W ćwierćfinałach jest 8 drużyn. 6 z nich to drużyny europejskie. Siódma to mistrz świata Argentyna, której meczów oglądać więcej nie należy, jeśli się ten zespół dopinguje. A ósme to Maroko, które do tego poziomu doszło po karnych z Holandią i odprawieniu sockerowców z Canada.
Piłka się wyrównuje i dzięki temu mecz są ciekawsze. Różnice wydają się niewielkie, bo czasem jednobramkowe zwycięstwa wielkich nad małymi. Ale to na tym właśnie polega, na umiejętności przesunięcia szali choćby o to minimum. Na tym polega wielkość. I dlatego nie cierpię Argentyny.
Argentyna to okropny zespół. Jeśli się im kibicuje to zawału można dostać. Robią błędy, błędy, zdarzają się im przyjęcia piłki na półtora metra do przodu. Najlepszy zawodnik świata strzela karnego tak, że trudno nie obronić i drużyna traci oczywistą szansę na sukces.
Z tymi karnymi dziwna sprawa. Mi to się wydaje, że są dwa typy zawodników: artyści karnych i wyrobnicy karnych. Artystą jest Robert Lewandowski. Właściwie to on wprowadził do piłki swój styl ich wykonywania, zwodzenia, czekania do ostatniej chwili, egzekucji, gdy bramkarz przeważnie już leży. Wyrobnicy o niczym nie myślą, niczego nie kombinują. Podbiegają do piłki i walą w jeden albo drugi róg, tak jak to robią od zawsze. Często prości zawodnicy mają w tej dziedzinie lepsze wyniki niż geniusze dryblingu, podań czy zaczarowanych uderzeń z wolnego.
Gdy Argentyna przegrywała 0:2 to miałem wyłączyć transmisję. Ale czekaj. Moment. W sumie? Egiptowi te bramki się należały. Strzelił ich 3, a że jednej nie uznano, to trochę szczęście Argentyńczyków, choć faul minutę wcześniej faktycznie był. Argentyna potrafi cierpieć. To jest ta umiejętność, w sumie wielkich drużyn. Przegrywać, nie idzie, robimy błędy, a mimo to nie padać na kolana, nie popadać w zwątpienie, rozgoryczenie czy negatywizm, tylko grać. Grać. Grać swoje. Messi odkupił swoje winy z niestrzelenia karnego. Frunął potem w powietrze rzucany tam ramionami kolegów po meczu. Wielkość nie na tym polega, by wygrać 7:0. Ona polega właśnie na tym, by wygrać 3:2, gdy się przegrywało 0:2.
I znów to pytanie, kto wygra? Wszystkie drużyny w ćwierćfinałach są markowe. Ja dalej obstawiam Argentynę. Z jakości gry wydaje się Francja lub Hiszpania. Anglia pokazała charakter, a Maroko i Belgia potrafią zaskoczyć każdego. Świetny sport. Świetna impreza. Powinna być co miesiąc.
"Świetny sport. Świetna impreza. Powinna być co miesiąc."
Potwierdzam, choć od 1982 roku nie oglądam piłki haratanej z wyjątkiem występów Wigier Suwałki w 2, a nawet 3 lidze. Ludzkość potrafi wytworzyć piękne widowiska zapadające w pamięć, a nawet utrwalone na lata w diabelskim internecie, powstałym dzięki pewnemu Polakowi żydowskiego pochodzenia z Grodna :) PS. Sukces ma wielu ojców. Wiadomo kto wynalazł współczesny internet, ale niewielu wie, kto do niego się walnie przyczynił :)
A ja nie bardzo lubię oglądać mecze piłki nożnej. Są długie, przeważnie nudne i nie mają żadnych wartości poznawczych, jak i wszystkie inne gry zespołowe i większość innych dyscyplin sportowych. Ale kiedy nie ma nic ciekawego w innych kanałach, zdarza mi się trafić na mecz piłki nożnej - teraz akurat mistrzostwa świata. Mam w przy tym szczęście, bo to są przeważnie ostatnie 10 minut meczu, albo dogrywka, więc strata czasu żadna. Niestety nie miałam władzy nad telewizorem kiedy grała Argentyna, ale też w 75 minucie kiedy było 0:2 twierdziłam, że skoro w niedawnym meczu w ciągu 2 minut padły 2 bramki, to w ciągu 15 może paść i 4. Niewiele się pomyliłam, bo padło 3 i Argentyna wygrała. Czy sprawiedliwie? Wydaje mi się, że Egipt miał dużo więcej akcji pod argentyńską bramką i nikt by się nie zdziwił gdyby wynik 0:2 pozostał, ale nie pozostał i Argentyna pokazała swoje mistrzostwo 3:2. Czy to będzie mistrzostwo świata? Ano zobaczymy.
Przy okazji trudno nie zauważyć jakości gry drużyn w 1/8 finału. Przy tych drużynach nasza to może 4 liga? Opinie wśród znajomych są jednakowe: jak to dobrze, że nasi tam nie grają! (z przekąsem, że się tam nie kompromitują...). No cóż. Kiedyś i nasi (młode, zdolne roczniki) może dotrą na te mistrzostwa? Trudno też nie zauważyć, że zawodnicy w mistrzowskich drużynach są tacy dobrze opaleni :).