Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wspomnienia ze wsi wymarłej - RODO i inne wynalazki
Data Autor
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Lektor - spróbuj być przedsiębiorcą w Polsce a potem coś napisz o tym. Byłem, jestem ( raczej zwijam interes własnie z powodu bzdurnej papierologii ) i wiem o czym mówię lektor. Pzdr
Dark Regis
Ci, którzy dostali swoje pierwsze biznesy do Partii za dobre sprawowanie i wysokie zasiadanie, rzeczywiście tak. Oni rzeczywiście są krwiopijcami, mają Polaków za nic i współpracują z każdym obcym, bo wiedzą skąd mają majątek i komu go zabrali. Ponieważ już w latach 90-tych uznali rynek za nasycony infestacją takich jak oni, więc już dla różnych Klusków zabrakło miejsca. To był czysto "polski" wynalazek - liberalizm reglamentowany.
Proponuję aby kolejne komentarze napisali m.in. : Jabe, Vladim Niżyński, wielkopolski ździchu, no i oczywiście Gorol. Tak będzie najlepiej dla tej notki.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Biznesmeni to oszuści,  wyzyskiwacze, krwopijcy żerujacy na zdrowej tkance narodu. Pzdr
Czesław2
Biznesów jest już dość. Każdy potencjalny następny biznes to konkurencja dla jedynie słusznych biznesmenów. najłatwiej to załatwia się u samej góry.
Do wpisu: Wspomnienia ze wsi umarłej - czas barbarzyńców
Data Autor
Anonymous
Nie miałem na myśli, że teraz jest głód. Jest zakaz swobodnego dysponowania własną pracą, i własnością dla uprawy roli i hodowli. Jest uzależnienie od monopolu na handel żywnością w sieciowych supermarketach. Głód pojawić się może w sytuacji skrajnej (załamania się lub wyłączenia dystrybucji zmonopolizowanej), gdy nie będzie alternatywy w postaci własnych możliwości - chociażby umiejętności uprawy i hodowli. Młodzież wiejska je zatraciła w okolicach Krakowa. Wyludnienie to faktycznie problem. Pozdrawiam.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Glodu jako takiego nie ma. Wprawdzie świniaków na własne potrzeby  trzymać nie wolno. To gorzej niż za okupacji. Problemem jest totalne wyludnianie się wsi na Mazurach. Starzy wymieraja a młodzi uciekają . Pzdr
Anonymous
Już mieliśmy nie raz w historii głód na wsi, nie od wojny, tylko od zarządzania. W Egipcie, Francji, na Ukrainie, Kambodży. Na pewno przeoczyłem wiele istnień ludzkich.
Do wpisu: Obrazki ze wsi wymarłej.
Data Autor
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Albo Zalewski z Pomorza przemianowany na bon dem Bach - pacyfikator PW. Pzdr
Pani Anna
Tak było, też tak sądzę...
Dark Regis
Wątpię żeby Pani trafiła tam na Polaków. To może była jakaś Róża Mischling albo Grażyna Pihowicz. Polacy często w kilkanaście osób zajmują jedno mieszkanie, jeżdżą wspólnym busem i żywią się z jednej lodówki. Proszę wykształciuchów internacjonalistów nie mylić z Polakami, bo jeszcze wyjdzie, że ci Polacy na kupie w jednym domu to jakieś LBGT. Nie każdy kto był w Polsce i ma polsko brzmiące nazwisko jest Polakiem. Na przykład Bronislav Vladislavovich Kaminski albo Otto Skorzeny (z Wielkopolski).
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
I ktoś ta gębę nam dorabia. Nie zapominajmy że Polak to antysemita i że ten antysemityzm wyssał z mlekiem matki Polki. Pzdr Już większych głupot nie da się wymyślić
Alkoholizm nie jest cecha narodowa Polakow..Tak jak chleja Niemcy ,Francuzi i Holendrzy to Polacy moga sobie tylko pomarzyc..Ten przyprawiony "wielbladzi garb " alkocholizmu na plecach Polakow to celowo stworzony stereotyp aby odebrac indywidulna i zbiorowa godnosc,obnizyc prog Samowartosci..Rowniez jak inne np. "Polak to nierob i Len".."polak to zlodziej'..."Polak to idiota i glupiec" ..."Polak to swietny material na niewolnika",,"Polak to prymityw i ignorant"..."Polak to ciemnogrod i zabobon'...czyli "untermensch" do zutylizowania, zgodnie z wola i zamiarem opiniujacych..Komory gazowe ....Cyklon B i Rozwiazanie Finalowe jak najbadziej zrozumiale.i wytlumaczone..
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
No tak. Dlaczego nie można tych 10 k PLN zarobić w polskiej sukmanie? Pzdr
paparazzi
A oglądał pan Szczęśliwego Nowego Jorku (1997) - Filmweb
Czesław2
To nie tylko desperacja. To często chęć zarabiania 10k PLN mając podstawowe wykształcenie lub wyższe ze znajomością obsługi Excela i nic więcej. A często także alkoholizm pod sukmaną.
Pani Anna
Nie ma czegoś takiego, przynajmniej  w Niemczech, jak "polska emigracja", są po prostu emigranci polskiego pochodzenia, którzy nie trzymają się razem, nie pomagają sobie, a nawet są wręcz wrogo nastawieni do rodaków, którzy przyjechali nieco później od nich (patrz wypowiedź powyżej Pana Lektora), zupełnie tak, jakby oni sami od razu znali prerfekcyjnie niemiecki i byli Bóg wie jakimi rozchwytywanymi fachowcami. Każdy ma jakiś swój powód zmuszający go do wyjazdu, ja nasłuchałam się już tylu ludzkich historii i tragedii, że nikogo nie oceniam. Pierwsze, co się słyszy po przyjeździe od własnych rodaków, to "po co tu przyjechałeś". Ja o swoich kontaktach z Polakami w Niemczech mogłabym również napisać książkę, ale obawiam się, że tak smutnej prawdy i tak nikt nie chciałby czytać. Musiałam kiedyś coś załatwić w pewnym urzędzie, natrafiłam na młodą, ok 35 lat urzędniczkę, Polkę. Była sama w pokoju i odmówiła rozmowy ze mną w języku polskim mówiąc cyt. dosłownie: "jesteśmy w Bundesrepublik Deutsch i obowiązuje nas język niemiecki"! Dla znających temat dodam tylko, że urzędowy język niemiecki jest niezwykle trudny, a z wypełnianiem urzędowych dokumentów i formularzy mają problem nawet rodowici Niemcy. Ja posługiwałam się wówczas tylko szkolnym niemieckim. Tak postanowiła okazać mi swoją pogardę. Tak samo zachowywała się asystenka (Polka) w szkole mojego syna, a inna w momencie, kiedy szukałam mieszkania wręcz mi zaszkodziła. Jest to zachowanie niespotykane  wśród emigrantów innych narodowości. W Niemczech jest np. mnóstwo Rosjan, to jest chyba nawet druga po tureckiej mniejszość narodowa (chociaż nie mam pewności, więc może ktoś mnie poprawi), oni mają niektóre miejsca tak "obsadzone" swoimi, że język rosyjski jest tam na porządku dziennym. Np. apteki, czy sklepy gdzie pracują Rosjanie,  z klientami również Rosjanami normalnie głośno rozmawiają po rosyjsku, oni dlatego właśnie do takiej apteki przychodzą, żeby załatwić swoje sprawy w ojczystym języku!  Nikomu z nich nawet nie przyjdzie do głowy wstydzić się tego języka, czy powiedzieć "auf deutsch bitte!" To samo dotyczy ludności tureckiej, wchodzą dajmy na to na pocztę i słyszy się "salam alejkum ", a  w odpowiedzi, od tureckiego pracownika "alejkum salam" - nikt nie ma z tym problemu. Ciekawe, co by było, gdybym ja pozdrowiła w takiej sytuacji pracownicę polskiego pochodzenia na głos "szczęść Boże"? Pewnie udawałaby głuchą i nie wynika to z nienawiści do religii katolickiej, ale ze wstydu za własne pochodzenie, język i kulturę. Pocieszam się tylko, że ci, którzy w ten sposób się zachowują, to nie są prawdziwi Polacy, tylko osoby polskojęzyczne, urodzone w Polsce...
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
A jednak mogła się obronić. Zabrakło wyobraźni. Zajmowałem się amatorsko tym problemem. Chile, Boliwia przeszły podobne procesy kilkanascie lat przed BBalcerowiczem, którego uważam za prawdziwego ignoranta ekonomicznego. Pzdr
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
A jednak mogła się obronić. Zabrakło wyobraźni. Zajmowałem się amatorsko tym problemem. Chile, Boliwia przeszły podobne procesy kilkanascie lat przed BBalcerowiczem, którego uważam za prawdziwego ignoranta ekonomicznego. Pzdr
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
No i co z tego wynika? To desperacja człowieku, desperacja. To wstyd dla tych wszystkich nierobów, że zmuszają Polaków do takich zachowań pzdr
Ryszard Surmacz
A oczywiście. Ale nikt z nich prawdy nie powie. Będą opowiadać bajki o jakimś sukcesie o jakichś możliwościach o tym czego oni już nie mają. Polska emigracja jest opisana dość obszernie, nie wiem, ale chyba nie powstała żadna publikacja, która objęłaby to wszystko w jedną całość, usystematyzowała i wyciągnęła wnioski. I te wnioski powinny być przekazywane młodzieży, aby ją przynajmniej przygotować na ewentualność wyjazdu. Emigracja po powstaniu listopadowym podbiła Europę i stworzyła podstawy polskiej myśli politycznej. W Niemczech powstał nawet kierunek Polenlieder (piesni o Polsce) i około 1000 wierszy. Po styczniowym było już inaczej. Potem w kolejnych falach począwszy od połowy XIX w. (Śląsk) i kolejne do USA, Brazylii itd były już głównie emigracjami chłopskimi za chlebem i ziemią. Co przezywali ci ludzie, ilu ich po drodze umarło, pokazują pamiętniki. To rzeczy znane i nie zagospodarowane. Wciąż jesteśmy niezorganizowani, wciąż gnamy za jakimiś marzeniami, wciąż szukamy wolności, przygód, z coraz mniejszym związkiem z ziemia ojczystą. Wyjeżdżający na saksy, swoim zachowaniem i swoim stosunkiem do nowych panów, robią nie tylko opinię sobie, ale również nam wszystkim. I dziwimy się potem, ze jesteśmy tak traktowani. No tak...
Ryszard Surmacz
Dziękuję za życzliwość, ale napisanie takiej książki wymaga pracy reportażowej, wszystko musi byc udokumentowane, a więc: ciągłych wyjazdów (benzyna, bilety), noclegi, koszty związane z nawiązywaniem kontaktu -  kawa, obiady, prezenty, dostęp do dokumentów itd. Potrzebne są na to nie tak małe pieniądze. Dziś już nic nie ma darmo. Pierwsza moja książka reportażowa pisana była prze 8 lat: 1990-1998. Temat: wydarzenia na Śląsku Opolskim w w/w okresie, tytuł: "Znów tracimy Śląsk".  Nie zdaje Pani sobie sprawy, jakie miałem trudności z jej wydaniem (dlatego tak długo ją pisałem). Przyczyną była poprawność polityczna i brak jakiejkolwiek wizji ówczesnych decydentów. W przypadku ziem zachodnich byłoby jeszcze gorzej. Taka jest prawda. I dlatego takich książek nie ma.  "Znów tracimy Śląsk" to jedyna, z polskiej strony, książka, która opisywała te czasy. Niemcy napisali takie dwie. O przemianach na zz nie wiemy nic. I dlatego, wiele rzeczy już można nam wmówić. I to na każdym szczeblu. Dziś nie zmieniło się nic, jest tak samo. Polscy decydenci nie czyją potrzeby dokumentowania ani życia, ani przemian, ani prawdy. Mając taką historię, jak polska, to prawdziwe kalectwo.
Pytałem znajomych, którzy od lat mieszkają i pracują w Niemczech, co się dzieje z Polakami którzy obecnie wyjeżdżają do Niemiec zarobić. Odpowiedzi były smutne. Mówiono mi, że przyjeżdżają do Niemiec ludzie coraz głupsi, nie znający wogóle języka niemieckiego i robią to na zasadzie:  "Oto jestem gotowy do pracy a wy mnie teraz zagospodarujcie".  To jakaś schizofrenia !  Ci ludzie upodlają się już do niezrozumiałych rozmiarów. To staje się już nawet gorsze niż kiedyś przy robotach przymusowych. Wtedy, każdy robotnik dostał miskę strawy i łóżko, teraz nikogo nie obchodzi gdzie mieszka, co je i czym przyjedzie do roboty. Oj "Polacy" - puknijcie się - gdzie trzeba !
angela
@Ryszard Surmacz. Bardzo ładnie napisane.  A jednak szkoda, ze nie napisał pan tej ksiazki. Przecież pisać takie ksiazki trzeba, a wydrukowac mozna wspólnymi silami.
Ryszard Surmacz
Rozumiem żal Mazura, którego ojczyzna marnieje. Dużo pisałem na temat ziem zachodnich, sporo też po nich jeździłem, ale największą biedę spotykałem we wsiach popegerowskich, w których mieszkali głównie kresowianie. Burmistrz, czy wójt, Człuchowa zawiózł mnie do wsi, w której dzieci jadły raz dziennie, i uważały to za rzecz normalną. W tej wsi nie było widać ludzi, wszyscy latem siedzieli w domach. Nie wiem, czy ze względu na oszczędność własnej energii, czy z innych powodów. W innym przypadku zostałem podwieziony pod ścieżkę, która prowadziła do jakiejś osady. Po kilkunastu krokach zobaczyłem pokotem leżących mężczyzn. Leżeli tak, jakby niedawno ich ktoś ich pozabijał. Byli piani w sztok. Na wsi koło Szczecinka (nazwy już nie pamiętam) mieszkało kilkanaście rodzin. W promieniu 50 km był jeden tartak, dawał sezonowo zatrudnienie kilkunastu osobom. Ludzie żyli z obok położonego rybnego jeziora i ze zbieractwa leśnego. Jezioro kupił Niemiec, ogrodził je, postawił ochroniarzy i pozostały im  tylko lasy. Dzieci jednak nie były brudne. I to wszystko miałało miejsce lata 90-tych. Historii tej ziemi nie napisał jeszcze nikt, i już nie napisze. Ja chciałem, ale zabrakło sponsora. Tłumaczenie było takie, że jak wejdziemy do UE, to wszystkim spadną dulary na głowę. Proszę Pana, to nie Polska temu wszystkiemu winna, lecz system pod który się dostała. Czy mogła się obronić? Nie mogła? Czy chciała ten system? Nie chciała? Czy nie broniła się? Broniła. A czy ci, którzy poświęcili życie i zdrowie w jej obronie doczekali się przynajmniej szacunku od potomnych? Dopiero teraz na Łączce i w innych miejscach rozsianych po całej Polsce, powoli zmartwychwstają, a ich potomni dowiadują się o ich tragedii - chyba nie rozumiejąc do końca co się stało. No bo przecież w PRL było lepiej, niż teraz. Ja też wychowywałem się na ziemiach zachodnich i wiem co to znaczy wyrwać z korzeniami i rzucić, gdzieś tam, gdzie przez trzy pokolenia od nowa trzeba zapuszczać korzenie? Czy ci ludzie popełnili jakieś przestępstwo? Nie, ale byli Polakami. Czy chcieli wyjeżdżać? Nie, ale albo musieli, albo uciekali przed Ukraińcami. Itd. Moneta ma więc awers i rewers. Pozdrawiam