tego można tylko dowodami z życia duchownego, a te są i muszą być natury moralnej" (str. 123).

Przedwojenny kapłan odnosi sie także do ówczesnych prądów filozoficznych, umiejętnie je analizując i wskazując na ich nieprawości :

"Od lat blisko 40, po upadku filozoficznej szkoły niemieckiego panteizmu, którą reprezentował Hegel w Berlinie, rzucono się do filozoficznej szkoły materializmu, której najwyższą powagą za dni naszych angielski przyrodnik Darwin. W gruncie rzeczy, panteizm był materializmem,, ale w delikatniejszej formie. Heglowski panteista powiadał : "człowieku, jesteś cząstką bóstwa", tak jak panteista rzymski, stary Seneka nazwał go "pars Dei"; gdy umrzesz, duch twój powróci do bóstwa i jak kropla wody z oceanem, zleje się z tym bóstwem w jedno. Ponieważ zaś Bogiem panteistycznym jest wszechświat, "Weltall", "universum", a ten wszechświat jest materią, przeto i duch twój, jako cząstka bóstwa, jest materią. Cóż zaś mówi darwinistowski materialista ? Człowieku, jesteś wydoskonalonym zwierzęciem, dusza twoja różni się tylko ilością, a nie jakością od duszy zwierzęcej, jest więc jak i ona materią. Tym sposobem transcendentalna, a w gruncie panteistyczna filozofia niemiecka przygotowała grunt wyborny pod gruby materializm; na ruinie hegelianizmu rozpanoszył się darwinizm zarówno na katedrach uniwersyteckich, jak i w studiach poważnych, jak w literaturze i publicystyce dziennikarskiej. Działo się to w Niemczech, działo się, acz na mniejszą skalę i u nas. We Lwowie tłumaczył p. Masłowski dzieła Darwina; w Warszawie cała plejada pozytywistów i pozytywistek z p. Świętochowskim na czele, zarzucają polską czytającą publiczność przekładami materialistycznych broszur i książek i czasopoismami w guście "Prawdy i Tygodnika"; a wszyscy : profesorowie z katedry, literaci w swoich ramotach i dzienniczkach głoszą na wszystkie tony i nuty : "słuchajcie i czytajcie; nowe zdobycze wiedzy wam przynosimy; czas już otrząsnąć się z przesądów i fanatyzmu, bo inne są rezultaty nauki i wiedzy, a co innego uczą was księża". Nowość ma swój urok, poczęto rozczytywać się w tych elukubracjach materialistycznych, i jeżeli nie uwierzono zupełnie, to zachwiano się w swych przekonaniach. Stare ono, poczciwe, polskie uczucie religijne nie dozwalało odrzucić od razu wiarę w Boga, ale znów urok nowości zanadto był ponętny, metoda doktrynerów materialistycznych zanadto śmiała i zuchwała, aby to nie pozostało bez złego wpływu na wiarę w nieśmiertelność duszy; zachwiała się ona w umysłach wielu.

Do tego ogólny prąd wieku, mający na celu jedynie materialny dobrobyt, a nie oglądający się na żadną wyższą duchową, moralną zasadę; dyplomacja i polityka wielka, nieszanująca ani świętości traktatów ani odwiecznych praw międzynarodowych; parlamenty i sejmy uchwalające ustawy, gwałcące sumienie i uczucia ludzi wierzących, jak owe prawa majowe pruskie 1872 - 1875 roku, prawa kościelne francuskie z 1882 roku; a wreszcie ogólny indyferentyzm religijny - wszystko to bałamuciło pojęcia, wprowadzało zamęt w umysły i dolewało oliwy na naniecony ogień nowożytnego materializmu. Ogarniał on po trochu i nasze polskie społeczeństwo drogami, które wskazałem wyżej, a lat temu zaledwie kilkanaście Darwin i Buchner byli dla wielu wyrocznią rozumu i prawdy.

Otóż wiedzieć przede wszystkim należy, że nowożytny materializm czy pozytywizm - gdyż co do istoty są jedno i to samo - różnią się tylko tym, że pozytywizm nie zajmuje się zgoła światem niematerialnym czyli duchowym dlatego, że ten nie podpada pod empirię czyli doświadczenie fizyczne; materializm zaś przeczy stanowczo istnieniu jakiejkolwiek duchowej istoty - materializm tegoczesny, powtarzam, nie jest żadną nowością, żadną nową zdobyczą wiedzy ludzkiej, ale rzeczą tak starą, jak stara deprawacja serca ludzkiego, a uważany jako system naukowy liczy lat 2200. Biorąc Pismo Święte jako źródło historyczne, czytamy tam świadectwo  króla Dawida i mędrca Salomona, którzy żyli lat temu blisko 2900. "Głupi rzekł w sercu swoim : nie masz Boga" (Ps. XIII, 3). "Z niczegośmy się narodzili, i potem będziemy jakoby nas nie było, bo dym jest duch w nozdrzach naszych, a mowa iskra na poruszenie serca naszego, która gdy zgaśnie, popiołem będzie ciało nasze, a duch rozwieje się jako miękkie powietrze i przeminie żywot nasz jako ślad obłoku i rozejdzie się jako mgła, która rozpędzona jest od płomieni słonecznych (1. Mądr. II, 1 - 12). A więc na półtrzecia tysiąca lat i dalej przed dzisiejszym materializmem, byli praktyczni materialiści, którzy przeczyli Bogu, duchowości i nieśmiertelności duszy, nazywając ją dymem, powietrzem, mgłą, tak jak znów dzisiejsi materialiści nazywają ją siłą wypadkową wszystkich sił i władz organizmu, mózgu zwłaszcza szarego. Doktryny materialistów ujął w system grecki filozof Epikur. (...).

Materializm Epikura streścił i przekazał potomnym Diogenes Laertius w swych pismach, p.t. "Syntagma Epicuri", a rzymski poeta Lukrecjusz uwiecznił go w swym poetycznym dziełku "De rerum natura". Czytałem uważnie obydwa te zabytki uczonej starożytności; liczą one jedno blisko 2200, drugie 2000 lat i byłem zdziwiony ich uderzającym podobieństwem do nowożytnych rozpraw i dzieł materialistycznych, do takiej np. ramoty Buchnera "Kraft und Stoff". U jednych i u drugich niesłychana duma i lekceważenie swoich poprzedników uczonych i filozofów; ta sama oburzająca lekkomyślność i zuchwalstwo w stawianiu hipotez i wyprowadzaniu z nich nielogicznych wniosków; ta sama wreszcie, co do istoty, metoda czyli sposób wyjaśniania rzeczy.

Słowem, pomimo przedziału lat 2000 nic istotnie nowego, żaden rzeczywisty postęp wiedzy, żaden nowy rezultat badań" (str. 92 - 95).

I tutaj w dalszych akapitach, autor zestawia odpowiednie fragmenty z dzieł Lukrecjusza i Darwina oraz Lukrecjusza i Buchnera, a także Epikura i Darwina oraz Epikura i Buchnera. Po czym wyciąga stosowne wnioski :

"Nil novi sub sole - materializm więc przeczący duchowości a tym samym i nieśmiertelności duszy ludzkiej, nie jest żadną nową zdobyczą wiedzy ludzkiej, ale rzeczą bardzo starą, nie dajmyż się więc złapać na lep i nie wierzmy zuchwałym deklamacjom obcych i polskich materialistów" (str. 100).

Załęski przedstawia też rzetelną krytykę pracy Darwina zatytułowanej "O pochodzeniu człowieka". Pisze :

"Cała książka "O pochodzeniu człowieka", od początku do końca jest tylko przypuszczeniem. Zaraz na wstępie czytam : "Jedynym zadaniem niniejszego dzieła jest najpierw zbadanie, czy człowiek zarówno jak każdy inny gatunek, powstał z jakiej formy dawniej istniejącej .... Przypuszczenie, że człowiek również, jak każdy inny gatunek, jest potomkiem jakiejś niższej, wymarłej formy zwierzęcej, nie jest bynajmniej rzeczą nową" (str. 2 - 3), a potem na każdej niemal stronnicy i to po kilka razy spotykamy się z wyrazami : "należy więc przypuścić, oto zdaje się, wszak można przypuścić, prawdopodobnie, któż może zaprzeczyć, niewątpliwie" itd, a najwięcej tych przypuszczeń uwarunkowanych jeszcze przez "gdyby" znajduje się właśnie w fundamentalnym ustępie, gdzie chodzi o wykazanie faktu, że człowiek powstał z małpy (rozdz. IV, str. 198 - 206), i gdzie Darwin wyraźnie przyznaje, że dotąd badania geologiczne nie zdołały odkryć szkieletu małpo-człowieka (str. 200). Darwin więc nie dowiódł, ale jak sam wyznaje "badał" o ile to "przypuszczenie jest uzasadnione", a w tym badaniu posługiwał się najdowolniejszymi hipotezami i sofistyką niedozwoloną sumiennym, a rozumnym myślicielom, zawsze więcej wnioskując w konsekwencjach, jak twierdził w premisach" (str. 100 - 101).

A na kończy rozdziału zaznacza :

"Czy jednak w całej tej materialistycznej teorii ewolucyjnej nie ma nic prawdy ? Jeżeli "dimidium veri fabula semper habet", połowę prawdy bajka mieści w sobie, to czy podobna, aby naukowy system od początku do końca był błędem ? Tak w darwinistowskiej jak w każdej innej teorii ewolucyjnej jest to prawdą, że w świecie tym panuje dziwny ład i porządek, harmonia i zgoda, najwymowniejszy dowód, jak to wyżej wykazaliśmy, że świat ten nie powstał przypadkowo, ale wyszedł z rąk dziwnie mądrego Stwórcy, Boga. I stąd to u starych fizyków zasada : natura horret saltus", nie ma skoków w naturze, ale jest powolne, systematyczne stopniowanie od nieżywotnych i nieorganicznych do istot żywotnych i organicznych, a między tymi ostatnimi, organizmy naprzód proste i pojedyncze, potem coraz bardziej skomplikowane i artystyczne, tak w świecie roślinnymi jak i w świecie zwierzęcym; w końcu ze wszystkich organizmów najcudniejszy i najmisterniejszy, organizm człowieka, ciało ludzkie. Ale ponieważ oprócz materialnego świata istnieje jeszcze świat czysto duchowy, przeto ta sama zasada ładu i porządku i harmonii wyrażona w onem adagium "natura horret saltus" wymaga tego, aby było stworzenie pośrednie, łączące dwa te światy czystej materii i czystego ducha w jedno, a tym jest człowiek; według ciała najdoskonalsza istota materialna, a według ducha najniższa istota duchowa. I nie sądźmy, że tylko chrystianizm pojmuje w ten sposób świat ten i człowieka. Tej idei opatrznościowego porządku w świecie hołduje rzymski Cicero, a z Greków Arystoteles i Plato i ich szkoły. Otóż, Darwin i wszyscy zwolennicy ewolucyjnej teorii widzą ten fakt ładu i harmonii, bo jest niezaprzeczony niczym nigdy, ale wywracają kota za ogon i zamiast pójść za zdrowym rozumem i codziennym doświadczeniem i przyjąć wiarę w Boga Stwórcę i stworzenie świata, wolą wbrew rozumowi i wbrew doświadczeniu ulepić sobie niedorzeczną teorię przypadkowego zbiegu atomów, z którego cudem jakimś wyrasta dziwny ład i porządek i odwieczne a niezmienne prawo natury, doskonalące w nieskończonych przestrzeniach czasu i wśród nieskończenie drobnych odmian małpę na człowieka" (str. 107 - 108).

------

Nie wiem, czy wobec powyższych cytatów potrzebny jest jeszcze jakikolwiek komentarz. Chyba tylko taki, że nawet znalezienie rzekomych szczątków pradawnego człowieka nie musi jeszcze oznaczać, że faktycznie mamy do czynienia z autentycznym znaleziskiem i niepodważalnym odkryciem naukowym. Zresztą, jeżeli Państwo przypatrzycie się dobrze na różne współczesne teorie, które chcąc uchodzić za naukowe, de facto są pseudonaukowe, różne odkrycia historyczne, które rzekomo podważają kilkusetletnie pewniki, ujawniają falsyfikaty różnych dokumentów itd itp, zawsze spoglądajcie na nie z pewnej szerszej perspektywy i zadawajcie sobie pytanie : co dane odkrycie oznacza dla polskiej tradycji, wiary w Boga, polskiej historii ? Co ono oznacza dla chrześcijaństwa czy w ogóle religii ? Kto na danym "naukowym odkryciu" najwięcej zyskuje ? Czyje interesy są za jego pośrednictwem chronione ? Itp. Doprawdy, trzeba być chyba idiotą, by pewnych prawidłowości nie zauważać i naiwnie wierzyć w każde "naukowe zapewnienie".
Jako przykład, podam dominującą ostatnimi czasy tendencję "naukową" podważania autentyczności średniowiecznych dokumentów, na podstawie których ówcześni władcy Polski nadawali ziemię osobom duchownym (np. polskim katolickim zakonom).

W kolejnym wpisie, postaram się przytoczyć wyimki z kilku dzieł różnych autorów chrześcijańskich, tak, by Państwo mogli porównać sobie opisywane zjawiska, dostrzec ich aktualność (pomimo upływu wielu lat od ich opisania), zastanowić się nad proponowanymi  rozwiązaniami problemów społecznych i ewentualnie wprowadzić je w szerszy obieg publiczny.