|
|
Dark Regis No niedokładnie. Win95 to był już Windows z DOS-em. DOS był tam tzw. zerową maszyną wirtualną. Każda następna DOS-owa aplikacja lub konsola otwierały kolejne maszyny wirtualne. Można było po nich przechodzić programem, po wstępnym odczytaniu adresu w pamięci właśnie nagłówka maszyny zerowej. To była lista z szeregiem parametrów. Oczywiście mogło się użytkownikom wydawać, że jest DOS i na nim Windows, ale nawet wpisy w katalogach miały dwie wersje: nazwę dosowską krótką i nazwę windowsowską długą. Najważniejszym elementem systemu Windows 95 były biblioteki dynamiczne poziomu Ring 0, czyli potocznie VXD albo sterowniki. Było jednak tam wiele z DOS-a. Na przykład Kernel32.dll, który był takim centrum sterowania dla aplikacji w Windows, wyglądał jak wielki dispatcher. Gdy program wołał funkcję, np. CreateFileA, to do rejestru CX/ECX ładowany był numer analogiczny jak w numer przerwania w DOS i dopiero wtedy wywoływane były głębsze bebechy. I to się ciągnęło kilobajtami: wrzuć ECX na stos i skocz do jakiegoś węzła, albo sprawdź co jest w ECX i sprawdź inne rejestry, a potem skocz lub wywołaj funkcję systemową. Windows pracował z ilością pamięci, której nie był w stanie obsłużyć DOS z typowym extenderem. Na przykład miał wklejone wszystkie BIOS-y w przestrzeń adresową. DOS też miał BIOS płyty powyżej bufora pamięci ekranu. Ale właśnie z konfiguracja tego obszaru dosowskie extendery nie radziły sobie kompletnie. Konfigurowanie tego z dziurami dla BIOS-ów było jak gitarokrawiectwo albo rzeźbodojenie. |
|
|
Dark Regis Nie. Pierwszy, przynajmniej pierwszy dla mnie, to był DiskKiller, którego na zajęciach z metod numerycznych rozprowadzał dla prywatnych testów po komputerach syn kierownika pracowni. Podchodził, wkładał dyskietkę i odchodził ;). Zniszczył mi dyskietkę z programem zaliczeniowym, który musiałem klepać cały dzień od nowa. Następnie zawlokłem go niechcący do domu, gdzie czekał aż do momentu, kiedy po kilku latach kupiłem sobie wreszcie swój komputer. I gdy tylko z ciekawości użyłem jej, bo chciałem przekompilować swoje stare programy z Fortranu na Pascal, wylazł i natychmiast rozwalił mi dysk twardy w drzazgi. Wtedy już sprawa stanęła na ostrzu noża. Albo ja, albo wirusy :/. Pamiętam jak w Wielkanoc siedziałem w ponurym nastroju przy tym bardzo drogim złomie i bawiłem się w depresyjne pisanie programów na konsoli, potem z użyciem Debug.com (później Debug.exe), potem znalazłem dyskietkę z jakimś Diskeditem z Norton Utilities. Wreszcie odkryłem, że na dysku są sektory i klastry, FAT-y, katalogi i mnóstwo ciekawych rzeczy. Przyszedł wtedy do mnie kumpel jeszcze z czasów ogólniaka, który studiował informatykę na PW, i powiedział, że skoro komputer jest i tak rozwalony, to on zrobi pewien eksperyment. Zrobił. W efekcie miałem teraz pustą obudowę, kupę kart rozszerzenia na stole, pamięci i procesor luzem. Nawet zwory powyciągał z płyty. Próbowaliśmy to jeszcze poskładać, ale on spieszył się właśnie do domu. Myślałem że dorwę drania i zabiję ;). Od tego momentu już nic nie było takie jak było. Komputer sam poskładałem, system DOS zainstalowałem, wreszcie za pomocą Diskedita odzyskałem część danych z dysku. Tak mnie to wciągnęło, że byłem stałym bywalcem giełdy na Grzybowskiej. Szedłem szybkim kursem w kierunku komputerowego geeka, stale ze śrubokrętem w kieszeni i dyskietkami progsów od kumpli. Pewnie tak bym skończył, gdyby nie fakt, że ten wirus mnie faktycznie wkurzył do białej gorączki. Gdy więc kumpel z roku matematyki błędnie oszacował, że do zakończenia czwartego roku będą nam potrzebne dwa seminaria i szukając rozwiązania stanęliśmy przed salą pełną zapakowaną informatykami po sufit, część z laptopami, wszyscy rozpaleni i śliniący się jak Neo przed połknięciem procha, to pomyślałem, że to może być ciekawe. Po dwóch miesiącach na seminarium zostało nas w porywach pięciu, część już zaliczyła i miała chodzenie w nosie, cześć odpadła w boju, a my z kumplem wytrwaliśmy :D |
|
|
"Istnieje 10 rodzajow ludzi. Jedni licza binarnie, inni nie" :) |
|
|
:))
rzeczywiscie brzmi dzis jak basn o zelaznym wilku. A to byl po prostu jeden z pierwszych wirusow MBR :]] |
|
|
Dark Regis Ja już od dłuższego czasu obracam się w środowisku komputerowców starej daty z całego świata, do których można zaliczyć także i młodych, ale uczących się warsztatu na zasadzie mistrz i uczeń. Aktualnie skupiają się oni w rozmaitych miejscach związanych z otwartym oprogramowaniem, albo z projektami typu gry sieciowe. Na przykład SourceForge, CodeProject, Steam, albo Wurm (słyszał Pan o Notch-u?). Wielu z tych ludzi tworzyło specyfikacje dla przeglądarek, skryptów, protokołów, dokumentacje dla W3C (WWW Consortium, czyli też RFC), albo realizowało takie projekty jak Apache, MySQL, PHP, Blender, PovRay. To np. emerytowani inżynierowie IBM, Intela, Microsoftu, albo jeszcze bardziej egzotycznych firm z Japonii, Korei, Brazylii. Teraz bawią się na przykład w tworzenie gier, sieci peer-to-peer lub w TOR-a. Spotka ich Pan dosłownie wszędzie, nawet w Second Life ;) |
|
|
Dark Regis Dwunastkowy jest jeszcze gorszy od dziesiątkowego, bo 10=2x5 (dwie różne liczby pierwsze), a 12=3x2x2. System szesnastkowy jest dobry, bo daje się błyskawicznie przeliczać na system dwójkowy (bajt to dwie grupy po cztery bity). krakowskim targiem dobry byłby każdy system mający za podstawę liczbę pierwszą lub jej potęgę. Dzieje się tak dlatego, że Zp={0,1,2,..,p-1), inaczej zbiór reszt z dzielenia przez p Z/pZ, jest matematycznie tzw. ciałem skończonym i do tego prostym (cyklicznym), natomiast Zm, gdzie m=p^n, jest skończonym ciałem Galois. Galois bawił się w ten sposób, że dzielił jeden wielomian o współczynnikach całkowitych przez inny, dokonywał transformacji jak wyżej, czyli współczynniki brał tez jako elementy jakiegoś Zp, a następnie zapisywał wielomian będący resztą z dzielenia. Zauważył, że pomimo iż dzielił przez różne wielomiany, to wychodziły mu czasem takie same zbiory reszt. Później to stało się zaczątkiem tego całego bełkotu a automorfizmami i współczesnej teorii Galois :))
Tak znam to opowiadanie o Bajtku. Właśnie czymś takim wymienialiśmy się w pracy przez e-maile. Było jeszcze kilka innych. Ja zabawiałem się bardziej na serio ;). Na przykład kiedyś w sieci była strona i serwer FTP o nazwie "Gumisiowe centrum dezinformacyjne". Jak już zgarnąłem stamtąd wszystko do analizy, to postanowiłem się zabawić. Uruchomiłem w środowisku kontrolowanym, czyli pod debuggerem Softice, jeden z ichnich programów i patrzyłem spokojnie co on kombinuje. Najpierw przeleciał po całych rejestrach i po katalogach dysku i stworzył sobie w śmietniku plik tekstowy z nazwami i wersjami wszystkich programów i gier, które mają jakikolwiek związek z Internetem, czyli się łączą w jakimś celu. Potem chciał go sobie wysłać na podany adres IP, ale dostał po uszach i skończyłem zabawę zmieniając stosownie zawartość tego dziwnego archiwum. W ten sposób oszczędziłem sobie wiele tygodni żmudnego dochodzenia bajt po bajcie, co też te kilka mega kodu robi. Ale oni nie byli tym zachwyceni i przy następnej okazji zhakowali komputer, który się z mojego adresu łączył z Centrum. Znów mieli pecha, bo uruchomiłem końcówkę w sieci, która miał minimalne uprawnienia i na której działałem z innego komputera z uprawnieniami administratora. Konkretnie miałem tam swój skrypt WMI, który czytał listę procesów i wątków za pomocą WQL i wykopywał wszystko, co próbowało się na dłużej zagnieździć. Wyskakiwało okno za oknem i nic. Ich wściekłość musiała być epicka :P. Innym razem bawiłem się tak z ruskimi. Jakich to oni nazw nie wymyślali, żeby mi wsadzić trojana do pamięci. Syystem.exe, KerneI.dll, próbowali wszystkiego. Po godzinie zabawy zobaczyłem wreszcie coś takiego: hc2yf6cy.exe. I poszedłem spać. Ciekawe doświadczenie wykonałem, gdy włączyłem do sieci jakiegoś gruchota z prędkością żółwia i to mającego zatwardzenie po pryskanej sałacie. Każda próba włamania się przez przeglądarkę była wyraźnie słyszalna jako zwiększające się obroty wiatraka. Wchodził eksploit i słychać było "Wrrrr". |
|
|
smieciu Ech, skoro pan pamięta takie czasy to może kojarzy pan słynną opowieść o grupie hakerskiej Sendbajt :))) sokrates.mimuw.edu.pl
A co do hexów to ja je lubię. W sumie to system dziesiętny jest często dla mnie mętny :)
Żebyśmy chociaż się dwunastkowym posługiwali... |
|
|
smieciu To ja jeszcze nieśmiało dodam że istniało wtedy (nadal istnieje) coś co się zwie Usenet :) I kiedyś była to kopalnia wiedzy i ja się z niej dowiedziałem mnóstwa rzeczy. A jeśli ktoś nie wie co to Usenet to jest to takie lepsze forum, gdzie można pisać komentarze i wymieniać poglądy :)
Tak jak IRC jest takim lepszym chatem.
W tych starych wynalazkach fajny jest ten powrót do przeszłości. Gdy tam dzisiaj trafisz to nadal często obowiązuje pewien poziom a z braku trolli i innych lemingów nie wiedzących co to IRC i Usenet, ludzie są uczynni.
A może ktoś tu kojarzy takie wynalazki jak talk? Albo jeszcze bardziej brutalne write lub wall? :P
I ta magia wyskakującej literki po literce... |
|
|
krzysztofjaw Przymilną opozycję? Pan nie wie o czym mówię. Wystarczy aby ta opozycja miała klasę opozycji PiS, wtedy kiedy taką było. Dzisiejsi totalitarniacy nie są opozycją. To antypolskie, antyludzkie i pozbawione człowieczeństwa zwykłe zdradliwe hieny, na które żałowałbym nawet swojej flegmy. Ich poziom - co powtórzę - mi uwłacza jako człowiekowi i Polakowi a każdy, kto w jakikolwiek sposób się z nimi identyfikuje jest dla mnie albo pożytecznym idiotą, albo kimś kto czerpie finansowe korzyści z takiej postawy, albo zwykłym targowickim zdrajcą, albo agentem obcych mocarstw (np. Niemiec czy Rosji), albo po prostu zwykłym idiotą. Przykre jest to, że z reguły idiota nie wie, że jest idiotą a to wymaga pomocy. Jeżeli Pan by chciał to znam odpowiednich specjalistów. Zawsze można się podnieść, nawet z takiego dna, jaki kiedyś sobie nie wyobrażaliśmy. Proszę o e-mail.
Pozdrawiam |
|
|
Dark Regis Dokładnie. Drukarka wierszowa była wyposażona w taśmę składaną i wklepywało się na niej kilometrowe polecenia do systemu, albo pliki wsadowe (odpowiednik dzisiejszych skryptów). U mnie to była Odra 1300 z systemem GEORGE 3 (później pracowałem też na IBM 370). Alternatywą były karty perforowane, ale komu chciałoby się to coś dziurkować. Dobrze pamiętam te zajęcia, bo testując możliwości systemu za każdym razem coś udało mi się nawywijać. A to zmieniłem hasło dla całej grupy, a to zabrałem uprawnienia prowadzącemu zajęcia, a to wprowadziłem jakąś dziwną komendę, po której "zagrzmiało, zahuczało..." i niemal światło zgasło. Kiedyś np. chciałem sobie wydrukować swój program zaliczeniowy z metod numerycznych analizy i tak udziwniłem komendę, żeby w post mortem drukarka wyrzuciła program w wersji skompilowanej na assembler ODRY. Przebrzydła ciekawość. Początkowo operacja "Wydruk" przebiegała bez zarzutu. Stałem sobie cichutko w kąciku i czekałem aż maszyna wypluje wszystkie fałdy papieru do kartonowego pudła po telewizorze. Jednak wydruk wcale nie zamierzał się skończyć i technicy polecieli po kolejne pudła. Na zapleczu zrobił się jakiś zamęt i nagle wszyscy zaczęli biegać jak szerszenie wokół dziurawionego gniazda. Ze strzępków rozmów wywnioskowałem, że jest jakaś poważna awaria systemu i że komputer CYBER w Świerku jest przeciążony. To był naprawdę dobry moment na dłuższy spacer. Zostawiłem wydruk w diabły i wycofałem się dyskretnie z zagrożonego terenu. Po kilku latach spotkałem znajomego ze studiów, który ostatecznie został administratorem na Odrze i opowiadał mi o tym zdarzeniu. Powiedziałem mu wtedy o moim wydruku. Początkowo nie dowierzał, ale potem śmiał się tak, że nie mógł powietrza złapać. :) To był mój pierwszy w życiu własnoręcznie wykryty błąd krytyczny w systemie. Po trzech latach zmieniłem szkołę i na kilka kolejnych zapomniałem o komputerach. Zajmowała mnie tylko matematyka. Coś mnie jednak w końcu podkusiło kupić sobie własnego wypasionego ATka za 54 miliony i tak się znów zaczęło. Stare dzieje, a z hakerami to ja raczej miałem kosę. A ruscy hakerzy pokroju Z0mbiego wtedy mnie rozśmieszali. :P |
|
|
Mind Service Ja się dołączam do hejtu? Co Ty piszesz? To ja jestem w perfidny sposób hejtowany, obrażany przez takie indywidua jak @Eska, @Zygmunt Korus, @Jazgdyni, @KrzysztofJaw, @Twardek, przy całkowitej bierności moderatora, a przecież łamanie regulaminu przez tych osobników jest ewidentne. I tylko na co którąś inwektywę pod moim adresem reaguję. To źle? Mam nic nie robić? Nie mam prawa się bronić? Oni przyzwyczaili sie do bezkarności i uważają że wszystko im wolno. Zaś tępota umysłowa wyprzedza nawet pychę. Tylko dlatego mnie atakują, gdyż próbuję zwrócić uwagę na oczywiste fakty i apeluję o poszanowanie zwykłej przyzwoitości. Czy hejtem albo trollowaniem można nazwać udział w dyskusji i przedstawianie argumentów? Ci ludzie chcieliby mieć szansę głoszenia bzdur, bez możliwości krytyki, w kołku wzajemnej adoracji i poklasku klakierów. Bo nie są zdolni do prowadzenia merytorycznej dyskusji. Nie krytykuję PiS-u, bo jestem jego zwolennikiem, więc chciałbym, aby rządził jak najlepiej i najdłużej z korzyścią dla społeczeństwa. Dlatego zwracam uwagę, że swoim tępym uporem, niewiedzą i zacietrzewieniem szkodzą obecnej władzy, dostarczają amunicji "totalnej opozycji". Ale do tych bezmózgów nic nie dociera. |
|
|
Moim PIERWSZYM, doslownie, komputerem w kontakcie byl mainframe VAX z VMS, terminale vt102 oryg, zadne tam emu, do tego greenscreen :>, a drukarka wierszowa to byla dopiero przyszlosc. W pracowni komp. byla wydzielona DRUKARNIA, gdzie stalo kilka drukarek wielkosci PIANINA kazda. Drukowalo sie na papierze bialo-zielono-liniowym, perforowanym, na plachcie szerokosci biurka. To chyba byl w prostej linii terminal drukujacy z doczepiona glowica daisy-like. I na takiej to stokrotce drukowalem swoje pierwsze maile i wiesci z kraju w powstaci newsletterow.
I ja juz tez mialem nie raz do czynienia z informatykami z pokolenia nawet nie Spectrum co bojownikow MERITUM, hakerow basica, pogromcow pacmana, postrachu telkomow wdzwaniajacych sie do BBSow w NRF czy Australii darmo, gdyz znaja tajniki phreakingu :)
Da sie przetrzymac, ale lepiej kazdy na swoim podworku :>> |
|
|
Dark Regis Oj tak, gdybyśmy mieli wtedy Google, to nikt by nas nie zatrzymał ;)
To jest elektroniczny odpowiednik notatek z wykładu plus wertowanie annałów w bibliotece. Oczywiście człowiek musi wcześniej wiedzieć, co chce zrobić i znaleźć, ale nam chyba tego nikt nie musi tłumaczyć, bo jesteśmy z pokolenia przedkalkulatorowego. Mam jeszcze gdzieś mój stary kawałek kodu, w którym startuję sobie z bootsectora dysku, przejmuję kontrolę nad pamięcią i całym komputerem w trybie wirtualnym, a potem pozwalam łaskawie załadować się Win95/98 itd. O ile pamiętam działało aż do Win2k, a potem drastycznie zmieniła się architektura procesorów i doszły fury pamięci RAM, w której można było pływać. Hasłem dostępu była prosta gra w trybie graficznym VGA 256 kolorów (pisana tylko na gołym BIOS-ie, bez DOS-u), np. w jakieś kulki lub Sokobana, albo po prostu wystukanie rytmu klawiszami myszki :P. Kiedyś znajomy szef pewnej firmy poprosił mnie o zrobienie jakiegoś zabezpieczenia, bo mu pracownicy pod nieobecność zaglądają do dokumentów w komputerze. Zrobiłem co chciał. Po kilku dniach zapomniał jak się wchodzi i zwołał konsylium specjalistów z całego regionu; przybyli nawet zaprzyjaźnieni książęta z tytułami doktorów z odległych królestw :). Radzili, radzili i nic nie uradzili, bo ani tego otworzyć ani sformatować, makabra. Wtedy ów zabiegany biznesmen przypomniał sobie o mnie. Przybyłem niezwłocznie. Wszyscy zgromadzili się wokół, wpatrzeni w ekran uporczywie jak kondory w zdechłą lamę. Włączyłem komputer, poczekałem na ustalony znak zachęty na ekranie i wklikałem kod klawiszami myszki (INT 33). System ruszył. Gawiedź posmutniała, bo nic nie zrozumieli i nie zauważyli. Następnie używając programu Debug usunąłem lock z MBR, odtworzyłem ustawienia w CMOS, podaliśmy sobie ręce na pożegnanie i pojechałem do mojej roboty. Tak to jest, jak ktoś próbuje być zbyt sprytny, ale jest roztrzepany :D |
|
|
Jesli do mnie to raczej ze sprzetem, bo software znam o tyle o ile MUSZE ze wzgledu na hardware. Ale zdaje sie ze IW wspominal cos o kodowaniu.... :]
Pozdrawiam |
|
|
Jabe Nie wiadomo, ile jest win. A jeśli „gówniarz” (ciekawe, czy o p. Misiewiczu wolno tak pisać) nie słyszał buczenia drugiego auta, bo go nie było, to może się okazać, że jedynie nie zastosował zasady ograniczonego zaufania. Bezsporne jest tylko to, że nie zostaliśmy od razu i rzeczowo poinformowani.
Co do Millera, nie wątpię, że wolałby Pan przymilną opozycję. Wielu tutaj toleruje tylko taką. |
|
|
Dark Regis Nie ma problemu, zawsze gotów jestem udzielić odpowiedzi ;) Nie z takimi informatykami jak rozmówca powyżej miałem w życiu do czynienia :)))
Chociaż zaczynałem karierę jako matematyk nie znający nawet DOS-a i języka C. Dopiero później w mojej pracy musiałem mieć DOS-y i BIOS-y w pamięci i to w rozróżnieniu na trzeci numerek wersji (na przykład różnice w implementacji handlerów przerwań sprzętowych i sofware'owych), a instrukcje programu rozpoznawać w formacie HEX, obliczając w pamięci bit po bicie. Świetna zabawa, polecam dzisiejszym informatykom, chociaż wątpię, czy coś wskórają. :)
Kilka lat przed powstaniem NASK-u mieliśmy już Internet w formie tzw. BBS-ów, czyli na modemach podłączonych do jakiejś sieci Amstradów Schneiderów. Pan dr Marek Peryt, szef koła naukowego, ścigał nas wtedy za surfowanie, bowiem przeznaczeni byliśmy głównie do pracy naukowej, czyli mozolnego wklepywania wydruków z konferencji naukowych, a nie do zabawy :P. Któregoś dnia pojawił się tam taki nerwowy Węgier z rozwianą grzywą i niedopiętą koszulą i rzucił nam pytanie "Do you know PIP? CPM?" Oczywiście, że nie, ale on szukał frajera, który będzie na miejscu obsługiwał system KAMAK, czyli kilka stalowych szaf narzędziowych z powtykanymi na sztorc płytami głównymi z jakichś nieszczęsnych PC XT. Wszystko oplecione kilometrami kolorowych kabli, jak Grupa Laokoona z plakatem pośrodku przedstawiającym dziewczynę w dość śmiałej pozie, zrobionym w technice ASCIIart na drukarce wierszowej. Tak wyglądały pierwsze polskie superkomputery :D
Czy któryś z dzisiejszych informatyków chociaż wie, co to jest drukarka wierszowa i jak się na niej pracuje?
Również pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Platforma to nic innego jak cpu+os, czasem mobo zeby odroznic od VM/embeded, temu pisalem o sparc/sunos czy o alfie na entkach [Win NT].
Ynformatyk multiplatformowy ma raczej w powloke wbudowany brzeczyk pt: bin NOT ELF, proceed?
Wole to niz informatyk z zadeciem :]]
Odry to dla mnie juz jednak zamierzchla przeszlosc, a Z80 widzialem gdzies u siebie, ale zdegradowany do zarzadzania kontrolerem scsi albo rs232, ale raczej scsi bo mial wyjscie centricsa, to 50pinowe, tzw. "waskie".
A co do zaklec i hasel - uzylem je jako repellent na trolle typu ctrl+V.
COz, moglem byc bardziej zlosliwy i wpisac kilka konspiracyjnych info z mojego dmsg :]]]
A co do literowek - nikt nie przebije slawa GOOGLE [goggle]
Pozdrawiam |
|
|
krzysztofjaw Tak ogólnie do wszystkich
Wina jest jedna: kierowcy fiata i to jest bezsporne. Dywagacje na temat szybkości czy odległości między pojazdami kolumny rządowej są bezsensowne. Ja jak widzę i słyszę pojazd uprzywilejowany to zjeżdżam z drogi, staję i czekam aż zniknie sygnał w oddali. Gówniarz sobie słuchał na full muzyki i był niedoświadczony. Niech się cieszy, że nie zginął a mógł. Na jego miejscu pojechałbym do kierowcy - BOR-owika i osobiście mu podziękował.
A ad meritum. Nie ufam ani Millerom ani PSL-owcom. Komuna była jaka była i o niej jeszcze wielu rzeczy nie wiemy. Ale chyba można nawet dziś stwierdzić, że nawet SLD gdy rządził lub był w opozycji nie prezentował takiego dna i szamba jak dzisiejsza totalna opozycja. To już jest takie dno, że brakuje mi słów. PO czy .N w ogóle nie powinny mieć miejsca na poslkiej scenie politycznej, dlatego też uważam, że nawet lepszą opozycją byłoby SLD, ale pod kierownictwem Millera a nie Ordynackiej Czarzastego.
Nam jest potrzebna merytoryczna opozycja. Tak powinno być w normalnym państwie. Dziś takiej nie ma, bo PO czy .N to najgorszy ludzki sort, bez wiedzy, inteligencji, kindersztuby i do tego chronicznie antypolski. To normalne półgłówki, cynicy, złodzieje i zdrajcy o poziomie fecesów.
Nie czas może i miejsce teraz na ocenę przeszłej postawy L. Millera, ale to jeden z nielicznych przedstawicieli komuny, który z reguły jest zdroworozsądkowy. Moim zdaniem też nieprzypadkowo nastapiła awaria i katastrowa rządowego helikoptera Mi-8 pod Piasecznem z Millerem na pokładzie. Było to 4 grudnia 2003 roku i gdyby nie pilot, to by wszyscy zginęli. Przypomnę tylko, że L. Miller był zawsze ukrycie skłócony z A. Kwasniewskim. To jeszcze pokłosie istnienia w PZPR frakcji Natolińczyków i Puławian, czyli "chamów" i "żydów". Sądzę, że Millera można sytuować po stronie owych "chamów" a Kwasniewskiego po stronie "żydów", tak jak dzisiaj Czarzastego. Oczywiście w komunie to "chamy" reprezentowały polski punkt widzenia. Ale to temat na odrębną notkę.
Pozdrawiam |
|
|
krzysztofjaw minimax, ImćWaszeć
Dziękuję za obszerne wyjaśnienia. Przynajmniej wiem do kogo się zwrócić w razie problemów technicznych w zakresie informatyki :). To ważne nieraz i jestem pełny podziwu dla Panów, choć widzę, że powstały między Panami jakies niejasności, niepotrzebnie :)
Pozdrawiam serdecznie
P.S.
Pierwszy komputer miałem już w 1993 roku (jeszcze DOS), później był Windows 3 i 3.1 oraz pierwsze pakiety Microsoft Office. Wtedy były rewelacyjne książki instruktażowe z pakietem. Dla Worda np. było to niemal 900 stron. Do dziś z nich kozrystam, natomiast programować nie umiem. |
|
|
Dark Regis Czy ja wiem? Ja po prostu wskazuję tu na fakt, że te protokoły nie są jakimś "przemyślanym w instytucie naukowym do badań nad zaawansowanymi problemami informatyki" systemem warstwowym, zupełnym, komplementarnym, zaawansowanym itp., jak to dziś starają się studentom wciskać do głów wydziały informatyki. Ale raczej patchworkiem zrobionym kiedyś przez łebskich gimnazjalistów dla jaj. Przykładem jest głupia literówka EHLO, która się zaimpregnowała w protokołach pocztowych: samlogic.net . Potem w 2001 dorobiono kawałowi brodę i nazwano to Extended HELO, które robi w zasadzie to samo. To prawdziwa wielka sztuka, niemal taka, jak zepsucie powietrza na imprezie i skuteczne odwrócenie uwagi od siebie ;)
Poza tym ja jestem z tego pokolenia, które tworzyło sobie nowe protokoły w miarę potrzeby, a nie tylko odtwarza je, trzymając się każdej literki jak słowa Bożego. Pan widzę lubi wrzucać jeszcze więcej tajemniczych zaklęć i znaczków, które kompletnie nic nikomu nie tłumaczą, a mają jedynie zadanie wystraszyć takich jak ja. Ale chyba ma Pan pecha. Co do SPARC, ARM i ALFA, to zawsze myślałem, że to są nazwy procesorów konkurencyjnych dla Intela, a nie platformy. Gdybym był aż tak złośliwy, to zafundowałbym tu kawałek nagłówka pliku PE ze stosowną stałą (może to być i platforma, jak kto woli, ale raczej jest to sygnał ostrzegający ynformatyka, żeby nie uruchamiał kodu ALFY na PENTIUMIE). Być może w tym miejscu nie do końca się rozumiemy i coś sobie nadinterpretujemy, bo ja więcej programowałem w assemblerach niż na platformach i to zaczynając od ODRY 1300 i Z80, w jakiej Pan sobie wybierze kolejności ;)
Pozdrawiam |
|
|
Jabe A mnie się zdaje, że to właśnie Leszek Miller zatopił SLD. Nie pamiętam już kiedy, jednak ni stąd ni zowąd Leszek Miller zaczął się łasić do PiS-u, zupełnie jakby dostał polecenie służbowe. Czy na prawdę nie dało się nikogo znaleźć na prezydenta prócz przemiłej pani Magdaleny? Jak się przyjrzy jego „premierurze”, przestaje to już być takie zaskakujące. |
|
|
No dobrze, wszyscy juz wiemy ze regulki sa, i ze wsrod wozow uprzywilejowanych nie ma wozow bardziej uprzywilejowanych niz inne.
Czyzby?
Otoz, niech Pan zapamieta bo to moze uratowac komus zycie:
DUZY MOZE WIECEJ, oraz
woz, ktory moze strzelac - ten ma jednak pierwszenstwo.Bezwzgledne.
Pozdrawiam |
|
|
Dlatego jestem zdania, ze nalezy wprowadzic unowoczesnienie w postaci drona-pilota, ktory w podczerwieni monitoruje stan drogi na 500m-1km przed kolumna, gdy jedzie ona droga "cywilna". W warunkach bojowych ilosc bym pomnozyl przez 4-6 |
|
|
Obowiązek bezwzględnego ustepowania oznakowanym pojazdom uprzywilejowanym w akcji jest dokładnie taka sama
dla Karetki , Wozu Strażackiego czy VIPa niezależnie czy jada zderzak w zderzak czy co 50 metrow. |
|
|
Leonarda Witam - też nigdy nie myślałam, że będę się w czymś zgadzać z takim Millerem ale on kilka razy zachował się całkowicie sensownie. Pamiętam jak kiedyś jechałam samochodem gdzieś w Wielkopolsce czy w Lubuskim, ze dwa lata temu i słuchałam jakiegoś lokalnego radia. Tam słuchacz mówił mniej więcej w podobnym guście - że zawsze nie znosił komuny i postkomuny i krytykował rządy SLD ale ostatnia władza ich prześcignęła. Moje wrażenia były podobne - o ile też nie trawiłam tej formacji, to trzeba przyznać, że aż tak jak PO/Nowoczesnej i palikociarni hamulce im nie puściły. Dziś to wygląda znów inaczej, bo wielu z lewicy flirtuje z tymi nihilistami i licytują się nawzajem w hejcie, podłości i walce z polską kulturą i tradycją. Ta obecna opozycja to jakiś koszmar.
Serdecznie pozdrawiam |