|
|
"dawno zerwała z nałogiem"
No przeciez, to byl swego rodzaju nalog. Jednak o tyle korzystny, iz mozna sie bylo niejako przy okazji doksztalcic albo i wyksztalcic, byl przywilej dostepnosci do e-literatury nie tylko darmowych manuali.
To byl i wciaz jest nowy kontynent. Jestem przekonany, ze gdyby tylko technologia umozliwila przeskok do swojego "awatara" w VR to nie brakloby chetnych by na duze pieniadze kupic sobie taki one-way ticket.
I kto wie, czy to nie jest zaplanowana droga do rozwiazania zagadnienia tzw "nadpopulacji" Ziemi. |
|
|
Dark Regis Obawiam się, że jeszcze Pani wielu rzeczy w życiu nie doświadczyła. Ja mam kontakt z mediami społecznościowymi od samego początku, czyli od czasu, kiedy dopiero w rozpalonych głowach geeków narodziła się koncepcja stron WWW. Już wtedy istniało podobne zjawisko, jak dziś na Fejsie, ale wektory zainteresowań użytkowników Internetu wskazywały kompletnie inny kierunek. Wtedy wszyscy pasjonowali się nauką, techniką, grafiką, nowymi możliwościami wyrazu, każdy chciał tworzyć strony WWW, a nawet programować choćby skrypty. Skamieliny ówczesnych nastrojów można podziwiać jeszcze dziś w środowiskach związanym z konferencjami HyperText, SoftForge, DeviantArt itp. To było cool, na czasie i nobilitowało towarzysko. W tamtych czasach jednym z prężniejszych środowisk, które dziś nazwalibyśmy medium społecznościowym, była grupa skupiona wokół portali Wired oraz HotWired. Było to bagatelka około miliona (może nawet kilka) ludzi ze wszystkich kontynentów, o czym mówiły statystyki. Głównie jednak z USA. Potem wszystko to poszło już na żywioł. Od tej grupy zaczęły odczepiać się kolejne społeczności, coraz ściślej orbitujące wokół węższych zakresów tematycznych. W oczywisty sposób zaczęły się tworzyć grupy użytkowników tylko jednej wybranej przeglądarki, tym samym jakiegoś jednego systemu poczty elektronicznej (Rocketmail, Yahoo, Mozilla, Hotmail), tylko jednego rodzaju programu graficznego, tylko jednego typu komputera, jednego czata itp. Oczywiście przez sieci leciały miliony inwektyw jednych w stosunku do tych innych, bo każdy miał swoją rację. Jeszcze gorzej porobiło się, kiedy powstały pierwsze komunikatory.
Pamiętam, że pierwszy komunikator, z którego korzystałem, to był ICQ. Od samego początku naczelną ideą komunikatorów było "gadaj o wszystkim ze wszystkimi niezależnie od kontynentu, kraju lub kultury". No i tym sposobem miałem rozmówców jednocześnie z Kanady, USA, Meksyku, Brazylii, Holandii, UK, Japonii a nawet z Iranu. No a o czym można było w takim bigosie kulturowym gadać? Oczywiście o niczym i to właśnie się robiło. W późnych latach 90-tych powstała idea, żeby stworzyć nasz własny polski komunikator. Wcale nie chodziło o danie ludziom możliwości plecenia bzdur 24/7, ale o to, żeby automatycznie administrator sieci dostawał ostrzeżenie o problemach z serwerem, a później, żeby klienci mogli powiadamiać firmę o problemach związanych z zakupionym towarem. Taki rodzaj czata plus e-maila (SMS) na telefony komórkowe i komputery jednocześnie. Idea może i była słuszna, ale degrengolada nastąpiła równie szybko jak w przypadku ICQ. Na GaduGadu miałem jeden z pierwszych numerów, ale nie przypominam sobie, abym namiętnie go kiedykolwiek używał, choć ludzie wokoło wciąż tam mnie ciągnęli, niczym pijąca gumka w majtkach. Reasumując, większość z tych, którzy dawno temu po raz pierwszy zetknęli się ze zjawiskiem socjalizacji poprzez media społecznościowe, już dawno zerwała z nałogiem. Teraz mamy do czynienie z trzecią lub nawet z czwartą falą. |
|
|
eska Przepadł wieczorem, narobiłam wrzasku - dzisiaj się odnalazł. Admin przeprasza i przyznaje, ze sam nie wie, co się stało. Może ktoś zhakował S24? Mam pewne podejrzenia, ale tego już nie sprawdzę. |
|
|
Dark Regis Nic nie wkroczy, bo nie ma już nic takiego na świecie, co mogłoby przebić to, co już jest w Internecie. Ponadto obok wspomnianego zjawiska małpowania - które ja kojarzę z jakimś wewnętrznym przymusem zakładania fikusnych kapelutków i prukawek w formie ssawki motyla na imprezie, żeby była on "udana" (vide USA) - jest jeszcze syndrom Waldiego. Proszę nie szukać po literaturze, bo tę nazwę nadałem syndromowi ja. Otóż wielokrotnie widziałem sytuację, gdy pewien znany mi osobiście Waldi wyruszał w Polskę w celu wykonania tam jakieś zleconej pracy. Tam spotykał jakąś inną przyjazną duszę, w rozmowie nawiązywała się nić porozumienia, a w efekcie Waldi wracał do domu z cudzymi poglądami na różne sprawy. Gdyby to działo się jednostkowo, to nie byłoby w tym nic dziwnego. Ot po prostu ktoś skorygował swoje myślenie w jakimś wąskim zakresie. Tymczasem działo się tak zawsze i na skalę katastrofalną, czyli niemalże o 180 stopni. Wielokrotnie Waldi wracał do własnego poglądu na coś z wersji sprzed kilku miesięcy. Again and again. Tu tkwi właśnie odpowiedź na to, jak odbywa się w praktyce proces socjalizacji w oparciu o media społecznościowe. Jednocześnie nawet na tym forum mamy przypadek, gdy człowiek kurczowo jak rzep, z premedytacją godną lepszej sprawy trzyma się za wszelką cenę własnych wydumanych poglądów i jeszcze musi dopiąć swego w przekonaniu do nich wszystkich innych czytelników. Jest on niczym antyWaldi. Walczy jak lew, ale musi zginąć marnie, gdyż nudzi, marudzi, nie wnosi nic nowego do dyskusji, nie szuka kompromisu, napada na adwersarzy oraz wszystkich wkurza. Dostaje od wszystkich bana i cześć. Nie oceniam tu ani jednej ani drugiej postawy, ale pokazuję jedynie niezauważany przez wielu mechanizm tresury poprzez media społecznościowe, który prowadzi właśnie do rozmaitych wynaturzeń, a w skrajnych przypadkach do wymienionych form ekshibicjonizmu. |
|
|
Obawiam sie ze to co idzie bedzie jednoczesnie i inne, i 100x gorsze. Bedzie w +90% dopasowane do pragnien, marzen i potrzeb, bedzie kuszace nieodparcie, a jednoczesnie zle, tak zue jak tylko mozna, ale w sposob dla krzywdzacego niewidoczny.
Wszystko bedzie szlo gladko, zadnych wahan czy wyrzutow sumienia. Wejda w to wszyscy, a jesli nie to tylko przez przypadek. |
|
|
"Można sobie przefiltrować i po pewnym czasie ukształtować swoją biosferę. Jak się autentycznie poważnie zastanowisz, odrzucając uprzedzenia, to Facebook to majstersztyk"
SLUSZNIE!
Juz nie trzeba nikogo zatrudniac, lapac, paznokcie zrywac, rura w szmacie okladac, by rozpracowac srodowiska - WSZYSTKIE! Wszystkie sa jak na tacy, elegancko podlozone. Iscie Meisterstueck!
Wystarczy analiza FB - i to jest chyba glowny powod, dla ktorego FB w ogole powstal, bo ze powstal li tylko z inicjatywy przedsiebiorczego cukiermena - w to chyba nikt nie wierzy?
A jesli wierzy to polecam porownanie MySpace malomietkiego, niezla kasa wspierajacego projekt, z rozwojem FB. To samo bing a google... |
|
|
Esko,
OT - nie mogę wejść na Twój blog w salonie, pokazał mi się kilka razy komunikat "strona niedostepna". Wiesz co sie porobiło? |
|
|
eska Ja w ogóle niczego nie oglądam na FB, a nie ma mnie tam, ponieważ bardzo nie lubię, jak ktoś wie o mnie za dużo. Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że są tam również prowadzone inicjatywy bardzo ciekawe - ale większość to niestety chłam i uzależnienie. I jednak straszliwy złodziej czasu. |
|
|
eska Nie mam pojęcia, co z tym robić - jak mam być szczera... |
|
|
eska To zdjęcie z oficjalnej uroczystości - już niech się Pan nie martwi o moje stosunki z wnukiem :))) |
|
|
jazgdyni Identycznie zachowałem się wobec Naszej Klasy. Uciekłem w te pędy.
Natomiast odnośnie FB masz obraz zniekształcony. Oczywiście, jak się zagląda na środowiska pudelkowo - celebryckie, czy onetowo - lisowskie, to można dostać pierdla.Ale są też poważne i rozważne terytoria. Można sobie przefiltrować i po pewnym czasie ukształtować swoją biosferę. Jak się autentycznie poważnie zastanowisz, odrzucając uprzedzenia, to Facebook to majstersztyk.
Osobiście na FB prowadzę dwie strony: - prawicową facebook.com , która właśnie zbliża się do 10 tysięcy stałych przyjaciół, oraz przyrodniczo - zdroworozsądkową, w przeciwieństwie do zawodowych ekologów - facebook.com , która nieco podupada, bo się nie wyrabiam, a która miała wybitny udział w niedopuszczeniu do perfidnej sprzedaży lasów.
Więc się chwilkę zastanów i przestań tyko oglądać chwalipięty, ekshibicjonistów i narcyzów.
Pozdrawiam |
|
|
ilona Była Pani uprzejmie nazwać rzeczy jak się mają.
Tylko ,niestety,tego się już nie zatrzyma, a "odtrutki" nie ma.
Tatuś "sejczenta " wysyła koordynującego sms-a , "ktoś "zbiera kasę na remont auta,a następny "ktoś" chce wyjść na ulice by owo sejczento remontować .
Wystarczy iskra(nawet przypadkowa) i można rozpalać ognisko w mediach społecznościowych.
Cytując klasyka: ludzie nie są tacy głupi jak myślimy-są jeszcze głupsi.
Nie lekceważyć lajków, wpisów, lokalnych "zrywów" społecznościowych bo to już nie śmieszny kwik ,ale podnoszenie łba i walka o życie. |
|
|
wielkopolskizdzichu Zapytała się Pani wnuka czy życzy sobie by posługiwał się ktokolwiek jego "fizys"? |
|
|
Adam66 "Tyle, że wtedy była ostra represja wobec niepokornych, a dzisiaj się to załatwia inaczej" - na razie. Obawiam się że nie trzeba będzie długo czekać aby rozpoczęły się akty fizycznejj przemocy.
Proszę obejrzeć to krótkie wideo z Alberty, praktyczne skutki prania mózgów - głównie przez fejsbuka. Chłopak pokazuje się w czapce ze sloganem Trumpa na kampusie uniwersyteckim i zostaje niemal zlinczowany przez lewaków.
youtu.be
Żeby było śmieszniej, w Albercie - prowincji będącej do tej pory największym płatnikiem do budżetu kanadyjskiego, rządzili przez ostatnie 40 lat konserwatyści a w 2015 przegrali z krypto-komunistami (NDP) dzięki takim właśnie panienkom ze zlasowanymi mózgami. A śmieszne jest to, że te panienki i ich rodziny przeniosły się tam w poszukiwaniu pracy głównie z Ontario, prowincji zdewastowanej przez kogo - no właśnie przez takich samych krypto-komuchów z NDP Ontario....
Tego Bareja z Orwellem by nie wymyślili a to się dzieje na naszych oczach!
Pozdrawiam. |
|
|
eska Co kroczy po śladach FB? Właściwie to nawet strach się domyślać. To już wszystko było, za Stalina - tylko pod innymi hasłami. Trzeba "porwać" masy i poprowadzić w zaplanowanym kierunku, jak bydło na rzeź. Tyle, że wtedy była ostra represja wobec niepokornych, a dzisiaj się to załatwia inaczej. |
|
|
"coraz większe zidiocenie"...
Czy ja wiem... Raczej coraz wieksza ekspozycja na to co nazywa sie presja spoleczna.
A presja spoleczna jest jednym z narzedzi socjoinzynieryjnych.
Ja postrzegam FB jako cos na ksztalt niegdysiejszego BigBro, programu firmowanego przez wytwornie EnDeMol.
Wtedy przypuszczalem, iz program ten to profilowanie spoleczenstwa, montaz postaci przecietnej, kolazowej, reprezentatywnej dla swojej grupy docelowej.
I w tym zakresie chyba sie nie pomylilem, gdyz dopiero po BB zalala polskojezyczne stacje tv tasmowa produkcja tasiemcow serialowo-obyczajowych, a stosunkowo niedawno serialowych tasiemcow taneczno-kuchenno-jarmarczno-wszelakich badz.
endemol to ta sama firma ktora produkuje chyba nieskonczenie wiele niekonczacych sie tasiemcow tv od Antarktyki po Arktyke, i jak widac za pomoca BB weszla NA NAUKOWO PRZEBADANY GRUNT.
Zero skuchy, skutecznosc 100%.
Zatem skoro celowana reklama, profilowane seriale oraz degradacja nawet rozrywki wkroczyly po BB, to CO KROCZY PO SLADACH FB? |