Oczywiście
Akcja likwidacji, popularnie nazywana Rozbiorem Polski właśnie wskoczyła na wyższy poziom. Taki typu turbo.
Tłuste koty zawsze wiedzą gdzie są dobre smakołyki. Nie tkną byle czego. Takie na przykład polskie drogi. Były w stanie rozpaczliwym. Ale dobry kumpel właściwych rządzących, wiedział gdzie raki zimują i już dobry kumpel, niejaki Kwaśniewski, odpowiednio napojony "na drugą nóżkę" załatwił i tak na złotodajnej autostradzie (Berlin – Warszawa) powstał ród Kulczyków. To wprawdzie jeszcze nie Habsburgowie, ale już do życia preferują książęce Monaco. Bo muszą oczywiście teraz nauczyć się używać ą i ę.
A inny tłusty kocur – nazwiska tu nie podam, bo on miał nawet chyba trzy, albo cztery, ale wiecie który, ten od TV POLSAT, też trafnie skierował oko na aż dwa łakome kąski: - to media i telekomunikacja. Strasznie mu imponował niemiecki ród Springerów. A konkretnie Axel Springer. Ten z Hamburga. Więc nasz ten Solorz czy Żak, gonił tego Axela, ale... nie dogonił – on miał tylko trzy, albo cztery żony, a Axel miał pięć. Ja, ja - „Deutschland über alles“ . (Jak Niemcy potrafią wycyckać durnowatych Polaków ciągle jeszcze). I jak to nasz Solorz, czy Żak bidak, staruszek właśnie kończy w Domu Pogodnej Starości, bo dzieciaki od trzech, czy czterech żon, nie cierpiały ojca, bo nie dawał tyle ile chcieli. To masz teraz dziadu za swoje.
Można by jeszcze długo wymieniać innych prawdziwych tłustych kotów. To nie byli ludzie z historycznych rodów, z jakiejś arystokracji, tylko proste ludziska. Tata Axela miał w Hamburgu małą drukarenkę. A po jego śmierci, małżonka jego Friede Springer była prostą córką ogrodnika (szparagi?)
Jak w 1989 ta nieco infantylna aktorka, córeczka na prawdę świetnego ojca, orzekła, ze komunizm się skończył (ha, ha!) to - będę się przy tym upierał - generał Kiszczak, który miał mózg tysiąć pięćset kilowatów mocniejszy niż na przykład taki Tusk, przygotował tajny plan, jak sprytne całą, tę niby trzecią, Rzeczpospolitą rozkraść od A do Z. Znalazł dwóch młodych napalonych frajerów. Jeden fanatyk, a drugi kanalia. To oczywiście Balcerowicz i Lewandowski. Ta dwójka najpierw szokująco uderzyła w pospólstwo powodując super inflację w kraju. Jeśli dobrze pamiętam, to w szczycie wymieniano 10 000 zł na 1 złotówkę. I wtedy nikt się nie interesował gdy wszystkie polskie banki obsadzono swoimi – grubymi kotami. I również wiele więcej swoich. Wszystkie firmy handlowe, gdzie były relacje z zagranicą, lokalne władze od wójta do burmistrza, do prezydenta miasta, wojewody; a reasumując, wszędzie w urzędach, gdzie misie poczuły miód.
Teraz w takim państwie można się bylo naprawdę nachapać. A żeby nowi jeszcze niedoszli bogacze czuli się bezpiecznie i komfortowo, rozpostarto nad nimi parasol w postaci dobrze w PRLu wyszkolonych agentów służb specjalnych, jak już UB przekształcono w WSI i coś tam jeszcze inne służby, jako Sauron – demon Kiszczak sobie wymyślił (oczywiste, że rady również dostarczał mu Kreml, a już później także Berlin).
Rozglądając się i węsząc dookoła, grube koty (i zatrudnieni lokaje, którzy tez mogli co-nieco skubnąć) odkryli, że jak oni to zdobędą to również grubą kasę można wchłonąć na służbie zdrowia. Przecież te polskie szpitale, kliniki, ośrodki zdrowia były w opłakanym stanie. Jak oni na tym położą łapę, to wszystko to stanie się krainą miodem płynącą. Wystarczy tylko coś pozmieniać, na przykład szpitale nie będą jakimiś służbami zdrowia nadzorowanymi przez lokalne władze, tylko staną się firmami, czy to produkcji, czy handlu. Jakimiś korporacjami, albo nawet holdingami. I bardzo fajnie, jeżeli w takiej nowej strukturze będzie także jakiś uniwersytet.
Weźmy przykład jak to pięknie pozałatwiały sobie te tłuściochy w Gdańsku, a nawet w całym Trójmieście.Gdańsk jest jednym z największych ośrodków medycznych w Polsce, obsługującym nie tylko Pomorze, ale często również pacjentów z całej północnej Polski.
Tak więc, nasi pomorscy geniusze, o węchu czującym grubą kasę, już sobie skolonizowały onegdaj samodzielne jednostki służby zdrowia z centrum w Gdańsku jak:
- Gdański Uniwersytet Medyczny. Kształci lekarzy, farmaceutów, pielęgniarki, położne, diagnostów laboratoryjnych i innych specjalistów.
- Szpitale Kliniczne, gdzie największym jest Uniwersyteckie Centrum Kliniczne (wśród swoich nazywane UCK)– jeden z największych i najnowocześniejszych szpitali w Polsce. Ma ponad 1200 łóżek, leczy około 200 tysięcy pacjentów rocznie i wykonuje najbardziej skomplikowane zabiegi, w tym przeszczepy narządów.
- Szpitale wojewódzkie, gdzie do największych należą: Szpital św. Wojciecha, Szpital im. Mikołaja Kopernika. Oba należą do spółki Copernicus i obejmują wiele specjalności – od interny po onkologię i traumatologię.
- A także Szpitale prywatne. Przykładem jest Swissmed, który prowadzi leczenie szpitalne, zabiegi operacyjne i diagnostykę.
- Ponadto również w tym medycznym gdańskim molochu mamy: przychodnie i podstawową opiekę zdrowotną. W samym Gdańsku działa kilkaset poradni: Mamy więc lekarzy rodzinnych, specjalistycznych, stomatologicznych, rehabilitacyjnych i sporo prywatnych sieci medycznych. Są oczywiście Laboratoria diagnostyczne. Jedną z największych sieci jest Diagnostyka, posiadająca liczne placówki w mieście.
- Mamy oczywiście rehabilitację. Funkcjonują dziesiątki ośrodków rehabilitacyjnych, np. REHAB Centrum Rehabilitacji czy REHA-POINT.
- I dla dziadków i babć Domy opieki i opieka długoterminowa. Działa wiele domów seniora, np. Centrum Opieki Serenus czy Prywatny Dom Opieki Słoneczko.
Dawniej mówiło się: Szpital jest częścią służby zdrowia. Dzisiaj Prawnik powiedziałby:
Szpital jest samodzielnym podmiotem leczniczym, działającym w określonej formie organizacyjno-prawnej.
To jest ogromna zmiana filozofii zarządzania. A ta zmiana generuje olbrzymie zysyki. Dla kogo? Oczywiście naszych morskich grubych kotów.
W tym całym pomorskim paraholdingu medycznym prym wiedzie UCK. Kilkadziesiąt lat temu szpital kliniczny był przede wszystkim jednostką dydaktyczną uczelni. Dzisiaj Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku (UCK) jest samodzielnym podmiotem leczniczym. Ma własną osobowość prawną, własny budżet, dyrekcję, radę społeczną, zatrudnia tysiące pracowników i prowadzi działalność gospodarczą w takim zakresie, w jakim pozwala na to prawo (np. świadczenia komercyjne, badania kliniczne, wynajem powierzchni, usługi laboratoryjne). Nie jest nastawione na wypłatę zysku właścicielom, ale musi dbać o wynik finansowy i płynność No na pewno.... To zupełnie inny model niż dawniej. Dzisiaj dyrektor dużego szpitala jest dziś jednocześnie:
- organizatorem leczenia,
- pracodawcą dla kilku tysięcy osób,
- zarządzającym majątkiem wartym setki milionów złotych,
- negocjatorem z NFZ,
- uczestnikiem projektów unijnych,
a często również partnerem dla firm farmaceutycznych i producentów sprzętu medycznego.
Dzisiaj takiego "dyrektora" powszechnie nazywa się właścicielem. On decyduje o przepływie władzy i pieniędzy. Innymi słowy: kto naprawdę decyduje, kto płaci, kto kontroluje i kto odpowiada. . Cała hierarchia i struktura w jego rękach. Czyli jak w każdej zgodnie z prawem strukturze biznesowej jest prezesem – szefem nad wszystkimi (choć to bardzo pogmatwane).
Obecnie to Michał Markuszewski (pełne imię: Michał Jan Markuszewski), farmaceuta i naukowiec (profesor nauk farmaceutycznych), od wielu lat związany wyłącznie z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym, jest prezesem tej całej medycznej pogmatwanej firmy. Czyli ma potężną władzę. Mimo, że tak na prawdę autentycznym właścicielem tej całej struktury, która przecież niedawno powstała, formalnie należy do państwa. Wesołe to jest.. To tak jakby narkotykowy kartel w Medelin należał do państwa Kolumbia.
A właśnie! Chociaż jako klasyczny inżynier technokrata nie mam zielonego pojęcia o wszystkich strukturach gospodarczych, finansowych, biznesowych i prawnych. Mimo tego zastanawiam się, czy ta Medyczna Trójmiejska Gąsienica to kartel, czy holding. Z tego co wiem, kartel to raczej zmowa wielu producentów by kontrolować rynek. Jakie wspólne ceny towaru powinny być, czy jaki powinien być uzgodniony poziom sprzedaży. Czyli ta gdańska medyczna struktura to holding. A może nie? Więc jeszcze sprawdziłem – że Holding to „sieć firm pod jednym właścicielem”, a Korporacja to z kolei „duży organizm gospodarczy”. Jedna duża firma (np. Samsung, Google, PZU). Czyli jednak Trójmiejska służba zdrowia to coś podobnego do holdingu. Podobno właśnie tam robi się grubą kasę.
Dobry, prawy doktor, jak będziesz u którego na prywatnej solidnej wizycie (około jednej godziny) to zapłacisz tu na wybrzeżu od 200 do 250 zł, A jak pójdziesz do kogoś z tego gdańskiego uniwersytetu + prywatnie, to szykuj się na 400 zł za krótką wizytę. Choć nawet słyszałem, ze ktoś akurat modny może nawet zażądać 800 zł.
Tak, że służba zdrowia rośnie w górę i robi się coraz bardziej otyła. Lecz trzeba przyznać – kudy im do sekty prawniczej. Oficjalne tym adwokatom, tym radcom prawnym, tym mecenasom. A już po cichu także sędziom, asesorom, prokuratorom.
Polska rośnie w siłę! Ale dla niektórych... Dla wybrańców Wodza.
Ps Pamiętacie może taką kobitę, co rozpaczliwie płakała przed kamerami, bo tajny agent służb specjalny zdobył jej zaufanie (może się nawet zakochała), a on tylko chciał wyśledzić i zdobyć dowody, jak to ona z kimś, jakimś wójtem, gdzieś na Półwyspie Helskim już kombinowała o przejęcie jakiegoś szpitalu, To już chyba 20 lat temu, kiedy pierwsi wywęszyli, ze w medycynie jest gruba kasa. Pamięć niestety szwankuje...
dakowski.pl
@NASZ_HENRY
Cześć Heniu. Jak masz dobry kontakt z Mirkiem (dakowski.pl), Czy pamięta tego Janka-blogera z Gdyni Orłowo. Ile orof. ma już lat? Chyba zbliża się już do 90-tki. To był fajny gość. I przyjaciel naszej Izy.
Poza tym wsio OK
Mieli kręcić lody na szpitalach? Ano mieli.
Kręcą lody? Kręca...no to o co chodzi?
At! Czepia się...