W Brukseli wiceminister obrony mówi zdanie, które w Warszawie rozsadza internet, a w Paryżu, Madrycie i Sztokholmie ledwo zasługuje na depeszę. „Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium”. Koniec. Kropka. I nagle okazuje się, że najgłośniejsza broń atomowa tej doby to nie B61, tylko mikrofon Pawła Zalewskiego.
Bo felietonista zagraniczny — jeśli w ogóle zdążył — czyta to tak: Varsovia chce siedzieć przy stole odstraszania, ale nie chce trzymać w piwnicy sztućców. Samoloty dwuzadaniowe tak, magazyn głowic nie. Amerykańscy żołnierze na stałe — jak najbardziej. Parasol francuski — rozmawiamy. Własna bomba prezydenta Nawrockiego — to już osobny serial, na inny sezon. Reuters podaje sucho. Politico dopisuje, że to najkategoryczniejsze „nie” od lat, mimo rosyjskiego cienia na flance. I tyle. Amerykańskie redakcje jeszcze nawet nie zdjęły z paska zapowiedzi Trumpa o pięciu tysiącach żołnierzy.
W Berlinie Merkur notuje grzecznie: Polska chce udziału bez sprengköpfe. Żadnego wrzasku, żadnego „Verrat an der Ostflanke”. Niemcy same od dekad żyją z głowicami u siebie i z okresowym pragnieniem, żeby ich nie było. Zrozumieli szyfr. We Włoszech Internazionale przedrukowuje agencję, jakby ktoś przysłał komunikat o pogodzie nad Wisłą. W Turcji BirGün krzyczy „ret ABD-ye”, bo tytuł musi mieć impet, ale w środku jest ta sama depesza. Hiszpania i Skandynawia milczą tak głośno, że słychać tylko własne debaty o tym, że oni też głowic u siebie nie chcą.
Tymczasem w kraju trwa teatr jednej rodziny. Rano wiceminister odcina głowice. Wieczorem szef MON zapewnia, że Nuclear Sharing żyje. Kancelaria prezydenta mówi, że to kuriozum. PiS grzmi o podkopanym bezpieczeństwie. Generał Koziej widzi błąd strategiczny. Telewizja Republika już ma skandal w Brukseli, TVN ma spór w rządzie, TVP World tłumaczy Anglosasom, że to nie rezygnacja, tylko finezja. Jedno zdanie, trzy linie polityczne, cztery interpretacje i zero bomby. Klasyczna polska alchemia: z braku warheadów robi się headliny.
Zagranica patrzy na to z politowaniem kogoś, kto widział już ten numer. Francja od miesięcy sprzedaje „zaawansowane odstraszanie” bez obietnicy, że Rafale z ASMP zamieszkają na stałe pod Gdańskiem. Niemcy chcą płacić za parasol, nie za własny arsenał. Skandynawowie kibicują dialogowi, byle nikt nie parkował im głowic na trawniku. Polska właśnie powiedziała na głos to, co reszta Europy mówi szeptem: chcemy gwarancji, nie magazynu. Różnica polega na tym, że u nas szept natychmiast idzie na konferencję.
Czy to wycofanie się z broni atomowej? Nie. To wycofanie się z fantazji, że sam fakt składowania robi z nas mocarstwo, podczas gdy o użyciu i tak decyduje kto inny. Zalewski — niezręcznie, za ostro, za wcześnie, za publicznie — nazwał rzecz po imieniu. Potem musiał dopisać DCA, Nuclear Sharing i „to nie jest pożądane”, bo w polskiej polityce każde „nie” wymaga trzech „ale”.
Echa zagraniczne są więc takie, jak na to zasłużyliśmy: chłodne, krótkie, bez hymnu i bez nekrologu. Konserwatywne gazety Zachodu jeszcze nie zdążyły się oburzyć, liberalne nie zdążyły odetchnąć z ulgą. Rosyjski Kommiersant odnotował fakt i przypomniał, że Duda chciał inaczej, a Nawrocki chce jeszcze inaczej. Świat uznał, że Polska znów kłóci się o broń, której nie ma, w sojuszu, który ją ma, przeciwko wrogowi, który udaje, że jej nie użyje.
Zostaje morał felietonowy, gorzki jak niesolony barszcz. Największe tytuły Ameryki i Europy nie piszą dziś o tym, że Warszawa odrzuciła atom. Piszą — jeśli w ogóle — że Warszawa znów nie umie powiedzieć jednego zdania bez natychmiastowego sprostowania. Głowic nie chcemy. Focha mamy. Parasola szukamy. I wszyscy udają, że to trzy różne polityki, a nie jeden kraj, który boi się zarówno Rosji, jak i własnego mikrofonu.
Jarosław Banaś
Normalka - wszystko pod kontrolą.
Wyjaśnienie jest proste. Prezes Kaczyński już w 2010r. wprowadził odnośnie Polski określenie kondominium.
Ci ludzie najwyraźniej są zadaniowani przez różne ośrodki.
Tak w ogóle to nuclear shering z USA nie wchodzi w grę bo umówili się z Rosją, że nie będzie na wschód od Łaby amerykańskiej broni atomowej.
Co innego rosyjska broń atomowa w Królewcu i na Białorusi, która otrzymała nuclear shering i świat się nie zawalił, protestów nie było, przeszło niezauważone.
"Niemcy same od dekad żyją z głowicami u siebie i z okresowym pragnieniem, żeby ich nie było."
AI Overview
Niemiecka debata nad obecnością amerykańskiej broni atomowej trwa od dziesięcioleci i regularnie powraca w tamtejszej polityce.
Oto najważniejsze fakty dotyczące tego zjawiska:
Status obecny
Źródła oporu społecznego i politycznego
Zwrot po 2022 roku
Jeśli chcesz, możemy pogłębić ten temat. Opowiedz mi, czy interesuje Cię:
Tak. Ale może jeszcze ważniejsze jest to czy jesteśmy mądrzy, czy się kochamy. Albo przynajmniej czy zmierzamy w tę stronę. Albo przynajmniej czy poziom mądrości - pod wpływem edukacji i mediów - w Polakach i POLKACH rośnie czy maleje. Czy Polacy czują się RAZEM czy czują się PRZECIW. Sobie nawzajem. Czy prywata i każdy grabi jak może, i podstawowym zabiegiem pozostaje maskowanie grabienia troską o narut i polskem? Czy Polska to tak jak w jakiejś powieści sukno, które każdy drze, a ten co nie drze zostanie z ... w garści? A my tu o tematach, którymi trzeba zająć ludność?
"Czy Polska to tak jak w jakiejś powieści sukno, które każdy drze, a ten co nie drze zostanie z ... w garści?"
AI Overview
Tak, odwołujesz się do jednej z najsłynniejszych alegorii w polskiej literaturze, choć Twoje sformułowanie łączy oryginalny cytat ze współczesnym, potocznym powiedzeniem.
Słynny motyw z „suknem” pochodzi z powieści „Potop” Henryka Sienkiewicza. Wypowiada go magnat książę Bogusław Radziwiłł w rozmowie z Andrzejem Kmicicem, opisując swój cyniczny stosunek do ojczyzny. [1, 2, 3]
Jak brzmi oryginalny cytat?
W oryginalnej wersji z „Potopu” Sienkiewicza nie ma wulgaryzmów ani sformułowania „zostanie z ... w garści”. Książę Bogusław tłumaczy sytuację kraju w następujący sposób: [1]
„Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz dla nas starczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy”. [1, 2, 3]
Znaczenie i kontekst tej alegorii
Metafora ta na stałe weszła do języka polskiego i do dziś jest publicystycznie używana do opisywania sytuacji, w których politycy lub grupy interesu przedkładają własne korzyści nad dobro wspólne kraju. [1, 2]
Jeśli chcesz, możemy porozmawiać o tym:
O to to.