1. W ostatni wtorek Kancelaria Prezydenta poinformowała, że szef Biura Polityki Międzynarodowej, minister Andrzej Przydacz będzie reprezentował Prezydenta RP Karola Nawrockiego na inauguracyjnym posiedzeniu Rady Pokoju 19 lutego w Waszyngtonie. Ten komunikat pojawił się już po kolejnym wystąpieniu premiera Tuska, tuż przed posiedzeniem Rady Ministrów, w którym stwierdził, że „w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do Rady Pokoju”. Nie bardzo wiadomo, co to za okoliczności, zdaniem premiera Tuska, powodują takie stanowisko rządu, ale można odnieść wrażenie, że to jego osobista niechęć do prezydenta Trumpa, a może nawet coś więcej, czyli niechęć niemiecka, powodują, że niestety całemu rządowi została narzucona taka właśnie narracja.
2. Przypomnijmy, że do Rady Pokoju prezydent Trump zaprosił ponad 50 krajów, 20 ogłosiło to niej wejście już podczas niedawnego szczytu w Davos, kolejne 6 poinformowało o przystąpieniu, ale niektóre jak np. Niemcy i Francja natomiast zapowiedziały, że do Rady nie przystąpią. Rada przynajmniej na razie, ma się zająć realizacją porozumienia pokojowego wypracowanego na Bliskim Wschodzie i odbudową Gazy, ale nie ulega wątpliwości, że w związku z choćby wypowiedziami samego prezydenta Trumpa, ale i ostatnią wypowiedzią sekretarza stanu USA Marco Rubio przed wylotem na konferencję w Monachium, jej zadania będą rozszerzane. Rubio powiedział, że „stary świat już odszedł” i w domyśle budowany będzie nowy, w związku z tym Polska w tym budowaniu powinna uczestniczyć, zwłaszcza, że została do tego gremium zaproszona przez naszego strategicznego sojusznika. Bowiem zgodnie z powiedzeniem „Albo siedzisz przy stole, albo jesteś w menu” w przypadku naszego kraju, położonym pomiędzy Niemcami i Rosją, zdecydowanie lepiej dla naszej przyszłości jest siedzieć przy stole razem z tymi , którzy mają mocną pozycję na świecie i są naszymi sojusznikami, niż nie daj Boże, znaleźć się w menu, podawanym przez naszych wrogów, czy nawet fałszywych przyjaciół.
3. Podobne uzasadnienie decyzji Prezydenta RP o wydelegowaniu na posiedzenie Rady Pokoju, ministra Przydacza, znalazło się w komunikacie Kancelarii Prezydenta, gdzie stwierdzono między innymi „ Zbyt wiele razy w historii spraw międzynarodowych Polska była pomijana w kluczowych dyskusjach. W związku z tym Prezydent podjął decyzję, że przy tym stole dyskusyjnym Polska być musi”. W komunikacie jest również wyjaśnienie samego ministra Przydacza, dlaczego to właśnie on będzie reprezentował w Waszyngtonie prezydenta Nawrockiego „ z całą pewnością szef Biura Polityki Międzynarodowej, czyli funkcja którą mam zaszczyt pełnić, to jest bardzo bliska funkcja Prezydenta, więc w tym sensie Amerykanie w zupełności to przyjmują ze zrozumieniem, że najbliższy współpracownik Prezydenta Polski, będzie obecny na tym posiedzeniu”.
4. W komunikacie Kancelarii Prezydenta przypomniano również o celowych kłamstwach strony rządowej związanych z Radą Pokoju, które miały na celu wywołanie niechęci do tego formatu w polskiej opinii publicznej. W części otwartej niedawnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego jedno z nich wyprostował prezydent Nawrocki, wyjaśniając, że wpłata 1 mld USD związana z członkostwem , będzie obligatoryjna, dopiero po 3 latach członkostwa, przy jego odnawianiu i rzeczywiście po minie wicepremiera Kosiniaka-Kamysza widać było, że i on został oszukany w tej sprawie. kłamstwo rządu zostało wyjaśnione w komunikacie Kancelarii Prezydenta, a dotyczyło ono wypowiedzi premiera Tuska, który stwierdził, że „Polska nie zamierza wysłać żołnierzy do strefy Gazy”. Podkreślono, że „nikt ze strony amerykańskiej takiego oczekiwania od Polski, nie wyrażał i na pewno taka dyskusja nie będzie prowadzona” a uruchomienie takie narracji przez premiera Tuska, to kolejny etap budowania niechęci opinii publicznej do Rady Pokoju, a w konsekwencji, także naszego w niej członkostwa.
5. To zadziwiające jak z inspiracji premiera Tuska uruchamiana jest rządowa, a w konsekwencji medialna antyamerykańska narracja, która przecież ewidentnie godzi to w strategiczne polskie interesy. Można nawet odnieść wrażenie, że Donald Tusk realizuje w ten sposób oczekiwania płynące zza naszej zachodniej granicy, choć sam kanclerz Merz, wręcz staje na głowie, aby zbudować jak najlepsze relacje z prezydentem Trumpem.
mały ale ma pomocników z piekła rodem. Dosłownie. Trzeba ich pokropić wodą święconą i patrzeć co się dzieje.