Cisza. Kilka osób. Ot... kaplica przy kościele. Można wejść, usiąść. Cisza.
Taki obraz od jakiegoś czasu maluje się przy kościele w mojej parafii. Ale nie tylko. W innej w moim mieście parę lat temu pojawiła się też kaplica adoracji. Wejście jest z zewnątrz budynku, można wejść niezależnie od pory i tak samo. Cisza.
To co ciekawe w tych miejscach to to, że rzadko można trafić na moment, gdy nikogo tam nie ma. Z reguły są ludzie. Jest to dziwne. Bo po co tam są? Przecież nic się nie odprawia. Nie ma księdza. Żadna modlitwa nie jest prowadzona. No... czasami takie grupy się pojawiają i o określonej godzinie wspólnie odmawiają tam koronkę albo różaniec. Ale to margines.
Ilość kaplic adoracji w Polsce cicho, ale dynamicznie rośnie. Pojawiają się. To tu, to tam. Są pewnym odstępstwem od dawniej spotykanego w katolicyzmie rytu i sposobu praktykowania religii. Praktyka taka była bowiem:
- zorganizowana
- grupowa
- prowadzona pod nadzorem duchownego
W kaplicy adoracji tego wszystkiego zupełnie nie ma. Nie ma księdza, który coś prowadzi. Nie ma - generalnie - grupy, która coś "odprawia". Nic nie jest zorganizowane. Poza ciszą i wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Tam naprawdę nikt nie powinien zachodzić, bo po co?
A jednak ludzie tam są. Sam czasem bywam. Bardzo mi przypomina bowiem ten rodzaj praktyki, moją własną pielgrzymkę do Santiago. Bo... nic nie było zorganizowane. Bo żaden duchowny niczego mi nie prowadził. Bo byłem - bardzo mocno czasem - sam. W mojej książce z tej pielgrzymki jest taki lapsus, że wszedłem do kościoła - kościoły katolickie zwykle są otwarte do przedsionka - i... nic nie mówiłem. No właśnie.
Czym jest adoracja?
Tu znów jest taki wyłom od może trochę dziecinnej, prymitywnej religijności. Taka wyuczona religijność polega po prostu na odprawianiu na wykonywaniu zadanych religijnych czynności, na powtarzaniu zadanych słów, myśli, aktów. Adoracja zasadniczo rzecz biorą na tym nie polega. Właściwie na czym polega? Może na byciu w obecności. I ludzie tam chodzą, żeby na chwilę, na trochę, bardziej pobyć w obecności. Mogą się modlić, mogą prosić, mogą dziękować. Mogą wszystko. Nikt ich nie kontroluje. Robią to indywidualnie. Bez żadnej organizacji. Po prostu tam są - w obecności.
Pewnie na tym polega sens adoracji - na byciu w obecności. I pewnie wielu z tych ludzi czasami nic tam wcale nie mówi, ani nie myśli. Czasami tam po prostu są. Są w obecności Boga, bo im tej obecności brakuje w życiu. Bo życie bez obecności, zwłaszcza Źródła Miłości, jest trochę ciężkie. Więc "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię".
Dokładnie to przesłanie, zdają się kaplice adoracji wypełniać. Czy będą się wypełniać czy pustoszeć? Na dziś sztuczna inteligencja informuje o ich dynamicznym rozkwicie. O dziwo jest to fenomen polski. W innych krajach tego nie ma. Może w naszej zapyziałej, obolałej i wycofanej rzeczywistości, jest to jeden z "wynalazków", który coś zmienia? Który sprawia, że właśnie ta rzeczywistość ma wartość?
W sumie adoracja to praktyka mistyczna. Może jest tak, że albo zostaniemy mistykami albo się to wszystko zawali? Może mistycyzm a więc głębsza relacja z Nienazwanym, choć Bogu przypisujemy konkretne terminy, jest nam w miarę rozwoju ludzkości koniecznie potrzebna?
Nie byłoby tych kaplic, gdyby nie było kościołów w rozumieniu katolickim a nie protestanckim. To ciekawe, cicho przebiegające zjawisko. Otwiera religię na nowe wymiary. Otwiera szerzej drzwi. Do czego? Do kogo? Dla kogo?