|
|
Dark Regis Tak też myślałem, że ten Pański osobisty poltergeist nie odpowie na tę małą prowokację. Słaby wniosek z tego, że to raczej nie jest żaden profesor. Nie zna się na doktoratach :/ |
|
|
Florentyna Jak się nazywa taki osobnik z nadmiernie rozdętym ego, chwalący się swoją wspaniałością przy każdej okazji, a nawet zakładający w tym celu blog? Bufon, czy jakoś tak... |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @Imć Waszeć
"Zresztą nie pisałem do Pana. Ciekaw jestem odpowiedzi..."
-------------------
A to przepraszam i również ciekaw jestem odpowiedzi. |
|
|
Dark Regis Ja nie krytykuję tej pracy, bowiem takie techniki przydają się także przy badaniu Marsa oraz satelitów innych planet, gdzie zachowują się w skałach lub w rzeźbie terenu znaki, wskazujące na burzliwą przeszłość lub obecność wody. Zresztą nie pisałem do Pana. Ciekaw jestem odpowiedzi.
By the way (@All):
en.wikipedia.org
en.wikipedia.org
dailymail.co.uk |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @nonparel
"Ale to wszystko ma charakter osobisty, rzekłbym intymny. I nie jest - moim zdaniem - właściwe umieszczanie całego tak osobistego tekstu Pana mowy pożegnalnej z AGH w portalu NB. Mnie w każdym razie nie przyszłoby to do głowy. Poza tym moje wypowiedzi były prawie zawsze improwizowane i po latach nie potrafiłbym ich odtworzyć..."
-------------------------
To jest Pańskie zdanie, do którego ma Pan pełne prawo. Ale wielu profesorów, a co ważniejsze młodych uczelnianych pracowników naukowych mówiło mi, że tekst tej mowy pożegnalnej powinien być powielony w tysiącach egzemplarzy, by dotarł do jak największej ilości czytelników. I tej, a nie Pańskiej opinii będę się trzymał w nadziei, że mi Pan to wybaczy. A tak między nami to przecież najlepszym dowodem, że tekst jest wart powielania jest Pański komentarz, w którym zacytował Pan jego obszerne fragmenty. Nie widzi Pan niekonsekwencji?
Niemniej jednak dziękuję Panu za merytoryczny komentarz i również Pana pozdrawiam |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @Imć Waszeć
Podobnie jak Pan, wiele osób się dziwiło, że napisałem doktorat o jakichś zmarszczkach na piasku. Tymczasem analiza ripplemarków kopalnych pozwala określać kierunki i siłę oceanicznych paleoprądów, które przenoszą miliardy ton materiału, a analiza ripplemarków odegrała istotną rolę przy lokalizacji złóż ropy naftowej i tak dalej. Temat mojej pracy doktorskiej brzmiał: "Experimental study of cross-strata development on an undulatory surface and implications relative to the origin of flaser and wavy bedding - vide: jsedres.geoscienceworld.org
Więc na drugi raz proszę chwilę pomyśleć, zanim Pan zasiądzie do klawiatury, by napisać komentarz, a także zastanowić się, komu Pan odpisuje. |
|
|
Dark Regis Ja również o wątku pobocznym, ale tak mnie dziś chamstwem i bezczelnością wkurzyli POlitycy PO, że aż mnie nosi. "O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale" - To nieprawda. Zmarły musi sobie najpierw na to zasłużyć swoim życiem. Gdy cała wieś na rozstajnych drogach wiesza koniokrada, to nikt nie będzie potem mówił, że tu wisi dobry człowiek. Powie raczej, że tu wisi koniokrad, łajza i oszust, głównie po to, żeby młodym się nie wydawało, że mogą kroczyć drogą występku, żeby za 5 dwunasta się nawrócić i mieć już swoje wszystkie ofiary w d...ie. Nie tędy droga do prawdziwego przebaczenia. Gdyby te zasadę stosować, to należałoby natychmiast przestać mówić o zdegradowaniu Jaruzela, a nawet może dać mu jeszcze pośmiertnie jakiś medal. Ja stawiam veto. |
|
|
Dark Regis Tylko proszę bez śmichów chichów, bo tu się mówi o poważnych sprawach nauki. Doktoraty są pisane z naprawdę różnych tematów blisko związanych z codziennymi problemami ludzi oraz zwierząt.
1. Frapująca fizyka kapiącego kranu: core.ac.uk
2. O przesiąkliwości szmat i tkanin z różnymi rodzajami splotu: smartech.gatech.edu
3. O rzucaniu kostkami do gry: www-nonlinear.physik.uni-bremen.de
Były nawet prowadzone badania, w których co najmniej dwóch doktorów zamierzało non stop rzucać kostkami oraz monetami kilka lat, żeby odkryć istnienie fal prawdopodobieństwa we Wszechświecie.
4. O zwalczaniu zielonego śmierdzącego żuka w uprawach w Arkansas: scholarworks.uark.edu
5. O inwazji ropuch w Australii: duo.uio.no
6. O gazach wydzielanych przez krowią kupę: dspace.library.colostate.edu |
|
|
nonparel Drogi Panie Pasierbiewicz.
Dziękuję za trafne spostrzeżenie, którego być może nie potrafiłbym ubrać w tak piękne słowa:
"Bo znam nie mało przykładów, jak gros ludzi zajmujących się nauką, wykonywało gigantycznie mrówczą pracę kompletnie na darmo, gdyż zbrakło im wyobraźni by spostrzec, że poszli w złą stronę, a co jeszcze gorsze, nie mieli odwagi, by w stosownym momencie porzucić błędnie obrany kierunek. Widziałem, jak się męczą, grzęznąc w coraz to mniej istotnych szczegółach uznając, jakże błędnie, to, co robią, za zgłębianie wiedzy. Bo chyba nie ma nic bardziej szkodliwego, niż pozorowanie działań naukowych. To już chyba lepiej nic nie robić".
Takie są również moje wrażenia. Być może za bardzo zagłębiałem się w szczegółach próbując udowodnić lansowane przez mainstream tezy. Być może zabrakło mi odwagi i szerszego spojrzenia, a może po prostu jak każdy pseudonaukowiec zbyt spolegliwie podporządkowałem się wymogom ilości prac, punktacji i tym podobnym bzdurom. Mea maxima culpa. Ale czegoś tam młodych ludzi pożytecznego nauczyłem. I - nie chwaląc się - zajmowałem się zagadnieniami bardziej istotnymi niż zmarszczki na piasku. Ach, gdybym wcześniej odrzucił zgniłe kompromisy - prawdopodobnie wcześniej wyleciałbym z tego uczelnianego bagna - z moim i innych pożytkiem (chociaż i teraz radzę sobie nieźle).
I następne Pana słowa, pod którymi podpisuję się obojgiem rąk i z całego serca:
"W moich czasach, misją szkoły wyższej była instytucja profesora, który wychowywał grono swoich uczniów. Teraz, kiedy przyszło nowe, wszystkim zaczynają rządzić wyłącznie wskaźniki, algorytmy i sondaże. Jak się to przełoży na poziom kształcenia Polaków, nie mnie już oceniać, lecz przestrzegam!!! - bezwzględnym weryfikatorem okaże się życie. Nie zapominajcie również, że poza uczelnią też może być pięknie. Dlatego nigdy się nie zasklepiajcie wyłącznie do jednej sfery aktywności, bo to wyjaławia duszę i kaleczy intelekt!"
A teraz ad rem. Z mojej kariery uczelnianej pamiętam wiele wspaniałych osób, których darzę szacunkiem i wiele im zawdzięczam. Pamiętam również tych, o których najlepiej zapomnieć - bo o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale. Są też tacy, których sądzić nie mam zamiaru, bo poniżej mojej godności jest zniżanie się do ich poziomu. Ale to wszystko ma charakter osobisty, rzekłbym intymny. I nie jest - moim zdaniem - właściwe umieszczanie całego tak osobistego tekstu Pana mowy pożegnalnej z AGH w portalu NB. Mnie w każdym razie nie przyszłoby to do głowy. Poza tym moje wypowiedzi były prawie zawsze improwizowane i po latach nie potrafiłbym ich odtworzyć. Pozdrawiam.
nonparel
|
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @ruisdael
"Widząc przepychanki krakusów, co wyżej sr... niż d.....mają ogarnia mnie obrzydzenie..."
--------------------------
Odpowiem Panu fragmentem opisu rodzinnych korzeni pana profesora Janusza Kotlarczyka, cytuję:
"JK: Mieszkanie dziadków miało dwa pokoje. Większy był sypialnią, jego okna wychodziły na ulicę Mickiewicza i na skwerek. Tytułem dygresji dodam: na planie, który kiedyś opublikowałem, uznałem, że jedno z okien w tym pokoju było zasklepione, i że tak jest do dzisiaj, ale po napisaniu tego artykułu znalazłem zdjęcie z owych czasów, na którym widać, że okno zabudowane wówczas nie było. To był duży, jasny pokój z czterema oknami. Ów zielony pokój, o który Pani pyta, mieścił się między kuchnią a sypialnią. Był pokojem twórczej pracy. Tu Stefan Kotlarczyk spotykał się ze swoimi współpracownikami i aktorami - omawiał ich role, pracował z nimi indywidualnie. Świadectwa pracy dziadka zawarte są w kronice cioci Janiny, jego córki. Po wojnie dotarła do osób, które go pamiętały. Wszyscy podkreślali jego zapał i pracowitość. Nie tylko natchnął ich miłością do ojczyzny, realizował sztuki patriotyczne, m.in. „Obronę Częstochowy”, „Kościuszkę pod Racławicami”, ale też uczył podstaw zawodu aktora. Dom Kotlarczyków był otwarty – pojawiali się w nim starsi i młodsi wadowiczanie, zafascynowani teatrem. Jestem niemal pewien, że wśród odwiedzających bywali też Wojtyłowie: ojciec Karol oraz synowie Edmund i Lolek. W annałach rodzinnych zachowała się notatka na jednym ze scenariuszy, że rolę oficera powstania styczniowego w sztuce L. Żypowskiego „Ostatni Syn Naczelnika” zagrał Edmund Wojtyła. Sądzę też, że zainteresował on teatrem swojego młodszego brata. Mój dziadek przygotowywał dla dzieci przedstawienia z okazji Świętego Mikołaja, Bożego Narodzenia. Sala pękała wtedy w szwach. W tych spektaklach występowali, będąc dziećmi, synowie dziadka. Moim zdaniem to jest właściwie pewne, że na te imprezy Karol Wojtyła (junior) przychodził ze swoim ojcem i bratem...", koniec cytatu. A tu źródło - vide: idmjp2.pl
Więc na drugi raz proszę chwilę pomyśleć, zanim Pan zasiądzie do klawiatury.
|
|
|
To bagno nalwży zreformować zaraz po sądownictwie !
niezalezna.pl |
|
|
Widząc przepychanki krakusów, co wyżej sr... niż d.....mają ogarnia mnie obrzydzenie. |
|
|
R.I.P. |
|
|
Florentyna Kochaneńki panie Krzysztofku! Nie chcę, wręcz się obawiam, że zbytnio wzruszyłabym się zagłębianiem się w ten jakżeż osobiście intymny wspominkowy tekst, nie mówiąc już o oglądnięciu filmików z Pańskiego dramatyczno-wiekopomnego pożegnania przesławnej Almae Matris Agiehacis. Więc tylko tyle powiem:znany już wszystkim tutaj prof.Wolański byłby z pana Krzysztofka dumny i zapewne także ukradkiem łzy rękawem ocierał.. Tak jest, powtarzam: dumny. I jeszcze to Pańskie jakże znamienne i pamiętne dla Polaków zakończenie: "Melduję wykonanie zadania!" - majstersztyk pierwszej wody. Pozostaje mi tylko tylko Panu Krzysztofkowi zrobić "Szapoba!" Co przyjemnością czynię. |