|
|
szary4all Dzień Dobry.
Interesujący tekst i trafne spostrzeżenia. Trudno jednak uznać go za kompletny jako że nie dotyka grupy która winna tworzyć interfejs wynikający z niby to demokracji przedstawicielskiej a rzeczywiście jest kolejną grupą stojącą w szeregu z wymienionymi - brakuje posłów (jak również senatorów).Gdyby była to demokracja bezpośrednia do tego grona dopisałbym ministrów, a że taką nie jest to można o nich mówić wyłącznie przez pryzmat uprawnień ustawodawczych ale i tu, dla tych, weryfikacją ostatnią są posłowie. Stan prawny nie pozwala twierdzić że jest to demokracja przedstawicielska bo sama Konstytucja RP w jednym miejscu daje wymienione przedstawicielstwo posłom by chwilę później stwierdzić że "instrukcje" suwerena nie są już istotne. Nie ma tu żadnego znaczenia czy to jest zmiana "dobra" czy inna, nawet "nowoczesna". Funkcja wynikająca choćby z semantyki słów "poseł" czy "minister" zdaje się przestała istnieć i tak jak "demokracja przedstawicielska" to jedynie zlepek słów bez desygnatu. Zaryzykuję tezę że zanikanie desygnatów jest jedną z konsekwencji wynikających z tego co nie wprost Pani zapisała, gdzie grupy "interesów" czy to lekarskich, prawniczych czy innych, zajmują się samooceną i tworzeniem praw i obowiązków dla siebie (w izolowanym środowisku) traktując podmiot relacji wynikających z "interesów" jako przedmiot czynności własnych.
Relacja podmiot-podmiot zawiera coś coś jest niezbędne w każdej metodzie badawczej, nie tylko naukowej, ale każdej codziennej obserwacji. Relacja zawiera kontrast który umożliwia, pomiar, ocenę, opinię. Pacjent może ocenić lekarza (jego leczenie) przez pryzmat swojego zdrowia co jednocześnie stanowi sprzężenie zwrotne relacji (poniekąd mające kwantowe uzasadnienie). Brak sprzężenia obok braku kontrastu, brak zrozumienia potrzeby istnienia celem zasadności pomiaru to konsekwencje poważnych braków w edukacji klasycznej i tu nie będę już roztrząsał czy z winy zwykłego nieuctwa czy też braku konsekwencji w powtarzaniu tych wiadomości które z czasem jak wszystko ulega zatarciu. Dotyka to i grup wymienionych jak i przytoczonych przeze mnie "przedstawicieli" którzy wiedzę i umiejętności miast ćwiczyć wymieniają zdaje na inną umiejętność: pozyskanie jak największej ilości coraz mniej wartościowych papierków zwanymi pieniędzmi. Wymieniają na tyle często (praktykując pozyskiwanie) że ta umiejętność jest właściwie jedyną którą zdają się posiadać a wszystko co w izolowanych układach samooceny powstaje jest tylko konsekwencją tej umiejętności.
Pozdrawiam |
|
|
Anonymous Nie z samych sukcesów składa się życie zawodowe. Zdarzyło się, ordynatorowi zapytać na obchodzie: "Jak się czujecie babciu? - Dobrze, dziadku." usłyszał w odpowiedzi.
Nie zawsze jednak pacjent pytając o diagnozę i leczenie oczekuje szczegółowych wyjaśnień, czasem pytając o to chce usłyszeć, że "wszystko będzie dobrze". Nadmiar informacji może być brzemieniem. "Pavulon mi podawali" zwierza się pacjent pacjentowi. "Panie! Mnie trupinę dawali" pada w odpowiedzi (chodziło o atropinę). Do trudnych pytań należy "Panie doktorze... czy ja będę żyła?" Trzeba zachować przynajmniej twarz pokerzysty. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja też serdecznie pozdrawiam. Wydaje mi się, że z logiką jest trochę tak jak ze słuchem muzycznym. Można słuch trochę poprawić, ale nie uzyska się słuchu absolutnego drogą edukacji. Jednak nie usprawiedliwia to nonsensów opowiadanych przez polityków i komentatorów. Osoba nie posiadająca słuchu nie będzie śpiewać w operze, najwyżej u cioci na imieninach. Podobnie byłoby lepiej, żeby większość naszych polityków wypowiadała się u cioci zamiast publicznie się kompromitować. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Faktem jest, że pacjent przymusowo ubezpieczany czuje się jak petent, jak żebrak nawet wobec nieuprzejmej salowej. Pacjent jest przedmiotem nie podmiotem terapii. Zauważmy, że weterynarz mówi właścicielowi psa czy kota jakie mu podaje środki natomiast lekarz zapytany o to w trakcie obchodu potrafi odpowiedzieć: " wszystko będzie dobrze" co znaczy, że uważa pacjenta za idiotę. Dlatego Amerykanie nie chcieli reform Obamy. Ale tych wolnych i niezależnych nie stać na leczenie W USA choroba w rodzinie jest ruiną dla tej rodziny. Doświadczył tego nasz były minister sprawiedliwości. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja nikomu nie żałuję pogrzebu natomiast szkoda, że przez całe lata miały to być nasze wzory osobowe. Czego takie wzorce mogą nauczyć? |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dziękuję trochę speszona. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dziękuję za uwagi w tym krytyczne. Nasze perypetie z kolejnymi okupantami sprawiły, że zanikła kultura dyskusji. Kto nie jest z nami jest przeciwko nam i kropka. Każdą uwagę krytyczną odbiera się jako bezpardonowy atak. To uniemożliwia poprawę istniejącego stanu rzeczy. Rządzący też muszą zrozumieć, że można ich krytykować życzliwie i z troski o dobro ogółu a nie żeby ich niszczyć. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Witaj, szczerze powiem, że nie mam- jak to mówią- parcia na szkło. Uważam, że TV to miejsce dla młodych. Ja sama nie lubię na wizji różnych staruchów, nawet zasłużonych. Starsi, jak ja, ludzie niech piszą pamiętniki. Pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Umiar to kwestia wieku i nawyków. Nie mam wątpliwości co do komunizmu, ale obawiam się, że zbyt mało jest opracowań historycznych na ten temat. Młodzi słyszą, że komunizm był niedobry i przyjmują to na zasadzie wmawiania, tak jak nam wmawiano błędy sanacji. Za moich szkolnych czasów słowo sanacja używane było jako obelga. Na przykład powiedzenie o kimś " dygnitarz sanacyjny" sugerowało coś pomiędzy gangsterem i alfonsem. Jeżeli ktoś zapytał co takiego złego było w sanacji nauczyciele nie umieli odpowiedzieć.Teraz młodzi ludzie nie są świadomi ogromu zbrodni komunizmu. Trzeba edukować a nie indoktrynować. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja nie jestem pazerna na żadne stanowiska. Pomimo zaawansowanego wieku cierpię na nadmiar pracy. To praca szuka mnie a nie ja pracy. Tak jest w przypadku osoby, która coś niewielkiego umie i się nie leni. Jeżeli zbraknie mi innych zajęć postaram się o pracę szatniarki w szpitalu. Akurat dla emerytki. I poczytać można. Już rozmawiałam w tej sprawie. Proszę nie sądzić wszystkich środowisk po swoim środowisku. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Święte słowa- paternalizm. Przeświadczenie, że kurator sądowy, albo asystent rodziny wie lepiej jak trzeba wychowywać dzieci,lepiej od rodzonej matki. Nikt się nie zastanawia, że ten asystent rodziny to osoba, która nie była w stanie znaleźć lepszej pracy, często ze skomplikowaną własną sytuacją rodzinną, z nie uregulowanymi własnymi problemami. Od takiej osoby, od jej opinii, zależy czy dzieci pozostaną przy rodzicach czy trafią do pieczy zastępczej.To sam dotyczy sędziów. Młoda osoba, po aplikacji jest władna pozbawić prawa do własnych dzieci. Orzeka w oparciu o bzdury, którymi nafaszerowano ją na studiach. Na przykład w polskich sądach orzekano w oparciu o syndrom Gardnera nie wiedząc, że został on dawno wykreślony z rejestru zaburzeń psychicznych, a sam Gardner skompromitowany jako łapownik. Pracownicy szpitala traktują z pogardą i wyższością pacjenta, urzędnicy -petenta. lekarstwem na to byłoby uniezależnienie obywateli od państwa. Ale jak to zrobić to osobny temat. |
|
|
Kazimierz Koziorowski jeszcze dlugo nie znikna relikty paternalizmu komunistycznego panstwa totalnego z ktorego wywodzi sie pogargda dla klienta, petenta, pacjenta. a urzednik, lekarz, prawnik, czy nauczyciel czuliby sie najlepiej bez tychze namolnych petentow.
problem nie dotyczy nielicznych jednostek, ktore nawet w glebokim peerelu potrafily byc przywoite i wciaz tacy odmiency sie zdarzaja.
ustawodawca mialby duzo do zrobienia zeby polikwidowac absuradalne narosle wciaz umocowane w prawie wymylanym przez koterie dla plebsu.
|