Otrzymane komantarze

Do wpisu: TSUE i marynarze, czyli o tym jak Unia zjada własny ogon
Data Autor
seafarer
@ Jabe Ta nazwa 'pomoc publiczna' nie jest adekwatna do tego, co w Wytycznych Wspólnoty jest zawarte. Chodzi o przepisy unijne, a nie o dopłacanie do interesu. Aby je dopasować do warunków konkurencji w światowej żegludze. Większość morskich państw UE już to zrobiła, Polska jeszcze nie.
seafarer
@ Jabe Znaczy się, lepiej być gołym i wesołym, czyli nic nie mieć ... :)
Jabe
Zwracam uwagę na intencje.
Jabe
Pomoc publiczna polega na tym, że reszta społeczeństwa dopłaca do czyjegoś interesu.
seafarer
@ Jabe - 'No właśnie – żeby mieć' Do czego pan to odnosi?
seafarer
@ Jabe Jeżeli pan nie jest to, sorry. Ale w takim razie skąd ta pańska krytyka, tego że chcę aby zostały wprowadzone takie przepisy, które spowodują, że będzie się opłacało eksploatować statki pod polską banderą? Czyli z korzyścią również dla polskiego państwa!
Anonymous
@ Tadeusz Hatalski I w ten sposób doszedł Pan do kresu swoich możliwości erystycznych w roli lobbysty cudzych interesów.
Jabe
No właśnie – żeby mieć.
seafarer
@ Marek1taki - 'nie czuje się Pan w demokracji w roli suwerena' Nie pański interes kim ja się czuję. Pańskie chamstwo przekracza już granice mojej tolerancji.  
Anonymous
Nie mam potrzeby udawać. Popieram odbudowę floty jak każdej infrastruktury państwa. Nie każdą metodą. Na pewno za metodę szkodliwą uważam destrukcję systemu wartości zarówno prawa jak i relacji cenowych. Jeśli chce się dokonywać interwencji państwa trzeba mieć punkty odniesienia realne. Do tego potrzebne są normalne relacje społeczne a wśród nich są wolnorynkowe. Homo economicus to fakt z biologii człowieka. Tymczasem mamy sieczkę praw i regulacji a doszły głupoty ideologiczne i zwykłe bandyckie wymuszenia.
Jan1797
Dokładnie odwrotnie Panie Tadeuszu, spiąć się i ile sił wykorzystać szansę. Marek udaje, że nie rozumie, lecz myśli jak my.
Jabe
Skąd pomysł, że jestem przeciwnikiem państwa jako takiego?
seafarer
@ Jabe - 'Po komunie została żądza posiadania' Wiem do czego pan pije. Że niby ja chcę polskiej floty pod polską banderą dla samego jej posiadania. Otóż bardzo pan się myli. Gdyby na braku polskiej floty pod polską banderą, obywatele (i państwo również) mogli się dorabiać, to obydwiema rękami podpisałbym się za tym, aby polską flotę zlikwidować. Ale, niestety a właściwie na szczęście jest odwrotnie. Dzięki flocie pod narodową banderą można po prostu się dorabiać. Pokazują to Norwegowie. Ich flota handlowa pod narodową banderą liczy ponad 1.9 tys. statków. A roczny dochód z żeglugi, w 2016 r. wyniósł 16.5 mlrd Euro. Czy to tak ciężko zrozumieć? I druga sprawa. Dlaczego nie ma floty handlowej pod polską banderą? Bo się nie opłaca. A dlaczego się nie opłaca? Bo są złe przepisy! Norwegowie to zrozumieli. I wprowadzili takie, przepisy, że norweskim armatorom opłaca się eksploatować statki pod norweską banderą. I wszyscy na tym zarabiają, norwescy armatorzy, marynarze i norweskie państwo. A kto zarabia na statkach pod wygodną banderą? Państwo wygodnej bandery zarabia! Ok, pan jest przeciwnikiem państwa jako takiego. Więc nie przeszkadza panu, że państwo polskie nie zarabia na polskiej flocie (bo jej nie ma). A wręcz odwrotnie, przeszkadza panu, że państwo w ogóle zarabia. Ale państwa wygodnych bander, na flocie handlowej pod swoimi 'wygodnymi' banderami, przecież zarabiają. Dlaczego to panu nie przeszkadza?
seafarer
@ Jan1797 Tak było, jak w tym cytacie, który pan przytoczył, rozgrabili. Ale czy to znaczy, że nic nie należy robić aby polską flotę odbudować? .
seafarer
@ wielkopolskizdzichu - 'tego wymaga od rządów polityka przetrwania przy korycie' Niby w Chinach nie ma koryta.
Anonymous
Chcesz coś powiedzieć Janie? Podejrzewasz, że kapitan za wziatok daje komuś szanse cudzym kosztem jak przy "prywatyzacji" floty? Oj, nieładnie.
Anonymous
Jeżeli mówię nieprawdę to proszę wskazać prawdę, jeśli prawdę to proszę się zgodzić. Problem jest taki, że prawda bywa przykra. Wygląda na to, że nie czuje się Pan w demokracji w roli suwerena. Część chce sprzedać wolność i własność za doraźne korzyści. Wolna wola, proszę tego nie narzucać innym.
seafarer
@ Marek1taki - 'co do moich komentarzy to są wynikiem obowiązku jaki nakłada demokracja' Swoje poglądy może pan głosić, proszę bardzo. To jest prawo wolnych ludzi w demokracji. Ale demokracja nie nakłada obowiązku ubliżania ludziom. A pan to robi w swoich komentarzach.
Jan1797
Ustawa wchodzi w życie i polscy armatorzy, eksploatujący statki pod polską banderą (są jeszcze tacy Mohikanie, choć niewielu ich zostało) są szczęśliwi. Mogą już, jako tako konkurować z tymi, co pod wygodnymi banderami składek nie płacą wcale. Szanowny Autorze, Czytam tu o szansach. Nie mam ani wiedzy ni doświadczenia morskiego części blogerów i komentatorów NB, lecz trudno nie zgodzić się z opinią; portalmorski.pl;   umowa czarterowa byla tak skonstruowana ze predzej czy pozniej statek byl zadluzony a PLO wystawialo go na aukcje gdzie ten sam czarterujacy lub ktos podstawiony kupowal go za bezcen w dogodnym dla siebie porcie jak Douala. Oczywiscie dyrektorzy kasowali walute i wiali do innej firmy robic to samo. Do tej pory maja sie swietnie w Trojmiescie a czesc dostanio zyje na emeryturze.  Stąd układ rozdziału stanowisk za wzjatok przy okazji likwidacja firm przez nominatów, powinien być prześwietlony a słyszalny kwik i pajacowanie „pożytecznych” po próżnicy.
Anonymous
"obowiązek ubezpieczeń jest potrzebny. Proszę spojrzeć na tę cyfrę 23%. Czyli mniej niż jedna czwarta marynarzy korzysta z dobrowolnego ubezpieczenia (w różnych formach), reszta nie korzysta. Ludzie są różni, jedni są przewidujący i oszczędni, i odkładają, inni z kolei żyją chwila i wydają wszystko co zarobią. Jak pokazują badania, które przytoczyłem, większość (trzy czwarte) nie ma żadnego zabezpieczenia na przyszłość." Właśnie na tym polega totalitaryzm, ze Pan chce ludziom zabierać pieniądze "dla ich dobra". Nie ma Pan prawa ingerować w to co ludzie robią ze swoją własnością. Na tym polega wolność. Może Pan oceniać negatywnie wydawanie zarobków na takie czy inne formy życia chwilą, ale równowagę między wydawaniem a odkładaniem każdy ma swoją. Zawód marynarza to zawód wysokiego ryzyka więc tym bardziej się dziwię Pana stanowisku. Marynarz może nie dożyc emerytury. Tak poza wszystkim. A co do moich komentarzy to są wynikiem obowiązku jaki nakłada demokracja. Piszę do współsuwerenów, że nam się pachołki zbiesiły, że służą obcym, że nas okradają. Pan tego nie widzi i jeszcze im przychwala.
seafarer
@ Marek1taki Nadal pan wali inwektywami i sloganami. A poza tym cały czas, z uporem godnym lepszej sprawy, 'obowiązek' nazywa pan 'przymusem'. A to nie jest jedno i to samo. I nie sądzę, aby pan tego nie wiedział. A ponadto zarzuca mi pan jakąś nienawiść do taniej bandery. Proszę pana, tania bandera, ani mnie grzeje, ani też ziębi, po prostu jest mi obojętna. Natomiast nie jest mi obojętne, że nasze obecne regulacje prawne zmuszają naszych armatorów do ucieczki pod tanie bandery. Nie jest mi obojętne ponieważ w ten sposób tracimy my wszyscy, ludzie mieszkający w kraju, który nazywa się Polska. Pan rónież traci. A poza tym wyjeżdża pan z totalitaryzmem, co już przekracza wszelkie granice przyzwoitości. I tak prawdę mówiąc, powinienem ten pański komentarz zignorować, albo zgłosić do adminów, ze pan trolluje. Jak to pana podejrzewają inni, ale niech tam. Wyjaśnię więc panu,  jak rozumiem dobrowolność i obowiązek ubezpieczeń. Otóż ustawa o ubezpieczeniach przewiduje dobrowolne ubezpieczenie (art. 7). I wielu marynarzy pracujących na statkach wygodnych bander z niego korzysta, dokładnie 23% (wg badań przeprowadzonych przez APMAR). Ja też z tego ubezpieczenia korzystałem. Uważam jednak, że obowiązek ubezpieczeń jest potrzebny. Proszę spojrzeć na tę cyfrę 23%. Czyli mniej niż jedna czwarta marynarzy korzysta z dobrowolnego ubezpieczenia (w różnych formach), reszta nie korzysta. Ludzie są różni, jedni są przewidujący i oszczędni, i odkładają, inni z kolei żyją chwila i wydają wszystko co zarobią. Jak pokazują badania, które przytoczyłem, większość (trzy czwarte) nie ma żadnego zabezpieczenia na przyszłość. I gdybym promował dobrowolne ubezpieczenie jako jedyną formę ubezpieczenia dla marynarzy, to mogłoby się zdarzyć tak, że marynarz który na starość został bez środków do życia (bo nie ubezpieczył się dobrowolnie), mógłby mi wykrzyczeć w twarz. Ty się przyczyniłeś do ustanowienia takiego prawa, które doprowadziło do tego, że ja teraz żyję w nędzy. Toteż uważam, że obowiązek ubezpieczenia na poziomie minimalnym jest konieczny. Natomiast nie mam nic przeciwko ubezpieczeniom dobrowolnym. Ale ubezpieczenie dobrowolne powinno być traktowane jedynie jako opcja uzupełniająca obowiązek (minimalny). I tak przewiduje, projekt ustawy nad którym pracujemy. Oczywiście cały czas mówimy o ubezpieczeniach marynarzy. Ubezpieczenia społeczne innych grup zawodowych są poza zakresem moich kompetencji.  
Anonymous
@Tadeusz Hatalski Uprawia Pan marksizm w postaci przymusu tzw.ubezpieczeń społecznych co omówiliśmy już kilkakrotnie. Oczywiście odwrócenie sytuacji z dnia na dzień bez kompromisów i rozwiązań przejściowych nie jest potrzebne chyba, że zostaniemy zresetowani przez wojnę. Mimo to nie ustaje Pan w rozwijaniu systemu przez grabież wszystkich pracujących dla poczynienia wyjątków. Nie skrywa Pan zadowolenia z wyroku przekraczającego granice jurysdykcji tylko dlatego, że niszczą system w większym stopniu pozwalający na wolność w zakresie prawa pracy jakie są w znienawidzonych przez Pana państwach taniej bandery. Wielokrotnie odrzucił Pan w dyskusji możliwość dobrowolności ubezpieczeń albo zrównania składek w razie utrzymania przymusu. Albo mylimy się obaj, albo jeden z nas, obaj racji mieć nie możemy. Siła totalitaryzmu jest po Pańskiej stronie. Czuje się Pan w nim w obowiązku aktywnie odnajdywać. Zakładam, że z braku świadomości zła.
seafarer
@ Marek1taki Artur Schopenhauer, w swojej pracy Erystyka, wymienił 38 sposobów prowadzenia dyskusji. Sposób ostatni tak określił: "Jeżeli się spostrzega, że przeciwnik jest silniejszy, że w końcu nie będzie się maiło racji, to atakuje się go w sposób osobisty, obraźliwy, grubiański. Polega to na tym, że ... porzuca się przedmiot sporu i zamiast tego atakuje się osobę przeciwnika w jakikolwiek bądź sposób, można by to nazwać argumentum ad personam. ... przy ataku osobistym odchodzi się całkowicie od przedmiotu [sporu] i natarcie kieruje się na osobę przeciwnika, postępuje się więc w sposób krzywdzący, złośliwy, obraźliwy ... " W poprzednim komentarzu (skierowanym do pana), być może trochę złośliwie, poprosiłem o ponowne przeczytanie tekstu, ponieważ to co pan napisał nijak się nie odnosiło do tego co jest napisane w moim tekście. Więc moja złośliwość była uzasadniona. A pan w odpowiedzi, już całkiem na wydrę jedzie po bandzie ...
wielkopolskizdzichu
"Natomiast w tym trzecim najnowszym, nawet najmniejszej śrubki już nie ma ze Szkocji. Wszystko zostało przywiezione z Chin i zmontowane tutaj." Nic nie rokuje by się to zmieniło. Kosztorysant w Chinach może trafić do więzienia za zaniżenie kosztów projektu. W Europie taki kosztorysant jest pożądany. W efekcie, zamówienie w Chinach elementów, związane jest z gwarancją terminowości i jakości / oni  naprawdę  dokonali skoku w porównaniu z tym co reprezentowali 20 lat temu/.  Jeśli w Polsce kosztorys sporządzany na rządowe zamówienie jest o ponad 100 % niższy niż realny, i analiza opłacalności projektu jest  z rodzaju fantasy -  podobne rzeczy dzieją się na zachód od Odry -  ponieważ tego wymaga od rządów polityka przetrwania przy korycie, to Chiny będą rządzić rynkiem dostaw produktów od śrubki do mufki, a nawet rakiety kosmicznej.
Jabe
Po komunie została żądza posiadania. To zaskakujące, ale przecież wówczas kupowało się co bądź, bo akurat rzucili. Później rzecz można było ewentualnie z kimś wymienić. To odeszło w przeszłość. Jednak podobnie się sprawy miały na poziomie gospodarki planowej jako całości. Budowano huty, ekscytując się, ile ton surówki potrafią wytopić. Tak było z kopalniami i kwintalami z hektara. Rachunek ekonomiczny był drugorzędny. Trudno zresztą było ocenić opłacalność, gdy ceny były zatwierdzane. A nie zawsze warto mieć. Niekiedy do posiadania czegoś trzeba dopłacać, nie koniecznie pieniędzmi. No ale pozostała mentalność, że warto, a nawet że to, co potrzebne, wymaga wsparcia, a dochód przynoszą przedsięwzięcia zbyteczne. No i to pokutuje, bo w przeciwieństwie do spraw codziennych reguły są trudne do uchwycenia.