Koniec wersji oficjalnej

Na naszych oczach gwałtownie narastają napięcia społeczne na świecie. Odzwierciedleniem tych rosnących napięć są nie tylko wybory parlamentarne w wielu krajach, ujawniające radykalizacje ludzkich postaw, ale również nowe rodzaje aktywności społeczeństw.  Czy zjawiska te doprowadzą do wielkich i krwawych konfliktów? Wspomniane trendy przypominają nieco nastroje panujące na początku XX. Wieku. Możliwe są więc, w niedalekiej przyszłości, kataklizmy na skalę globalnych wojen poprzedniego stulecia.  

Do obecnego stanu radykalizacji nastrojów w dużym stopniu przyczyniły się media społecznościowe i właśnie od tej sfery komunikacji międzyludzkiej, zależeć będzie zapobiegnięcie lub wywołanie eksplozji o wymiarach dotychczas niespotykanych.

Media społecznościowe umożliwiły Homo sapiens podróż w czasie. Nie jest to jednak wycieczka w przyszłość jak chcieliby tego twórcy portali internetowych, ale podróż w dwóch kierunkach jednocześnie.  Z jednej strony, tzw. „social media” pozwoliły na błyskawiczną i natychmiastową komunikację pomiędzy osobami maksymalnie oddalonymi od siebie w sensie geograficznym, ale jednocześnie wysłały swoich użytkowników w podróż do odległej przeszłości pierwotnych struktur lokalnych społeczności, skupionych wokół swych ideologii, i cech determinujących tożsamość grup, skutecznie samoizolujących się od grup odmiennych, oraz nastawionych do nich wrogo.

A wszystko dzięki prostemu mechanizmowi „personalizacji” naszych wrażeń w wirtualnym świecie. Logując się do swojego konta na jakimkolwiek z mediów społecznościowych, użytkownik w jednej chwili bombardowany zostaje reklamami kontekstowymi, oraz odnośnikami do stron sugerowanych przez program komputerowy, na podstawie wcześniej odwiedzanych portali.  W ten sposób osoba o poglądach lewicowych dostanie dodatkową dawkę informacji z lewicowych serwisów.  Ten sam los spotka czytelnika prawicowych portali. To, że nasze wirtualne światy są odmienne, łatwo sprawdzić wyszukując w przeglądarce dowolne hasło, a następnie prosząc kolegę o wyszukanie tego samego słowa - wyniki będą drastycznie odmienne. Zachęcam do spróbowania.  

Jak by tego było mało, zarówno jedna jak i druga osoba, już wcześniej, sama świadomie wybierze w sieci informacje ze stron odpowiadającą jej poglądom.  Przeglądając witryny, których zawartość powoduje poczucie komfortu ideologicznego, czytelnik utwierdzi się, że ma racje, gdyż nie jest odosobniony w swoim postrzeganiu świata; poczuje, że należy do większej grupy podobnie myślących.  Zaś różnorodność wirtualnych serwisów informacyjnych pozwoli zawsze znaleźć ten o „właściwym, jedynie słusznym” przekazie. 

Minęły, być może nieodwracalnie, czasy dwóch programów radiowych i telewizyjnych z jakich każdy widz lub słuchacz, bez względu na przekonania, czerpał wiedzę o świecie i bieżących wydarzeniach. Mało prawdopodobne by powróciły sytuacje, w których każde wydarzenie miało tylko jedną wersję, tę podaną przez spikera w jedynej istniejącej stacji telewizyjnej.  I nawet jeżeli podana w radiu lub telewizji wersja zupełnie rozmijała się z rzeczywistością, to była ona wersją oficjalną. Można było w nią co najwyżej powątpiewać, ale wersji alternatywnych nie było. 

Potem, oczywiście, była możliwość przy piwie, lub kawie, pokłócić się ze znajomym co do słuszności wersji. I nawet jeżeli przyjaciel miał zupełnie odmienne poglądy, aby czuć się dalej członkiem społeczności, trzeba było się dogadać, bowiem eskalowanie konfliktu z żywym człowiekiem, na dodatek mieszkającym w pobliżu, prowadziło do nadwątlenia niezbędnych więzi społecznych, potrzebnych lub nawet koniecznych w celu załatwiania codziennych spraw. 

Obecnie, w wypadku nadszarpnięcia tych więzi, wyciągnięcie smartfonu upewnienia, że jednak „ma się rację” w sporze, skoro na Facebooku są tysiące wirtualnych „przyjaciół” o identycznych poglądach.  A jeżeli wejdzie się w konflikt ze sprzedawcą w sklepie na rogu, potrzebną rzecz zamówić można z drugiego końca świata używając telefonu.

Zjawisko to ma zasięg ogólnoświatowy i obserwować je można zwłaszcza w krajach, gdzie zdobycze techniki dotarły do wszystkich aktywnych członków społeczeństwa. O ile kiedyś głównym kryterium przynależności do grupy był język, i w dużym stopniu tożsamość religijna; obecnie, dzięki rosnącej popularności zaledwie kilku języków, jak i aplikacji automatycznie przekładających treść na dowolny język, czynnikiem decydującym o identyfikowaniu się jednostki z grupą zaczyna być stosunek do sacrum i profanum.

I tak oto, social media rozkawałkowały społeczeństwa po liniach niepokrywających się z granicami administracyjnymi państw. Co więcej, rozbiły je na pofragmentowane, małe grupki zaciekle broniące swoich idei. 

W tym fragmentowaniu społeczeństw, w sukurs mediom społecznościowym idą współczesne media tradycyjne, czyli telewizja i radio.  W bogactwie swojej różnorodności oferują wiele wersji tego samego faktu, a dzięki owej wielości interpretacji, odbiorca może wybrać swoją, by następnie po znalezieniu własnej, jedynie słusznej wersji, założyć wirtualną społeczność z religijnym pietyzmem czczącą wersję wybraną.  Powstają więc, na platformie mediów społecznościowych, nie tylko kluby miłośników psów rasowych, ale grupy wierzące w swoją wersję świata, a wersji tych narosła wręcz niezliczona ilość. 

W wyniku braku jednego kanału komunikacyjnego, i jednej podanej tam wersji świata, nie ma mostów jakie mogły by ponownie połączyć te pofragmentowane i często antagonistyczne grupy.  Każda z grup zaś przekonana jest o swojej racji i tak powstaje sprzężenie zwrotne dodatnie na jakim rośnie wiara grupy w swoją jedynie słuszna wersję świata.  

W efekcie postęp technologiczny jaki stał się u początku XX wieku fundamentem masowej komunikacji na skale globalną, w swojej gwałtowności i dostępności przeniósł nas w czasie do korzeni, z jakich wyrasta ewolucyjnie ukształtowana tendencja Homo sapiens do tworzenia stosunkowo małych lokalnych społeczności, agresywnie nastawionych do społeczności sąsiednich.  

Ta niespodziewana podróż w czasie, o kierunku i zwrocie zdecydowanie niefortunnym, nie oznacza, że reintrodukowanie monopolu na media kontrolującego przekaz przez większą część poprzedniego stulecia, byłoby słusznym posunięciem.  Systemy totalitarne, jak wielokrotnie uczyła historia, zawsze odwracają się przeciwko człowiekowi. 

Konieczne jednak jest aktywne wyjście z własnych twierdz mentalnych, z murów grup mediów społecznościowych. Czy wirtualne mury runą, pokaże historia.

Jeżeli społeczności grup medialnych stracą zdolność porozumienia się w płaszczyźnie ideologicznej, tragiczne konflikty prowadzące do zagłady milinów ludzi w skali globalnej staną się nieuniknione.  

=====
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Trotelreiner

26-03-2018 [10:14] - Trotelreiner | Link:

MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE....PRZYCZYNĄ OSTATNIEJ WOJNY [in spe] I ARMAGEDDONU ORAZ APOKALIPSY! 
Przepraszam za wersaliki,ale mnie ta wizja rozwalila i muszę się pozszywać.
Zacznijmy od jaja...czyli od edukacji....coraz niższy poziom szkół podstawowych,średnich i uczelni....wychodzą z tych szkół matoły,ledwo umiejący pisac i czytać....ale z tym pisaniem,
to też jest problem....ortografia,logika...etc.
Teraz takie "coś" siada do kompa,smartfonu...i klika kciukiem [bo dzięki ewolucji,go ma] ...nie wie,że jest manipulowany i sterowany....przez DEEP STATE.
Wszystkie telewizje,radia,prasa i internet...to są sznurki...którymi się prowadzi lud,społeczeństwo,narody..i cały debilny elektorat....do tego samego....głosuj,płać  i płacz.
Nie ma juz niezależnych mediów...wszędzie jest "sponsor", reklamodawca..i "wymuszacz",czyli cenzor....pani władca...który ma też ręke w trybach i listę...co mu wolno,a co nie.
Te wszystkie "społecznościowe" portale,to lemowskie "wyszalnie" dla kretynów....nawet już nie poddają sie badaniom socjologicznym....najwyżej psychiatrycznym.
Pańskie nerwy...proszę ukoić...nawet NB nie spowoduje wojny domowej. :-)))