Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wpuszczeni w kanał
Data Autor
Czesław2
Na Turbacz latem czy zimą wchodzę od Koninek, ale to są jednodniowe wyprawy Krościenko lubię bo mam trzy w jednym. Pieniny, Gorce i Beskid Sadecki. Jak pisałem w którymś poście, trenuję trochę kondycję ( z marszu trudno by było ) przed Gerlachem. Jak na amatora, to nie żarty. Pani przewodnik, z którą skontaktowałem się , pierwsze pytanie, czy byłem na Rysach i Orlej. No i wiek i kondycja. Nie było łatwo przekonać. Zobaczymy.
Izabela Brodacka Falzmann
@ Czesław2 A ja całe lata jeżdżę do Jordanów w ochotnicy Dolnej. Z okien widać Lubań. Tam to mamy naprawdę przechodzoną każdą ścieżkę. No i dzierżawimy bacówkę pod Turbaczem. Trzeba było spuścić z tonu ale te górki też piękne i bardziej dostępne.
Czesław2
Z Czorsztyna rzut beretem na Lubań, moja podstawowa wycieczka z Krościenka, gdzie często bywam.
Lech Makowiecki
Proszę bardzo, Pani Izabelo! Dawno temu szwendaliśmy się z przyjaciółmi  po Tatrach. Na Rusinowej Polanie, w szałasie u gościnnej gaździny (nazywaliśmy ją wszyscy "Babką") można było wtedy natknąć się na sympatycznego narciarza z Krakowa, biskupa Karola Wojtyłę... :) Po latach oddałem Mu hołd widowiskiem muzycznym "DEKALOG AD 2021". Polecam link: vod.tvp.pl  
jazgdyni
@Izabela Kocham Tatry. Przykro, nie byłem tam już z 10 lat. Kocham wszystkie góry. Z rodzicami i ich przyjaciółmi mieliśmy zwyczaj spędzać parę dni na (w?) Kalatówkach. Przecudowne miejsce mojego dzieciństwa. Teraz widzę na mapie, że góry wokół polany są zalesione. A nie zapomnę, gdy w okolicach Suchego Źlebu (teraz nawet jest tam wyciąg), ot, tak sobie wspinałem się na pionową skałę, a gdy mama to zobaczyła to doznała ataku histerii. Nikt wtedy jeszcze nie uprawiał free climbingu. Miałem wtedy może 8 - 1- lat... Serdeczności Ps. Teraz nasze miejsce to Czorsztyn, tuż przy samym parku. I jeździmy sobie po drugiej stronie doliny, by zwiedzać Twoje miejsca i najdłuższą wieś w Polsce.
Czesław2
Toteż przewodnicy są tam elitą i dla niej nie ma wyznaczonych szlaków.
Czesław2
Jak widać, elitarność nie wyklucza głupoty. W nocy wysłać kogoś na podejście pod Krzyżne.
chatar Leon
Wiem, wiem. A tak nawiasem mówiąc, ponoć istnieje interpretacja, na podstawie której każdy może uprawiać taternictwo bez żadnych papierów i łazić gdzie chce. Faktem jest natomiast, że  parę lat temu na Słowacji na skutek niuansów prawnych przez parę miesięcy nie obowiązywał w TANAPie żaden regulamin.
Izabela Brodacka Falzmann
@ Chatar leon Za elitarnością idą szczególne prawa. Gdy turysta zszedł ze ścieżki mógł dostać mandat od gorliwego strażnika parku. Natomiast taternicy maja prawo poruszać sie bez ograniczeń w zakazanym dla innych terenie. Dla mnie każda samozwańcza elita jest śmieszna. odbieranie praw jest niej śmieszne.
Izabela Brodacka Falzmann
@ jazgdyni nie pamiętam kto, lecz musiał być to Angol powiedział;" gdy jestem sam jestem w najlepszym towarzystwie". Tym razem nie chodzi mi o psychologię wykluczenia czy poczucie wykluczenia lecz o brutalne pozbawienie należnych praw przez samozwańczą "elitę". . W Morskim Oku byłam dziesiątki razy świadkiem sceny gdy ktoś z przypadkowych turystów wskazując na przykład Mięgusze czy Cubrynę pytał " co to z góra.?". Zawsze odpowiadałam grzecznie. Kiedyś jeden z kolegów powiedział " po co bratasz się z tą stonką? "Raz było jeszcz gorzej. Przed Betejemką na Hali Gąsienicowej ktoś z turystów zapytał o drogę do Zakopanego. Było to trochę śmieszne ale zanim zdążyłam wskazać ścieżkę prze Boczań jakiś dowcipniś skierował go na ścieżkę która prowadiziła do Pańszczycy . Zapadał zmrok. nie był to dobry dowcip. Zrobiłam awanturę rzucająć mięsem. Wszyscy byli oburzeni że zepsułam taki świetny żart. Uściski .
chatar Leon
Temat Tatr pojawił się tu właściwie jako pretekst i analogia... Zawsze śmieszyła mnie ta ludowa legenda i ideologia "taterników jako turystycznej elity". Bo dlaczego taką elitą gór nie mieliby być np. geolodzy, botanicy albo poeci? Kto miałby być z kolei elitą wśród kajakarzy albo wśród odwiedzających muzea?
jazgdyni
@Witaj Izo Elitarność... Pamiętam, jak już dosyć dawno temu, gdy po raz pierwszy spotkaliśmy się przy stole (niestety bez Ciebie), pewne, znane również Tobie koleżanki, na wstępie obejrzały mnie sobie dokładnie, jak eksponat w laboratorium, potem się uśmiechnęły i oświadczyły: - Nos nie garbaty, pejsów nie ma, no to fajnie - witamy!  Nawet jeśli był to taki niewinny, ale nie najmądrzejszy żarcik, to poczułem się głupio. Przyznam, że byłem na granicy opuszczenia spodni, by przypieczętować inspekcję przed dopuszczeniem do elitarnego grona. Zazwyczaj sam sobie tworzę własną elitarność w oparciu o moje spledid isolation. A kryterium wykluczenia jest tylko agresywnie demonstrowana głupota. Uściski niedzielne
Izabela Brodacka Falzmann
@ adarus 2 Bardzo mi miło to czytać. Niepokoi mnie fakt, że na Nasze Blogi wkroczył obyczaj utarczek słownych bardzo brutalnych. Na kłonice zamiast szabli.Na obelgi zamiast argumentów..Mam jednak nadzieję, że .emocje opadną i powróci przyjacielska atmosfera sprzed kilkunastu lat.
Lubię czytać Pani teksty nawet gdy dotyczą spraw które mnie ani ziębią ani palą. Bo tak traktuję tematykę koni i Tatr. Kilka razy zdarzyło mi się co prawda siedzieć na koniu. Podobnie w Tatrach bylem ze 3 razy i gdzieś tam wlazłem. Jednak nie czuję tych atrakcji albo raczej  czuję że to nie dla mnie. Mimo to czytam wszystkie Pani teksty. Bo są mądre, bo są napisane z dużym taktem, bo są bardzo ciekawe. W zasadzie to jest Pani jedynym blogerem dla którego zaglądam jeszcze na nasze blogi. Pozdrawiam
chatar Leon
Elita to ... elita. Elitarność przecież sprawia, że w przeciwieństwie do węgla i ropy, diamenty importowane z Rosji nie są krwawe. Podobnież, luksusowe samochody, obojętnie ile i co palą, nie krzywdzą przecież matki ziemi i nie ocieplają klimatu, więc nie będą objęte żadnymi ograniczeniami.
Izabela Brodacka Falzmann
@ Lech Makowiecki Dziękuję bardzo, bardzo. 
Izabela Brodacka Falzmann
@ sake3 W naszym domu schronienie znalazło wiele psów i kotów. Nie mam zaufania do fundacji i schronisk. . Kiedyś płaciłam  na Celestynów. Zawsze wolę jednak działanie bezpośrednie. Znam przypadki dawno uśpionych koni na których zdjęcia zbierane były pieniądze. Dosłownie kilka dni temu skarżyła mi się ciotka dziecka które zmarło na postępujący zanik mięśni, że zdjęcie tego dziecka wraz z nazwiskiem nadal jest umieszczane w ulotkach pewnej fundacji i zbierane są na to dziecko pieniądze pomimo poinformowania fundacji o śmierci dziecka. To horror . Mam nadzieję że rodzice załatwią to prawnie.
Lech Makowiecki
Szanowna Pani Izabelo,i jako typowy cepr zakochany w górach bronił będę naszych praw do podziwiania ich urody! Poniżej - mój artystyczny wkład w opiewanie naszych Tatr... I do zobaczenia na szlaku: A KAJ SOM, JANICKU… youtube.com GÓRALSKA OPOWIEŚĆ (Kiedy Góral umiera) youtube.com  
Czesław2
Fundacja fundacji nierówna. Musiałbym naprawdę znać ludzi z fundacji, aby dać pieniądze.
sake2020
Jak widzę wg pani Izabeli jestem tą smieszną paniusią ratującą wpłatami do organizacji charytatywnych drobnych kwot na konie czy inne zwierzeta.Owszem wpłacam a czasem dostaję ulotki informujące które ze zwierzaków udało się wykupić,w jakim są stanie i czy leczenie sie powiodło.W moim przypadku takie wpłaty to nie wszystko.W naszym domu zawsze były zwierzeta-psy i koty i zawsze znajdy czy ze schroniska.Zawsze biedne,chore potrącone przez pojazdy tu znalazły swój dom.I chyba między sobą nie mówia o mnie paniusia.
Ijontichy
I dwa chude koniki... google.pl Jestem chłopak z Krakowa,od dziecka jeździłem do Chochowa,Kościeliska,Zakopanego,Jurgowa,Brzegów i nawet na Słowację....śmierdzące autokary FIAT...i to Górale mnie nauczyli, że na powitanie mówi się "szczęś Boże" a nie żadne dzień dobry. Do dziś jak wchodzę do czyjegoś domu...to zdejmuję czapkę...w Japonii buty :-)) PS.młody jesteś...dziękuję :-)))  
Izabela Brodacka Falzmann
@ Czesław2   To bardzo trafna metafora z tym wciąganiem drabiny. Jak widać dotyczy to nie tylko  zblazowanych artystów i polityków lecz młodych ludzi. Smutne.
Izabela Brodacka Falzmann
@tjontichy Sarnia Skała to faktycznie wyczyn. Ja spędziłam pół życia w Tatrach i mogę powiedzieć że zam co drugą ścieżkę . Natomiast dróg wspinaczkowych jest tak wiele, że nie znam człowieka który by je wszystkie " zaliczył".. Ale to kwestia co rozumie się przez zaliczenie. Mieszkali u mnie kiedyś wspinacze z Nowosybirska. Wybieraliśmy się razem w Ałtaj. .."Zaliczyli" jednego dnia Kazalnicę, drugiego wariant R i pojechali zwiedzać Kraków i Gdańsk. Powiedzieli, że w Tatrach nie ma nic ciekawego. Wyprawa w Ałtaj  nie doszła do skutku. Wspinacze dostali zakaz wyjazdu bo do władz dotarło, że  nie byli w górach. Kto doniósł nie wiem. Może donosili jeden na drugiego. Na marginesie. Pinokiem nazywano Tuska gdy opowiadał jak rząd katarski ma zamiar wykupić stocznie. Było oficjalne dementi. Pan penie tego nie pamięta bo jest zbyt młody.. 
u2
Konie z wozów czy bryczek wiozących turystów nie były bardziej obciążone niż koń pracujący w polu w górskim terenie Dzięki za odpowiedź. Też mi tak się wydawało. Wiele razy jeździłem furmankami i saniami do szkoły i ze szkoły w czasach PRL. Konie lubią być w ruchu, bezruch to śmierć. A dzikich koni to w Polsce się nie uświadczy.
Izabela Brodacka Falzmann
@ u2 Ten zakaz jest idiotyczny. Spowodowany rzekomą czy wydumaną troską o konie. Paniusie które przeforsowały ten zakaz nie chciały rozumieć, że wszystkie wyratowane od pracy koniki poszły do rzeźni. Nie zmuszą przecież  górala żeby utrzymywał darmozjady. Co gorsza wypadek który zadecydował o tym zakazie był klasycznym przykładem idiotyzmu ludzkiego. Na szosie wywrócił się koń. -nie dlatego że był przepracowany lecz ewidentnie miał kolkę. Jedynym sposobem ratowania konia przed śmiercią w męczarniach jest podniesienie go i przepędzanie żeby pozbył się gazów. krowa ma cztery żołądki i może beknąć. koń tego nie potrafi. Podnosić trzeba czasem bardzo .brutalnie bo na ogół koń nie chce wstać. Weterynarze zalecają kopnięcie w nos gdy nie pomaga już bat. Młody góral usiłował podnieść konia batem. Rzuciły się na niego paniusie z wrzaskiem. Nie pozwoliły uruchomić konia i zdechł na oczach wszystkich zwijając się z bólu  .Szlachetnie podłożyły mu pod głowę firmową torebkę. Nie znam się na tym ale znawcy zapewniali mnie, że kosztowała kilka tysięcy. Czy to możliwe?  Koniowi to nie pomogło.Konie z wozów czy bryczek wiozących turystów nie były bardziej obciążone niż koń pracujący w polu w górskim terenie czy używany do zwożenia drewna na przykład w Gorcach. Żadna maszyna tam nie wjedzie. Takie idiotyczne zakazy wcale nie poprawiają losu zwierząt. Paniusie z licznych fundacji żerujących na naiwnych nie interweniują na przykład w kwestii transportu koni rzeźnych do Włoch gdzie jadą z połamanymi nogami w fatalnych warunkach. Nie interesuje ich że aby uruchomić konia który nie chce ruszyć w lesie niektórzy drwale  rozpalają mu pod brzuchem ognisko. Ale taka paniusia w lesie w konfrontacji z drwalami dostała by co najwyżej batem. Jeżeli nawet to widzi odwraca głowę. Natomiast zabranie konia jakiemuś dziadkowi za to że koń ma rzepy w ogonie to prawdziwa frajda. UE poprawi los zwierząt. Zakaże ich hodowli więc wszystkie pójdą do rzeźni.Dla ich własnego dobra. A my będziemy hodować robale.