Polska polityka ma niezwykły talent do zamieniania nawet najpoważniejszych spraw państwowych w groteskowy teatr symboli, emocji i plemiennych okrzyków. Jeszcze wczoraj internet żył SAFE, słoniami, bantustanami, końcem Konstytucji i wizjami komornika z Brukseli zajmującego polskie lodówki. Dziś mamy nową odsłonę narodowego serialu politycznego - wyjazd Zbigniewa Ziobry do USA i zniknięcie Marcina Romanowskiego z wynajmowanego mieszkania w Budapeszcie. I znowu zaczyna się ten sam spektakl. Jedni już widzą wielką polityczną emigrację i walkę z reżimem. Drudzy triumfalnie ogłaszają, że uciekają, bo są winni. Kolejni snują opowieści o międzynarodowych spiskach a jeszcze inni o politycznych prześladowaniach. A tymczasem najważniejsze pytanie jest dużo prostsze.
Czy takie zachowanie pomaga prawicy?
Odpowiedź brzmi: NIE!!! I to nie tylko nie pomaga PiS-owi czy Suwerennej Polsce. To szkodzi całemu szeroko rozumianemu obozowi prawicowemu. Bo przeciętny obywatel nie analizuje niuansów proceduralnych. Nie czyta opinii konstytucjonalistów. Nie śledzi skomplikowanych sporów o status prokuratury czy legalność poszczególnych działań rządu. Przeciętny obywatel widzi coś znacznie prostszego - jeden polityk wyjeżdża, drugi znika, ale obaj unikają bezpośredniej konfrontacji z wymiarem sprawiedliwości. I niezależnie od tego, jakie są rzeczywiste motywy, polityczny obraz jest fatalny. Bo jeśli ktoś przez lata budował swój wizerunek jako twardy szeryf państwa, pogromca mafii, człowiek bezkompromisowy wobec przestępców i obrońca prawa, a później sam unika publicznego starcia z wymiarem sprawiedliwości, to przeciętny wyborca zaczyna zadawać bardzo niewygodne pytania.
Jeśli są niewinni, to dlaczego nie chcą się bronić?
I właśnie tutaj zaczyna się największy problem prawicy. Bo można oczywiście twierdzić, że obecna władza działa politycznie. Wykorzystuje prokuraturę, organizuje medialne spektakle i próbuje urządzać pokazowe rozliczenia. I w Polsce wielu ludzi rzeczywiście w to wierzy. Tylko że nawet przy takim założeniu istnieją procedury prawne przewidziane właśnie na sytuacje, gdy ktoś nie ufa krajowym instytucjom albo przebywa za granicą. I tu dochodzimy do rzeczy kompletnie pomijanej w internetowych wojnach plemiennych.
Europa nie kończy się na ucieczce do Budapesztu.
W ramach procedur europejskich istnieją możliwości składania wyjaśnień zdalnie, udziału w przesłuchaniach online, udziału przez wideokonferencję, kontaktu z organami ścigania i sądami bez konieczności fizycznego stawiennictwa. Takie rozwiązania są stosowane od lat w sprawach transgranicznych i w ramach współpracy sądowej UE a po pandemii stały się jeszcze bardziej powszechne. I właśnie dlatego cała narracja o całkowitej niemożności obrony zaczyna się rozsypywać. Bo jeśli ktoś naprawdę uważa się za niewinnego i jednocześnie twierdzi, że polski wymiar sprawiedliwości jest politycznie skażony, to mógłby przedstawiać dowody, odpowiadać na pytania, publicznie obalać zarzuty, korzystać z procedur międzynarodowych a przede wszystkim walczyć o oczyszczenie swojego nazwiska przed opinią publiczną. Zwłaszcza że takie przesłuchania czy rozprawy byłyby dziś natychmiast transmitowane, analizowane i komentowane przez wszystkie media. To byłaby gigantyczna scena polityczna. Jeśli więc ktoś naprawdę wierzy w swoją niewinność, to dlaczego nie chce wykorzystać tej możliwości? To pytanie będzie coraz mocniej wracało.
Problem prawicy polega jednak na czymś jeszcze gorszym.
Bo zwykły obywatel nie ma takich możliwości. Przeciętny człowiek nie wyjedzie do Budapesztu, nie schowa się za immunitetami, nie będzie miał politycznych i medialnych parasoli i nie będzie prowadził sporów prawnych na poziomie europejskim. Jeśli obywatel dostaje wezwanie, to po prostu musi się stawić i walczyć o swoje racje w kraju. I właśnie dlatego dla wielu ludzi cała ta sytuacja wygląda coraz bardziej jak polityczny przywilej elit. A polityka jest bezlitosna. Nie liczy się tylko to, co jest prawdą. Liczy się również to, jak wygląda dany obraz w oczach opinii publicznej. A obraz jest dziś taki. Politycy mówią o odwadze i walce, ale jednocześnie unikają bezpośredniego starcia. Znikają, wyjeżdżają, przeciągają procedury i tworzą atmosferę permanentnej ucieczki. To działa fatalnie.
Nie tylko dla PiS. Dla całej prawicy.
Bo prawica od lat budowała swoją siłę na haśle: „silne państwo, odpowiedzialność, porządek i równość wobec prawa”. Tymczasem przeciętny wyborca zaczyna widzieć coś odwrotnego. Chaos, polityczne gry, unikanie odpowiedzialności i elitarny system wyjątków. I nawet jeśli część wyborców będzie dalej wiernie broniła swoich polityków, to problem pojawia się gdzie indziej.
Prawica nie rośnie dzięki najwierniejszym.
Najtwardszy elektorat i tak zostanie. Ale wybory wygrywa się środkiem. Ludźmi umiarkowanymi. Ludźmi zmęczonymi wojną plemienną. Ludźmi, którzy chcą po prostu wierzyć, że polityk, jeśli uważa się za niewinnego, potrafi stanąć przed sądem i powiedzieć: „proszę bardzo, sprawdzajcie wszystko”. A jeśli zamiast tego widzą wyjazdy, zniknięcia, polityczne schronienia i opowieści o wielkim spisku, to wielu z nich po prostu odwróci się od całego obozu. I to jest być może największy paradoks tej historii. Bo obecna władza może popełniać błędy. Może działać brutalnie. Może uprawiać polityczny spektakl. Ale jeśli przeciwnicy tej władzy sami dostarczają jej obrazów politycznej ucieczki, to rząd właściwie nie musi już nic robić. Wystarczy cierpliwie patrzeć.
Największy problem nie jest prawny. Jest psychologiczny.
Bo w polityce bardzo trudno obronić człowieka, który wygląda tak, jakby bał się konfrontacji. Nawet jeśli ma rację. A jeszcze trudniej przekonać nowych wyborców do środowiska, które coraz bardziej sprawia wrażenie oblężonej twierdzy, żyjącej głównie własnymi emocjami i przekonaniem o permanentnym spisku. I właśnie dlatego cała ta historia może okazać się dla prawicy dużo bardziej kosztowna niż jakikolwiek pojedynczy proces. Bo politycznie najgroźniejsze nie są nawet same zarzuty. Najgroźniejszy jest obraz człowieka, który nie chce stanąć i powiedzieć: „jestem niewinny - sprawdzajcie wszystko publicznie”. Bo wtedy wyborcy zaczynają myśleć najprostszą możliwą kategorią: „Skoro nawet z bezpiecznej odległości nie chcą się bronić, to może jednak coś jest na rzeczy”. I tego żadna propaganda nie przykryje.
Pan ma jak widać niezachwianą wiarę w polski wymiar sprawiedliwości,nawet po tych wszystkich aktów bezprawia w sądach i prokuraturze które dzieją się na naszych oczach.Pan upatruje w Ziobrze groźnego przestępcę,herszta zorganizowanej mafii który bezczelnie wymyka się z pułapek i drwi z opinii publicznej. Tylko gdzie pan widzi tę mafię? Gdzie jakieś dowody że jest przestępcą? Może własnie w USA Ziobro ma większe szanse wykazać swoją niewinność niż przed naszym wymiarem niesprawiedliwości. Czy bezwstydna zapowiedź niejakiego Żurka nie wiadomo skąd wytrzaśniętego o załadowaniu tak ciężko chorego człowieka i dostarczenie go w bagażniku nie napawa pana obrzydzeniem? Przecież wiadomo,że w tym stanie każdy akt przemocy wobec niego jest wyrokiem śmierci i o to zapewne chodzi Tuskowi i jego siepaczom by o ewentualny zgon nie być oskarżonym.Lepiej by pan tak nienawidzący prawicy nie zabierał głosu tam gdzie choroba decyduje o wyborach. Trzeba samemu zachorować,żeby podejmować nawet tak ,,nieodpowiednie'' jak pan uważa decyzje.
Prześlicznie dziękuję Droga Sake, bo właśnie tym komentarzem idealnie potwierdziłaś sens mojego wpisu. Napisałem tekst o politycznym wizerunku, psychologii wyborców, skutkach ucieczki od konfrontacji i o tym, jak takie zachowania działają na umiarkowanego wyborcę. A Ty odpowiedziałaś: "Tusk chce śmierci Ziobry", „siepacze”, „bagażnik”, „mafia”, „wymiar niesprawiedliwości”, czyli polityczny thriller z Netflixa. Dokładnie to, o czym pisałem:
emocjonalny serial całkowicie zastępujący analizę politycznych skutków.
Po drugie, ja nigdzie nie napisałem, że Ziobro jest „hersztem mafii”. To już Ty sama dopisałaś sobie to do tekstu. Napisałem coś dużo prostszego:
jeśli polityk uważa się za niewinnego, to politycznie najkorzystniejsze jest publiczne bronienie się i obalanie zarzutów.
Zwłaszcza dziś, gdy wszystko jest transmitowane, wszystko komentowane a każda rozprawa staje się medialnym wydarzeniem. I właśnie dlatego przeciętny wyborca zadaje sobie bardzo proste pytanie:
„dlaczego nie chcą się bronić nawet z bezpiecznej odległości?”
To nie jest nienawiść do prawicy. To zwykła polityczna obserwacja.
Po trzecie, znowu mylisz dwie rzeczy. Ocenę działań obecnej władzy z oceną skuteczności strategii Ziobry i Romanowskiego. Można jednocześnie krytykować rząd, mieć wątpliwości wobec prokuratury, uważać część działań za polityczne i jednocześnie dostrzegać, że:
polityczna ucieczka wygląda fatalnie w oczach opinii publicznej.
Naprawdę nie trzeba wierzyć w idealny wymiar sprawiedliwości, żeby rozumieć, jak działa psychologia wyborców.
I wreszcie najbardziej niezwykłe jest to, że w komentarzu praktycznie nie ma ani słowa o sednie wpisu. O wpływie na prawicę O utracie centrum O odbiorze społecznym i politycznych kosztach takiej strategii. Jest za to ogrom emocji, katastroficzna narracja i przypisywanie wszystkim wokół morderczych intencji. Czyli dokładnie ten mechanizm, który od miesięcy coraz bardziej zamyka część prawicy w oblężonej bańce emocjonalnej. A politykę wygrywa się nie bańką. Politykę wygrywa się środkiem społeczeństwa. I właśnie ten środek patrzy dziś przede wszystkim na jedno Kto chce się publicznie bronić a kto coraz bardziej wygląda jak człowiek uciekający przed konfrontacją.
Potwierdziłam jedynie,że pan jest po prostu moralizatorem uwielbiającym pouczać,krytykować,poddawać ,,chłodnej analizie'' ale niezbyt wnikliwie rozpatrując warunki w których zdarzenie,sytuacja ma miejsce. Umieszczanie do znudzenia opowieści o bańce w której znajduje się prawica aż się prosi by zajął pan się reżimową bańką w której znajduje się Tusk ze swoją szemraną ferajną. Odnośnie emocji którą pan nadmiernie prawicy wytyka podsuwam do przeczytania jedną z emocjonalnych wypowiedzi obozu rządowego- pana Treli skierowanej do ambasadora USA w Polsce ,,panie ambasadorze czy Waszyngton to teraz oficjalna kryjówka dla zbiegów?Nawet jeśli przedstawił się jako szeryf to tylko herszt zwykłej bandy.Pomóżcie mu wrócic do Polski.Tęsknimy za Ziobrą.''Prawda jakie emocjonalne?Jaka kultura bije z tego wpisu,któremu basuje pan Omdleusz -krynica cnót wszelakich i przebrzmiała gwiazda publicystyki Wielowieyska. Skoro pan Trela nie wytłumaczył to może pan przy pomocy swojej ,,chłodnej'' acz wnikliwej analizy wytłumaczy biednej sake na czym polegają przestępstwa herszta Ziobry i jego ,,grupy przestępczej'',kto do niej należy i jakie szkody poniosło państwo z tej przestępczej działalności.Jeżeli herszt bandy ,,obcinaczy palców'' otrzymał od ,,niezawisłego' sędziego Tuleyi 390000zł odszkodowania to jakim strasznym bandytą musi być Ziobro. Czy nadal sądząc po dzisiejszej reakcji reżimu że proces Ziobry byłby uczciwy? Zaś przewożenie w bagażniku tak bardzo chorego człowieka nie jest morderczą intencją?Pan pozbawiony żołdka chciałby tak podróżować?
No cóż, kto jak kto, ale pan Zbigniew Ziobro zapewne doskonale wie, że nie ma szans w starciu z tzw. (dla żartów zapewne) wymiarem sprawiedliwości naszego bantustanu. Przypomnieć jedynie należy, że pan Zbigniew Ziobro w pocie czoła tenże tzw. wymiar sprawiedliwości reformował, przebudowywał i nim kierował. Przez 8 lat. Więc ma świadomość, że sądy naszego bantustanu przyklepią każde polityczne zlecenie. I ma świadomość, że i inni mogą twórczo stosować i rozwijać takie wynalazki, jak słynny areszt wydobywczy, który sam z lubością stosował. No, ale wtedy był wielkim szeryfem. Kim jest dzisiaj? Pozostawiam to do indywidualnej oceny każdego.
Czy postawa pana Ziobry szkodzi polskiej prawicy? W powszechnym mniemaniu tak, z powodów, które autor powyższego tekstu opisał. W moim pojęciu nie - bo dla mnie PiS nie jest prawicą. Jest typową partią socjalistyczną. Co widać po działaniach PiS w sferze gospodarczej, w tworzeniu dziesiątek nowych urzędów i państwowych instytucji paraliżujących państwo, mnożeniu kolejnych spółek skarbu państwa, itd., itp.
Przepraszam za błąd. Pan Ziobro był ministrem sprawiedliwości 10 lat.
Tu akurat masz sporo racji Hornblowerze i właśnie dlatego sytuacja Ziobry jest dla prawicy tak politycznie niewygodna. Bo trudno dziś przekonywać ludzi, że sądy są całkowicie niewiarygodne, prokuratura działa politycznie a państwo stosuje presję wobec przeciwników, skoro przez osiem lat to właśnie Ziobro był głównym architektem tego systemu. To jest problem nie tylko prawny, ale przede wszystkim psychologiczny i polityczny. Przeciętny wyborca myśli bardzo prosto: „skoro sam budował ten system, to dlaczego teraz sam się go obawia?” I właśnie dlatego obraz polityczny robi się dla prawicy fatalny.
Co do drugiej części - również jest w tym sporo prawdy. PiS bardzo długo przedstawiał się jako prawica, ale gospodarczo był raczej partią etatystyczną, socjalną, centralizującą państwo i rozbudowującą administrację. Stąd dzisiejszy problem całej prawicy. Część wyborców konserwatywnych uważa PiS za jedyną realną prawicę a część za socjalną partię państwową z konserwatywną retoryką. I ten spór będzie po prawej stronie narastał, szczególnie jeśli PiS zacznie tracić polityczną wiarygodność także w kwestiach państwa i prawa.
Święte słowa, drogi Panie! Przecież i im i mnie, idzie tylko o dobro naszego klubu! Prezes Strzembosz ma rację, na sędziach można polegać jak na Zawiszy!
Dziękuję za Twój ironiczny komentarz Autorytecie, przynajmniej wróciliśmy na chwilę do starej, dobrej polskiej satyry politycznej zamiast internetowej wojny totalnej. I właśnie o to mi chodziło a nie o ślepą wiarę w jakikolwiek „święty” wymiar sprawiedliwości, tylko o pokazanie politycznego paradoksu sytuacji. Bo jeśli ktoś przez lata reformował sądy, prokuraturę i państwo, a później sam unika konfrontacji z tym systemem, to trudno oczekiwać, że opinia publiczna nie zacznie zadawać pytań. A cytat o „dobru klubu” i „Zawiszy” rzeczywiście dobrze oddaje polską politykę. Wszyscy walczą o „ratowanie państwa”, tylko dziwnym trafem każde środowisko najpierw ratuje własny obóz.