Me too

Czytałam kiedyś, że gdyby zebrać wszystkich twierdzących, że ich rodziny przybyły do Ameryki na słynnym statku Mayflower nie zmieścili by się w całym stanie New York stojąc obok siebie. Pewnie to żart, ale żart znamienny. Adwokat prowadzący sprawę moich roszczeń zabużańskich pokazał mi dokumenty, z których wynikało, że areał ziemi do której zgłaszają roszczenia jego klienci czyli klienci jednej kancelarii, przekracza sumarycznie obszar Kresów II Rzeczypospolitej. Kiedy chodzi o pieniądze z odszkodowania jest to naganne oszustwo, ale przynajmniej zrozumiałe. Słynna jest w Trójmieście sprawa pewnej urzędniczki, której koledzy z urzędu wojewódzkiego potwierdzili zasadność roszczeń do pałacu i setek hektarów ziemi i oddali w ramach rekompensaty cenną działkę w Gdańsku podczas gdy jak się okazało była ona faktycznie dziedziczką rozwalającej się szopy postawionej na kilku arach gruntu. Wiem to tylko ze słyszenia, nie podaję więc nazwisk bo nie mam gwarancji ścisłości tej opowieści.
Bardzo często jednak nie chodzi wcale o pieniądze. Klienci mego adwokata nie mieli najmniejszych szans na nienależną rekompensatę, bo nie posiadali stosownych dokumentów ani innych dowodów prawdziwości swych opowieści. Ich wypłatą ( w sensie psychologicznym) była i jest satysfakcja płynąca z faktu że ktoś w dobrej wierze słucha ich konfabulacji. A może po pewnym czasie mity rodzinne obrosły taką liczbą szczegółów, że sami w nie święcie wierzyli.
Fakt że ZBOWiD pękał w szwach od rzekomych  kombatantów da się również łatwo zracjonalizować. Przynależność do ZBOWiD- u dawała różne przywileje.
Być może wyjaśnieniem kultywowania różnych rodzinnych mitów jest satysfakcja z opowiadania w towarzystwie o balach, rautach i lokajach podających w białych rękawiczkach śniadanie do łóżka. W niekomfortowej sytuacji są prawdziwi właściciele setek  czy tysięcy hektarów. Oni na ogół nie opowiadają o lokajach i hektarach, a jeżeli przypadkiem coś powiedzą spotykają się z niedowierzaniem.
Podobnie prawdziwi uczestnicy wojennych wydarzeń unikają dawania świadectwa swego w nich udziału zagłuszeni przez opowieści typu „ dwadzieścia stopni mrozu a my żytem”. Wielu autentycznych  więźniów bezpieki i obozów niemieckich też nie zostawiło swego świadectwa ze szkodą dla historii. Wydawało się im, że ich przeżycia nie są najważniejsze. Pozostawili miejsce na kłamstwa i konfabulacje na których usiłuje się oprzeć historię współczesną. Uważam, że każde autentyczne świadectwo jest bardzo istotne. Należy się natomiast pogodzić z faktem, że jest się mierzwą historii, jej przedmiotem a nie podmiotem. Taką pouczającą lekcją była dla mnie wizyta w IPN, do której namówił mnie znajomy. Ja też ( me too) byłam na ostatnim przedstawieniu Dziadów, na mój adres przychodziły wydawnictwa bezdebitowe, które potem rozprowadzała na polonistyce pewna uczciwa studentka. Czasami paczka była zatrzymywana i dostawałam protokół od esbecji. Nocowały u nas dziesiątki obcych ludzi, których złapała w Śródmieściu godzina policyjna. Wydawało mi się, że jakiś ślad tego mógł pozostać w aktach. Tymczasem po miesięcznym oczekiwaniu na wyniki  poszukiwań otrzymałam swoje dwa ostatnie formularze paszportowe. Wiem dobrze co pisałam w formularzu paszportowym więc nie było to żadne odkrycie. Zrozumiałam, że kręciłam się przy historycznych wydarzeniach jak bezdomny pies, który lezie za cygańskim taborem. Taka jest prawda i dobrze, że ją zrozumiałam.
Wiele osób szczerze zaangażowanych w działania opozycji, zbierających składki, jeżdżących na sprawy sądowe opozycjonistów do innych miast, wydawało się przeceniać swoją rolę co dawało czasem efekt humorystyczny. Spędzałam często ferie z dziećmi u przyjaciół w Okonku koło Lędyczka, w domu sąsiadującym bezpośrednio z poligonami rakietowych wojsk sprzymierzonych. Przyzwyczailiśmy, że wracające z jakiś ćwiczeń pojazdy opancerzone zatrzymywały się przed samym domem czekając na przejazd pociągu. Czerwonoarmiści nie wyłączali silników bo zapewne nie mogliby ich potem uruchomić, na szosie zostawały po nich ogromne plamy wyciekającego z ich destruktów paliwa. Pewnego wieczora przed dom wyszła ciocia gospodarzy, mocno zaangażowana w rozprowadzanie ulotek i zbieranie składek. Wbiegła do domu wołając przerażona:” Józiu, przyjechali po mnie”. Naprawdę uwierzyła, że aby aresztować starszą panią potrzeba 12 skotów i tyleż czołgów sowieckiej armii. Bardzo się obraziła na gromki wybuch śmiechu, który był  reakcją na jej rewelacje.
Nasz drukarz w Otrębusach tracił zdrowie od wyziewu farb w piwnicy. .Potem dowiedział się od Teosia Klincewicza, a Klincewicz dowiedział od zaprzyjaźnionego ubeka, że jego drukarnia jako mało ważna miała być pozostawiona w spokoju. „Mogłem zatem drukować w ogródku”- skomentował to trzeźwo drukarz.  Niektórzy chyba zbyt ufali odwróconym czy nawróconym ubekom. Klincewicz wspólnie z Marianem Kotarskim powołał do życia Oficynę Wydawniczą „ Rytm” ,istniejącą do dzisiaj, kierowaną od 1989 roku przez Tadeusza Kotarskiego (w rzeczywistości Mariana Pękalskiego), który, jak się okazało, był funkcjonariuszem operacyjnym Służby Bezpieczeństwa skierowanym do rozpracowania konspiratorów, a imię i nazwisko „Marian Kotarski” było kryptonimem operacyjnym Teoś Klincewicz zginął 1 Marca 91 roku jadąc do Gdańska na zjazd Solidarności.
Za czasów rządów AWS urządzono w Sali Kongresowej spotkanie dla tych wszystkich szarych mrówek, niedocenionych działaczy Solidarności inaczej mówiąc dla ciotek rewolucji. Ja też zostałam zaproszona. Wyszliśmy z profesorem Dakowskim po pół godzinie gdyż nie wytrzymaliśmy poetyki tych obchodów. Pan Buzek przebrał się w sweter jako lepiej pasujący do wizerunku konspiratora, zgaszono na sali światło i nakazano trzymać w górze zapalone zapalniczki jako symbol Solidarności. Robiliśmy, to co robiliśmy, w najlepszej wierze nie dla zaszczytów i apanaży. Byliśmy tylko drobnymi kamyczkami nad którymi przetoczyła się historia. Pozostaje nam wierzyć, że jak pisał poeta: „ Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”.
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika AŁTORYDET

08-06-2019 [17:35] - AŁTORYDET | Link:

Rozumiem ironię Pani felietonu, ale słychać tu śpiew obok dźwięków właściwych. Gdy zwróciłem się do IPN-u po swoje akta, to w czytelni pokazano mi akta paszportowe z wyjazdu do Rumunii na obóz górski  i wyjazdu do Pragi, na sympozjum. To było wszystko. Młody, sympatyczny archiwista objaśnił, że akta paszportowe, to blisko połowa archiwów. Wspomniał też o "pożarach". Wyszedłem zdruzgotany, mijając na bramce prof. Kurtykę.

Obrazek użytkownika izabela

08-06-2019 [20:09] - izabela | Link:

Otrzymałam dwa ostatnie formularze paszportowe .Przedtem dostawałam odmowy "z ważnych względów społecznych" ( cokolwiek to miało znaczyć). te odmowy się widać nie znalazły.

Obrazek użytkownika cyborg59

08-06-2019 [21:16] - cyborg59 | Link:

Zastanawiający jest ten schemat stosowany w większości kontaktów obywatel - IPN - archiwum. Po co zachowywano jeden lub dwa formularze, usuwano odmowę, pozostawiano podanie o ponowne rozpatrzenie. Sprawdziłem na linii mojego działania : Szczecin, Poznań, Wrocław. Dlaczego w IPN byłem wypytywany czy przyczyną wystąpienia jest chęć wstąpienia do powstającego wtedy PiS. Czy negatywna odpowiedź miała wpływ na "głębokość" kwerendy ?!

Obrazek użytkownika izabela

09-06-2019 [02:17] - izabela | Link:

Nie ośmieliłabym się podejrzewać IPN. Usłyszałam tam jednak, że termin " ważne względy społeczne" dotyczył handlarek kremem Nivea w Bułgarii   czy w Budapeszcie.Nigdy niczym nie handlowałam, a zagranicę jeździłam w Słowackie Tatry. Oczywiście zdarzało mi się kupić sprzęt na przykład horolezkę z kominem naruszając w ten sposób czeskie przepisy chroniące ich programy społeczne propagujące turystykę wysokogórską i alpinizm ale nikt mnie na tym nie złapał. Horlezka po tygodniowym użyciu wyglądała na wiekową. Czesi wzięli się na sposób i wypuszczali w różnych latach horolezki w różnych kolorach. Teraz po kolorze horolezki (np. podczas wyprawy na grzyby aż do Świdra) rozpoznajemy się pokoleniowo. 

Obrazek użytkownika cyborg59

09-06-2019 [10:09] - cyborg59 | Link:

Nie znałem nazwy "Horlezka" - górołazka? Odznaki turystyki górskiej mam w komplecie. Łaziłem z plecakiem wojskowym, takim historycznym, pokrytym końską kasztanowatą sierścią !
Można się zastanowić nad ponownym wystąpieniem, choć zostawiłem dyspozycję powiadomienia mnie o wszelkich nowych odkryciach - a gdyby mnie zabrakło - upoważniony jest syn. Na początku kadry IPN chyba jednak były kiepskie. 

Obrazek użytkownika izabela

09-06-2019 [13:37] - izabela | Link:

Horolezka to plecak przeznaczony do wspinaczki.Bardzo mocno uszyty, z kółkiem do którego można doczepić linę. Horolezki kupowało się na Słowacji w dwóch wersjach- bez komina jako podręczny plecak wspinaczkowy i z kominem czyli wewnętrznym drugim plecakiem który można było wyciągnąć i wtedy służyła jako wór transportowy. Pierwsza moja horolezka była szara, bez komina. Kolejna czerwona, już nieprzemakalna z kominem. Potem były zielone i granatowe ale już nie kupowałam nowych. Czerwona przeżyła do dziś i służy jako worek transportowy przy wyjazdach na łódkę nad Jeziorak.

Obrazek użytkownika zbieracz śmieci

08-06-2019 [21:43] - zbieracz śmieci | Link:

Dziwię się Pani zdziwieniu ,przeciez na odmowie było nazwisko esbeka a po co komu dziś  było jego  poznanie,to taka wczesna wersja ochrony danych osobowych które teraz doprowadzono do absurdu .

Obrazek użytkownika stasiek44

08-06-2019 [18:04] - stasiek44 | Link:

Muszę to w końcu powiedzieć: od dawna czytam Pani blogi z największą uwagą i przyjemnością. Z niecierpliwością czekam na nowości. A ten komentarz piszę tak sobie, aby Pani wiedziała, że ma  Pani swoich fanów. Pozdrawiam serdecznie.
 

Obrazek użytkownika izabela

08-06-2019 [20:06] - izabela | Link:

Dziękuję i serdecznie pozdrawiam

Obrazek użytkownika Teresa Bochwic

08-06-2019 [19:43] - Teresa Bochwic | Link:

Warto jeszcze parę razy wystąpić, te akta z czasem, powoli, się odnajdują.
Nie należy lekceważyć formularzy paszportowych. Na nich są prawdziwe dane, które sami wpisywaliśmy, my, nasi rodzice, rodzeństwo itp. Po 40-50 latach nie każdy pamięta ich szczegóły. Jeżeli nam w końcu dadzą coś więcej, można się przekonać, jak niedbale często były prowadzone zapisy oficerów, np. wpisywano stare adresy itp. Jeżeli ktoś archiwizuje swoje dokumenty rodzinne, to te formularze też sa cenne. Pozwalają nam również ustalić chronologię naszego życia, opartą na twardych danych, a nie na zawodnej pamięci. Dla wielu osób to zupełnie nieważne, czy był w Bułgarii w 1967 czy w 1971 roku, ale gdyby ludzie uważniej to przeglądali, byłoby o wiele mniej bzdur wypisywanych o PRL.

Obrazek użytkownika izabela

08-06-2019 [20:04] - izabela | Link:

Dziękuję za cenne jak zawsze wskazówki

Obrazek użytkownika Teresa Bochwic

10-06-2019 [19:50] - Teresa Bochwic | Link:

:-))

Obrazek użytkownika zbieracz śmieci

08-06-2019 [22:30] - zbieracz śmieci | Link:

Jak powstał IPN to zatrudnieni tak spece nie wiedzieli gdzie i czego szukać a jak juz skapowali to wymieniono derekcje i przyszli nowi a ci wiedzieli jak szukac i gdzie ale i jak usuwac i co też.Szafa zastrzeżonych -czego i kogo tam nie miało być -wiedzieli ci którzy tam akta wkładali ale i ci co wymieniali ,miał byc wielki huk a tu nawet pacnięcia nie było słychac gdy drzwi do szafy otworzono -efekt,kilku mało znaczacych pionków wypatrzono. ...!?
Może w Pani przypadku chciano oszczedzić Pani rozczarowania co do kilku nazwisk gdyby je ujawniono bo wszędie są dobrzy ludzie ,nieprawdaż!?

Obrazek użytkownika izabela

09-06-2019 [02:23] - izabela | Link:

Przyjmuję w pokorze, że byłam tak nieistotna, że nawet żaden ubek nie chciał się pochylić nad moimi danymi. Zostawmy mnie, ma Pan rację, że po otwarciu zbiorów specjalnych nie było słychać żadnego szumu . Pewnie jestem na domiar złego głucha.

Obrazek użytkownika SilentiumUniversi

09-06-2019 [08:55] - SilentiumUniversi | Link:

Dała mi Pani do myślenia swoim tekstem. W moim odręcznie spisanym przez esbeka zeznaniu, które znalazłem w IPN, są obszerne braki, a odmowa wydania paszportu nie zawiera uzasadnienia. Do tej pory sądziłem, że byłem zbyt drobnym robaczkiem, aby notowano, co mówię, a odmowa paszportu nie wymagała po po prostu żadnych powodów (byłem też zaskoczony, że esbek podczas "rozmowy" nie próbował mnie zwerbować). Teraz już pewność straciłem.
Czekam zawsze na kolejny Pani tekst.
Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Jan1797

09-06-2019 [11:55] - Jan1797 | Link:

 
W pierwszej kolejności ustalono listę ustalających. W drodze konsensusu zrobił to pierwszy
ustalający. Kto, łatwo sobie przypomnieć; https://wzzw.wordpress.com/201...
Oraz zwietrzyć współczesne false flag.
Szat darł nie będę, szkoda szmat;))
O kultywowaniu różnych rodzinnych mitów należy zdecydowanie zapomnieć co łatwo osiągnąć
dzięki regularnemu powtarzaniu sobie to „kit bajera, oko się szkli” zbytecznie.
A jeżeli co Car czy Cesarz rodzinie odebrał, to dawno było i widocznie z win własnych przodków
powinniśmy z pamięci wyrzucić.
Część zaangażowanych w działania opozycji, już zrozumiało „utrwaloną historyczną potrzebę
lokowania wskazanych” do wykazania się talentem zarządzania ten krajem co muszą udowadniać
niedowiarkom swych talentów od lat trzydziestu, czy to w ZBOWiD -zie, samorządzie czy partiach
powstałych na plecach walki o wolność. Nie można wytrącać znicza historii być może „podpiętym
antysystemowcom” za to „genetycznie przygotowanym”;))
Pozdrawiam.
 

Obrazek użytkownika izabela

09-06-2019 [13:43] - izabela | Link:

Ja mam inny stosunek do historii, w tym do historii rodziny.lubię gdy składa się gigantyczny puzzle losów ludzkich.Trzeba tylko być czujnym, nie uprzedzonym i jak rasowy hitoryk korzystać z wielu źródeł.Co do kontrolujących kontrolerów  - zgoda. Ja też pozdrawiam.