W drugiej „polskiej” kadencji Parlamentu Europejskiego (2009-2014) zorganizowałem konferencję na temat sytuacji mniejszości religijnych w Pakistanie. Chodziło mi głównie o chrześcijan, choć oczywiście mówiono także o wyznawcach hinduizmu czy Sikhach. W debatach, które odbywały się pod moim patronatem w gmachu PE wzięli udział eksperci z trzech kontynentów Azji, Europy i Ameryki. Generalnie wskazywano na represyjny stosunek władz pakistańskich wobec nie-muzułmanów. Sensacyjny finał tej debaty nastąpił … kilka dni po jej zakończeniu. Ówczesny szef europarlamentarnej grupy politycznej EKR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), Brytyjczyk z partii Torysów , skądinąd obecnie członek Izby Lordów, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu miał do mnie wielkie pretensje o ową konferencję w Brukseli. Okazało się potem, że miał być z niej bardzo niezadowolony brytyjski MSZ, któremu zależało na dobrych relacjach z Islamabadem. Wiele wtedy zrozumiałem, gdy chodzi o system zależności w polityce Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej.
Cała ta historia przypomniała mi się teraz, gdy dowiedziałem się o niedawnym siłowym przejęciu w pakistańskim mieście Lahore (w pobliżu granicy z Indiami) budynku Ewing Hall będącego własnością Forman Christian College. Tym razem trudno zwalić winę na islamskich radykałów, muzułmańskich terrorystów czy bojówkarzy z Koranem pod pachą. Decyzję w tej sprawie zapadły na szczeblu administracyjnym, a więc państwowym.
Konstytucja tego jednego z dwóch największych islamskich państw świata (obok Indonezji) gwarantuje swobodę wyznania. To tylko jednak teoria. Akurat w przypadku siłowego przejęcia chrześcijańskiego majątku w Lahore nie chodziło zapewne tylko o kwestie religijne, ale także o komercyjne wykorzystanie atrakcyjnych gruntów. To stały problem chrześcijan w Pakistanie. I to kolejny przykład odgórnej dyskryminacji i przejmowania przez władze mienia mniejszości religijnych. Odbywa się to często przy milczącym poparciu policji. Fanatyzm religijny fanatyzmem, a interesy związane z nieruchomościami wyznawców Chrystusa to zawsze gratka.
Pakistański Sad Najwyższy czasowo wstrzymał zabranie owego budynku chrześcijanom. Od razu jednak rząd prowincji Pendżab uznał stuletni gmach Ewing Hall za… nielegalny ,choć do tej pory był legalny, a nawet umowa jego najmu obowiązuje do roku 2040. Rząd chce wyburzyć (sic!) obiekt z wiekową tradycją. Spotkało się to z potępieniem Pakistańskiej Komisji Praw Człowieka. Nawet Stowarzyszenie Pracowników Akademickich Uniwersytetu Pendżabskiego potępiło „pełzające przejęcie" budynku Forman Christian College uznając, że „Dziedzictwo edukacyjne należy chronić, a nie plądrować. Przestrzenie akademickie należy wzmacniać, a nie oddawać.”
Przeszło pół wieku temu - akurat zresztą na ćwierćwiecze istnienia Pakistanu czyli w roku 1972 - władze znacjonalizowały i przymusowo przejęły aż 118 instytucji chrześcijańskich. Tylko niewielka część z nich po długotrwałych procesach została zwrócona wyznawcom Chrystusa. I tak, po przeszło półwieczu, Sad Najwyższy Pakistanu przywrócił chrześcijanom prawo własności do Gordon College w Rawalpindi. Jednak już na przykład nie oddano Edwardes College w Peszawarze. Organizacje chrześcijańskie uznały to za spektakularne naruszenie praw mniejszości religijnych.
Aby przejąć własność kościołów czy organizacji chrześcijańskich muzułmanie fałszują dokumenty, dokonują nielegalnych zajęć, uciekają się do przemocy i zastraszanie . Ewidentnie dzieje się to w zmowie z władzami i policją. Charakterystyczne, że wyznawcy Islamu składają fałszywe oskarżenia o „bluźnierstwo” – a to w tym kraju jest surowo karane. To powszechne narzędzie rabowania chrześcijanom gruntów czy nieruchomości. Tak było w przypadku Instytutu Misyjnego Gosha- e- Aman w Lahore, szkoły Darul Hikmat w tym samym mieście oraz Państwowego Chrześcijańskiego Liceum w Rawalpindi. Przed dwunastoma laty deweloperzy powiązani z urzędnikami i politykami dokonali „skoku” na liceum św. Franciszka w Lahore. Znęciła ich wyjątkowa wartość tej nieruchomości.
Nawet jeśli prawo jest po stronie organizacji katolickich czy szerzej: chrześcijańskich to nie jest ono egzekwowane. Ziemia, na której stoją te budynki jest cennym towarem. Administracja nie ma skrupułów, aby pomagać swoistej muzułmańskiej „mafii” , która je systemowo przejmuje. Ze strony rządu w najlepszym razie obserwować można bezczynność, ale częściej współudział w procederze. Pozostałe stowarzyszenia i organizacje wyznawców Chrystusa żyją w strachu przed kolejnymi przejęciami.
Rząd daje w praktyce parasol dla łupienia chrześcijańskiego majątku. I mniej jest ważne czy proceder ten odbywa się z powodów stricte religijnych czy też ekonomicznych.
Chrześcijan w Pakistanie jest raptem 1,8-1,9%. Po trzech latach od pogromu w Jaranwala gdzie zaatakowano 25 kościołów i zniszczono wiele domów chrześcijan - rząd dalej nie chce ścigać sprawców tych religijnych gwałtów (donosił o tym „Christian Daily International”). Pamietajmy ,że solidarność z naszymi braćmi w wierze, także tymi w Pakistanie, to kwestia elementarnej przyzwoitości.
*Artykuł ukazał się w "Najwyższym Czasie"