Otrzymane komantarze

Do wpisu: Polska dla Polaków, Ziemia dla ziemniaków
Data Autor
Obserwator
Zdecydowanie nie na tym polega istota sprawy że proponuję jakąś "nową kastę frankowiczów", był to po prostu przykład jednorazowego rozwiązania takim narzędziem konkretnego problemu (cyt.: "...Wyobraźmy sobie (na nośnym przykładzie frankowiczów)..."), nic również nie piszę o żadnej kreacji pieniądza "na miarę potrzeb", bo przecież to absurd. Istota sprawy polega na tym, że system kreacji pieniądza powinien być w pewien sposób powiązany z kreacją wartości, z wytwórczością i twórczością, szczególnie nowatorską - z prostej przyczyny: jak tworzymy zupełnie nowy rynek, to musi być on obsługiwany jakimiś pieniędzmi, a jeżeli nie możemy w odpowiedni sposób zwiększyć ich ilości, to albo zwiększamy tempo obiegu podwyższając koszt pieniądza (co "daje po krzyżu" branżom z wolniejszym cyklem produkcji, bo się robią droższe), albo zaczyna brakować pieniędzy na mniej opłacalnych segmentach rynku. Jeżeli uznajemy, że to Państwo decyduje o wartości (bo np. wprowadzeniem jakiegoś podatku może daną branżę doprowadzić do bankructwa), to i Państwo decyduje o ilości i koszcie pieniądza w obiegu (np. UE i EBC). Jeżeli uznajemy że kreatorem wartości jest po prostu człowiek, to ten człowiek powinien mieć prawo do pewnej formy kreacji pieniądza (no i ma od prawieków, nazywa się to "weksel własny", tylko że wymyślono to w czasach pieniądza kruszcowego, w dobie pieniądza fiducjalnego jego wartość powinna być powiązana z efektywnymi zdolnościami twórczymi wystawcy weksla - chyba się zgodzimy że weksel twórcy samochodu "Tesla" jest wyżej ceniony niż weksel bezdomnego i chociaż obydwa są na tę samą kwotę, prędzej coś dostaniemy za pierwszy?). Ale w obecnym systemie finansowym nadrzędnym kreatorem wartości są banki poprzez pełną kontrolę nad jej miernikiem - znane jest powiedzenie, że towar jest wart tyle, ile ktoś za niego chce zapłacić, prawda? Oczywiście nie jest to całe powiedzenie, gdyż w klasycznej formie brzmiało: "Towar jest wart tyle ile jest za niego gotowy zapłacić znający się na rzeczy w normalnych warunkach", ale jakoś się nie przyjęło, może dla tych naszych nowobogackich zbyt długi tekst.
Anonymous
Istota sprawy leży w tym, że obok kasty bankierów proponuje Pan nową kastę frankowiczów, którzy mogliby kreować pieniądz na miarę własnych potrzeb. Jeżeli traktować prawa obywatelskie, zgodnie z konstytucyjnie domniemaną zasadą równości wobec prawa, prawo do kreacji pieniądza powinno wypływać z prawa własności banku. Nic nie stoi na przeszkodzie aby ta własność nie była równa. W przeciwnym razie tak jak banki żerują obecnie, zmieniłoby się to, że do żerowania dopuszczono by inną uprzywilejowaną grupę - zamiast proceder zlikwidować, albo pozwolić korzystać z niego na równych prawach.
Anonymous
To interesujące. Zastanawiam się jednak, czy rzeczywiście banki księgują zaciągnięty debet w ten sposób, że stanowi to kreację pieniądza po stronie klienta, czyli że debetowicz jest własnym wierzycielem i dłużnikiem. Fakt, że nie wyciąga z tego korzyści, na miarę korzyści banku z kreacji pieniądza, nie przeczy temu.
Anonymous
"Współczesna konkwista może sprowadzać się do opanowania systemu bankowego" Dawniej były paciorki - teraz są karty kredytowe, o wiele groźniejsze.
Anonymous
Państwo bez elit jest bezwolnym narzędziem realizującym obce cele. Aparat państwowy bez świadomej administracji realizuje wrogą (obecnie socjalistyczną) doktrynę. Taniej przekupić etatami urzędników wyindoktrynowanych przez kilka szczebli edukacji niż utrzymywać wojsko okupacyjne. Ta nieświadoma masa biurokratyczna musi jednak być sterowalna. Samo urąganie normalnemu postrzeganiu rzeczywistości przez talmudyzację prawa nie wystarcza, musi być element kontrolny - agentura. To jest element bardziej powszechny niż się wydaje. Wniosek nasuwa się przez porównanie z masowością w NRD i zmowie milczenia na ten temat.
Mind Service
Ta notka jest doskonałym przykładem zniewolenia Polaków. I wcale nie chodzi tu o jakieś banki stosujące lichwiarskie odsetki od kredytów, albo obce państwa eksploatujące Polskę jako rynek zbytu, tanią siłę roboczą, wykupywanie za bezcen majątku narodowego, itd., bo problem tkwi dużo głębiej, bo w świadomości Polaków, którzy przyzwyczaili się do bycia niewolnikami i wykorzystywania ich przez innych. I co znamienne władza utworzona przez Zjednoczoną Prawicę nie ma zamiaru tego zmieniać. Właściwie na każdym kroku system przypomina obywatelowi poprzez różne bzdurne ograniczenia, nakazy i zakazy, że musi się stosować do określonych wymogów, pod rygorem surowych kar. Wymienię tylko kilka z nich, które wcale nie muszą istnieć i co więcej w innych państwach ich nie ma. A więc 1. Nakaz używania świateł drogowych w dzień i w nocy. Sens tego żaden. 2. Nakaz przechodzenia przez jezdnię tylko na pasach i na zielonym świetle. Tymczasem w innych krajach można przechodzić przez jezdnię na czerwonym świetle, a nawet nie na pasach, gdy żaden pojazd nie jedzie; i jakoś ludzie nie są nagminnie przejeżdżani. 3. Wymóg posiadania dokumentu tożsamości (dowód osobisty). Są kraje, które funkcjonują bez tego. 4. Przypisanie każdemu obywatelowi Polski numeru Pesel. - To już jest kompletne przegięcie - przypomina numer obozowy. 5. Wymóg posiadania dokumentów przy sobie (dowód osobisty, prawo jazdy, dowód rejestracyjny dla kierowcy). A niby po co to? 6. Zmiana czasu z letniego na zimowy. - To już zupełna paranoja - po to tylko, aby szybciej robiło się ciemno i więcej ludzi cierpiało na depresję. No i po to aby było większe zużycie energii elektrycznej. Można tak wymieniać długo, tylko po co, skoro obywatele Polski nie widzą w tym problemu, oni tak przywykli do bycia niewolnikami; do wykorzystywania ich, że jest to dla nich oczywiste, są przekonani, że tak być musi. I mają jedno wytłumaczenie na wszystko: zniewalają ich jacyś mityczni Oni; tymczasem to oni sami nie mogą być wolni bo potrzebują Pana.
....Szczególnie w sytuacji gdy Europa pada ofiarą wędrówki ludów, która jest rodzajem konkwisty à rebours. Oby to nie był nasz problem. *** To jest juz nasz problem. PiS zostawil w rekach slupow ponad 20'000 km2 ziemi na Pomorzu pomimo tego, ze JK przed wyborami opowiadal jak latwo ja odebrac. Nie odebral, zostawil a ponadto do ustawy o ochronie ziemii wprowadzil prawo nabywania ziemii poza wszelka kontrolla przez zwiazki wyznaniowe. Innymi slowy, paskudna systuacja.
Jabe
Zapomniała Pani napisać „kolonizacji” obywateli. Tyle się pisze o bankowych i medialnych konkwistadorach, ale przecież jedynym pośród nich, który ma w ręku środki przymusu, jest państwo. Ono się nami opiekuje, niczym pan chłopem pańszczyźnianym – wedle uznania. Także tymi dziećmi z biednych rodzin, jeśli akurat ma taki kaprys. No i trza dla niego pańszczyznę odrabiać, bo przyśle pachołków. Myślę że tyle się krzyczy o obcym podboju, żeby odwrócić uwagę od tego (póki co) jedynego prawdziwego.
Obserwator
1. Witam Panią Temat poruszony w ostatnim "Uważam Rze" jest dość dobrze rozpoznany (vide: artykuł z 11 grudnia 2011 r., jutro mija pięć lat - niepoprawni.pl) Konkwista jest nieodwracalna, jeżeli do analizy sytuacji stosować paradygmaty narzucone przez konkwistadorów, na szczęście tak nie musi być. Istnieje takie genialne w swej prostocie narzędzie, umożliwiające bez żadnego problemu zdjąć kajdany niewolników kredytowych (przy okazji zmieniając większości frankowiczów status na realną "klasę średnią" - zresztą nie tylko ich), uwolnić realnie innowacyjność Polaków, do tej pory tłamszoną brakiem zaplecza na funkcjonowanie, zwiększyć wpływy do budżetu i doprowadzić do repolonizacji banków za przysłowiową złotówkę, a w dodatku to wszystko bez zmiany jednego przecinka w obecnie obowiązującym prawie (więc niech się nie zasłaniają procesem legislacyjnym). Na dobrą sprawę jeszcze przed Świętami można to całkowicie uruchomić. Brzmi jak bajka? Ale nie jest bajką. Tym genialnym narzędziem, tylko fatalnie stosowanym, jest (znany wszystkim dobrze) tzw. "debet w rachunku". Dowcip polega na tym, że powszechnie jest uważany za kredyt lub pożyczkę, podczas gdy w rzeczywistości jest to nic innego jak PODDZIERŻAWA PRZEZ BANK LIMITOWANEGO PRAWA DO KREACJI PIENIĄDZA DŁUŻNEGO, tyle że osoba korzystająca z debetu jest jednocześnie swoim własnym wierzycielem i dłużnikiem (na swoje zlecenie kreuje pieniądz w formie długu dla samego siebie).
Obserwator
2. Wyobraźmy sobie (na nośnym przykładzie frankowiczów), że BGK (oraz PKO BP i - już niedługo - PeKaO S.A.) umożliwią zadłużonym we frankach otwarcie w/w "debetu w rachunku" z limitem w wysokości kredytu frankowego po kursie dnia. Otóż w jednej chwili w bankach komercyjnych uwikłanych we franki znika masa depozytów w postaci zobowiązań długoterminowych dotychczasowych frankowiczów (no bo ich rachunki kredytowe zostały uznane kwotą kredytu, a więc depozyt ZNIKA W NADPRZESTRZENI, zwykła anihilacja pieniądza dłużnego po spłacie), co wywala im w powietrze cały lewar na tych depozytach (skromnie licząc cztery razy tyle), a nie ma skąd wziąć na uzupełnienie rezerwy cząstkowej. No i można je z tym kociokwikiem odkupić za złotówkę, jeszcze będą prosić żeby szybciej. Natomiast z punktu widzenia płynności na całym rynku nic się nie zmieni: tyle ile anihilowano w bankach "frankowych", tyle wykreowano w bankach państwowych. Różnica jest taka, że CAŁY ZYSK z kredytu zamiast do kieszeni zagranicznych właścicieli banków "frankowych", trafia lege artis do budżetu Państwa - jak mechanizm zastosować powszechnie, to do wzięcia jest jakieś 20 mld PLN, nie licząc korzyści. Podłość systemu bankowego polega na tym, że - z niewiadomych przyczyn - bank rości sobie prawo do niespodziewanego wypowiedzenia takiej umowy, więc zamiast genialnego narzędzia stymulującego rozwój, mamy kolejne dyby dla niewolników.
Do wpisu: Przedmurze obrotowe
Data Autor
Ależ bredzisz lala!
wielkopolskizdzichu
a jakby co to kawał druta lepszy jest niż kawał gumy.
Izabela Brodacka Falzmann
Polecam książkę Gabriele Kuby 'Die globale sexuelle Revolution"Wydaje mi się,że ta pani lepiej rozumie po niemiecku i lepiej zna stosunki w swoim kraju niż przypadkowi turyści.
lala
cytuję: ". Przekonanie, że się jest stworzonym do wyższych celów jest najgorszą kwalifikacją do sprawowania władzy." celna uwaga, ale mnie się dzisiaj kojarzy z panem Kaczyńskim a nie z komunistyczną ministrową
lala
ale jakoś nie zamierzam udać sie do Pani Izabeli po korepetycje o zmienianiu ściółki, bo mnie taka profesja zwyczajnie nie interesuje
lala
czytam też po angielsku i niestety- widzę, że ani Pani nie zna całości tekstów, ani nie ma pojęcia o tym jak jest prowadzona edukacja w przedszkolach niemieckich.. a szkoda, bo może by Pani doszła (uczciwie myśląc), do wniosku, że to nie żadna indoktrynacja, ale rzetelna informacja o ludzkiej seskualności (czego w polskiej edukacji nie ma, no, ale przecież Polacy się rozmnażją jak aniołowie...bez-seksualnie)
lala
czytam po niemiecku i czytam ze zrozumieniem. i dziwię się, ża daje się Pani tak łatwo nabrać, bo po lekturze tekstów zamieszczonych pod tym linkiem, niestety widać wyraźnie, ze jest to niezła manipulacja i dość propagandoe materiały niewiele mające wspólnego z rzeczywistością - wolę racjonalne "sprawdzam", co miałam okazję zobaczyć i posłuchać w rozmowach z ludźmi, których dzieci najbanalniej na świecie - chodzą do przedszkola zwykłego, publicznego w Niemczech....polecam podobne rozmowy
Izabela Brodacka Falzmann
Jeszcze jeden link do tekstu z obrazkami - tym razem po niemiecku, ale chyba Pani po niemiecku rozumie.nein-zur-kindersexualisierung.at
wielkopolskizdzichu
"Błąd , który Pani popełnia nazywa się w teorii poznania pars pro toto czyli branie części za całość" Przygadywał kocioł garnkowi.
Izabela Brodacka Falzmann
Błąd , który Pani popełnia nazywa się w teorii poznania pars pro toto czyli branie części za całość. To że dzieci jakiś bliżej nieokreślonych Pani znajomych nie dotknęła podobna indoktrynacja nie znaczy nic. Ja też bywam często w Niemczech ale nie ograniczam się do rozmowy z kilkoma osobami. Książeczka o której pisałam jest do nabycia w każdym mieście. Nie kupowałam jej bo nie mam zamiaru ich dorabiać. Polecam link theatlantic.com. tekst jest wprawdzie po angielsku ale ilustracje są zrozumiałe dla każdego.Publikacji na ten temat po niemiecku jest też bardzo dużo.
gorylisko
najwyrazniej myślenie nie jest pana/pani silną stroną... zawsze może pan poprosić panią Izabelę aby nauczyła pana jak zmieniać sciółkę w boksie czy w ogóle jak się oporządza konie... to trochę rózni się od jazdy na rowerze czy hulajnodze
wielkopolskizdzichu
Język propagandy, wyklucza możliwość poddawania w wątpliwość zasłyszanych informacji, którymi agitator się posługuje. Jeśli propagandysta użyje słów wydaje mi się, ponoć, nieraz się zdarza etc.... automatycznie wytwarza u odbiorcy zastanowienia się nad sensownością całego wywodu. Pani Izabela nie takie sobie postawiła zadanie, stąd te ortodoksyjnie brzmiące newsy. Na program szkół i przedszkoli mają wpływ władze landów, w niektórych dochodzi do aberracji, w innych tego obłędu jest zdecydowanie mniej.
lala
cóż, szkoda, bo myślałam, że potrafi Pani odpowiedzieć inaczej
lala
własnie wróciłam z Niemiec, mieszkałam tam i bywam często, nie wiem kto Pani opowiada takie bajki, dzieci moich orzyjaciół i znajomych, w wieku przedszkolnym NIGDY i NIKT nie poddawał takiej indoktrynacji.... proszę jednak aby nim napstępnym razem napisze Pani coś podobnego - o sprawdzenie wiarygodności infromatora, bo aż wstyd....
Izabela Brodacka Falzmann
Ciekawe kto płaci i ile? Może warto się przewerbować?