Otrzymane komantarze

Do wpisu: Słowo na wigilię rocznicy wybuchu Powstania
Data Autor
Lech "Losek" Mucha
No,no. I jeszcze za mała pomoc Żydom w czasie wojny! Francuzi mogli państwowymi kolejami masowo wywozić Żydów do gazu i to bylo OK. Za to, legalny francuski rząd Peteina nie ponosi odpowiedzialności. A my się za malo staraliśmy... Świat mial to w d.., Polacy byli karani śmiercią, o ile wiem tylko w Polsce byla taka kara,ale to my jesteśmy winni.
xena2012
niestety Polska została przyuczona przez lata PRL do nieustannego samobiczowania,az stało sie to nieodłącznym elementem postawy narodowej.Ile to lat kajamy się i przepraszamy za Kielce i Jedwabne więc trzeba sięgnać po inne powody do narodowej hańby. Padło na Powstanie Styczniowe a od kilku lat na Powstanie Warszawskie,które teraz bedzie systematycznie krytykowane,opluwane przez rożnych dziwnych i nieznanych szerzej historyków i redaktorów usiłujących nadawać ton poglądów Polakom.Piszę- od kilku lat ,bo w PRL mówić o Powstaniu Warszawskim też było zabronione.W kolejce do samobiczowania czekają,, polskie obozy koncentracyjne''pobłażliwie traktowane przez sądy i zapewne wywołanie przez nas II-iej WŚ oraz wypędzenia Niemców.
Lech "Losek" Mucha
Z całą pewnością! I gdybyśmy to mądrze rozegrali, daloby sie wiele ugrać. Tym sposobem przynajmniej częściowo powstańcza ofiara nie poszła by na marne!
Lech "Losek" Mucha
Tak. Po raz kolejny wypada mi przyznać Panu rację! Istotnie gdyby udało się wykazać, że na tę decyzję mieli wpływ nasi pozorni alianci, to była by duża sprawa. Natomiast przykład izraelski pokazuje, że nie ma takiej krzywdy, której nie można by z korzyścią dla siebie wyolbrzymić. A nawet nie tylko wyolbrzymić, ale krzywdy innych zepchnąć na niższe miejsca, jeżeli tylko będzie to dla nas korzystne!
NASZ_HENRY
Prawda o powstaniu jest niewygodna dla byłych koalicjantów ;-)
Anonymous
@autor Analiza decyzji o wywołaniu powstania jest kluczowa bo poszlaki wskazują, że była podjęta w wyniku matactw brytyjsko-rosyjskich. Nie ma potrzeby by krzywdę jaką Polacy doznali wyolbrzymiać albo uwypuklać bohaterskie czyny powstańców, bo ich wielkość jest nie do podważenia. Należy dociekać prawdy bo i ofiary, i bohaterowie na to zasługują. Zasługujemy na to i my, bo nie chcemy powtórzyć błędów historii. Teraz też propaganda mówi nam kto jest naszym wrogiem a kto przyjacielem.
Lech "Losek" Mucha
Myślę, że w każdym narodzie jakieś fakty, które nie są godne pochwały się znajdą. Ja nie jestem historykiem, ale pewnie tak jest. Z tym, że właśnie nie zamierzam ich szukać. Natomiast mnie raczej chodziło o to, żeby - trzymając się przykładu Powstania - nagłaśniać mocno, w całym świecie, na różne sposoby, chwałę bohaterów Powstania; uwypuklać, a nawet wyolbrzymiać krzywdy, jakich doznaliśmy od sąsiadów, a decyzję o jego wywołaniu, czy była słuszna, czy nie, rozważać raczej po cichu.
Anonymous
@autor "korzystna jest jednak gloryfikacja polskości, nawet kosztem prawdy historycznej" Nie mamy się czego wstydzić, żeby ukrywać prawdę. Mamy podstawy by sławić polskość przedstawiając fakty historyczne takimi jakie są. Zasługują na to nasi bohaterowie bo czynem i poświęceniem dowiedli, że nie byli ludźmi z lukru tylko z żelaza. Tuszowanie albo niedociekanie prawdy służy tylko wrogom i zdrajcom by mogli dzisiaj powtórzyć swoje manipulacje. "Tylko prawda jest ciekawa" i mamy obowiązek wobec bohaterów ją odkrywać bo inaczej zagrożą nam czasy, w których o prawdzie "Nie trzeba głośno mówić".
Do wpisu: Niebezpieczeństwo wychowania w duchu tolerancji
Data Autor
Lech "Losek" Mucha
Nie wiem, czy to prawda, ale podobno te tchórze, podostawały jeszcze jakieś odznaczenia...
NASZ_HENRY
PO przejściu gender ideologii polskie kopciuchy będą jak holenderscy żołnierze w Srebrenicy ;-)
Lech "Losek" Mucha
Na pewno w wielu wypadkach tak jest istotnie i to jest niedobrze, bo oczywiście takie wychowanie, nie poparte własnym przykładem jest nieskuteczne.
a z moich obserwacji to miedzy deklarowana wiara, a zachowaniami etycznymi to jakas bardzo wielka przestrzen sie zrobila...
Lech "Losek" Mucha
Odpowiadać na pytania, nawet naiwne oraz traktować dzieci poważnie, bardzo poważnie, to są też moje zasady. Pozdrowienia.
Lech "Losek" Mucha
Zgadzam się. Mógł Pan tak zrobić. Powinien Pan tak zrobić. Czemu Pan tak nie zrobił?
"Nie chodzi mi o wpajanie dzieciom przekonania o bezwzględnej wyższości naszej kultury nad innymi" "musimy głosić, że to nasz światopogląd, wyrosły na naszej tradycji jest jedyny słuszny. A jego wyjątkowość polega na tym, że jest NASZ" Ja z kolei myślę, że zanim wdusi się "enter" to trzeba przeczytać dokładnie to, co się napisało.
xena2012
do wpisu Autora z 20:03...Z dzieckiem nie wystarczy rozmawiać mądrze,trzeba go jeszcze tematem zaciekawić.Przykładowo tłumacząc czterolatkowi Biblię znalazłam w sklepie pozycję obliczoną na taki wiek,ładnie ilustrowaną i razem czytałyśmy.Moją zasadą jest odpowiadać na każde pytanie choćby najbardziej naiwne czy trudne.
Lech "Losek" Mucha
Zgadzam się, ale uważam, że to wszystko o czym Pani pisze, zaczyna się w głowach rodziców, dla których wpajanie pociechom zasad, kształtowanie postaw jest mniej istotne niż matematyka, fizyka i biologia, którzy z lenistwa, albo z wygody zaniedbują wychowanie, nawet jeśli sprawdzają dzieciom zeszyty i pomagają w lekcjach i wreszcie takich rodziców, którzy nie widzą niebezpieczeństwa, bo dali sobie wmówić, bo przeczytali w Wyborczej, że tolerancja, tolerancja i jeszcze raz tolerancja, że rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać... Rozmawiać trzeba, ale mądrze! Trzeba wiedzieć o czym i jak rozmawiać! Nie wolno dać się nabrać na te lewackie idiotyzmy. Trzeba świadomie kształtować w dzieciach dumę z naszej kultury. Trzeba im wpoić zasadę, że naszej wiary nie wolno się wstydzić, że nasze zasady etyczne nie są ani zaściankowe, ani "ciemnogrodzkie", ani "moherowe"! Od rodziców wszystko się zaczyna. Jak rodzice będą mieli świadomość tej konieczności, to i z przedszkolami i ze szkołami łatwiej będzie powalczyć o rząd dusz! Pozdrawiam. L
Lech "Losek" Mucha
Cieszę się, że się podoba, choć jest oczywiście smutny i "oparty na faktach i obserwacjach własnych..." Pozdrawiam. L
Lech "Losek" Mucha
Zgadzam się, ale uważam, że to wszystko o czym Pani pisze, zaczyna się w głowach rodziców, dla których wpajanie pociechom zasad, kształtowanie postaw jest mniej istotne niż matematyka, fizyka i biologia, którzy z lenistwa, albo z wygody zaniedbują wychowanie, nawet jeśli sprawdzają dzieciom zeszyty i pomagają w lekcjach i wreszcie takich rodziców, którzy nie widzą niebezpieczeństwa, bo dali sobie wmówić, bo przeczytali w Wyborczej, że tolerancja, tolerancja i jeszcze raz tolerancja, że rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać... Rozmawiać trzeba, ale mądrze! Trzeba wiedzieć o czym i jak rozmawiać! Nie wolno dać się nabrać na te lewackie idiotyzmy. Trzeba świadomie kształtować w dzieciach dumę z naszej kultury. Trzeba im wpoić zasadę, że naszej wiary nie wolno się wstydzić, że nasze zasady etyczne nie są ani zaściankowe, ani "ciemnogrodzkie", ani "moherowe"! Od rodziców wszystko się zaczyna. Jak rodzice będą mieli świadomość tej konieczności, to i z przedszkolami i ze szkołami łatwiej będzie powalczyć o rząd dusz! Pozdrawiam. L
Zofia
Poruszający jest ten wiersz...Każda prawdziwa Matka chce wychować swoje dziecko jak najlepiej wpajając Mu najlepsze wzorce. Niestety, kiedy ukochane dziecko odchodzi z domu do innego środowiska ,zapomina o wpojonych zasadach, bo tak nakazują współczesne szaleńcze czasy.Odcina się od Rodziców, tłumacząc się brakiem czasu.I w ten sposób obumiera jego "obowiązek i miłość do Rodziców." Obecny wyścig "szczurów" nakazuje im zajmować się tylko samym sobą.
xena2012
niebezpieczeństwo nie tkwi w tolerancji tylko w przekonaniu,że jak oddajemy nasze dzieci we właściwe fachowe ręce przedszkolanek , nauczycieli i telewizora to sami jesteśmy zwolnieni od wychowania.Placówki wychowawcze nie mają nas zwalniać ,ale tylko odciążać.To prawda z dziećmi trzeba rozmawiać,nawet może nie tyle o wartościach ,religii czy zasadach ale o wszystkim i chcieć odpowiadać na pytania.Byłam zdumiona dowiadując o programie tzw.równościowym w przedszkolu w Rybniku wprowadzonym w połowie roku stawiając rodziców pod presją usunięcia dziecka i poszukiwania innego przedszkola.Jeszcze bardziej zdumiało mnie,że tylko część rodziców zaprotestowała,pozostali godzili się bądź podeszli do sprawy obojętnie.Podejrzewam ,że takie programy są narzucane także w innych przedszkolach a rodzice w swoim wygodnictwie zadają zdawkowe pytanie ,,czy zjadłeś ładnie obiadek'',bądź ,,a jak tam w szkole ,w porządku''? Ilu rodziców idzie z dziećmi na spacery i z nimi rozmawia?
Do wpisu: "Procedury" na wypadek śmierci
Data Autor
Magiczne słowo wytrych- PROCEDURA. Ma zastąpić sumienie, refleksję i religię oraz przyzwoitość implikowaną nimi. Ja nie wiem, czy wielu miłośników bycia " urzędnikiem w urzędzie, lekarzem w szpitalu, strażakiem w straży" zdaje sobie sprawę, że wpisaliśmy się idealnie w zasady, którymi bronili się zbrodniarze hitlerowscy. Oni przecież przestrzegali procedury, jak najbardziej wówczas legalne. Hess był dobrym ojcem wg jego dzieci, podobnie jak Goebels, Ammon Goetz też był tylko perfekcyjnym komendantem w czasie pracy. Każdy z tych zbrodniarzy był perfekcjonistą w przestrzeganiu PROCEDUR właśnie. Rozkaz jest rozkazem. Dobry Boże jak bardzo zdziczeliśmy w imię poprawności. Czyli ci co strzelali do robotników w Poznaniu, Gdański, Katowicach robili dobrze, tak? No bo przecież przestrzegali procedury jakże legalne, ustanowione, podpisane. Teraz można już zrobić wszystko i na wszystko znaleźć usprawiedliwienie. Z błogosławieństwem GPrawdy i Moniki Olejnik. Ciekawe kiedy przyjdzie zastanowienie? Mnie się wydaje , że jak drzewiej mawiaj nasz były szczery przywódca ( do takich mamy szczęście pod ta szerokością geograficzną): "Staliśmy na skraju przepaści i zrobiliśmy znaczący krok naprzód".
Tomasz Nowicki
cd... Natomiast nie jest prawdą, że nie istnieje śmierć mózgowa, którą definiujemy jako nieodwracalne organiczne uszkodzenie mózgu (komórek i struktur przez nie tworzonych). Tyle, że w takich przypadkach (np. pacjent fizycznie pozbawiony kory mózgowej żyje dzięki pracy pnia mózgu) wątpliwości nie ma żadnych, bo uszkodzenia są dobrze widoczne, jeśli nie gołym okiem, to w badaniach obrazowych. Człowiek pozbawiony wyższych ośrodków nerwowych (kora mózgu) nie żyje, nawet gdy jeszcze żyje jego ciało. Przypadek z uszkodzeniem pnia mózgu ma jeszcze innych charakter -- tu ośrodki korowe pozostały nietknięte, więc póki czynność uszkodzonego pnia mózgu była podtrzymywana mechanicznie, istniała przynajmniej teoretyczna możliwość wyleczenia. Większość ciężkich uszkodzeń pnia mózgu kończy się nieuchronnie zgonem, ale nie zawsze -- czasami uszkodzenie nie jest nieodwracalne. Rolą medycyny jest nauczyć się odróżniać takie przypadki, a potem nauczyć się zastępować uszkodzony pień mózgu urządzeniami medycznymi. Rolą lekarza zaś jest nauczyć się takiego podejścia do pacjenta, by chronić jego dobro, godność i zapobiegać cierpieniu. Również u rodziny (szkoda, że koszyk świadczeń NFZ nie przewiduje takiej pozycji). Dobry lekarz, a rzekłbym -- lekarz prawdziwy -- to taki, który jest w pewnym sensie adwokatem pacjenta, zastępcą czy może pełnomocnikiem jego osobistej jaźni, chwilowo wyłączonej z uczestnictwa w zdarzeniach jej dotyczących (a w najbardziej makabrycznych przypadkach -- nie wyłączonej ale pozbawionej możliwości komunikacji zwrotnej z otoczeniem).
Tomasz Nowicki
To nie są łatwe sprawy, tym bardziej dla kogoś, kto nie jest lekarzem i nie zna się na fizjologii człowieka. Jednak każdy, kto ma jakieś pojęcie o metodologii wnioskowania musi zdawać sobie sprawę, że dowodzenie twierdzeń przez pokazanie jednostkowego przykładu jest albo błędem albo intelektualnym oszustwem. Dlatego właśnie jednostkowy przypadek może najwyżej _obalić_ twierdzenie (a nawet złamać cały paradygmat). Ale nie może służyć do dowiedzenia tezy przeciwnej ("skoro jeden pacjent odzyskał przytomność, to każdy może"). Twierdzenie "nie istnieje śmierć mózgowa" wymaga przede wszystkim zdefiniowania pojęcia śmierci mózgowej. Jeśli przyjąć, że jest to zespół cech, arbitralnie (choć w oparciu o wiedzę naukową) przyjętych w celu administracyjnego rozstrzygania nieoczywistych przypadków, to zgoda -- nasza wiedza jest wciąż zbyt mała, by skutecznie wyeliminować pomyłki, które mogą się w takich wypadkach pojawiać (i siłą rzeczy się pojawiają). Pomyłki prowadzące do odebrania szans na wybudzenie i mniejszy czy większy powrót do zdrowia tym, u których postawiono fałszywie dodatnie rozpoznanie śmierci mózgowej. Szkoda, że brakuje dużych badań statystycznych, które jasno pokazałyby skalę zjawiska -- czy obecnie przyjęta definicja śmierci mózgowej powoduje 1 procent czy 1 promil rozpoznań fałszywie dodatnich. A może 10%?  To na pewno ułatwiłoby dalszą dyskusję i dokonanie oceny ryzyka. A trzeba pamiętać, że na ocenie ryzyka właśnie opiera się większość decyzji medycznych, również tych pozornie "bezpiecznych". I bez tej oceny nie ma medycyny.
Lech "Losek" Mucha
Cuda się zdarzają, sam jeden mały tu na tym blogu opisałem :-) Właśnie ta notatka jest po to, by chronić i cenić ludzi takich, jak profesor Chazan, bo lekarze mający sumienie są cenni, są godni zaufania, a ataki na nich odbijają się i na innych lekarzach i na pacjentach. Pozdrawiam i dziękuję za wpis.