W piątek 24 lipca 2026 Jarosław Kaczyński ogłosił, że „trzydziestu kilku” posłów PiS „zrezygnowało z członkostwa” po odmowie podpisania lojalek dotyczących stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Były premier mówi o czterdziestu posłach, jednym senatorze i trzech europosłach. To największy rozłam na polskiej prawicy od lat – efekt miesięcy walki o kierunek partii (twardsza prawica z Czarnkiem kontra bardziej centrowy, gospodarczo liberalny kurs Morawieckiego) oraz o sukcesję przed wyborami 2027. Sondaże pokazują, że zjednoczony PiS mógłby liczyć na około 23 procent, a po rozłamie – 17,7 procent plus 6,2 procent dla grupy Morawieckiego. Prawica się kruszy, scena staje się bardziej rozdrobniona.
Rosyjskie media, przede wszystkim RIA Novosti, donosiły o zagrożeniu rozłamu: największa partia Polski może się podzielić, konflikt Kaczyński–Morawiecki, ultimatum w sprawie „Rozwoju Plus” traktowanego jako potencjalny konkurencyjny ośrodek. Ton faktograficzny, bez jawnego drwienia, ale kontekst jasny – osłabienie kluczowej siły opozycyjnej w kraju, który pozostaje jednym z najtwardszych sojuszników Ukrainy i krytyków Kremla. Wcześniejsze materiały RT i RIA o napięciach polsko-ukraińskich oraz dualizmie władzy (Tusk kontra Nawrocki) budują narrację o niestabilności. Czy „byli zaborcy się cieszą”? Raczej chłodno kalkulują: Polska wewnętrznie skłócona to Polska mniej przewidywalna geopolitycznie, z rozproszoną prawicą, która wcześniej mocno wspierała Kijów.
Niemieckie media idą dalej i ostrzej. „Die Zeit” pisze, że PiS rozpadła się po sporze o kierunek – „rechtsradikal oder wirtschaftsliberal”. (skrajnie prawicowy lub gospodarczo liberalny.) Kaczyński liczy na elektorat skrajnej prawicy; Morawiecki z „Entwicklung Plus” chciał centrum-prawicy. DW mówi wprost o „collapse over far-right slide” – o upadku głównej opozycji przez przesunięcie w prawo, o osłabieniu szans na powrót do władzy i o korzyściach dla rządu Tuska. Cytowani politologowie oceniają, że to „prezent” dla władzy: skandale rządzących schodzą na dalszy plan, a Tusk może „siedzieć nad rzeką i czekać, aż ciała popłyną”. Niemiecki ton to mieszanka relacjonowania faktów i spokojnej satysfakcji z osłabienia formacji, która latami spierała się z Brukselą o praworządność. Były zaborca? Raczej partner w UE, który woli przewidywalniejszą Warszawę.
Politico ocenia twardo: rozłam osłabia konserwatywny obóz w dążeniu do odsunięcia proeuropejskiego premiera Donalda Tuska w 2027 roku. Po zwycięstwie Nawrockiego w 2025 PiS liczyło na odzyskanie inicjatywy – teraz frakcja kurczy się do około 140–145 posłów, powstaje osobne koło, a prawica się dzieli.
Amerykańskie i szersze zachodnie media (The Guardian, Balkan Insight, Euractiv, Notes from Poland) relacjonują rozłam po ultimatum lojalnościowym, walkę o strategię przed 2027, słowa Morawieckiego o „strategii dwóch płuc” (młodsi wyborcy, przedsiębiorcy) i oskarżenia o „intrygantów”. Podkreślają fragmentację prawej strony i korzyści dla Tuska. Głosy bardziej konserwatywne w pierwszych godzinach nie dominują – temat jest świeży. Francuskie, hiszpańskie i skandynawskie media piszą o rozłamie lakonicznie lub poprzez agencje, traktując go jako kolejny rozdział polskiej polaryzacji.
Analiza bez różowych okularów
Polska geopolitycznie osłabiona? Nie przez klasyczny „układ nienawiści”, lecz przez rodzimy rozpad. Obecny rząd Tuska ma swoje błędy, skandale i tarcia z prezydentem Nawrockim (dualizm władzy, weta, historia z Ukrainą). Opozycja zamiast się konsolidować pęka na tle ambicji i różnic taktycznych – twardogłowi kontra ci, którzy chcą szerszego elektoratu. Morawiecki próbował zagrać kartą przedsiębiorców i młodych, ale partia poszła w inną stronę. Polaryzacja rząd–opozycja (i wewnątrz opozycji) jest chroniczna; siły, które na tym żerują, zawsze znajdą pożywkę.
Byli zaborcy – Rosja z satysfakcją obserwująca osłabienie antykremlowskiego frontu, Niemcy z ulgą patrzące na mniej konfrontacyjną prawicę – nie muszą się „cieszyć” otwarcie. Wystarczy, że Polska traci spójność. Przyszłość sprawnego gabinetu pozostaje niepewna: nowy układ nie wyłoni się szybko, a obecny dryfuje między błędami a wetami. To nie spisek zaborców. To polska specjalność: najpierw budujemy silną formację, potem rozrywamy ją własnymi rękami. W 2027 może się okazać, że prawica poszła w kilka stron, a centrum-lewo zbiera plony. Historia lubi ironię: ci, którzy najgłośniej krzyczą o jedności narodu, często sami ją rozbijają. A media zagraniczne tylko notują wynik.
Jarosław Banaś
"twardsza prawica z Czarnkiem kontra bardziej centrowy, gospodarczo liberalny kurs Morawieckiego", czy "skrajnie prawicowy lub gospodarczo liberalny" jak to określa Die Zeit jest zafałszowaniem rzeczywistości, w której słowa i czyny stawiają PiS na pozycji centrolewicy, a Morawieckiego na lewicy razem z KO, postHołownią i PSL.
Słowo "liberalny" jest tak wieloznaczne, że oczywiście można mówić, że Morawiecki jest liberalny, a Czernienko z Breżniewem byli konserwatywni, ale uniemożliwia dyskusję, co w wypadku Die Zeit jest zrozumiałe, bo jest narzędziem propagandy utworzonym w 1946r.w konkretnych celach i w konkretnych warunkach.
"Tusk może „siedzieć nad rzeką i czekać, aż ciała popłyną”" pisze Die Zeit. Jest dokładnie odwrotnie od tej propagandy. To Tusk popłynie, a raczej już płynie. Kaczyński został osłabiony wieloletnim żyrowaniem polityki Morawieckiego, a ten będzie lansowany teraz przez te same media, które lansowały Unię Wolności i Platformę Obywatelską, bo jest gwarantem utrzymanie Polski "na kursie i ścieżce" na fałszywą radiolatarnię.
Dodam, że jest chyba dość oczywiste, że skoro Prezes musiał zmienić socjalistkę Szydło, na komunistę Morawieckiego z dnia na dzień, zgadzał się na jego politykę, nie skrytykował po utracie władzy i nawet nie wyrzucił aby nie dopuścić do rozpadu PiS, to widocznie nie mógł. Warto się zastanowić nad tymi ograniczeniami polityków w Polsce i nie tylko. Demokracja demokracją a ktoś tym musi kierować.
Napisałem, nie życzeniowo, tylko zacytowałem ton gazet zagranicznych. Ale oczywiście ma Pan rację.
Tak też to odebrałem, że to przegląd prasy.
Pozdrawiam.
Nie bardzo rozumiem.