W debacie publicznej często pojawia się zarzut, że różne ugrupowania czy środowiska nie mają programu gospodarczego precyzyjnie rozpisanego na liczby: ile dokładnie będą wynosić podatki, wpływy z nich, emerytury, wydatki, zadłużenie.
Intuicyjnie brzmi to dobrze, ale w praktyce taki program liczbowy prawie zawsze jest bardziej produktem marketingu niż rzetelnej analizy ekonomicznej — to raczej broszura promocyjna niż mapa rzeczywistości.
Widzimy to przy każdej większej zmianie polityki gospodarczej: ktoś opracowuje wyliczenia, na ich podstawie planuje budżet państwa, po czym i tak wychodzi deficyt albo wyniki istotnie różne od zapowiadanych.
Nie dzieje się tak przez złą wolę czy brak kalkulatora, tylko dlatego, że tego typu modele przyszłości bazują na uproszczonych założeniach, które nie wytrzymują zderzenia z dynamiczną rzeczywistością.
Ekonomia jako logika działania, nie wyrocznia liczbowa
Polityczni komentatorzy lubią żądać bardzo konkretnych, liczbowych prognoz — i potem wytykać błędy w każdym detalu.
Sensowna ekonomia podchodzi do sprawy inaczej: formułuje ogólne zasady działania, wskazuje na kierunki i trendy, zwraca uwagę na relacje między wielkościami (proporcje), a nie na dokładne wartości, które rzekomo da się wyliczyć co do grosza na lata naprzód.
Modele i równania mogą być przydatne, o ile służą wyjaśnianiu sensu tych ogólnych praw, a nie udawaniu, że mamy zdolność precyzyjnego sterowania gospodarką.
Dobre modele są bardziej algebraiczne niż arytmetyczne: pokazują strukturę zależności, zamiast produkować zestawy liczb wyglądające poważnie tylko dlatego, że są podane z trzema miejscami po przecinku.
Tworzenie szczegółowych, liczbowych scenariuszy dla całej gospodarki i prezentowanie ich jako projektu sterowania przez państwo powinno być raczej zadaniem działu marketingu niż analitycznego — bo ich główną funkcją jest przekonywanie, nie przewidywanie.
Dane, modele i pogoda
Każdy model gospodarki opiera się na danych z przeszłości.
Po pierwsze, te dane bywają zafałszowane albo zebrane przy użyciu metodologii, która źle pasuje do sposobu ich późniejszego wykorzystania. Po drugie, zawsze dotyczą one jakiegoś konkretnego stanu prawa, technologii, sytuacji międzynarodowej, struktury preferencji.
Jeżeli te warunki się zmieniają — a zmieniają się nieustannie — to wnioski wyprowadzone z dawnych danych potrafią zamienić się w swoją odwrotność.
Życie gospodarcze jest procesem, nie stanem: dzieje się w czasie, jest dynamiczne i w istotnym stopniu nieprzewidywalne.
To trochę jak z prognozą pogody: ścisłe modele potrafią dość dobrze przewidzieć sytuację na kilka dni, czasem nawet tygodni, ale nikt odpowiedzialnie nie zadeklaruje dokładnego stanu atmosfery dla konkretnej daty za rok.
Podobnie jest z gospodarką — najlepszym dowodem jest fakt, że mimo ogromnej liczby modeli i algorytmów nie istnieje matematyczny święty graal, który pozwalałby zawsze wygrywać na giełdzie.
Analiza techniczna może mieć sens, o ile jest wsparta analizą realnych fundamentów: tego, co dzieje się w firmach, branżach, regulacjach i technologii.
Same liczby bez rozumienia procesu nie wystarczą.
Przedsiębiorca musi liczyć, państwo nie może sterować
Przedsiębiorca, który prowadzi działalność, musi robić konkretne wyliczenia: próbować przewidywać popyt na swoje produkty i usługi, koszty, zmiany preferencji klientów, ryzyko technologiczne, konkurencję.
Może korzystać z różnych modeli, wyliczać parametry, dopasowywać struktury kosztów i inwestycji — dzięki temu działa, rozwija się albo koryguje kurs, gdy jego kalkulacje okazały się błędne.
Jeśli obliczy dobrze — odniesie sukces, jeśli źle — jego zyski spadną lub zbankrutuje.
Przegrana na rynku jest sygnałem: informuje, że coś w kalkulacji, danych albo modelu było nieadekwatne do rzeczywistości, więc trzeba to poprawić.
Państwo działa w innej logice!
Kiedy podejmuje decyzje gospodarcze, zmienia parametry, które są kluczowe dla działania wszystkich przedsiębiorców: podatki, regulacje, kursy, stopy, definicje prawne.
Te decyzje mogą unieważniać wcześniejsze obliczenia biznesu, zmuszając firmy do ciągłego włączania w swoje modele nie tylko pogody, technologii i zachowań klientów, ale też ryzyka zmian prawa i dekretowanych parametrów ekonomicznych.
To dodatkowe szumy i niepewność, które komplikują kalkulację po stronie przedsiębiorców i jednocześnie sprawiają, że modele państwa stają się jeszcze bardziej oderwane od rzeczywistości, którą próbują opisać.
W efekcie kalkulacje centralne są z natury obarczone systematycznymi błędami — nie tylko dlatego, że ktoś się pomylił w tabelce, ale dlatego, że nie da się z poziomu centrum uchwycić i przeliczyć rozproszonej wiedzy i lokalnych warunków w gospodarce.
Kalkulacje przedsiębiorców też bywają błędne, ale ich skutki są rozproszone, ograniczone do konkretnych podmiotów, a błędy są szybko ujawniane i korygowane przez zysk i stratę.
Im mniej państwowych manipulacji przy kluczowych parametrach, tym bardziej wyniki rynkowych kalkulacji są weryfikowane w realnym czasie, a przedsiębiorcy mają szansę doskonalić swoje modele na podstawie rzeczywistych informacji zwrotnych, a nie arbitralnych założeń.
Państwo jako minimalny usługodawca
Z tego wynika prosty wniosek: im bardziej państwo próbuje sterować gospodarką za pomocą swoich modeli i wskaźników, tym bardziej zaburza proces realnej kalkulacji po stronie biznesu.
Państwowe liczenie może mieć sens jako narzędzie administracyjne — do obsługi podstawowych funkcji — ale nie jako centralna wyrocznia decydująca, jak ma wyglądać struktura całej gospodarki.
Państwo lepiej funkcjonuje jako minimalny usługodawca: tworzący i egzekwujący podstawowe normy prawa publicznego, dbający o klarowne ramy, w których działają podmioty prywatne.
Koszty takich funkcji są relatywnie niskie — to utrzymanie kilku budynków i niewielkiej liczby dobrze przygotowanych ludzi — i można je pokryć prostym, niewielkim obciążeniem rozłożonym na obywateli.
Reszta usług — zabezpieczenie na starość, ochrona, zdrowie — powinna być wyceniana i świadczona przez prywatne podmioty na podstawie realnych kalkulacji kosztów, ryzyka i popytu.
Chcesz mieć wyższą emeryturę — płacisz więcej swojemu ubezpieczycielowi, lepszą ochronę — kupujesz droższy pakiet w agencji, lepszą opiekę medyczną — negocjujesz odpowiedni kontrakt z wybraną siecią szpitali.
Ceny tych usług zmieniają się w czasie i są problemem ich dostawców i klientów, a nie ministerstwa.
Zamiast próbować obliczyć na górze optymalne parametry dla wszystkich, lepiej pozwolić, by kalkulacja odbywała się tam, gdzie zapadają realne decyzje i gdzie ich skutki są bezpośrednio odczuwalne.
Dlatego nigdy nie wierzcie partiom, które wam dokładne obliczenia pokazują. Wierzcie tylko tym partiom, które obiecują likwidację regulacji w gospodarkę. Nie wierzcie w obietnice polityków, którzy wam chcą gospodarkę zorganizować, co pokazują na liczbach, wierzcie tylko tym, którzy obiecują wycofanie polityki z gospodarki, czego się nie da przełożyć na żadne liczby. Poprawne liczby dostaniecie tylko od naukowców i przedsiębiorców, nigdy od polityków. Polityk liczbami was tylko otumani.
Grzegorz GPS Świderski
t.me/KanalBlogeraGPS
Twitter.com/gps6