
Wielu moich czytelników prosiło bym honorując naszego wspaniałego, niestety już śp. Seawolfa, napisał, albo przypomniał coś o morzu. Nie da rady - muszę złamać moje leniuchowanie i poprzypominać coś sprzed lat.
Pogodę jak widać, potężnie zwariowaną, mamy właśnie teraz. Uwierzcie - na morzu bywa tysiąc razy gorzej.
Orkan
jazgdyni - 7 Grudnia, 2013 - 09:18
Wczoraj w całej Polsce poczuliśmy smak żywiołu. Pół kraju zostało sparaliżowane przez wicher, śnieżyce i zawieje. A jak to jest na morzu? Prawie dokładnie rok temu przeżyłem taki sam orkan na Morzu Północnym.
*********************************
Zasypani w kopalni górnicy to news. Marynarze, którzy zginęli, to żadna wiadomość.
Pracowałem na pokładzie w części rufowej. Praktycznie w otwartym na rufę hangarze, tak, że byłem dosyć dobrze izolowany od warunków atmosferycznych. Morze, jak na tą porę roku było dosyć spokojnie. 200 metrów za rufą sześć „armat” regularnie strzelało, powodując wstrząsy sejsmiczne, których echa zbierały setki czujników, tworzących matrycę na dnie Morza Północnego. Znajdowaliśmy się w linii prostej 150 km na zachód od duńskiego portu Esbjerg, na obszarze, gdzie roi się od platform i morskich konstrukcji.
W pewnym momencie zauważyłem, że coraz ciężej się chodzi. Oczywiście, patrząc na horyzont dało się zauważyć spory przechył na prawą burtę. Zszedłem do maszyny zapytać się inżynierów co pompują. Nie niczego, zresztą, gdy się zmienia tanki, to przechył jest 1 -2 stopnie, a tu już było grubo ponad to.
Główne uderzenie wiatru przyszło o 16:30. Uderzyło nagle w lewą burtę. Wiatr wzrósł w przeciągu dziesięciu minut ! Doszedł do 110 km/godzinę i tak trwał. Nie zdążyliśmy wyciągnąć sejsmicznych air gunów z wody, a to sprzęt wartości milionów dolarów. Próby wyciągnięcia przy takim wietrze zakończyłyby się całkowitym jego zniszczeniem.
Chodzenie stało się praktycznie wspinaczką. Na korytarzach obrazy i plakaty wisiały skośnie do ściany. Co chwila łomot oznajmiał, że jakiś sprzęt, czy meble nie wytrzymały i poleciały na prawą burtę.
Natychmiast zaczęła się tworzyć fala wiatrowa, by w szczycie przekroczyć wysokość 5 i pół metra. Deszcz siekł poziomo, a jego strugi spływały po szybach horyzontalnie, jak w pędzącym samochodzie.
Sztorm zaczął się uspokajać po sześciu godzinach. To znaczy, on się nie uspokajał, tylko przemieszczał na południowy zachód. Około dziewiętnastej dotarł w okolice na północny zachód od Rotterdamu. Tu krzyżują się najważniejsze szlaki wodne Europy i zawsze jest tu kilkaset statków, zdążających w przeróżnych kierunkach. Mimo prawa ruchu, stref rozdziału itp. jest tu zawsze bardzo niebezpiecznie. I tam właśnie uderzył huragan. Warunki pogorszyły się radykalnie. Widzialność spadła, wiatr spychał z toru. Było bardzo ciężko.
I stało się. W tak trudnych warunkach o błąd nie trudno. Kontenerowiec, całą swą masą i przy sporej szybkości uderzył w samochodowiec. Impakt najprawdopodobniej zerwał umocowane samochody, które jak klocki poleciały na jedną burtę. Gwałtowny przechył, z którego ten zazwyczaj wysoki statek się już nie podniósł.
Zatonął w ciągu 15 minut.
Wśród międzynarodowej załogi było 11 Polaków. Uratowało się sześciu. R.I.P.
Morze nie zna litości. Chwila słabości, zagapienia, czy mały błąd i morze zbiera swoje żniwo. Rokrocznie ginie tysiące marynarzy i pasażerów. Takie to powszednie i odległe, że w prasie tylko krótkie notatki. I wszech ogarniająca rozpacz w domach rodzin zatopionych. Najbliżsi żyją z ciągłym podświadomym niepokojem o tych co na morzu. I mają powody. Natura uderza nagle i zdradziecko.
Sztorm do pełnej mocy rozwinął się w ciągu dziesięciu minut...
W 2010 roku było czołowe zderzenie busa z ciężarówką pod Nowym Miastem nad Pilicą 12 października. Zginęło w nim 18 osób, a jedna została ranna. Ofiary to głównie pracownicy sezonowi z gminy Drzewica, podróżujący przystosowanym do przewozu 4-6 osób volkswagenem transporterem, w którym stłoczyło się aż 18 pasażerów. To biedni ludzie , którym zbiór owoców czy warzyw był recepta na przeżycie nastepnego dnia . Żadna kopalnia sie nie zawaliła , żaden statek nie utonął . Ot po prostu 18 zwykłych biednych ludzi ofiar nowej rzeczywistości . I tak zostało . Pies z kulawą noga nie pamięta . I orkanu nie było i nic nie tąpnęło .