Wyliczyłem, że 8 ekspertów kwestionuje legalność działań Korwin-Piotrowskiej, 3 broni ich podstaw prawnych, a 9 się waha. Teraz gdy Święczkowski ujawnił dokument, z którego wynika, że już w kwietniu upoważnił Piotrowicza do zastępowania go, obala to całkowicie uzasadnienie tych 3 ekspertów Tuska i pozwala tym 9 niepewnym przejść jednoznacznie na stronę Nawrockiego. Więc Korwin-Piotrowska już z rowerka spadła!
Jej argumentacja się już totalnie wali! Bo jeśli Święczkowski i Sochański nadal wykonują obowiązki, nie ma podstaw, żeby zastępowała ich Korwin-Piotrowska. A jeśli rzeczywiście nie mogą ich wykonywać, to przecież wcześniej upoważniono Piotrowicza!
WIĘC SKĄD ONA WZIĘŁA PRAWO DO PRZEJĘCIA KIEROWANIA TRYBUNAŁEM⁉️
Rozważmy fakty:
- Święczkowski ujawnił dokument dopiero 2 listopada, chociaż konflikt rozpoczął się już w piątek, 30 października. Dlaczego nie pokazał go od razu, kiedy mógłby być najbardziej przydatny?
- Na udostępnionym dokumencie nie widać pieczęci kancelaryjnej ani numeru sprawy. Więc dokument był przechowywany poza oficjalnym obiegiem Kancelarii TK.
- W nocy z piątku na sobotę prezydent Karol Nawrocki osobiście przybył do Trybunału z liczną grupą współpracowników. Nie przeprowadzono z nim skutecznych negocjacji, ale jego ludzie usilnie domagali się kluczy do pomieszczeń!
- Ostatecznie wiceprezes Sochański otrzymał klucze do własnego gabinetu. Odbywały się tam później rozmowy z przedstawicielami otoczenia prezydenta i jest z tego zdjęcie.
- W poniedziałek Święczkowski ogłosił, że posiada dokument, o którym — jak twierdzi — Korwin-Piotrowska wcześniej nie wiedziała!
- Cała ta afera z wracaniem prezydenta samolotem i nocnym wejście do TK, była tylko po to, by odzyskać ten ważny dokument! I to się udało.
OTO MOJA HIPOTEZA:
Święczkowski sporządził upoważnienie w kwietniu i przekazał informację Piotrowiczowi, ale nie zarejestrował dokumentu w kancelarii. To jest całkiem legalne i skuteczne. Pozostawił go w gabinecie Sochańskiego. Kiedy w piątek wybuchł konflikt, Święczkowski nie miał dokumentu przy sobie i nie mógł się do niego dostać.
Dlatego prezydent osobiście przyjechał do TK, a jego współpracownicy usilnie domagali się kluczy! Chodziło o odzyskanie dokumentu, który podważył podstawę przejęcia kierowania Trybunałem przez Korwin-Piotrowską! Dopiero po nocnej wizycie dokument trafił do Święczkowskiego, który ujawnił go dziś.
TAKA HIPOTEZA ŁĄCZY W JEDNĄ LOGICZNĄ CAŁOŚĆ ZAGADKOWE WYDARZENIA OSTATNICH DNI!
Dlaczego ujawnione upoważnienie Święczkowskiego dla Piotrowicza jest prawdziwe i definitywnie zamyka sprawę uzurpacji Korwin-Piotrowskiej?
Kilka twardych faktów:
1. Autentyczność (ryzyko fałszerstwa)
Święczkowski jako były Prokurator Krajowy doskonale wie, że antydatowanie dokumentu to samobójstwo. Dzisiejsza kryminalistyka (badania chromatograficzne GC-MS odparowania fenoksyetanolu z pasty długopisu) z łatwością odróżnia tusz sprzed kilku dni od tego z kwietnia. Nikt o zdrowych zmysłach nie ryzykowałby kryminału przy tak prostej do zdemaskowania ekspertyzie.
2. Brak obiegu kancelaryjnego jest w pełni legalny!
Upoważnienie to jednostronny akt woli. Staje się w pełni skuteczne z chwilą zakomunikowania go zainteresowanym — czyli zastępcy i osobie upoważnianej. Przepisy kancelaryjne to wyłącznie instrukcja biurowa, a nie warunek ważności aktu. Święczkowski miał pełne prawo trzymać dokument w dyskrecji jako polisę bezpieczeństwa i nie rejestrować go w ogólnym dzienniku.
Widać to zresztą na ujawnionym dokumencie: nie ma na nim pieczątek i sygnatur, jest tylko data, tekst i podpis.
3. Rażące niedopełnienie obowiązków przez Korwin-Piotrowską
Sukcesja na podstawie stażu ma charakter posiłkowy — wchodzi w grę DOPIERO wtedy, gdy nie ma sędziego upoważnionego. Korwin-Piotrowska miała bezwzględny obowiązek upewnić się, czy takie upoważnienie istnieje.
Nie zrobiła tego. Gdyby zapytała Święczkowskiego, ten nie miałby żadnego powodu, by dokument ukrywać — od razu by go wskazał. Zignorowanie tej weryfikacji i samowolne ogłoszenie się p.o. prezesa to działanie na rympał. Jej subiektywna niewiedza nie unieważnia obiektywnie istniejącego prawa Piotrowicza do kierowania TK.
Więc zamach stanu na TK Tuska już się prawnie całkowicie załamał, nie ma już dla niego ratunku, więc jedyne co mu pozostaje to nie dopuścić do wyborów, bo jak do nich dopuści, to po zmianie władzy zostanie oskarżony i skazany w sposób łatwy do przeprowadzenia.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
A gdyby Prezes Święczkowski nie upoważnił Sędziego Piotrowicza, to istota rzeczy pozostałaby ta sama. Gdyby zabili i jego, i wiceprezesa, to miałoby kardynalne znaczenie, bo wyznaczałoby drugiego zastępcę.
W kontekście zamachu stanu podam za radiem Wnet inną hipotezę - 37:30
youtube.com
29 X 2026 I Prezes SN odsunął na mocy art. 130 ustawy o ustroju sądów sędziego, który został oskarżony o upicie i awanturę na dworcu.
30 X 2026 pani dwojga nazwisk użyła tego samego art.130 wobec Prezesa TK i jego zastępcy, mimo, że art. 130 ustroju o sądach nie dotyczy TK (pomijam brak rzeczywistych przesłanek do tego).
Hipoteza: sędziego SN upito/spremedykowano aby zaistniała okoliczność zastosowania art. 130 w SN, a następnie użyto reguły w innym kontekście w celu manipulacji propagandowej.
Może panią dwojga nazwisk też upito?
Zbiorowe, celowe i skoordynowane upicie grupy politycznej?
Tu nie ma podobieństwa do podskoków posła Janowskiego spremedykowanego (prawdopodobnie amfetaminą) z powodu Polskiego Cukru.