|
|
michnikuremek Wszystko jest ustawione tak, by ostatecznym beneficjentem tych "dotacji" były Niemcy. A pozostali toną w coraz większych długach..... Ot i cały pomysł. |
|
|
michnikuremek Jeśli nie masz nic przeciwko to ukradnę ci ten tekst i rozpropaguję go.... |
|
|
michnikuremek A teraz jeszcze powiedz co zrobić, by to oduraczane tefałenem jełopstwo pojęło to co napisałeś.....
I żeby pojęło, że bogactwo nie bierze się z dotacji tylko z PRACY!!!! |
|
|
smieciu Zgadza się. Ja tam kilka razy myślałem o wzięciu dotacji. Ale z mojego punktu widzenia, miniprzedsiębiorcy właściwie po co się w to ładować?
1. Zwykle trzeba mieć spory wkład własny. Powiedzmy że 50% planu. To oznacza że jeśli mi łaskawie dadzą 100tys. € to sam muszą skołować też taką kwotę. Czyli generalnie pożyczyć. Bo jeśli bym miał takie pieniądze (swoją stówę) to:
2. Możliwe że dałbym radę bez dotacji, która oznacza ogromną papierologię, różne oficjalne kanały itp. A jeśli ktoś ma większe pojęcie o tym co robi to wie że wiele rzeczy można zrobić dużo taniej jeśli tylko nie będzie musiał ładować się w jakieś poprawnie polityczne, zatwierdzone po to by tępić małych, regulacje, certyfikaty, pozwolenia, jedynie słuszne maszyny itp.
3. Trzeba odpalić sporą kasę firmie, która się tym zajmie.
Ostatecznie więc dotacje:
1. Nabijają kasę bankom, zwiększając zadłużenie.
2. Sterują rynkiem.
3. Promują duże podmioty, które mają swoich ludzi, którzy się zajmują całym tym procesem.
4. Promują krewnych i znajomych.
5. Są sponsoringiem różnych wybranych gałęzi przemysłu. Powiedzmy np. że jakaś dotacja wymaga de facto niemieckich maszyn. Jest to więc sponsoring niemieckiego przemysłu. Zresztą było robione wiele analiz że zdecydowana większość tych pieniędzy wraca do źródła.
Unijne dotacje są dla mnie synonimem gospodarczego zidiocenia. Każdy kto jest z nich dumny, także z tego że nich korzystamy jest dla mnie idiotą nie mającym pojęcia o gospodarce. Są one bardzo kosztownym, generującym wielką biurokrację sposobem na wykonanie rzeczy, które dałoby się zrobić inaczej, taniej i bez uzależniania naszej gospodarki od woli i planów obcych.
|
|
|
Wszystko ładnie, pięknie, tylko że jakoś "pominięto" tutaj kilka ważnych elementów.
Brak wspomnienia jakie koszty ponosi nasze Państwo obsługując te projekty - wprawdzie jesteśmy sporo poniżej unijnych zaleceń 2,5 urzędnika na milion euro dotacji, ale i tak to jest armia ludzi, mnóstwo urzędów, strategii i góry papierów związanych "hojnością" UE. Dalej - brak wspomnienia o kosztach prefinansowania i ile kosztuje kredytowanie projektów. Brak informacji o tym, jak wymagania związane z projektami zawyżają cenę końcową. Jakoś brak informacji o tym gdzie (w sensie kraju docelowego) płyną pieniądze w przypadku dużych i kosztownych projektów infrastrukturalnych.
Do tego nie wiem czy nie należy jeszcze wspomnieć o nieustannych kosztach dostosowywania się do radosnej twórczości prawotwórczej biurokratów brukselskich. |
|
|
Anonymous Reparacje są też dobrą kontrą na roszczenia finansowe kierowane przez Brukselę i Berlin w zw. z brakiem zgody Polski na ich podbój Europy z użyciem muzułmańskich hord. |
|
|
mmisiek Dla pełniejszego obrazu sytuacji to ja bym zapytał ile mamy długu w związku z korzystaniem z tych unijnych "dotacji". Może ktoś to kiedyś wyliczy.
Zdaje się, że na obsługę zadłużenia już wydajemy ponad 100 miliardów rocznie, dla porównania - 2x więcej niż całoroczny deficyt budżetowy.
No i warto się zastanowić czy przypadkiem nie jesteśmy już od dotacji uzależnieni jak narkoman.
|
|
|
michnikuremek A mój znajomy (mgr inż. po dobrej uczelni technicznej) twierdzi, że "Unia daje nam pieniądze z dobrego serca, tylko te pie****lone pisiory nie potrafią nawet powiedzieć dziękuję".
Takie mamy "elity".
Raczej chamoelity - dezerterzy od pługa......
Potomkowie "awansu społecznego" lat 40/50 czyli z chama na pana......
|