|
|
Pani Anna @darek65
Pisze pan, że "oni dostosowali sie do odbiorców". Nie sądzę, to nie o to chodzi. Tych książek oprócz może ich najbliższej rodziny i kilku znajomych nie czyta dosłownie nikt, wala się to to po Empiku, a nawet półkach "Biedronki" (część zasila publicznie biblioteki) i idzie na przemiał. Te książki są wydawane po to, żeby realizować budżet i dać odpowiednim osobom (rodzinie i znajomym królika) zarobić. Tyle. |
|
|
Darek Wielokrotnie w ciągu roku uczestniczę we wszelakich Targach Książki w Polsce. I tych mniejszych i tych większych. Niestety, zdecydowana większość z nich zamieniła się w bazary próżności. Stada przebrzmiałych "gwiazd" pisarskich i dziennikarskich snujących się po halach, odcinających kupony dawnej "chwały", patrzących tylko, gdzie się załapać na darmowy bankiet. Króluje tandeta i szmira. Oczywiście pojawiają się okazy wartościowe, ale jakoś mało przy nich ludzi. Tak sobie myślę, że oni troszkę, a może więcej. dostosowali się do odbiorców. W ubiegłym roku na Targach we Wrocławiu gwiazdą był Jakub Władysław Wojewódzki, król TVN-u. Tłum ludzi czekających na podpis w książce, faceta, który według mnie, nic sobą nie reprezentuje. Pewnie 70% z nich nawet jej nie przeczyta, ale podpis trzeba mieć, aby się pochwalić na FB. |
|
|
Mila Pani, nie sadzi Szanowna Pani chyba ,, ze tym gieniuszom przybylym do nas na ruskich tankach,co to ich Katarzyna II usuwala z rdzennych ziem , takim jak janion i jej podobni zalezy na poklasku pokolen. Ta cholota patrzy tylko za geszeftem, przez tych pare tysiecy lat nie stworzyla nic, pozostawia po sobie jedynie odor czosnku. |
|
|
Anonymous Sezon ogórkowy to mizeria, chyba, że małosolny lub kiszony, ale, ale....
Donald Trump potwierdził nieważność swojego podpisu pod aktem 447.
Jednocześnie zdementował, że ma to związek z opinią Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Ameryki Północenej o nieważności tego aktu z powodu niezgodności z Konstytucją.
Drugie dementi dotyczyło, rzekomego ultimatum Prezydenta RP, że nie ma po co bez tego unieważnienia przyjeżdżać. |
|
|
Pani Anna Wybrała sobie pani niezwykle zły przykład. To, ze Nesweek i inne media nie lansują jej pośmiertnie nie znaczy, że Joanna Chmielewska została zapomniana, jej książki, chociaz lekkie szczerze cieszyły i bawiły do łez kilka pokoleń i nie sądzę, żeby jej czytelnicy o niej zapomnieli. Ja nie zapomniałam. Odwrotnie niż Bonda i inne Twarodchy. Oni bez lewackich mediów nie istnieją, są lansowani bo mają do spełnienia określoną rolę - propagandową i, jak często o tym mówi Coryllus w zagospodarowaniu budżetów. To, czy ich książki sa czytane, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. O tym Coryllus również pisze. |
|
|
Anonymous Pamiętam ksiązki Joanny Chmielewskiej. Próbowałem którąś czytać. Nie chciało mi się kontynuować. Tak samo miałem z Przygodami Kubusia Puchatka. Ta druga jest jednak przezywana jako dobra, a nawet ważna. Odbierałem, że ta lektura nawet kształtowała ich osobowości, ale nie bez udziału jakiej predyspozycji, która skłaniała do tego rodzaju czytelnictwa. Różnimy się psychologicznie nie tylko jako psiarze i kociarze - jestem kociarzem. A może to to samo? Psiarze czytają Kubusia i Chmielewską? |