Otrzymane komantarze

Do wpisu: Polska dla Polaków, Ziemia dla ziemniaków
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Za to rano mają niewiele do powiedzenia:)
Izabela Brodacka Falzmann
Można długo ciągnąć tę listę. Jesteśmy przymusowo szczepieni.Ostatnio wśród dzieci szczepionych przeciwko kokluszowi jest epidemia kokluszu. Dowodzi to ,że szczepionki są nieskuteczne. Zwykłe żarówki muszę kupować na bazarze bo opiekuńcze państwo nakazuje korzystać mi z energooszczędnych, których widma nie znoszę. A nowa minister oświaty okazała się być przeciwniczką nauczania domowego. Raczyła powiedzieć, ze to poważny problem, bo: " dzieci wyciekają z systemu". Jakoś uraziła mnie wizja wyciekającego dziecka.
Izabela Brodacka Falzmann
Karty i wciskanie wszystkim kredytów niezależnie od wieku i zasobności. Przy każdej wizycie w banku jestem namawiana na wzięcie kredytu choć wcale tego sobie nie życzę.
Izabela Brodacka Falzmann
Powiem szczerze- nie wiem dlaczego Norwegia tak się troszczy o nasz kraj. Norwegia dała fundusze na wyremontowanie jednego z zabytkowych domów tkaczy łódzkich w Zgierzu.Renowacja kosztowała podobno milion euro. Domek jest piękny ale gdy ostatni raz byłam w Zgierzu nie znalazł jeszcze swego przeznaczenia. Według sponsorów powinna nim zarządzać organizacja non profit czyli musiałaby dopłacać do konserwacji i eksploatacji. Typowa dla Norwegów ( chyba) ideologizacja wszystkiego. Nie rozumiem również dlaczego Norwegia szkoli naszych kuratorów i asystentów rodziny. To jakaś choroba narodowa to wtrącanie się w sprawy innych społeczności? Pozdrawiam serdecznie.
Dark Regis
W sensie formalnym to "zniknięty" jest jedynie spodziewany zysk banków ze spłaty rat kredytu hipotecznego we frankach plus jakieś sumy - efekty uboczne związane z nagłym wydrenowaniem rynku z kasy i wahaniem kursów walut po całej operacji. Czyli można powiedzieć drugie i trzecie pochodne. Nadmienię jednak, że ten temat jest niezwykle ciekawy z zupełnie innego punktu widzenia. Bardziej matematyczno-informatycznego. Problem dotyczy zaprojektowania systemu finansowego i ekonomicznego w grach sieciowych MMO, które są oficjalnie FTP (Free to Play) i nie PTW (Pay to Win). Wirtualna waluta plus wirtualny rynek zbytu, które skłaniają w sposób łagodny uczestników gry do wnoszenia dobrowolnych danin na rzecz rzeczywistego podmiotu gospodarczego hostującego i rozwijającego taką grę :). Nie jest łatwo zaprojektować taki schemat, który będzie opłacalny dla dewelopera i niedrażniący dla gracza. W tym przypadku kredytowaniem jest już samo masowe dopuszczenie ludzi, nie wnoszących żadnych realnych opłat, do różnych aspektów świata gry, gdzie można coś realnie zarobić. Celem jest zablokowanie sytuacji, kiedy wszyscy będą tylko sępić. Tu też mamy bowiem drugą stronę, która bezwzględnie wykorzystuje nadarzającą się sposobność zarobku. Przykładem niech będą rozmaite chińskie, koreańskie i tajwańskie firmy "tłukące gold" w grach i następnie sprzedające gold, itemy lub całe konta na aukcjach w USA i w Europie. Osobiście mam pewien pomysł, ale to długa historia i musiałbym chyba otworzyć własnego bloga, żeby go wyjaśnić :/. Tylko kto by czytał bloga o łańcuchach Markowa i innych procesach stochastycznych? lol XD
Obserwator
Dzięki za komentarz. Muszę jednak sprostować dwie rzeczy: 1. proponowane rozwiązanie NIE GENERUJE impulsu inflacyjnego: z punktu widzenia utrzymania płynności na rynku nic się nie zmienia, bo do systemu jest generowana (kreowana) dokładnie taka sama ilość pieniądza jaka z niego na skutek spłaty kredytów frankowych znika, tak więc powinno być to inflacyjnie/deflacyjnie obojętne - natomiast zmienia się kierunek przepływu środków do tej pory zawłaszczanych przez banki w formie odsetek, będących de facto opłatą za utrzymanie płynności, po prostu trafiają głównie do budżetu z racji zamiany gwaranta z banku komercyjnego na NBP; 2. od strony czysto praktycznej, owszem, można powiedzieć że "...frankowicze odtąd stają się dłużnikami Polaków...", natomiast jedynie poprzez zaangażowanie NBP - proszę zwrócić uwagę, iż zrealizowanie postulatu, że "...Wszyscy Polacy składają się na wykupienie kredytów frankowych...", spowodowałoby w efekcie nieodwracalnie zniknięcie z rynku ilości pieniądza równoważnej sumie spłaconych kredytów - Armageddon przy tym mały pikuś, skoro agregat M3 to ok. 1,2 bln PLN (w tym M0 to zaledwie ok. 223 mld, zaś M1 to nieco ponad 760 mld), zaś suma kredytów frankowych wynosi ok. 170 mld PLN, więc przede wszystkim należy znaleźć metodę uzupełnienia ilości "znikniętego" pieniądza: no i o tym właśnie piszę. Pozdrawiam /-/ Obserwator
Rozmawiałem ostatnio ze znajomymi o tych asystentach rodziny,którzy pouczają innych jak mają wychowywać dzieci.Jak do tej pory ludzkości udało się ,,przetrwać,, bez asystentów rodziny itp.lewackich bzdur?Już pisałem wielokrotnie,Fundusze Norweskie za pieniądze których szkoli się kuratorów,sędziów,policję,służbę więzienną,mopsy.Kadry dobrze wytresowane załatwią sprawę zniewalania narodu!Czy rządzący mają świadomość tego zagrożenia? Serdecznie panią pozdrawiam !
Dark Regis
Nie wiem po co panowie wymyślacie jakieś impulsy inflacyjne, skoro zarysowaliście idealne rozwiązanie problemu frankowego w Polsce. :/ Wystarczy bowiem, zgodnie z podanym szkicem, żeby dłużnicy banków zachodnich stali się po prostu dłużnikami wszystkich Polaków. Wszyscy Polacy składają się na wykupienie kredytów frankowych, zaś frankowicze odtąd stają się dłużnikami Polaków. Jest jednak pewien minus takiego rozwiązania. Otóż takie znacjonalizowane kredyty w złotym, liczone względem innych walut, nie powinny maleć wraz z osłabianiem się złotego. Takie osłabianie może być przecież celowe i cynicznie realizowane przez jakąś partię frankowiczów, a tego chyba nie chcemy. Dlatego kwota kredytu do spłacenia powinna być uzależniona od jakiegoś przelicznika związanego z realną kondycją złotego na rynku walut. Najważniejszy cel zostałby jednak osiągnięty. Te pieniądze, które musiałyby przez wszystkie kolejne lata wypłynąć z systemu krajowego do zagranicznych wierzycieli, pozostałyby w kraju i uczestniczyłyby w obrocie wewnętrznym, wzmacniając siłę nabywczą Polaków. Czyli przyczyniłyby się pośrednio do wytworzenia polskiej klasy średniej, a nawet poszerzenia członkostwa w niej o ludzi nie należących dziś do "biednych bogatych biznesmenów z kredytem frankowym". A co na to Węgrzy?
JJC
Rety, co też to ludzie potrafią wypisywać po nocach...
Obserwator
Zdecydowanie nie na tym polega istota sprawy że proponuję jakąś "nową kastę frankowiczów", był to po prostu przykład jednorazowego rozwiązania takim narzędziem konkretnego problemu (cyt.: "...Wyobraźmy sobie (na nośnym przykładzie frankowiczów)..."), nic również nie piszę o żadnej kreacji pieniądza "na miarę potrzeb", bo przecież to absurd. Istota sprawy polega na tym, że system kreacji pieniądza powinien być w pewien sposób powiązany z kreacją wartości, z wytwórczością i twórczością, szczególnie nowatorską - z prostej przyczyny: jak tworzymy zupełnie nowy rynek, to musi być on obsługiwany jakimiś pieniędzmi, a jeżeli nie możemy w odpowiedni sposób zwiększyć ich ilości, to albo zwiększamy tempo obiegu podwyższając koszt pieniądza (co "daje po krzyżu" branżom z wolniejszym cyklem produkcji, bo się robią droższe), albo zaczyna brakować pieniędzy na mniej opłacalnych segmentach rynku. Jeżeli uznajemy, że to Państwo decyduje o wartości (bo np. wprowadzeniem jakiegoś podatku może daną branżę doprowadzić do bankructwa), to i Państwo decyduje o ilości i koszcie pieniądza w obiegu (np. UE i EBC). Jeżeli uznajemy że kreatorem wartości jest po prostu człowiek, to ten człowiek powinien mieć prawo do pewnej formy kreacji pieniądza (no i ma od prawieków, nazywa się to "weksel własny", tylko że wymyślono to w czasach pieniądza kruszcowego, w dobie pieniądza fiducjalnego jego wartość powinna być powiązana z efektywnymi zdolnościami twórczymi wystawcy weksla - chyba się zgodzimy że weksel twórcy samochodu "Tesla" jest wyżej ceniony niż weksel bezdomnego i chociaż obydwa są na tę samą kwotę, prędzej coś dostaniemy za pierwszy?). Ale w obecnym systemie finansowym nadrzędnym kreatorem wartości są banki poprzez pełną kontrolę nad jej miernikiem - znane jest powiedzenie, że towar jest wart tyle, ile ktoś za niego chce zapłacić, prawda? Oczywiście nie jest to całe powiedzenie, gdyż w klasycznej formie brzmiało: "Towar jest wart tyle ile jest za niego gotowy zapłacić znający się na rzeczy w normalnych warunkach", ale jakoś się nie przyjęło, może dla tych naszych nowobogackich zbyt długi tekst.
Anonymous
Istota sprawy leży w tym, że obok kasty bankierów proponuje Pan nową kastę frankowiczów, którzy mogliby kreować pieniądz na miarę własnych potrzeb. Jeżeli traktować prawa obywatelskie, zgodnie z konstytucyjnie domniemaną zasadą równości wobec prawa, prawo do kreacji pieniądza powinno wypływać z prawa własności banku. Nic nie stoi na przeszkodzie aby ta własność nie była równa. W przeciwnym razie tak jak banki żerują obecnie, zmieniłoby się to, że do żerowania dopuszczono by inną uprzywilejowaną grupę - zamiast proceder zlikwidować, albo pozwolić korzystać z niego na równych prawach.
Anonymous
To interesujące. Zastanawiam się jednak, czy rzeczywiście banki księgują zaciągnięty debet w ten sposób, że stanowi to kreację pieniądza po stronie klienta, czyli że debetowicz jest własnym wierzycielem i dłużnikiem. Fakt, że nie wyciąga z tego korzyści, na miarę korzyści banku z kreacji pieniądza, nie przeczy temu.
Anonymous
"Współczesna konkwista może sprowadzać się do opanowania systemu bankowego" Dawniej były paciorki - teraz są karty kredytowe, o wiele groźniejsze.
Anonymous
Państwo bez elit jest bezwolnym narzędziem realizującym obce cele. Aparat państwowy bez świadomej administracji realizuje wrogą (obecnie socjalistyczną) doktrynę. Taniej przekupić etatami urzędników wyindoktrynowanych przez kilka szczebli edukacji niż utrzymywać wojsko okupacyjne. Ta nieświadoma masa biurokratyczna musi jednak być sterowalna. Samo urąganie normalnemu postrzeganiu rzeczywistości przez talmudyzację prawa nie wystarcza, musi być element kontrolny - agentura. To jest element bardziej powszechny niż się wydaje. Wniosek nasuwa się przez porównanie z masowością w NRD i zmowie milczenia na ten temat.
Mind Service
Ta notka jest doskonałym przykładem zniewolenia Polaków. I wcale nie chodzi tu o jakieś banki stosujące lichwiarskie odsetki od kredytów, albo obce państwa eksploatujące Polskę jako rynek zbytu, tanią siłę roboczą, wykupywanie za bezcen majątku narodowego, itd., bo problem tkwi dużo głębiej, bo w świadomości Polaków, którzy przyzwyczaili się do bycia niewolnikami i wykorzystywania ich przez innych. I co znamienne władza utworzona przez Zjednoczoną Prawicę nie ma zamiaru tego zmieniać. Właściwie na każdym kroku system przypomina obywatelowi poprzez różne bzdurne ograniczenia, nakazy i zakazy, że musi się stosować do określonych wymogów, pod rygorem surowych kar. Wymienię tylko kilka z nich, które wcale nie muszą istnieć i co więcej w innych państwach ich nie ma. A więc 1. Nakaz używania świateł drogowych w dzień i w nocy. Sens tego żaden. 2. Nakaz przechodzenia przez jezdnię tylko na pasach i na zielonym świetle. Tymczasem w innych krajach można przechodzić przez jezdnię na czerwonym świetle, a nawet nie na pasach, gdy żaden pojazd nie jedzie; i jakoś ludzie nie są nagminnie przejeżdżani. 3. Wymóg posiadania dokumentu tożsamości (dowód osobisty). Są kraje, które funkcjonują bez tego. 4. Przypisanie każdemu obywatelowi Polski numeru Pesel. - To już jest kompletne przegięcie - przypomina numer obozowy. 5. Wymóg posiadania dokumentów przy sobie (dowód osobisty, prawo jazdy, dowód rejestracyjny dla kierowcy). A niby po co to? 6. Zmiana czasu z letniego na zimowy. - To już zupełna paranoja - po to tylko, aby szybciej robiło się ciemno i więcej ludzi cierpiało na depresję. No i po to aby było większe zużycie energii elektrycznej. Można tak wymieniać długo, tylko po co, skoro obywatele Polski nie widzą w tym problemu, oni tak przywykli do bycia niewolnikami; do wykorzystywania ich, że jest to dla nich oczywiste, są przekonani, że tak być musi. I mają jedno wytłumaczenie na wszystko: zniewalają ich jacyś mityczni Oni; tymczasem to oni sami nie mogą być wolni bo potrzebują Pana.
....Szczególnie w sytuacji gdy Europa pada ofiarą wędrówki ludów, która jest rodzajem konkwisty à rebours. Oby to nie był nasz problem. *** To jest juz nasz problem. PiS zostawil w rekach slupow ponad 20'000 km2 ziemi na Pomorzu pomimo tego, ze JK przed wyborami opowiadal jak latwo ja odebrac. Nie odebral, zostawil a ponadto do ustawy o ochronie ziemii wprowadzil prawo nabywania ziemii poza wszelka kontrolla przez zwiazki wyznaniowe. Innymi slowy, paskudna systuacja.
Jabe
Zapomniała Pani napisać „kolonizacji” obywateli. Tyle się pisze o bankowych i medialnych konkwistadorach, ale przecież jedynym pośród nich, który ma w ręku środki przymusu, jest państwo. Ono się nami opiekuje, niczym pan chłopem pańszczyźnianym – wedle uznania. Także tymi dziećmi z biednych rodzin, jeśli akurat ma taki kaprys. No i trza dla niego pańszczyznę odrabiać, bo przyśle pachołków. Myślę że tyle się krzyczy o obcym podboju, żeby odwrócić uwagę od tego (póki co) jedynego prawdziwego.
Obserwator
1. Witam Panią Temat poruszony w ostatnim "Uważam Rze" jest dość dobrze rozpoznany (vide: artykuł z 11 grudnia 2011 r., jutro mija pięć lat - niepoprawni.pl) Konkwista jest nieodwracalna, jeżeli do analizy sytuacji stosować paradygmaty narzucone przez konkwistadorów, na szczęście tak nie musi być. Istnieje takie genialne w swej prostocie narzędzie, umożliwiające bez żadnego problemu zdjąć kajdany niewolników kredytowych (przy okazji zmieniając większości frankowiczów status na realną "klasę średnią" - zresztą nie tylko ich), uwolnić realnie innowacyjność Polaków, do tej pory tłamszoną brakiem zaplecza na funkcjonowanie, zwiększyć wpływy do budżetu i doprowadzić do repolonizacji banków za przysłowiową złotówkę, a w dodatku to wszystko bez zmiany jednego przecinka w obecnie obowiązującym prawie (więc niech się nie zasłaniają procesem legislacyjnym). Na dobrą sprawę jeszcze przed Świętami można to całkowicie uruchomić. Brzmi jak bajka? Ale nie jest bajką. Tym genialnym narzędziem, tylko fatalnie stosowanym, jest (znany wszystkim dobrze) tzw. "debet w rachunku". Dowcip polega na tym, że powszechnie jest uważany za kredyt lub pożyczkę, podczas gdy w rzeczywistości jest to nic innego jak PODDZIERŻAWA PRZEZ BANK LIMITOWANEGO PRAWA DO KREACJI PIENIĄDZA DŁUŻNEGO, tyle że osoba korzystająca z debetu jest jednocześnie swoim własnym wierzycielem i dłużnikiem (na swoje zlecenie kreuje pieniądz w formie długu dla samego siebie).
Obserwator
2. Wyobraźmy sobie (na nośnym przykładzie frankowiczów), że BGK (oraz PKO BP i - już niedługo - PeKaO S.A.) umożliwią zadłużonym we frankach otwarcie w/w "debetu w rachunku" z limitem w wysokości kredytu frankowego po kursie dnia. Otóż w jednej chwili w bankach komercyjnych uwikłanych we franki znika masa depozytów w postaci zobowiązań długoterminowych dotychczasowych frankowiczów (no bo ich rachunki kredytowe zostały uznane kwotą kredytu, a więc depozyt ZNIKA W NADPRZESTRZENI, zwykła anihilacja pieniądza dłużnego po spłacie), co wywala im w powietrze cały lewar na tych depozytach (skromnie licząc cztery razy tyle), a nie ma skąd wziąć na uzupełnienie rezerwy cząstkowej. No i można je z tym kociokwikiem odkupić za złotówkę, jeszcze będą prosić żeby szybciej. Natomiast z punktu widzenia płynności na całym rynku nic się nie zmieni: tyle ile anihilowano w bankach "frankowych", tyle wykreowano w bankach państwowych. Różnica jest taka, że CAŁY ZYSK z kredytu zamiast do kieszeni zagranicznych właścicieli banków "frankowych", trafia lege artis do budżetu Państwa - jak mechanizm zastosować powszechnie, to do wzięcia jest jakieś 20 mld PLN, nie licząc korzyści. Podłość systemu bankowego polega na tym, że - z niewiadomych przyczyn - bank rości sobie prawo do niespodziewanego wypowiedzenia takiej umowy, więc zamiast genialnego narzędzia stymulującego rozwój, mamy kolejne dyby dla niewolników.
Do wpisu: Przedmurze obrotowe
Data Autor
Ależ bredzisz lala!
wielkopolskizdzichu
a jakby co to kawał druta lepszy jest niż kawał gumy.
Izabela Brodacka Falzmann
Polecam książkę Gabriele Kuby 'Die globale sexuelle Revolution"Wydaje mi się,że ta pani lepiej rozumie po niemiecku i lepiej zna stosunki w swoim kraju niż przypadkowi turyści.
lala
cytuję: ". Przekonanie, że się jest stworzonym do wyższych celów jest najgorszą kwalifikacją do sprawowania władzy." celna uwaga, ale mnie się dzisiaj kojarzy z panem Kaczyńskim a nie z komunistyczną ministrową
lala
ale jakoś nie zamierzam udać sie do Pani Izabeli po korepetycje o zmienianiu ściółki, bo mnie taka profesja zwyczajnie nie interesuje
lala
czytam też po angielsku i niestety- widzę, że ani Pani nie zna całości tekstów, ani nie ma pojęcia o tym jak jest prowadzona edukacja w przedszkolach niemieckich.. a szkoda, bo może by Pani doszła (uczciwie myśląc), do wniosku, że to nie żadna indoktrynacja, ale rzetelna informacja o ludzkiej seskualności (czego w polskiej edukacji nie ma, no, ale przecież Polacy się rozmnażją jak aniołowie...bez-seksualnie)