Otrzymane komantarze

Do wpisu: Magia namiętności – odcinek (14)
Data Autor
J.W.Część jedenasta: Suplement W tym roku przypada setna rocznica powstania polskiej energetyki i pewnego dnia zadzwonił do mnie dziennikarz pracujący dla jednej z wiodących 28obecnie Grup Energetycznych w Polsce z pytaniem, czy to mój ojciec był przed wojną dyrektorem elektrowni w Sierszy i czy mam może po nim jakieś pamiątki, bo ta Grupa chce wydać pamiątkowy album. Zaprosiłem go tedy do domu i pozwoliłem sfotografować kilka pamiątek, jakie zostały po Tacie. Niewiele tego było, a dziś już nawet nie byłoby kogo zapytać o niektóre fakty. Pozwoliłem mu więc sfotografować pozłacaną papierośnicę, którą Tata dostał od załogi elektrowni w Sierszy z wygrawerowanym podziękowaniem, cytuję” „Naczelnemu Dyrektorowi inż. Pasierbiewiczowi Michałowi na pamiątkę, pracownicy Elektrowni Okręgowej w Sierszy Wodnej. 1 kwiecień 1937 – 30 czerwca 1948”, oraz Arkusz Ewidencyjny zaświadczający o działalności konspiracyjnej Taty wydany w roku 1945 przez Komisję Likwidacyjną dla spraw b. AK na okręg Śląski. Więcej dokumentów nie było, bo je Mama zniszczyła w obawie przed rewizjami. Na pożegnanie dziennikarz powiedział, że odwiedza różne archiwa i obiecuje, że jakby coś znalazł o Tacie to mi da znać. Słowa dotrzymał i podarował mi kopie dokumentów, które znalazł w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, w których są protokoły zeznań jednego z członków grupy AK, którą ojciec dowodził. Jak się okazało w roku 1993 pan Tadeusz Łagan, tak się ten człowiek nazywał, w najdrobniejszych szczegółach opowiedział w złożonych dla Muzeum zeznaniach, w jaki sposób razem z moim Ojcem przerzucali leki więźniom obozu w Auschwitz. Ktoś może powiedzieć, że to drobny i mało znaczący incydent. Być może dla kogoś niewiele znaczący. Dla mnie zaś ten dokument znaczy wszystko, bo mi wyjaśnia komu zawdzięczam to, że byłem w życiu tym kim byłem. A zawistnicy i źli ludzie pewnie powiedzą, że się chwalę. Więc im już z góry odpowiadam, że tak. Bo mam się czym chwalić.
J.W.Część dziesiąta: Już kiedyś zakwestionowałem relację pana dr eng. KWP na temat tego, co działo się w Sierszy Wodnej. Oto mój mail in extenso. 16 05 2014 "Z opowiadań Mamy zapamiętałem, że Tata wstąpił wówczas do Armii Krajowej i został dowódcą lokalnej grupy tej organizacji. Elektrownia w Sierszy zasilała wtenczas w energię elektryczną między innymi obóz koncentracyjny w Auschwitz, a mój Ojciec, jako niezastąpiony fachowiec miał pozwolenie na wjazd na teren obozu służbowym samochodem z aparaturą pomiarową. Pamiętam, jak mama opowiadała, że narażając życie bardzo pomagał więźniom, a jej koronną opowieścią było, jak przed każdą akcją Tata pił ze swoim kierowcą wódkę dla pokonania strachu, gdyż tymże samochodem przerzucali przez kilka lat leki więźniom obozowym. Pamiętam, że pod koniec lat 50-tych ktoś nam nawet przywiózł z Ameryki list dziękczynny od pewnego Żyda, któremu Ojciec wtenczas uratował życie. Po wojnie Tata został przeniesiony do Krakowa, gdzie był dyrektorem w ówczesnym Przedsiębiorstwie Budowy Sieci Elektrycznych i na nieszczęście ujawnił swoją akowską działalność. I zaczął się nieopisany horror dla naszej rodziny. Bowiem bezpieka bez przerwy nękała Ojca, zabierała go po nocach na niekończące się przesłuchania, pod domem stali bez przerwy kapusie, co chwila przekopywano nam mieszkanie, a my żyliśmy z bratem, jak zaszczute „wilczęta”. Ale nie to jest najsmutniejsze. Z opowiadań Mamy wynikało, że oprawcy Ojca z UB byli prawie wszyscy pochodzenia żydowskiego. Mama stale o tym mówiła i pamiętam, że jak trochę podrosłem miałem jej to nawet za złe. Ale mama odpowiadała niezmiennie: „kiedyś to zrozumiesz synu”. Teraz już wiem, co miała na myśli. Bowiem za Boga nie umiem zrozumieć, dlaczego mojego Ojca, nie dość, że uznano za „wyklętego”, to na domiar złego za to, że pomógł tylu Żydom zagryzły „wilki” żydowskiego pochodzenia właśnie. A dzisiaj ich dzieci… Ech! Kończę, bo jeszcze za dużo chlapnę. Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki)
J.W.Część dziewiąta: Nie jest oczywiście wykluczone, że pan MP był przesłuchiwany z jakichś powodów, np. związanych z jego przynależnością do AK i zmarł na atak serca po takim zdarzeniu, ale pan dr eng. KPW nie podaje żadnego wiarygodnego uzasadnienia dla swych stwierdzeń. Trudno przypuścić, aby nie został żaden ślad po represjach wobec p. MP, np. w archiwach przejętych przez IPN. Pan dr inż. KWP informuje (patrz niżej), że większość dokumentów została zniszczona przez jego matkę z obawy przed rewizjami. W reportażu telewizyjnym (patrz niżej) dowiadujemy się od pana dr inż. KWP, dokumenty zostały spalone w związku ciągłymi rewizjami zarówno przed śmiercią p. MP jak i po niej. Obie narracje nie są tożsame, a to sugeruje, że pan dr inż. KWP etc. nie najlepiej pamięta sprawę. Wszelako trudno przypuścić, że owe nad wyraz intensywne rewizje nie zakończyły się zarekwirowaniem szczególnie ważnych dokumentów. O ile wiadomo, pan dr inż. KWP etc. nie podjął jakichkolwiek kroków, aby ustalić, czy pozostał jakiś ślad po represjach UB wobec jego ojca. A może wie, że nie ma czego szukać? Jest jeszcze dodatkowy powód, aby wątpić w wiarygodność relacji pana dr inż. KWP. Słowo "zamęczyć" ma bardzo określone znaczenie w kontekście przesłuchań prowadzonych przez funkcjonariuszy UB. Osobom zamęczanym przez nich odmawiano prawa do kiwania rodzinom ze szpitalnego okna, nie mówiąc już o tym, że jeśli w ogóle kierowano je do lecznic, to tylko ściśle odizolowanych. Rodziny dowiadywało się o ich śmierci jakiś czas po jej nastąpieniu. Tak czy inaczej, relacje pana dr inż. KWP etc. na temat męczeństwa jego ojca są zbyt niekonsekwentne, aby dawać im wiarę. Jak było, tak było i jeśli śmierć pana MP była skutkiem przesłuchań na UB, nie ma większego znaczenia, jakiej narodowości byli przesłuchujący, polskiej czy żydowskiej. Z drugiej strony, sprawa wygląda inaczej, gdy niczym niepotwierdzone enuncjacje pana dr eng. KWP o żydowskiej narodowości oficerów, którzy zamęczyli jego ojca są podstawa rozmaitych wycieczek antysemickich i bieżących argumentów politycznych. Ten aspekt utworów pana dr eng. KWP etc. jest zwyczajnie obrzydliwy. Wychodzi bowiem na to, że gdyby to byli oficerowie narodowości polskiej, to ponure doświadczenie byłoby łatwiejsze do zniesienia.
Spełniam prośbę Profesora Woleńskiego i dopóki Admin pozwala na zamieszczanie tychże komentarzy,inne głosy oburzenia mnie nie interesują. Część ósma: Przyjmijmy, aby nie przesadzać w krytyce pana dr eng. KWP, etc., że w Krakowie, w Urzędzie Bezpieczeństwa, było 10% oficerów pochodzenia żydowskiego, czyli co dziesiąty. Prawdopodobieństwo tego, że owych kilku, którzy zamęczyli pana MP to Żydzi, jest znikome. Nie jest to jednak wykluczone i mogło być przedmiotem ustalenia. Wszelako nie takiego, jak to utrzymuje pan dr eng. KWP, etc. Rzecz działa się przed 1956 r. ("wtedy byłem małym chłopcem"). Wszystko w UB było utajnione, a większość żydowskich pracowników tej instytucji zmieniła nazwiska na polsko brzmiące. Czyżby zona zamęczonego odwiedziła UB i powiedziała "Zamęczono u was mojego męża. Kto to zrobił?" Nie ma wątpliwości, że udzielono jej wyczerpującej i wiarygodnej odpowiedzi. O ile pan dr eng. KWP etc. ma dokumentację tego, że jego ojca zamęczyli żydowscy oficerowie UB, niech ją przedstawi. Wiadomo (patrz niżej), że pan MP wstąpił do AK i pełnił w niej funkcję przełożonego tzw. piątki. Po wojnie ujawnił się. Otrzymał wysokie stanowisko w Przedsiębiorstwie Budowy Sieci Elektrycznych (kadra kierownicza w takiej instytucji byłą szczególnie dokładnie sprawdzana; p. MP został zastępcą dyrektora ds. technicznych) w Krakowie oraz bardzo przyzwoite mieszkanie. Nic nie wiadomo, jakoby był zwolniony z powodu swej wojennej przeszłości, co pozostaje w niejakiej niezgodności z opisem przez pana dr inż. KWP etc. dotkliwych represji, jakim podlegał jego ojciec.
J.W.Część siódma: * Męczeństwo p. MP i motyw żydowski pojawia się nader często w narracji pana dr eng. KWP, etc. pojawia się nader często. Wszelako nie bardzo wiadomo, kto (co) był(o) pochodzenia żydowskiego, Urząd Bezpieczeństwa (bezpieka) czy oficerowie tam pracujący.Pomijając składniowe uroki utworów pana dr eng. KWP, etc. przyjmijmy, że miał na myśli (raczej (bez)myśli) oficerów a nie instytucję. Jest to zresztą zgodne z następującym wyjaśnieniem pana dr eng. KWP, etc. (8 09 2015) "[Pytanie]W jaki sposob ustalil Pan "pochodzenie" wzmiankowanych "oficerow"?..." * Odpowiedź pana dr eng. KWP, etc. "To ustaliła moja Mama, bo ja wtedy byłem małym chłopcem. Poza tym źródła historyczne oficjalnie podają, że w okresie powojennym kadra oficerska Urzędu Bezpieczeństwa była obsadzona w znakomitej większości przez oficerów pochodzenia żydowskiego". ECHO2410. Zdecydowana większość to ponad 50%. Oto dane (podstawa opracowanie IPN z 2005 r.) "[...] w latach 1944–1954 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 było pochodzenia żydowskiego (37,1 proc.). Po likwidacji MBP w 1954 r. w powstałym na jego miejsce Kds.BP liczba ta zmalała do 86 kierowniczych stanowisk (34,5 proc.). W tym czasie (1944–1956) wśród 107 szefów i zastępców szefów wojewódzkich UB/UdsBP pochodzenie takie miało 22 oficerów (20,5 proc.). Po uwzględnieniu innych wysokich stanowisk wojewódzkich UB/UdsBP: naczelników i zastępców naczelników wydziałów wynika, że najwięcej osób pochodzenia żydowskiego znalazło się w strukturach aparatu bezpieczeństwa w województwach: szczecińskim (18,7 proc.), wrocławskim (18,7 proc.), katowickim (14,6 proc.), łódzkim (14,2 proc.), warszawskim (13,6 proc.)41, gdańskim (12,0 proc.) i lubelskim (10,1 proc.). W pozostałych województwach odsetek ten wynosił średnio ok. 7 proc., osiągając najniższy poziom w woj. zielonogórskim (3,5 proc.)42."
Prawdy,Pietrek,PRAWDY !!!
Weszłem se na bloga mojego kolegi pana Krzycha coby se poczytać komentarze....I ZNOWU PRZODUJE ANDZIA!! zWYCZAJNIE mnie mdli....człowieku po co tu wbijasz jak ci nie pasi sem to puć se ka indzie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ludzie czy was do cna porąbało!!!!..jak nie dażyta symapyjom swojak Krzycha to po kiego czorta tu wchodzita!!! Aby dowalić ale w imiemczego!! z Panem Bogiem
J.W.Część szósta: 08 09 2015 Notkę opatrzyłem zdjęciem uchodźczego dziecka, bo w roku 1952, po śmierci Taty, też tak siedziałem czekając na Mamę! Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki) Post Scriptum Na jednym z apeli [szkolnych] nasza wychowawczyni Gawiorowa, nigdy tego nazwiska nie zapomnę, wywołała mnie przed szereg, jako syna akowskiego wywrotowca. Niektórzy koledzy mnie wtenczas opluli. Jako siedmioletni chłopiec nie bardzo wiedziałem wtedy, o co chodzi. Więc uciekłem ze szkoły i czekałem na powrót mamy z pracy na krawężniku przy Moście Dębnickim.[...]. ------------------------------------------------------------------------------------------------------ * Tak więc, pan dr inż. KWP etc. ma swojej biografii moment uchodźcy (uciekiniera) politycznego, podobnie jak jego brat, który parę lat później uciekł ze szkoły (liceum) także z powodów politycznych, tj. strofowania przez nauczycielkę, akurat pochodzenia żydowskiego. Miała powiedzieć (14 12 2014)"Od dawna mówiłam, że takie szczeniaki akowskie trzeba było topić w wiadrze nim zdążą oczy otworzyć". . Kolega brata z klasy nie przypomina sobie tego zdarzenia. Można jeszcze zauważyć, że w 1952 r. nie mówiło się jako o akowskich wywrotowcach jak to pan dr inż. KWP o dziwo pamięta, pewnie w formie migawki. Tak czy inaczej, zestawienie przez pana dr inż. KWP etc. uchodźczego dziecka z Bliskiego Wchodu z samym sobą sprzed 63 lat jest zwyczajnie niesmaczne. ===================================================================================================== 28 10 2014 Tacie pękło serce. Zamęczyła go ubecja, a dokładniej mówiąc kilku oficerów bezpieki pochodzenia żydowskiego po tym, jak ujawnił swoją akowską przeszłość. Nie wytrzymał szczucia i upokorzeń w pracy, gdzie był dyrektorem technicznym, obrzydliwych intryg, prowokacji, bezustannego śledzenia, ciągłych rewizji domowych i niekończących się wielogodzinnych przesłuchań na bezpiece. 08 09 2015 przypomina mi się moje dzieciństwo, jak oficerowie Urzędu Bezpieczeństwa żydowskiego pochodzenia na moich oczach wyciągali Ojca z domu,
pisze Pan "prosze zwazyc,ze takie uczucie zdaza sie wybranym tylko szczesliwcom"cytuje z pamieci Nie,to nie tak.Czytam te powiesc I przyznam,ze nawet z ciekawoscia,aczkolwiek mam ten comfort,iz zauwazam ogromne pogubienie (bohaterow)niestety...byc moze Pan nadal nie pojmuje,ze charakterystyka milosci to nie to,zupelnie nie to....nie zgadzam sie ze stwierdzeniem,ze Panstwo byliscie wyjatkowi,by przezyc to cos,ze bylo wam to cos dane...tak ...to cos .. ale przeciez nie tylko wam,tylko to nie jest milosc ...wiem o czym mowie....przepraszam za krytyczny komentarz...nie pisze,aby Panu przylozyc,rozumiem mlodosc..,ja rowniez w tym wieku nie mialam o wielu sprawach pojecia az nadszedl czas ogromnej zmiany.
J.W.Część piąta: * W Sierakowie nie ma i nie było kolei. Najbliższa stacja jest w Wieliczce. Pociąg stamtąd, zakładając, że ten środek lokomocji i na tej trasie był użyty, raczej nie wlókł się niemiłosiernie, nawet w 1952 r. ==================================================================================================== Wujek chciał mi coś powiedzieć, ale wyrwałem mu się i oszalały ze szczęścia, na łeb na szyję popędziłem do ukochanego taty. Gdy dobiegłem do naszej kamienicy serce przeszył mi paraliżujący ból i niebo spadło mi na głowę. Na bramie wisiała klepsydra z napisem: Mgr inż. Michał Pasierbiewicz ukochany mąż i ojciec żołnierz Armii Krajowej zmarł przeżywszy lat 46 ----------------------------------------------------------------------------------------------------- * Znając realia tamtych czasów, taka klepsydra zostałaby zdjęta jeszcze przed jej powieszeniem, a najpóźniej kilka minut po jej powieszeniu, tym bardziej, że, wedle relacji pana dr inż. KWP, wszystko, co było związane z życiem i śmiercią p. MP, odbywało się pod nadzorem ubeków. Można ewentualnie przyjąć, że perfidni ubecy zostawili rzeczoną klepsydrę dla gnębienia KWP, bo przewidzieli, że wyrwie się wujowi Ludwikowi i "szalały ze szczęścia, na łeb na szyję [popędzi] do ukochanego taty", a potem odczuje paraliżujący ból i niebo spadnie mu na głowę. Aby było jasne, nie dworuję sobie z tragicznego wydarzenia, jakim jest śmierć bliskiej osoby, ale z napuszonego stylu opowieści pana dr inż. KWP, pełniej rozmaitych nieścisłości i wzajemnie niezgodnych oznajmień ===================================================
J.W.Część czwarta: 16 05 2014 [chcę] opowiedzieć o moim Ojcu, którego de facto nie znałem, gdyż bezpieka zamęczyła go w roku 1952, kiedy miałem niespełna 7 lat. Pamiętam go jak przez mgłę, a jedno, co dobrze zapamiętałem to migawki, jak nam po raz ostatni pokiwał ze szpitalnego okna, gdzie wylądował po kolejnym przesłuchaniu na bezpiece. [...] "jedno, co dobrze zapamiętałem to migawki, jak nam po raz ostatni pokiwał ze szpitalnego okna. 28 10 2014 Działo się to pierwszego sierpnia 1952. Jako ośmioletni chłopiec byłem wtedy na kolonii letniej w podkrakowskim Sierakowie. -------------------------------------------------------------------------------------------------------- * Każdy może pomylić się w obliczeniu, ile miał lat w w danym roku. Wszelako rzadko zdarza się, aby ktoś, z dyplomem doktora nauk technicznych, określał różnicę 1952 - 1944 na przemian jako równą 7 i jako równą 8. Rzecz nie w arytmetyce (w tej dziedzinie pan dr inż. KWP nie jest specjalnym tuzem), ale w pamięci narratora i dokładności narracji. Dalej przyjmuje wersję, że 1952 - 1944 = 8 jako bardziej poprawną matematycznie. ================================================================================================== Szczęśliwi, opaleni wróciliśmy z kolegami znad rzeki na obiad. Ku mojemu zdumieniu pani wychowawczyni przekazała mi wiadomość, że ktoś na mnie czeka w kancelarii pana kierownika. Jeszcze bardziej się zdziwiłem na widok wuja Ludwika, który mi powiedział, że tata jest trochę chory i musimy wracać do Krakowa. -------------------------------------------------------------------------------------------------- * Rzeczywiście wuj Ludwik mógł tak powiedzieć, ale to jest w niejakim konflikcie z tym, co pan dr inż. KWP dobrze pamięta to migawki etc. Zdecydowanie brakuje "o dziwo pamiętam". ======================================================================================== Choć bardzo mi było żal zostawiać kolegów ucieszyłem się ogromnie, bo będąc Jego oczkiem w głowie, świata za Ojcem nie widziałem. Pociąg wlókł się niemiłosiernie, a ja nie mogłem się doczekać chwili kiedy wreszcie Ojciec mnie przytuli.W końcu dotarliśmy z dworca na naszą ulicę.
J.W.Część trzecia: 2 03 2013 Pamiętam, jak w roku 1952 bezpieka wykończyła mi ojca za to, że był akowcem. Miałem wtedy siedem lat i zapamiętałem dzieciństwo, jako mroczny koszmar. Bezustanne zgarnianie ojca na niezliczone przesłuchania, ciągłe rewizje w domu, dokwaterowany ubek, strach, płacz i upokorzenie. 05 05 2015 Pamiętam, że zawsze na trzeciego maja, po uroczystym śniadaniu Mama z Tatą zasiadali do naszego Steinwaya i przygrywając sobie na cztery ręce śpiewali piosenkę, która wrosła mi w duszę: Witaj, majowa jutrzenko, Świeć naszej polskiej krainie. Uczcimy ciebie piosenką, Przy hulance i przy winie. Witaj Maj! Trzeci Maj! U Polaków błogi raj! Witaj Maj! Trzeci Maj! U Polaków błogi raj! Śpiewali półgłosem, bo wokół domu aż się roiło od szpicli 16 05 2014 [sprzedała]jej ukochany fortepian, na którym, jak o dziwo pamiętam po zasłonięciu okien kocami Mama z Tatą przygrywali sobie cichutko wieczorami na cztery ręce podśpiewując szeptem „czerwone maki na Monte Cassino” - piosenkę, która wrosła mi w duszę. --------------------------------------------------------------------------------------------------- * Oczywiście możliwe jest to, że w domu pana dr eng. KWP śpiewano obie pieśni, ale trudno w to uwierzyć, skoro za ścianą mieszkał dokwaterowany ubek, nawet jeśli śpiew był szeptany lub na pół głosu.Jak wiadomo, fortepiany marki "Steinway" były przedmiotami codziennego użytku w polskich domach. Zasłanianie okien kocami, aby śpiewania nie usłyszał przebywający za ścianą ubek jest niebywale skuteczną metodę. Wszelako zważywszy zadziwiający potencjał pamięci pana dr inż. KWP etc., na najwyższy podziw zasługuje, to, że sam dziwi się "jak o dziwo pamięta". ====================================================================================================== 2 03 2013 (po raz drugi) Pamiętam, jak w roku 1952 bezpieka wykończyła mi ojca za to, że był akowcem. Miałem wtedy siedem lat
J.W.Część druga: Nota bene, pan dr inż. KWP kilka razy przypisał mi taki niecny zamiar, mimo moich wyraźnych oświadczeń, znanych panu dr inż. KWP etc., że jest inaczej - okoliczność ta nieźle świadczy o rzetelności (ale inaczej) pana dr inż. KWP etc. jako odtwarzacza cudzych stwierdzeń. Po drugie, to, co niżej dotyczy wydarzeń tragicznych i nie powinno dawać okazji do ironii. Niemniej jednak, pan dr inż. KWP etc. jest w niektórych punktach swych relacji tak pocieszny, że trudno powstrzymać się od kpiarskich sformułowań. Niech usprawiedliwieniem będzie to, że nie dotyczą one bezpośrednio p. MP, ale relacji dokonanej przez jego niezbyt udanego potomka. ======================================================================================================== 28.10. 2014 Uważam, że otwarcie tego muzeum [Żydów Polskich] to wspaniała inicjatywa i bardzo ważny dzień dla przyszłości w stosunkach polsko-żydowskich i polsko-izraelskich. Wystawy jeszcze nie widziałem, ale wierzę, że oddaje historyczną prawdę zarówno o dobrych, jak i mrocznych kartach stosunków polsko – żydowskich. Więc pojadę sprawdzić, czy jest ekspozycja na temat wypadków związanych z Jedwabnem, a także, czy pokazano sprawiedliwą proporcję ilu Polaków pomagało Żydom i odwrotnie. A, jako syn akowca zamęczonego w roku 1952 przez oficerów służby bezpieczeństwa pochodzenia żydowskiego na wszelki wypadek sprawdzę również, czy jest ślad o tejże niechlubnej karcie stosunków „polsko” – żydowskich. ---------------------------------------------------------------------------------------------------------- * Nie wiadomo, czy pan dr inż. KWP pojechał i sprawdził. Przypuszczalnie nie, gdyż w przeciwnym przypadku nie omieszkałby powiadomić o tym ludzkości, właśnie jako syn akowca i pilny obserwator stosunków "polsko" - żydowskich. Funkcja cudzysłowu w przedostatnim słowie (nie licząc znaku pauzy) jest niezbyt jasna, ale można to zignorować i przyjąć, że chodzi o stosunki polsko-żydowskie a nie "polsko"-żydowskie. Organizatorzy wystawy są chyba niepocieszeni, że tak kompetentny i obiektywny znawca stosunków polsko-żydowskich nie zrealizował tego, co zamierzał.
J.W. Część pierwsza: Dopóki pan dr inż. Krzysztof Wojciech Pasierbiewicz bajdurzy w stylu "Ja jako były nauczyciel akademicki wiem to a to z własnego długiego doświadczenia w pracy w wyższej uczelni, że opublikowałem swą prace doktorską na liście filadelfijskiej, itd. można to uznać za przypadek w stylu "Jaja kobyły" zasługujący wyłącznie na kpiny (ongiś dworowano sobie formułą "Ja jako były partyzant"). Gdy pan dr inż.. KWP etc. blaguje o swych jednodniowych narzeczonych organizowanych mu przez babcie klozetowe w „Jaszczurach” czy przewagach erotycznych w zafajdanej ptasiej budce w Parku Krakowskim, można na to machnąć ręką i uznać to za folklor podstarzałego adonisa. O ile lamentuje, że romans rozpoczęty pokładzinami na transatlantyku zakończył się z powodu szantażu zdradzone męża, że nie odda dziecka, jeśli jego małżonka nie przyrzeknie całkowitego zerwania ze studentem z Krakowa, niech to zostanie poczytana za rodzaj chlipania z powodu cierpień nieudanej kopii młodego Wertera (świadkowie końca tego romansu zgodnie twierdzą, że donna odeszła od kochasia nie tyle w siną dal, ile dla wydatnego poprawienia sobie sytuacji życiowej u boku belgijskiego dyplomaty; sam zainteresowany tego zresztą nie ukrywał, gdy, na początku lat 1970-tych) na głębokim wdechu opowiadał scenicznym szeptem, jak go ukochana zawiodła). Jeśli jednak ktoś konfabuluje, jak to czyni pan dr. inż. KWP, historię rodzinną, to już inna sprawa.Nie byłoby o czym mówić, gdyby pan dr inż. KWP chciał wzbogacić sylwetkę własnego ojca dla osobistej satysfakcji, bo wiele osób tak czyni. Wszelako pan dr inż. KWP etc. występując jako syn akowca ma na uwadze wzmocnienie swoich racji, przydanie sobie wagi, a nawet uzasadnienie dość niskich wycieczek pod adresem innych osób. Niżej znajduje się ocena wiarygodności wynurzeń pana dr inż. KWP etc. na temat jego ojca, pana Michała Pasierpiewicza (dalej p. MP). Daty dotyczą pojawienia się utworów pana dr inż. KWP, z których cytaty zostały zaczerpnięte. Z góry zaznaczam dwie rzeczy. Po pierwsze, jeszcze raz podkreślam, że moją intencją nie jest kwestionowanie zasług p. MP jako członka AK.
Dlaczego? Przecież każdy kiedyś jest " świeży".
"żadna babka nie odciągnie pana od miłości do nauki" BARDZO MĄDRE SŁOWA! I NIEZAWODNE! Pozdrawiam.
Krzysztof Pasierbiewicz
@eli To prawda, że w następnych odcinkach wiele się wyjaśni. Ale proszę zważyć, że moja powieść miała na celu opisanie uczucia, jakie zdarza się tylko wybranym przez los "szczęśliwcom", lecz także pokazanie, jak trudno było Polakom normalnie żyć za komuny. Proszę więc o uzbrojenie się w cierpliwość. Kolejny odcinek w przyszły czwartek. Pozdrawiam serdecznie.
Nie chce mi się wierzyć, że to koniec tej miłości.Nie, to nie może być prawda.Ufam, że wszystko się wyjaśni w następnych odcinkach. Pozdrawiam
Krzysztof Pasierbiewicz
@pietrek "Panie Krzychu...dziś mi jakoś tak smutno. Jeszcze te zdjęcia o ścinaniu głów...Pana odcinek jak zwykle trzymający w napięciu ale, jakże również smutny..." --------------- Wiesz Pietrek, mój dentysta powiedział mi ostatnio, że od Polski i Polaków Pan Bóg się chyba odwrócił. Ale może w październiku nasz los się odmieni? Może? Wszystko zależy od mądrości Rodaków. Też Cię lubię Pietrek. Za szczerość! Z panem Bogiem! PS. Ten profesor, który podał mi wtedy rękę to prof. dr hab. inż Janusz Kotlarczyk, promotor mojego doktoratu, obecnie emerytowany profesor mojej Almae Matris Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie, członek Polskiej Akademii Umiejętności, światowej sławy geolog o wrażliwości humanisty. Byłem mu winien to piękne o nim wspomnienie w mojej powieści. Jak widzisz wśród profesorów też się czasem zdarzają "chłopy, jak cza".
Panie Krzychu...dziś mi jakoś tak smutno.Jeszcze te zdjęcia o ścinaniu głów...Pana odcinek jak zwykle trzymający w napięciu ale jakże również smutny. Jutro kuuu.... rrr ..a po robocie kupie flache w winmonopolu i jak Boga Kocham pierwszy będzie za Pana a drugi na pohybel komuchom ! Lubię Pana!Jesteś swój chłop jak cza! Z Panem Bogiem Pietrek cymbal
Do wpisu: Mam pomysł dla PIS-u!
Data Autor
Krzysztof Pasierbiewicz
@jazgdyni "Dzięki Panie Krzysztofie za ten świetny link..." --------------- To nie mnie należy dziękować, a blogerce z Salonu24 piszącej pod nickiem @E.B., która mi go podesłała w komentarzu. A, że link przyzna Pan pyszny, zrobiłem z tego notkę. Jak zawsze serdecznie pozdrawiam.
Krzysztof Pasierbiewicz
@Jan Dobry Popieram Pański pomysł i pozdrawiam serdecznie!
Krzysztof Pasierbiewicz
@U1 "Większośc ludzi czytając liczby nie potrafi wyobrazic sobie ich wielkości i relacji między nimi. Dotyczy to także ludzi wykształconych..." ------------- I dlatego właśnie wizualizacja z kulkami gumy do żucia jest genialnym pomysłem. Bo jedni nie potrafią sobie wyobrazić, co się do nich mówi, zaś innym się po prostu nie chce. Serdecznie pozdrawiam.
Krzysztof Pasierbiewicz
@kazimierz Kozio... "ktore powinno latwo dotrzec zarowno do intelektualisty jak i do blondynki..." --------------- I o to właśnie chodzi, bo przecież tacy i tacy głosują. Pozdrawiam Pana
Krzysztof Pasierbiewicz
@pietrek "Fenomenalnie facet wytłumaczył sprawę uchodźców..." ----------------- Bo trzeba do ludzi mówić prostym i zrozumiałym językiem podpierając swój wywód efektami audio wizualnymi, które działają na ludzką wyobraźnię. Blisko 40 lat na uczelni pokazało mi, że do ludzi, z profesorami włącznie, najbardziej opornie docierają tak zwane prawdy oczywiste. Bo politycy i ludzie nauki mają tendencję do zagrzebywania się w zupełnie nieistotnych szczegółach kompletnie nie rozumiejąc, że wystarczy w prostych słowach wytłumaczyć, o co chodzi. Z Panem Bogiem Pietrek! Niech Ci się darzy na tej budowie!