Otrzymane komantarze

Do wpisu: O Chinach
Data Autor
jazgdyni
Bardzo trafne spostrzeżenia. Kitajce zostaną mocarstwem o zasięgu światowym, lecz nigdy nie zostaną takim hegemonem, jakim obecnie jest USA. Będą wpływać na geopolitykę,ale nigdy nie będą dla niej walczyć.
jazgdyni
Ależ nie jest tak, że nikt nie interesuje się polityką globalną i miejscem Polski w tej matrycy. Osobiście piszę o tym od dawna,jednocześnie zwalczając ideę NWO i podkreślając, że jesteśmy właśnie na początkowym etapie wielkiego przełomu cywilizacyjnego. Jako obserwatorzy w środku często tego nie zauważamy. W moim eseju, którego już 4 części opublikowałem właśnie zajmuję się z perspektywy Polski geopolityką i geostrategią. Będą dalsze części obserwacji i przemyśleń. A moja główna teza jest taka, że mamy ogromny potencjał i jak będziemy mądrze działać, to możemy zostać liderem niemalże połowy Europy i poważnym światowym graczem, z którym trzeba sięliczyć.
jazgdyni
Chiny nie tylko ciebie fascynują. Lecz wybacz, że się upieram, lecz trzeba tam trochę pobyć, popracować z nimi, poznać ich kod społeczny, by zrozumieć, że raczej nigdy nie zostaną światowym hegemonem.Nawet nie wiem, czy im na tym zależy. To raczej naród "kupić (ukraść) - sprzedać". Ciągle robią dużo błędów i kochają chodzenie na skróty. Dlaczego ciągle mówimy o ich towarach pogardliwie "chińszczyzna"? Może to się oczywiście zmienić. Japończykom zajęło to jakieś 30 lat,a Koreańczycy ciągle są na etapie zmazywania etykietki - tandeta. Wiesz, naprawdę ciekawie będzie, jak się zacznie wybuch postępu w Indiach. Oni dopiero mają potencjał.
mmisiek
moje 3 grosze...   "Bóg, czy Natura, jak kto woli, nie pozwolą na królowanie dewiacji." Otóż właśnie. Jak długo historycznie mogą przetrwać społeczeństwa totalnie zdegenerowane i zdeprawowane i to w warunkach zewnętrznego ciśnienia? Jedno pokolenie? Dwa pokolenia, trzy? Nie wiem i nigdzie nie spotkałem jakiejś sensownej analizy tej kwestii niemniej mam silne przeświadczenie, że ten czas jest bardzo mocno ograniczony i dni takiego tworu są policzone. Dla Polski płynie stąd pierwszy wniosek co do naszego przetrwania - bronić się przed neomarksistowskim wirusem za wszelką cenę bo jeśli tutaj przegramy to cała reszta staje się bezprzedmiotowa i nie ma o czym mówić. Odnoszę wrażenie, że intuicyjnie dosyć dobrze to czuje choćby Orban, natomiast "nasi" jakoś nie za bardzo to pojmują (albo może nie chcą, to już jednak trochę inna kwestia).   Druga sprawa - nijak nie widzę możliwości realizowania jakiejkolwiek własnej polityki przez Polskę w warunkach jednoczesnego zapewniania pełnej swobody działania wszelkim możliwym zagranicznym ośrodkom wpływu, o ile nie wręcz jawnej agentury. Tak się po prostu nie da, chyba jeszcze nikt nie wygrał żadnej walki hołubiąc sabotażystów na swoim zapleczu. Wewnętrzna konsolidacja to absolutnie niezbędny pierwszy krok, jeśli się go nie uczyni to wszelkie inne rozważania są czysto akademickie. A to pole wydaje się nikogo nie interesować. Trzecia - kilka razy było tu wspomniane szkolnictwo. Nie należy jednak zapominać, że w dzisiejszym świecie równie ważną, może nawet ważniejszą, wychowawczą rolę spełniają media - nie tylko wobec młodych, ale również i dorosłych. A tutaj mamy swoiste antywychowanie tłoczone do głów dzień w dzień 24 godziny na dobę i również nikogo ten problem nie interesuje. Tak daleko nie zajedziemy, zwłaszcza że gra idzie o wykopanie jak najgłębszego wewnętrznego podziału w Polsce. No i jeszcze czwarta, rozważając naszą sytuację warto się pochylić i zastanowić jak na Polskę wpłynie wymiana składu etnicznego i instalacja potężnej mniejszości. Bo mnie się widzi, że w dłuższej perspektywie raczej niczego dobrego to nie wróży i sami (?) sobie fundujemy kolejny czynnik potencjalnej destabilizacji, do tego stosunkowo łatwy do rozgrywania przez siły zewnętrzne. Podsumowując - bez rozwiązania takich najbardziej podstawowych kwestii będziemy niczym innym jak tylko pionkiem na geopolitycznej szachownicy, do tego takim, który można skasować gdy tak wyjdzie z kalkulacji możnych. "Państwo teoretyczne" mówiąc inaczej. Miałem nadzieję na jakąś zasadniczą zmianę i jestem niestety bardzo mocno rozczarowany. A po prawdzie to zrodziły się we mnie spore wątpliwości co do tego czy nasze polityczne przywództwo jest w ogóle zdolne do wypracowania jakiejś wizji Polski poza tym, że "ma być jak na Zachodzie, pod każdym względem".
Ryszard Surmacz
No właśnie... Jeżeli świadomość Polaków nie wyjdzie poza lata 1939-2019, niczego, ale to niczego nie da się zmienić. Najbliższy przykład: szkolnictwo. Przedwojenny jego model sprawdził się w ekstremalnych warunkach - w II wojnie. Problem jaki ma polska oświata jest niemal taki sam, jak w II RP: dobre wykształcenie społeczeństwa, powrót do własnych źródeł i zjednoczenie mentalne. Ale II RP jest czarną dziurą, i to bez względu na wykształcenie. Rozumiem, ale czy Pan sobie wyobraża, jaki śmiech wywołałby pomysł lotu na księżyc Polaków? To efekt zniewolenia. Nie mówiąc o literaturze, która jest źrenicą współczesnej polskiej humanistyki. Tak, społeczeństwo jest na etapie chapania. Rozdrapują wszystko. Nie zdaje sobie sprawy z tak podstawowego faktu, że jego własność może ochronić tylko silne państwo. A więc wszystko jest do wycieraczki, poza nią już obcy świat. To efekt słabości poszczególnych rządów i braku wytyczonego celu. Po prostu, nie wiemy co mamy robić i jak się zachowywać? Ale coś ruszyło, coś się uwolniło. Świadczy o tym dzisiejsze przemówienie Kaczyńskiego w Białymstoku. Ja pochodzę z ziem zachodnich i pamiętam, że traktowane były tak samo, jak dziś ściana wschodnia, co do której tęż była niepewność czy zostanie przy Polsce.
paparazzi
Bardzo interesujący wpis i dlatego to pisze gdyż podobna opinie słyszałem od mojego amerykańskiego kolegi tu w USA.
Nie ma ratunku i nie pozostaje nic innego jak łapki w górę przed kitajcami.Chiny sa na etapie w jakim była swego czasu Japonia ,zalewaliświat swoimi produktami i ten świat prawie do nich należał =prawie bo nie oni decydowali jak daleko im wolno się rozprzetrzeniać a gdy poszli za daleko to dano po łapkach i sa normalnym krajem chcącym sprzedawać swoje produkty .niczym więcej ! To samo czeka kitajców -muszą sprzedawać aby miec kasę na zakup surowców bo swoich to jak na lekarstwo i nie wystarczy ich nawet na zaspokojenie potrzeb wewnętrznych .Potrzeba im kasy i na razie tej kasy wystarcza na zakupy inwestycyjne i zbrojenia a każde zaniżanie eksportu to katastrofa i powrót do epoki mao a na to nigdy nie zgodżą się chłopi ,jedyna klasa która jest u siebie i zna swoj,a siłę i nigdy nie da sie zapędzic do kołchozów ! Mandaryni zostali milionermi ale wiedzą ,że to co maja to w każdej chwili może zostać im odebrane razem z zyciem bo tak zechce cesarz chwilowo nazywany jeszcze I szym sekretarzem. Długo by mozna gaworzyć ale kitajce nigdy nie zostana mocarstwem o zasiegu globalnym z powodu braku surowców i pisma obrazkowego co ma juz grubo ponad 6 tyś ,.znaków i ich liczba ciągle rośnie a kazdy taki malunek może oznaczać wiele rzeczy,obowiązujący język mandaryński zna może 20 % procent a reszta pozostaje w dialektach i raczej nie chce zmieniać  na rządowy..   Ci co zdecydydowali o zrobienia z Chin cntrum produkcji chłamu kosztem państw wolnych wiedzieli co czynią ,wiedzieli ,że za miseczke ryzu mozna tam zapędzic do pracy setki milionó ludzi w obozach koncentracyjnch istniejacych po dzis dzień ale są jeszcze Indie -kraj bu=iedy ale kudzi wolnych i tam wszystko można przenieść.
kifaru
Duża część komentarzy pańskiego artykułu dotyczy wybranych sfer zdefiniowanej polityki globalnej (głównie chińskiej), ale nic nie mówi o pomysłach Polski na odniesienie się do tego stanu. Jaki jest konsensus polityczny względem idei Jedwabnego Szlaku, jak wykorzystać amerykańskie zainteresowanie Polską, jaki jest cel na najbliższe 20-30 lat w stosunkach z Unią Europejską, Niemcami, Rosją, czy mamy szanse na zrealizowanie strefy Międzymorza - nie wiemy prawie nic. Nie zgadzam się, że nie chcemy wiedzieć w ogóle, nasze przemyślenia są tego dowodem, choć uważam, że jako społeczeństwo odwykliśmy od myślenia w kategoriach państwa i narodu. W mojej ocenie odpowiedzialne są za ten stan rzeczy celowe działania kolejnych rządów poprzez obniżenie i zdeformowanie kształcenia kolejnych pokoleń oraz dopuszczenie do rozkwitu drapieżnego kapitalizmu w sensie: każdy za siebie, a Bóg za wszystkich. Ponadto prawie niezauważalne są ośrodki niezależnej myśli państwowej na uczelniach, nie prowadzi się także - przynajmniej nic o tym nie wiem - badań zleconych przez rząd na takie tematy. Tymczasem znamy liczne przykłady państw, które dzięki postawieniu sobie ambitnych planów rozwojowych uzyskały wyraźny wzrost znaczenia i bezpieczeństwa - choćby Japonia, Korea Południowa, Brazylia, Indie, Indonezja czy Turcja. Z naszego podwórka warto podkreślić znaczenie nakreślonych idei dla odbudowy państwa polskiego, budowy Gdyni, COP, a z bliskiego sąsiedztwa świetny wynik starcia Finlandii z Sowietami w 1939/1940 r. czy w nowszych czasach rozwój Irlandii. Wszystkie te kraje miały okresowo silne idee ogólnopaństwowe, które je wzmacniały przez ukierunkowanie intelektu i kapitału na ich osiągnięcie.  Polska i Polacy są na razie na etapie kumulacji prywatnego majątku (lub wysiłków, by normalnie żyć), nie dostrzegając, że brak zastanowienia się nad swym państwem może ich tego wszystkiego pozbawić. Czekam już od 9 lat (a zwłaszcza od 4 ostatnich), czy znajdzie się ktoś na tyle zdolny i odważny, by przedstawił nam nasz „lot na Księżyc przed końcem dekady", który będzie odtrutką na narastającą destrukcję społeczeństwa. Tracę nadzieję, że tym kimś jest Jarosław Kaczyński (z zastrzeżeniem z pierwszego komentarza).
Ryszard Surmacz
Oj, widzę, że nie doceniasz Chińczyków. Nie potrafię tak "z kapelusze", ale zdarzało się im wycinać całe narody. Ponadto Sun Zi pojawił się 1000 lat wcześniej, niż Machiavelli. Być może, że projekt Jedwabnego Szlaku trafił do gabinetów - wszystko na to wygląda. Tak, o zworniku pisałem wielokrotnie. Tylko do tego potrzebne są odpowiednie elity z twardymi ja.. A tymczasem, pomimo diametralnej zmiany geopolitycznej Polska nadal pozostaje pomiędzy Niemcami a Rosją. Tak, jakby nic się nie zmieniło. Być może jesteśmy powaleni przez układ sprawczy związany z 10.04.2010, choć ostatnie wystąpienie Kaczyńskiego w Białymstoku napawa dużymi nadziejami, że coś się ostatecznie przełamało. Jednak poziom świadomości społecznej jest bardzo niski.
jazgdyni
No to nie o detalach. Czy pamiętasz jakiś historyczny moment, by Chiny, powiedzmy na przestrzeni 2 tysięcy lat toczyły wojnę ekspansyjną? Czy generalnie, poza tym, co uważają za granicę swego państwa (co wyklucza Tybet i wyspy Osprey). Natomiast lubią ekspansję gospodarczą, w tym także "pomoc" biednym państwom np. w Afryce. Czy projekt Szlaku Jedwabnego stał się martwy? Chyba nie, tylko poszedł w zacisze gabinetów. Tak czy inaczej, robiąc bilans, ze względu na segment militarny i członkostwo w NATO,naszym najlepszym rozwiązaniem i sukcesem byłoby zostanie zwornikiem miedzy dwoma największymi mocarstwami - USA i Chinami.
Ryszard Surmacz
To jest tak, jak rozmawia się o szczegółach. Chińczyków jest tyle, że nie wiadomo, gdzie to tsunami się zatrzyma. Może zatrzymać się na Syberii, i ta aneksja może zostać zaakceptowana przez świat. Ale, jak cytowałem wyżej, maja poczucie rosnącej potęgi i ich ambicje sięgają znacznie dalej. Znacznie dalej są Amerykanie i ich sojusznicy. No, ale to są dywagacje, wprawdzie geopolityczne, ale dywagacje. Na Syberii już Rosjanki wychodzą za Chińczyków: nie pije, nie bije i dba o rodzinę. Wystarczy. Są dokumenty, że Chińczycy nam pomogli w 1956 r.. Podobno pomogli też w 1981 r. Miał na ten temat powstać jakiś film, ale jak na razie cisza. W II RP tez mieliśmy dobre stosunki z Chińczykami. Oczywiście, trzeba to wykorzystać, i nie wiem dlaczego polskie rządy tego nie robią? Pierwsza propozycja Chińczyków dotycząca 16+1 została złożona w Warszawie. Powstało jakieś Biuro, i dalej nic się nie działo. Inicjatywę i pośrednictwo przejęli Węgrzy. Po przyjeździe Amerykanów, sytuacja się zmieniła. Dziś jesteśmy już ostatecznie w ich strefie wpływów. A Jedwabny Szlak, oczywiście jest dla nas korzystny, ale niewiele mamy tu do gadania. Jeżeli Amerykanie go zaakceptują, będzie, jeżeli nie, nie będzie. Zależy jaka opcja w USA zwycięży. Najgorsze jest jednak to, że w Polsce nikt nie chce zauważyć, że teraz Rosja jest pomiędzy, tak samo, jak przez 200 lat była Polska. Zresztą jw. Pozdrawiam
jazgdyni
Ryszardzie Z sytuacją kobieta -mężczyzna w Chinach jest nieco inaczej. Pamiętasz zapewne jak Mao chciał opanować niesamowity wzrost populacji poprzez zezwolenie tylko na jedno dziecko. Rezultat eksperymentów - jest około 35 milionowy nadmiar mężczyzn, którym brakuje przyszłych żon. Czyli faktycznie te Chińczyki mogliby nam przyjść zabrać kobiety. Lecz opowiem ci, gdziekolwiek w Chinach pojawiałem się pół-prywatnie, to natychmiast byłem swatany przez zapobiegliwe mamuśki. Tam zachodni mężczyzna ma wartość stu Chińczyków. Więc to raczej my możemy zabrać im kobiety. Gdyby mimo tego Chińczycy ruszyliby po branki, to po drodze mają Rosję, gdzie akurat jest o 10 milionów kobiet za dużo. I dodam z osobistych obserwacji - Rosjanki to bardzo dobre żony (obserwacje sprzed 20 lat, więc panie mogły się już zepsuć). A co do prognoz w temacie kto kogo zniszczy. A tu, my Polacy, mamy taki handicap, że mieszaliśmy się cywilizacyjnie z ludnością wschodu i łatwo o porozumienie i zrozumienie. Polscy fachowcy, szczególnie specjaliści,.są bardzo wysoko w Chinach notowani. Oni nas autentycznie lubią (dlaczego i co ma do tego Cyrankiewicz - to jest temat na osobny artykuł). Więc koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku z głównym terminalem w Polsce jest mądra i realna. Pozdrawiam
Ryszard Surmacz
@ rolnik z mazur Mam pytanie bardzo ogólne. Pochodzę z ziem zachodnich, ale jakoś nie bardzo mogę zrozumieć skąd takie poparcie dla PO, KOD-u i całej opozycji antypisowskiej? Mam swoją odpowiedź na to pytanie, ale ciekawy jestem Pańskiego zdania. PiS robi dużo błędów, ale co by nie zrobił, będzie źle. Przecież to bezrozumne. O co chodzi? Nieprawdopodobne zacietrzewienie.
Ryszard Surmacz
@ Roz Sądek Niestety, to prawda. Nie chcemy wiedzieć, nie chcemy się uczyć. A jeszcze przez II wojna było tak dobrze. Z tego musimy wyciągnąć wnioski.
Ryszard Surmacz
Tak, "kreatywność" i "wytrwałość", to kluczowe słowa - również w przyszłej wojnie. Nie mniej jednak nasza kreatywność została już osłabiona dobrobytem i walką z męskimi hormonami.Zdziecinnieliśmy. Obserwując kobiety arabskie np. w Syrii, czy Jordanii, odnosiłem wrażenie, że w przyszłości będą najgorętszymi kobietami w burdelach. Arabowie o tym wiedzą i dlatego z taką nienawiścią traktują zachodniego człowieka, który wymyślił anteny satelitarne i pornografię. Po prostu bronią się przed demoralizacją. A jednocześnie widziałem, jak kąpała się piękna Arabka, akuratnie w Morzy Czerwonym. Weszła do wody w czadorze z czarczafem łącznie.Gdy zanurzała się, myślałem, że przynajmniej zobaczę twarz. Ale nie. ona go przytrzymała ręką. i zanurzyła się cała. Potem wyszła jak Nimfa w "pełnym bojowym", podeszła do męża i rodziny. Ten pozwolił jej się częściowo rozebrać i podsuszyć. Przyznam, ten obraz trochę mną wstrząsnął. Ale potem miałem okazję rozmawiać ze starą Arabką, która mi wyjaśniła, że mam się nie wtrącać do ich kultury, bo to tylko z naszego punktu widzenia tak to źle wygląda. Oni więc mają czego bronić, my atakujemy po to, aby ich złupić. Gdyby nie anteny satelitarne, nie byłoby aż takiego konfliktu między nami. W przypadku Chińczyków, to podobno (nie miałam okazji zobaczyć tego kraju) już są przygotowani do opanowania wszystkich ważnych urzędów na całym świecie. Ponadto, jak Ruscy szli po zegarki, rowery, to Chińczycy przyjdą po nasze kobiety, i prawdopodobnie to właśnie oni zgaszą ten rozdmuchany cywilizacyjny płomień podgrzewający niewieścią chuć. Bóg, czy Natura, jak kto woli, nie pozwolą na królowanie dewiacji. Człowiek, jak każda istota żyjąca na tej ziemi ma swoje zadania do wypełnienia, jeżeli ich nie wypełnia, po prostu przestaje być potrzebna i ginie. Człowiek, mimo swoich wielkich osiągnięć, podlega tym samym prawom. A wojna, a wojna, jest zabiegiem higienicznym. I to nie jest żaden fatalizm, czy determinizm, lecz prawo tego świata. Problem w tym, że ludzkie słabości są znacznie silniejsze niż normy tego świata. Wyrywamy dla siebie przestrzeń, jak Holandia ziemie morzu, ale wystarczy, że zaczną topnieć północne lody i cała koronkowa robota zostaje zakończona totalna klęską. I tak naprawdę nie ma wyjścia: nasza cywilizacja już się nie cofnie, pozostaje zniszczenie Chiny. Ale, gdy nawet tego dokonamy, to i tak sam Bóg lub Natura, nam nie daruje. Nasza kreatywność musi mieć pewne ramy.  Wytrwałość, też, ale ich ramy są mniejsze i mniej wymagające. I tu przegrywamy z kretesem. Pogrąża nas bezsiła.
jazgdyni
To nie tak drogi panie. Znam osobiście sytuację tu i tam. Ciężko jest, bo to zderzenie cywilizacyjne, szczególnie w obszarze kultury, w tym technicznej. Polacy, jako reprezentanci cywilizacji zachodniej są o niebo bardziej kreatywni niż Chińczycy. Lecz także posiadają indywidualizm i silne ego, czego niemalże nie ma na wschodzie. Natomiast oni mają znacznie wyższą motywację i wytrwałość, czego z kolei nam brakuje. By udowodnić to co piszę, zapytam się, czy znane jest cokolwiek, co w ostatnim stuleciu wymyslili Chińczycy, Japończycy,czy Koreańczycy? Potrafią wspaniale udoskonalać nasze pomysły i produkty i potrafią to świetnie sprzedawać. Więc proszę zdefiniować, co znaczy "nie ten poziom".
Roz Sądek
"Systemy rakietowe na dziś i wojny kosmiczne na jutro. A i tak wojna może rozegrać się w cyberprzestrzeni." ================ Dosyć oklepany frazes. Wojna w modnej i nośnej cyberprzestrzeni zakończy się błyskawicznie, gdy tylko stara dobra rakieta zgasi lampy w elektrowni. Potem będzie się już liczył tylko zapas świeczek. To zadziała tak, jak, - zapomniałem jak się nazywa, krajowy system ostrzegania przed kataklizmami. Jak nic się nie dzieje, to dostaję SMS o nadchodzącej burzy. Jak już po 10 godzinach burza się zacznie, to przestaje mi działać net, bo operator wyłączył BTSy w ochronie przed wyładowaniami. Pstryk, jest światło, pstryk, jest ciemno. Kałach, czołg i zapas świec, to nie 21 wiek, ale niezbędniki.  
Roz Sądek
 "Nie wiadomo dlaczego państwo polskie nie wysyła do Chin swoich uczniów i statystów?"  Nie ten poziom. Tzn. nie ten poziom polskiego ucznia i stypendysty (chyba chodziło o stypendystę?). Jeśli nasz, krajowy student, na wydziale elektrycznym, robi sciągę, w której m. in. umieszcza prawo Ohma, to jest nad czym myśleć.   
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Oczywiście, geopolityka jest wyszukiwaniem i określeniem możliwości, a geostrategia już planem wykonawczym.
Ryszard Surmacz
@kifaru Dziękuje, bardzo trzeźwy głos. Wiele z tych uwag jest w powyższym artykule oraz w innych, które publikowałem wcześniej. Pozdrawiam PS. Odpowiedź wskakuje, gdzie chce.
Jabe
Sądzi Pan, że zaważyły niedostatki intelektu?
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Jeszcze kilka lat temu rząd PiS krytykował plany zakupów francuskich Caracali, uważając ich cenę za zbyt wysoką. Zakupione śmigłowce AW101 kosztują jednak blisko dwa razy więcej.  Nalezy po prostu mysleć. Myslenie nie ma kategorii. Pzdr
jazgdyni
Drogi Panie okręty wojenne i helikoptery bojowe to miniona epoka. Oczywiście w stosunku do geograficznego położenia Polski. Oczywiście dobrze mieć, ale nie koniecznie. Systemy rakietowe na dziś i wojny kosmiczne na jutro. A i tak wojna może rozegrać się w cyberprzestrzeni. Należy przestać myśleć kategoriami pułkowników i komandorów minionej epoki.
jazgdyni
Witaj Ten artykuł jest w pewnej kontrze do mojego geopolitycznego eseju. Pragnę tylko dodać że należy odróżniać geopolitykę od geostrategii (tu i teraz vs. rozwiązania na przyszłość). Serdeczności
kifaru
Społeczność Polski nie wykazuje - w moim odczuciu - potrzeby zdefiniowania swych potrzeb wspólnych nawet w odniesieniu do pojedynczych celów w krótkiej perspektywie, a cóż dopiero geopolitycznych. Zapewne jedne i drugie są przedmiotem przemyśleń wąskiej grupy sprawującej władzę polityczną w Polsce - ale o tym nie wiem, bowiem władza nie komunikuje mi (społeczeństwu) ani wyników swych rozważań, ani nawet nie wspomina, czy takowe czyni. Sądzę, że ze śmiercią prezydenta Kaczyńskiego skończyły się próby definiowania celów polityki międzynarodowej Polski - zarówno z braku wybitnych osób, które zostały ofiarami zabójstwa w Smoleńsku, jak i z poczucia osobistego ryzyka przed podejmowaniem podobnych działań z tego właśnie powodu.  Naturalnie możliwe jest wyobrażenie sobie celu działania polskiego rządu na podstawie podejmowanych działań w kraju i za granicą. Kiedy jednak próbuje się to uczynić, tworzy się galimatias. Artykułuje się zagrożenie militarne ze strony Rosji i jako odpowiedź na nie nawiązuje bliskie militarne kontakty z USA, jednocześnie nie tworząc w stopniu odpowiednim dla oficjalnej oceny zagrożenia własnej siły militarnej, korzystającej ze swoich funduszy i obecnej w Polsce wytwórczości - przez blisko 4 lata rządów nie kupiono ani jednego śmigłowca bojowego lub samolotu dla armii, nie tylko nie zbudowano żadnego okrętu, ale nawet nie zdefiniowano miejsca Marynarki Wojennej w planie obrony kraju, nie zmodernizowano wojsk lądowych w środki tanie, a skuteczne w odstraszaniu - pociski przeciwpancerne, drony i mikrodrony bojowe i rozpoznawcze, broń osobista żołnierza czy choćby własna wytwórnia prochu. Widząc wielkie bariery biurokratyczne w wojsku nie dokonano radykalnych ich zmian, co w końcu jest niezależne od Unii Europejskiej czy USA, a oszczędziłoby czasu i pieniędzy. Czy więc jest to zagrożenie rzeczywiście największe, skoro tak niefrasobliwie do niego podchodzimy? A może jest inny ważny cel, o którym także nie wiemy, a dla którego jesteśmy - jako państwo, ale i osobiście jako politycy - tak wiele poświęcić, nawet dobre imię, znosić obelgi, poniżenie? Czy mogą to być reparacje wojenne od Niemiec w takiej wysokości, że pozwolą na skokowy wzrost potencjału Polski w każdym wymiarze - wojskowym, gospodarczym, kulturowym i politycznym? Tylko podobny cel uświęcałby dla mnie wszystkie sprawy związane z polityką rządu wobec USA i Izraela, zdaję sobie bowiem sprawę z faktu, że bez USA nasze żądania wobec Niemiec są niemożliwe do zrealizowania. Na koniec odniosę się do opinii, że żaden rząd nie będzie oznajmiał o swych planach w telewizji, bo to niepoważne i niedyplomatyczne i nie tak tworzy się politykę. Można zgodzić się co do taktyki - tę tworzy się w zaciszu. Ale naród powinien wiedzieć, jaki jest jego cel i gdzie leży owa Ziemia Obiecana, a wtedy znajdzie się w nim dodatkowa siła, która go do niej doprowadzi. Wcześnie jednak musi chcieć ją poznać - i dać swą aprobatę.