|
|
Podobnie słowo epicki , które w języku polskim oznacza powieściowy, literacki.
Jak również „legendarny” — które po polsku oznacza: „nie wiadomo, czy naprawdę istniał” (np. legendarny Piast Kołodziej). Zaś obecnie — na zasadzie kalki z angielskiego — najczęściej (tak, najczęściej!) używa się tego określenia w znaczeniu: „od dawna sławny, znany i uznany” (np. „legendarny Eric Clapton”).
Podobnie termin „lasy tropikalne”, które nazywane są w Polsce „lasami deszczowymi”.
Tu z kolei chodzi o zwyczajną „polityczną poprawność”; podobno (nie wiem, czy to prawda, bo dziwnie takie tłumaczenie brzmi) słowo „dżungla” miało, jako pejoratywnie brzmiące(?), urażać czyjąś-tam „wrażliwość”, więc Anglosasi uparli się zastąpić to słowo określeniem „rain forest”.
Tak więc „las deszczowy” to po prostu dżungla. |
|
|
Należy także przypomnieć, że „za przebrzydłej komuny” każda wydawana książka podlegała starannej korekcie i jeśli coś przeoczono — zaopatrywana w erratę. Ja czegoś takiego, jak „errata”, dawno nie znalazłem w książkach wydawanych przez obecne — prywatne — wydawnictwa, mimo, że wielokrotnie znajduję w takich ksiązkach błędy. Ale wiadomo: „ma być jak najtaniej” — a przecież korekta to po prostu „zbędne koszta”.
Lektura książek wydanych w okresie PRL-u utrwalała w (pod)świadomości czytającego prawidłowe formy językowe. Lektura obecnie wydawanych książek — już niekoniecznie. Brak korekty chyba winien być karany z urzędu — jako przestępstwo wobec kultury narodowej — bo inaczej nie zmusi się prywatnych wydawców do dokonywania korekty. |
|
|
Albo inne, naprawdę często spotykane: „z resztą”. :] |
|
|
Ojej, nie „gdziekolwiek” — tylko „dokądkolwiek”, skoro już mówimy o poprawności językowej. ;) |
|
|
W PRL-u to był także m.in. „upiór dzienny”… przypomina się w takim momencie stary felieton Magdaleny Samozwaniec na temat tego „radosnego socjalistycznego słowotwórstwa”, który kiedyś czytałem w jej zbiorze „Moja wojna trzydziestoletnia”. |
|
|
Jeśli chodzi o „element” zwany „politykami”, co to za jedni i skąd się w ogóle biorą, to polecam książkę Łobaczewskiego „Ponerologia polityczna” — do kupienia na „znanym portalu aukcyjnym” (ale można także „wyguglować” PDF-a do ściągnięcia). |
|
|
Jeszcze jedno:
Przypominam sobie taki wytwór "dziennikarza" na tym portalu: "Andrzej Duda wyraził akces do bycia prezydentem" - nie przyszło mu do głowy napisać po prostu: A. Duda zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich.
Nie przyszło mu również do głowy, że „akces” się zgłasza, a nie „wyraża”; frazeologia stała się ostatnio nauką tajemną, dostępną jedynie nielicznym.
Zresztą, z ortografią jest podobnie… widać po wpisach na forach Internetowych, że gdyby nie automaty wbudowane w przeglądarki, korygujące te błędy, to nie dałoby się bez wymiotowania tego czytać. A po czym to można poznać, że to przeglądarka koryguje, bo „komentator” ortografii nie zna? Po licznych błędach typu „razem, czy osobno”; po wszystkich tych „na prawdę”, „nie daleko”, „po prawnie” itd. Tego typu błędów automat już nie skoryguje.
Zatem jeśli ktoś nie wie, że „poprawnie” należy pisać łącznie, to co on(a) może wiedzieć o tym, „czy 'rz', czy 'samo ż' ”? |
|
|
Przez analogię do „rozpłaszczenia”: znana mi osoba, idąc do toalety, zwykła mawiać, że „idzie się odkupić”. ;) |
|
|
Ładnych parę lat temu zwróciłem uwagę komuś na jednym z forów, że w polszczyźnie komprymujemy, a nie „kompresujemy” — bo kompresować po polsku możemy jedynie przez przyłożenie zimnego (lub gorącego) kompresu, np. na czoło. „Adwersarz” powołał się na — prowadzony, niestety, przez „jenzykoznafcuff” z Uniwersytetu Warszawskiego — tzw. „Słownik Języka Polskiego”. Napisałem zatem do „opiekuna hasła” z propozycją dokonania zmiany na właściwą formę, zwracając zresztą uwagę, że każdy, kto przeczytał „Lalkę” (kiedyś obowiązkowa lektura, nie wiem, jak teraz) winien wiedzieć, że po polsku się komprymuje, a nie „kompresuje” — jeśli chodzi o sprężanie lub zagęszczanie czegoś, a nie o przykładanie kompresu. Pan Profesor odpisał mi (czuję się zaszczycony, że stać go było chociaż na tyle…), iż „on dopuszcza 'kompresowanie', bo zauważył, że ludzie tak mówią” (cytuję w dużym skrócie) i w ogóle rozmowę na ten temat uważa za zamkniętą.
Tak więc Pan Profesor „dopuszcza kompresowanie, bo ludzie tak mówią” — zaś owi ludzie tak mówią, powołując się na autorytet Pana Profesora. I tu koło się zamyka.
Z innej beczki: wiele zła robią portale Internetowe, intencjonalnie zachwaszczające nam język, w czym prym wiedzie chyba Onet. Sądziłem, że „architektki” (proszę spróbować to wymówić) nic nie przebije, ale jeszcze bardziej „spodobało” mi się (chyba na zasadzie nowości) znalezisko z wczoraj. Cytat z wypracowania niejakiej Soni Miniewicz:
„…dostała prawdziwą szkołę życia – bywała częstą gościnią na przesłuchaniach…”
Otóż ta „architektka” — i „inne takie” — uzasadniane były rzekomą potrzebą podkreślenia, iż kobiety „nie są gorsze niż mężczyźni” (że niby w wielu zawodach uważanych za „typow męskie”, czy coś). Wygląda na to, że teraz już zachodzi potrzeba podkreślania, iż kobiety w ogóle gdziekolwiek mogły być zapraszane. Albo, że poprzednie „uzasadnienie” zaśmiecania polszczyzny to był tylko taki pic na wodę.
Jakiś czas temu Ziemkiewicz, w jednym ze swoich weekendowych kazań, powiedział odnośnie tych „feminatywów”, że „nie musimy małpować Anglosasów” — i nie miał racji. Nie miał racji — bo Anglosasi wcale tak nie robią! Nie mają np. żeńskich odpowiedników tak często używanych określeń jak np. „singer”, „driver” itd. — chociaż od „actor” jest „actress”, prawda? — nie mają w ogóle żeńskich odpowiedników wielu(set?) rzeczowników kończących się na "-cian", "-ist" itp. (np. „technician”, „psychologist”, „scientist”), mało tego — zwróćmy uwagę, jak łatwo utworzyć jest „feminatyw” od tak często używanego terminu, jak np. „director” — byłaby to „directress” — a nie tylko nie ma tego w angielszczyźnie, ale i nikt tego nie postuluje!
Kiedy skończy się to zaśmiecanie i barbaryzowanie polszczyzny? |
|
|
u2 "proszę się rozpłaszczyć"
Ja używam nawet "proszę się powiesić", albo jak jestem w gościach "gdzie mogę się powiesić". Ba, używałem dużo wcześniej niż nastał tzw. "seryjny samobójca" :-) |
|
|
u2 „język potoczny” a nie „kolokwialny”. „Język kolokwialny” to też kalka z języka angielskiego.
No nie, "kolokwium" pochodzi z łaciny. Oznacza "rozmowę", a na studiach sprawdzian :-) |
|
|
Jan1797 Winić? Nie Raczej zapytać bardzo wąską grupę związana z lewicą co o tym sądzą? Ale i tu nie ma mowy o całej zbiorowości ZNP. Część po prostu jest wiedziona za nos bezwiednie. |
|
|
Lech Makowiecki Pani Izabelo! Szczepienia to tylko jeden z elementów szerszego działania. Tu chodzi o naszą WOLNOŚĆ. Polecam: youtube.com |
|
|
chatar Leon To akurat był krótki epizod. Nie mogę zatem mówić za nauczycieli.
Aczkolwiek nie można ich winić za całokształt. |
|
|
Jan1797 I nie jest to żadna ustawka.
Ale problem zaczął się już ze dwadzieścia parę lat temu.
Oczywiście, że tak. Również doceniam to pierwsze nauczycielskie słowo prawdy.
Czy można było tak nadal trwać? |
|
|
chatar Leon Cykl "Matura to bzdura" jest po prostu cudowny. I nie jest to żadna ustawka.
Ale problem zaczął się już ze dwadzieścia parę lat temu. Gdybym nie miał okazji uczyć wówczas w szkole, nie wierzyłbym. |
|
|
Jan1797 Oczywiście zgadzam się z częścią komentarza która dotyczy języka polskiego, ale opiniując gimbazę proszę spojrzeć na kilka ujęć tego filmiku z udziałem studentów; youtube.com
Następnie proszę spojrzeć na listę pojawiającą się obok, a zdobędzie pan wiedzę kto zacz i sam skojarzy ze sceną polityczną. To jest mityczna „Słowenia czy Słowacja” (bez urazy dla państw sąsiednich i nam przyjaznych), która powinna zastanowić, a u nauczycieli wzbudzić głęboką refleksję. Oczywiście nie tutaj, bo akurat ten blog uważam jest solidny z wyjątkami, ale są obok „blogi nauczycielskie”, a odpowiedzi nie można się doprosić od lat.
Co proponują nauczyciele w tej sytuacji? |
|
|
chatar Leon Podobnież, na Niezależnej uwielbiają wyrażenie "zdemolować drużynę przeciwnika". |
|
|
Francik Takim żartem, który stał się normą jest zwrot wypowiadany przez gospodarza do gości: "proszę się rozpłaszczyć". Oczywiście dawniej i gospodarz i goście rozumieli, że to żartobliwa propozycja zdjęcia tzw. wierzchniego okrycia. Dziś różne gimbusy i wykształciuchy uważają, że "rozpłaszczenie się" to zdjęcie płaszcza. Normą stało się używanie słowa "ciężko" zamiast "trudno", teraz już w różnych ankietach czy quizach zamiast "trudno powiedzieć" stosowane jest "ciężko powiedzieć", tak jakby ankietowany miał afazję. Zamiast "bardzo" mówi się "strasznie" - "strasznie się cieszę". Kiedyś śmieliśmy się, że milicjant ukarał kierowcę za "niemanie świateł", teraz normą stał się zwrot "bycie kimś", który moim zdaniem jest podobnym potworkiem językowym wynikającym z nieudolności językowej i chyba kalki z angielskiego. Przypominam sobie taki wytwór "dziennikarza" na tym portalu: "Andrzej Duda wyraził akces do bycia prezydentem" - nie przyszło mu do głowy napisać po prostu: A. Duda zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich. Kolejny powszechny potworek językowy to "w tym temacie". Tzw. dziennikarze portali internetowych są chyba dobierani zgodnie z zasadą Urbana - dziennikarz nie musi umieć pisać, najważniejsze, żeby był posłuszny. Obecnie wystarczy prosta umiejętność "kopiuj-wklej", którą dzieci nabywają najpóźniej w podstawówce. Gimbuseria jest powszechna. obecnie kolejnym gwałtem na języku ojczystym jest transkrypcja ukraińskich nazwisk (i nie tylko nazwisk) z cyrylicy według norm języka angielskiego a nie polskiego. I jest to stosowane przy wydawaniu polskich peseli Ukraińcom. Szeptycki to teraz Sheptytsky, a pewnie niedługo będziemy zmieniać podręczniki historii, bo zamiast Chmielnickiego będzie Khmelnytskyi. Rozumiem, że Ukraińcy mają w paszportach nazwiska w transkrypcji angielskiej, ale trzeba być gimbusowskim idiotą, żeby to bezrefleksyjnie kopiować do polskich dokumentów. Gdzie Rada Języka Polskiego? Może tym by się zajęli zamiast "prostować" polską pisownię "na Ukrainie" w idiotyczne "w Ukrainie". Tutejszy redaktor zrobił kiedyś quiz z języka ukraińskiego stosując transkrypcję angielską do ukraińskich słów. Byłoby to komiczne, gdyby nie było tragiczne i idiotyczne. |
|
|
sake2020 @Pani Anna......Dla mnie liczy się tylko to że nigdy nie był moim ulubieńcem. I tego się trzymam do dziś. |
|
|
Jan1797 Pragnę poinformować lokalne komitety KAR, KCE, PAS i pozostałe o nazwach dziwnych wręcz urojonych a mentalności cenzorów, że szanse waszego powodzenia są podobne do poziomu entuzjazmu Francuza w lakierowanych walonkach z dowcipu Balcerka.
Droga Sake,
Rozumiem, część komentatorów nie zdaje sobie sprawy lub po prostu nie wie tego, że do dzisiaj radni Warszawy pracują zdalnie, a kolejne apele radnych PiS, by wszyscy powrócili do pracy stacjonarnej spełzają na niczym. Może z tego powodu te nieodrzeczne komentarze na temat pandemii są zamieszczane? Rzeczywiście praca zdalna może być rujnująca dla opozycyjnych urzędników, bo jak poza urzędem służyć ludziom :))
|
|
|
Es Jeżeli to konsultantka psychiatrii dziecięcej zabiera głos w sprawie szczepień na konferencji prasowej to znaczy, żewszyscy , włącznie z kowidowymi celebrytami w kitlach dali już drapaka i nikt więcej nie chce być kojarzony z tą hucpą. Czy to dlatego, że prokuratorzy już gdzie niegdzie zaczynają krążyć wokół głównych agitatorów? |