Ze strony prof. Dakowskiego:
Zarobki miesięczne. Od najwyższych do najniższych:
1. Ortopeda z Grójca – 60 000 USD miesięcznie
2. Prezydent USA – 33 000 USD
3.Przewodniczący Komisji Europejskiej – 33 000 USD
4. Szef CERNu – 30 000 USD
5. Szef FEDu – 21 000 USD
6. Szef NASA – 20 000 USD
7. Sekretarz generalny NATO – 20 000 USD
USA stać na płacenie prezydentowi takiej pensji. Czy Polskę stać na płacenie takich gaży jednemu ortopedzie, czy innemu cwaniakowi w kitlu? Nie! Na ich gaże państwo zaciąga SAFE na 40 lat spłacania!
Co widać na obrazku
dakowski.pl
Do intratnych zawodów u nas trzeba dodać: polityk Platformy Obywatelskiej.
Jakoś tak się składa, że rządy PO oznaczają wielki deficyt budżetowy. Moim zdaniem są to wielcy fachowcy od wyciągania kasy z budżetu i instytucji budżetowych (czyli z podatków i obowiązkowych składek, albo danin) na własne konta, albo konta naszych wrogów. Fachowców od wyciągania kasy w mniejszej skali nazywa się po prostu złodziejami.
Gdyby obecne rządy PO i PSL były inne niż te z lat 2007-2015, to można byłoby mieć jakieś wątpliwości, że źle ocenialiśmy tamte rządy Tuska i Kosiniaka-Kamysza. Ale tu już nie ma żadnych wątpliwości!
Przypadek młodego lekarza Dawida Kacprzyka właśnie to potwierdził w 200%. Jako młody, ambitny zachłanny, ale i naiwny, nie przewidział całej afery, czyli zabrakło inteligencji, albo dał się namówić na bycie słupem, drogim słupem. Teraz ten słup medyczny zaczyna zwracać część "wynagrodzenia", pewnie prawnicy mu to doradzili, żeby nie trafił na 3 miesiące do aresztu tymczasowego. Jutro i tak powinien trafić, bo jest on głównym (na razie) bohaterem WIELKIEJ POLITYCZNEJ AFERY o znaczeniu strategicznym dla państwa rządzonego przez D. Tuska.
Jak to się dzieje, że tak skompromitowany premier i rząd jeszcze rządzi w Polsce? Kto go odwoła, jeśli sam nie poda się do dymisji? Czy jest jakiś prokurator, albo sąd, który oskarży i uwięzi D. Tuska? Czy prezydent może coś zrobić?
Szkoda, że nie wiemy ile zarabia premier i jego z-ca? Ani ile kosztuje nas cały rząd. Ponoć dużo więcej niż poprzedni. Ile więcej?
To jest budowanie struktur mafioso-pasożytniczych energia państwa zostaje przekierowana na karmienie pasożytów. Dzieci, wnuki powojennych komunistycznych elit i WSI, UB, SB, przejmują media, sadownictwo i kulturę .Stąd takie przypadki, to walka o władzę i jej zasobów a społeczeństwo idzie spać. No oprócz Konfederacji Korony Polskiej balującej w Ambasadzie Sowieckiej.
KKP jako jedyna rozważa powrót monarchii. Demokracja kompromituje się okrutnie na naszych oczach. Bo gdyby był król - jednym dekretem odwołałby całą Tuskową mafię i zlecił dochodzeni prokuratorskie, i powołał nowy rząd, przejmując do tego czasu kompetencje premiera.
Tymczasem w obecnej demokracji jedyna droga do odwołania tego rządu wiedzie przez głosowanie w sejmie. No załóżmy, że ktoś z opozycji złoży taki wniosek. Co się z nim stanie?
Też mi się nie podoba KKP w ambasadzie radzieckiej/rosyjskiej, ale czym różni się wizyta polskiego polityka w tej ambasadzie od wizyty w niemieckiej, ukraińskiej, albo IZRAELSKIEJ? Niczym! O ile wiem są to wszystko legalne ambasady. Czy Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Rosją? Jeśli tak, to dlaczego Rosja ma u nas ambasadę i konsulaty? Ciekawe jest też, czy jakieś inne partie i partyjki, jacyś politycy bywają w rosyjskiej ambasadzie? Jaki stosunek do ambasadora Rosji mają Tusk i Sikorski? Takie ciekawe pytania pozostaja bez odpowiedzi...
Przyznam, że zaciekawiła mnie ta wizja monarchii, ale mam kilka pytań praktycznych.
Jakiej konkretnie monarchii?
Brytyjskiej? Hiszpańskiej? Szwedzkiej? Holenderskiej? Belgijskiej? Norweskiej?
W każdej z nich król nie może sobie „jednym dekretem” odwołać rządu, rozwiązać parlamentu według własnego uznania ani przejąć kompetencji premiera. W większości współczesnych monarchii parlamentarnych procedury są bardzo podobne do tych, które funkcjonują w republikach. Rząd musi mieć większość parlamentarną i to parlament decyduje o jego losie.
A może chodzi o monarchię absolutną?
Tylko wtedy pojawia się drobny problem: skąd pewność, że trafimy na dobrego króla? Historia zna wielu władców mądrych, ale zna też szalonych, nieudolnych, okrutnych i skorumpowanych. W monarchii nie ma gwarancji jakości. Można trafić na kogoś wybitnego, ale można też trafić na katastrofę, a wtedy nie da się go wymienić przy najbliższych wyborach.
Zawsze trochę bawi mnie przekonanie, że „gdyby był król, to wszystko byłoby dobrze”. To działa tylko wtedy, gdy zakładamy, że król będzie akurat myślał dokładnie tak jak my. Wyobraźmy sobie sytuację odwrotną. Król uważa, że Tusk jest znakomitym premierem, PiS należy zdelegalizować, a Braun powinien zostać nadwornym błaznem. Nadal jesteśmy za monarchią? Poza tym Polska już miała długą tradycję monarchiczną. I nie skończyło się to szczególnie imponująco. Mieliśmy monarchię dziedziczną, potem elekcyjną, wybory królów, wpływy obcych dworów, przekupstwo, liberum veto i ostatecznie rozbiory. Nie jest więc tak, że monarchia stanowi jakiś historycznie sprawdzony cudowny lek na problemy państwa. Mam też wrażenie, że w tej wizji monarchii ukryte jest marzenie nie o królu, ale o polityku, który zrobi dokładnie to, co my chcemy, bez oglądania się na procedury, parlament i przeciwników politycznych. Tyle że dokładnie tak samo myślą zwolennicy każdej strony sporu. Problem zaczyna się wtedy, gdy taki władca rzeczywiście dostaje nieograniczoną władzę, bo historia pokazuje, że znacznie łatwiej znaleźć ludzi marzących o dobrym królu niż dobrych królów.
Jakiej monarchii? Po prostu polskiej! Polacy tworzyli różne typy sami. I potrafią to robić teraz - Polacy! Nie mieszańcy, nie zdrajcy.
No właśnie o to pytałem i dalej nie wiem. „Po prostu polska” nie jest odpowiedzią na pytanie o ustrój, tak samo jak „po prostu polski samochód” nie mówi jeszcze, czy chodzi o Syrenę, Poloneza czy ciężarówkę.
Polska monarchia, ale które wydanie?
Piastowskie? Jagiellońskie? Elekcyjne? Konstytucyjne? Parlamentarne? Dziedziczne? Absolutne? Między królem, który symbolicznie otwiera parlament, a królem, który jednym dekretem wyrzuca rząd i wsadza przeciwników do więzienia, jest jednak pewna różnica.
Przy okazji zaciekawiło mnie też kryterium „Polacy, nie mieszańcy i nie zdrajcy”. Kto miałby o tym decydować? Specjalna Komisja do Spraw Prawdziwej Polskości? Egzamin z genealogii? Test patriotyczny? Badania DNA? Historia Polski jest pełna ludzi o bardzo różnym pochodzeniu, którzy dla Polski zrobili więcej niż niejeden samozwańczy strażnik polskości. Na razie więc zamiast projektu ustroju słyszę raczej hasło reklamowe: „Monarchia będzie polska i będzie dobra”. Tylko że każdy ustrój jest świetny na etapie sloganów. Schody zaczynają się wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie: kto rządzi, na jakiej podstawie, kto go kontroluje i co robimy, gdy okaże się nieudolny.
I właśnie na te pytania nadal nie usłyszałem odpowiedzi.