Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Lekcja Rose Hu

Izabela Brodacka Falzmann, 12.08.2018
Tłumaczę obecnie dla pewnego wydawnictwa katolickiego książkę pod tytułem „Joy in Suffering”  napisaną przez Chinkę Rose Hu. Nie przesądzam pod jakim tytułem książka ta wyjdzie w Polsce, to decyzja wydawnictwa. We Francji był to tytuł „ Avec Le Christ dans les prisons de Chine”, bardziej jednoznaczny niż tytuł wydania angielskiego. Pewien mój złośliwy znajomy, zawodowy tłumacz powiedział:” znowu bierzesz się do tłumaczenia z języka , którego zupełnie nie znasz, równie dobrze mogłabyś tłumaczyć z chińskiego”. Za przykładem Rose Hu przyjmuję to stwierdzenie w pokorze. Rose przyjmowała w pokorze wszystko co ją spotykało.
Książka Rose to najkrócej mówiąc historia prześladowań przez komunistów Kościoła Katolickiego w Chinach a jednocześnie opis drogi duchowej Rose, która z buddystki, a właściwie poganki stała się chrześcijanką. Pozwolę sobie zacytować fragment, który przywołał moje wspomnienia z dzieciństwa.
O ósmej rano rozpoczęła się „ krytyczna konferencja”. Przewodniczący klasowy wysokim głosem wykrzyczał: „ Oto kontrrewolucjonistka Hu Meiyu, która ukrywała się wśród nas. Niech się stąd wynosi!” W towarzystwie dwóch kolegów klasowych ciągnących mnie i kopiących zostałam brutalnie wypchnięta do przodu. Wielokrotnie spychali moją głowę w dół , ale ja próbowałam za każdym razem ją podnosić. Koledzy zachowywali się jak oszalali . Nie wiedziałam czy obawiali się , że mogę przynieść wstyd naszej klasie  czy działali z nienawiści do publicznego wroga. Wszyscy podnosili ręce i starali się aby ich dostrzeżono. Nie mogłam dokładnie zrozumieć co mówili, mogłam słyszeć jednak moich najlepszych przyjaciół mówiących drżącym głosem: „ Hu Meiyu, nie chcemy mieć z tobą nic wspólnego”.
Otóż w mojej szkole podstawowej, za czasów stalinowskich nasza wychowawczyni( dójka z PGR awansowana do miasta za zasługi partyjne) zorganizowała samorząd klasowy, którego zadaniem było uczestniczyć w wychowywaniu dzieci metodą Makarenki. Podczas specjalnych sesji każdy po kolei poddawany był ocenie kolegów i musiał dokonać samooceny czyli złożyć samokrytykę. Podstawą przesłuchania najczęściej stawał się donos wrzucony przez kogoś do umieszczonej na drzwiach klasy skrzynki. Podobne seanse nienawiści odbywały się jak Polska długa i szeroka w zakładach pracy i miały potoczną nazwę „ rozrabiania kolegów”. Ten kto został „rozrobiony” składał potem rytualną samokrytykę i w ten sposób ratował się przed wyrzuceniem z pracy albo wywiezieniem „na białe niedźwiedzie”. Kto tego nie przeżył nigdy tego nie zrozumie, a tych którzy przeżyli jest coraz mniej. Po prostu tak działa biologia.
Przewodniczącą klasową była moja koleżanka z niezamożnej rodziny niezwykle poważnie traktująca swoją rolę ludowego trybuna. Pamiętam jak usiłowała zmusić mnie do złożenia samokrytyki za to że zamiast słuchać lekcji o Miczurinie czytałam coś pod ławką. Nienawidziłam jej szczerze i jej na złość zaczęłam przynosić do szkoły z domu kryminały po angielsku oczywiście udając tylko, że znam ten język i je czytam ( chyba mi to zostało ). Ten idiotyzm przerwał mój ojciec stanowczo zabraniając mi się wygłupiać. Posiadanie kryminału w obcym języku mogło stać się podstawą oskarżenia rodziców o szpiegostwo, albo popieranie imperialistów, a z tym naprawdę nie było żartów.
Była to trzecia albo czwarta klasa szkoły podstawowej czyli byliśmy wszyscy małymi dziećmi. Z koleżanką miałam potem kontakt w dorosłym życiu i gdy nieśmiało próbowałam wrócić do moich traumatycznych wspomnień okazało się, że niewiele pamięta, a właściwie lekceważy to co wyczyniała. Powiedziała, że gdyby ktoś inny zamiast niej sprawował rolę domorosłego sędziego, byłoby o wiele gorzej.
To typowe, wręcz klasyczne wyjaśnienie stosowane przez wszystkich kapo w niemieckich obozach, partyjnych sekretarzy prześladujących swoich kolegów w fabrykach, literatów wydających – jak mówił popularny żart- dwóch kolegów przed wydaniem pierwszej książki.
Moja koleżanka była wtedy naprawdę dzieckiem i byłabym śmieszna chowając do niej urazę. Czym możemy jednak usprawiedliwić Wałęsę? Chyba tylko tym, że poziomem umysłowym nie różnił się i nie różni od małego dziecka.
A jak tłumaczyć Mazowieckiego, który donosząc na Biskupa Kaczmarka nie był przecież ani dzieckiem ani ( miejmy taką nadzieję ) idiotą?
Podobnie jak koledzy Roze Hu, w imię kariery gorliwie kamieniujący ją słowami, Wałęsa sprzedawał się za parę złotych, literaci sprzedawali się za przywileje, za mieszkania z puli Cyrankiewicza, za wysokie nakłady  książek, których tytułów dziś już nikt nie chce pamiętać. Natomiast za co sprzedawał się Mazowiecki naprawdę nie wiem. Jak twierdzi pewien mój kolega, Mazowiecki nie chciał po prostu  zostać mierzwą historii.
Wielkiej odwagi trzeba żeby nie podpisać lojalki mając przyłożony do głowy pistolet. Dlatego podziwiam bohaterów, którzy lojalki nie podpisali, ale nie jestem w stanie potępić tych którzy ją podpisali. 
 Żeby pogodzić się z rolą mierzwy historii nie trzeba odwagi- trzeba  tylko chrześcijańskiej pokory. Znam wiele takich sytuacji.
 Oto naukowiec otrzymuje zagraniczne stypendium. Przed wyjazdem instytutowy ubek wręcza mu kalendarzyk, w którym naukowiec ma zapisywać wszystkie prywatne spotkania i relacjonować odbyte rozmowy. Naukowiec wyrzuca kalendarzyk przez okno pociągu. Oczywiście na kolejne stypendium nie jedzie.
Mój brat otrzymuje filmową nagrodę w Wenecji. Nagrodę jedzie odebrać kto inny. 
Kolega chce wydać powieść. W wydawnictwie „Czytelnik” zostaje potraktowany jak śmieć przez pewną damę ze stajni Borejszy znaną z kolekcjonowania cennych prezentów, najchętniej antycznych mebli. „Jak pan śmie zawracać mi głowę”- wrzeszczy dama nie pozwalając mu się odezwać. Nawiązuje z nim jednak kontakt pewien inny literat , który obiecuje mu pomoc w wydaniu książki w zamian za donoszenie na kolegów ze studiów. Kolega śmieje mu się w nos. Czy to wymagało odwagi? Nie, tylko pokory. Pogodzenia się ze świadomością, że się  nigdy nie wyda żadnej książki  niezależnie od jej wartości.
I takiej lekcji udziela nam Rose Hu.
  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 11371
paparazzi

paparazzi

13.08.2018 21:06

Dodane przez izabela w odpowiedzi na Muszę się poprawić bo jakiś

Tym?
paparazzi

paparazzi

13.08.2018 21:07

Dodane przez izabela w odpowiedzi na Muszę się poprawić bo jakiś

Nie "Ryba"  Maciej Rybiński.
izabela

Izabela Brodacka Falzmann

14.08.2018 08:36

Dodane przez paparazzi w odpowiedzi na Nie "Ryba"  Maciej Rybiński.

Ale Ryba zapożyczył ten dowcip językowy od Kisiela, Stefana Kisielewskiego. Tak ku radości nas wszystkich  zwracał się do czytelników w tym do tępych i złośliwych cenzorów z Mysiej, którzy czuli się tą poufałością zdezorientowani i przepuszczali mu teksty, które powinni ( z komuszego punktu widzenia) zatrzymać, a zatrzymywali zupełnie neutralne.Czy warto było  zabawiać się z cenzorami? Jak to się mówiło " mała rzecz a cieszyła".
lala

lala

14.08.2018 17:08

autorce  i innym polecam
1. przejrze np. wyniki przyznawania grantow przez obecne ministerstwo nauki...
ot, tak za ostatnie dwa lata....
duzo  tam analogii z epoka PRL - KC PIS nagradza  'swoich" naukowcow masowo, ot 1-2 granty dla innych, aby alibi bylo....
np. Narodowy Program Rozwoju Humanistyki....
2. awansow w spolkach skarbu panstwa (z uwzglednieniem karuzeli stanowisk i kompetencji powolywanych prezesow)
3. kadr MSZ - bo to, co prezentuja zagranica - wywoluje usmiechy politowania,
no, ale sa tacy "prawdziwie patryjotyczni" - jak z "Monizy Clavier"....

Stronicowanie

  • Pierwsza strona
  • Poprzednia strona
  • Wszyscy 1
  • Wszyscy 2
Izabela Brodacka Falzmann
Nazwa bloga:
Blog autorski

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 1, 042
Liczba wyświetleń: 7,684,786
Liczba komentarzy: 20,943

Ostatnie wpisy blogera

  • Wallenrodyzm, mesjanizm, romantyzm
  • Beneficjenci i przegrani transformacji
  • Coś za coś

Moje ostatnie komentarze

  • @ liontichyDlatego rośnie Braunowi, który nie boi się mówić co myśli, a nawet robić to co uważa za konieczne. 
  • @@@ Były takie czasy gdy lekarz kierował się własnym sumieniem a nie procedurami. Takim lekarzem był w Mińsku Mazowieckim słynny dr Władysław Gucewicz. Nie miałam okazji go poznać ale osobiście…
  • @ Bartosz JasińskiByłam przeciwnikiem Magdalenki i Okrągłego Stołu. Pisałam o tym wprost w prasie bezdebitowej ku zgorszeniu znajomych, którzy tak pragnęli wolności, że byli gotowi zaakceptować układ…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Upadek edukacji. Tym razem piszę jako fachowiec.
  • Historia pewnej kamienicy
  • Śpioszki rozmiaru XXXL

Ostatnio komentowane

  • Tomaszek, Lala Iljiczewna Chowanie głowy w piasek powoduje że dupę widać , znaczy twarz w twoim prypadku .
  • Zofia, @lalaGdy zagłębimy się w temat i Pan i ja mamy swoje spostrzeżenia i rację. Nie musielibyśmy wyjeżdżać za granicę za pracą gdyby nam nie zniszczono przemysłu. Oddawaliśmy go za złotówkę, bo tego…
  • lala, wartą lektury publikacją, która wiele wyjaśnia (zamiast stałego wskazywania zewnętrznych czynników) jest książka (wydana bodaj w ubiegłym roku) pt. Warcholstwo

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności