Polska flota handlowa: tylko symbol czy realna siła ekonomiczna? Przez 30 lat temat był spychany na margines, ale badania opinii publicznej są jednoznaczne – Polacy chcą powrotu biało-czerwonej bandery na światowe oceany! Dlaczego odbudowa polskiej bandery to nie tylko kwestia prestiżu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa energetycznego i suwerenności gospodarczej?
Zdecydowana większość Polaków opowiada się za odbudową morskiej floty handlowej pod polską banderą – tak wynika z ogólnopolskiego badania opinii publicznej przeprowadzonego na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie. Wyniki te nie pozostawiają wątpliwości: w świadomości społecznej własna bandera to nie tylko symbol, lecz element realnego bezpieczeństwa państwa i jego suwerenności gospodarczej.
Na tym tle szczególnie wyraźnie rysuje się skala wieloletnich zaniechań. Od początku lat 90. kolejne rządy – niezależnie od opcji politycznej – nie wypracowały trwałych, konkurencyjnych rozwiązań prawnych i fiskalnych, które umożliwiłyby rozwój polskiej bandery. W efekcie Polska, mimo dostępu do morza i znaczącego potencjału gospodarczego, pozostaje dziś państwem o marginalnym udziale własnej floty w międzynarodowej żegludze handlowej.
Konsekwencje tego stanu są wymierne. Transport strategicznych surowców, w tym nośników energii, w dużej mierze realizowany jest przez armatorów zagranicznych i na statkach o obcej przynależności państwowej. Oznacza to nie tylko ograniczoną kontrolę nad kluczowymi łańcuchami dostaw, lecz także systematyczny odpływ dochodów podatkowych, miejsc pracy i kompetencji do innych państw. Polska gospodarka morska funkcjonuje poniżej swojego potencjału, a państwo rezygnuje z narzędzia, które w wielu krajach stanowi standardowy element polityki gospodarczej i bezpieczeństwa.
Raport pokazuje, że przyczyną tej sytuacji nie jest brak zasobów, lecz brak strategicznej polityki morskiej oraz konsekwencji legislacyjnej. Odbudowa morskiej floty handlowej wymaga bowiem spójnego systemu zachęt, który uczyni polską banderę realnie konkurencyjną wobec innych rejestrów europejskich i światowych.
Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że społeczne oczekiwania pozostają niespełnione od ponad trzech dekad. W warunkach rosnących napięć geopolitycznych dalsze utrzymywanie tego stanu oznacza nie tylko zaniechanie rozwojowe, lecz także ryzyko strategiczne. Pytanie o przyszłość polskiej bandery staje się więc nie tyle kwestią wyboru, ile konieczności państwowej.
Tekst opublikowany na portalu: Merkuriusz24.pl https://www.merkuriusz24…
Link do raportu pod tekstem na portalu Merkuriusz24.pl
Ahoj kolego! Chyba kapitanie, jak wyczuwam?
Zawsze się dziwię, że gdy w 1987 opuszczałem PLO, to mieliśmy coś około, jak dobrze pamięnam, 174 statków - liniowców, młodych, nowoczesnych i ponad 10 tysięcy marynarzy i oficerów (i jeszcze 15 tysięcy pracowników lądowych (i to na całym świecie). A wtedy duński armator Maersk Line posiadal (może się mylę) 4 statki. Dzisiaj mają 700 kontenerowców (własnych i czarterowanych). Niektóre dane, uwzględniające całą grupę, wskazują nawet do 888 statków. Maersk jest obecnie drugim największym armatorem na świecie. Nawet gdański terminal kontenerowy się nie chwali i cicho siedzi, że właścicielem jest właśnie Maersk. Ale dumnie wrzeszczą jakie to wielkie i wspaniałe kontenerowce są tu obsługiwane. Tylko Duńczycy zarabiają miliony, a my grosze.
Pomyślmy sobie - gdyby PLO ze swoim ówczesnym kapitałem nadal się rozwijało, to ile statków mielibyśmy i gdzie w światowych rankingach byśmy byli?
Podobno już 70% portu szczecińskiego sprzedano Niemcom. W Gdyni, zbudowany za polskie grube pieniądze terminal ro-ro i promowy ododano w obsługę Szwedom. I to jednocześnie gdy właśnie zbudowano w naszych stoczniach (nie jestem pewien) dwa polskie, super nowoczene promy. Ciekaw jestem jaki będzie namalowany na burcie port macierzysty.
Ojczyzna Jana z Kolna - odkrywcy Ameryki, co do wścieklości doprowadzało jak to dowodziłem, moi przyjaciele z Norwegii i Dani, właściwie nie ma floty. A produkujemy, za moje i twoje pieniądze, rokrocznie kilkaset przyszłych oficerów ( i magistrów i inżynierów, co zawsze amerykańskich, brytyjskich, czy skandynawskich oficerów rozśmieszało, bo dla nich każdy po uniwersytetach nie idzie na morze. Do dobrej pracy na statku wystarczy szkoła zawodowa). I produkujemy dla świata specjalistów, uznanych za jednych z najlepszych.
Polskiej flagi w sensie ważności na morzach nie ma. Sprzedano flotę PLO w mig. Za pośrednictwo w transakcji (jak miałeś właściwe kontakty), to za najgorszą łajbę dostawałeś 50 000 USD. W tamtych latach to dzisiejszy odpowiednik 500 000 dolarów. To była chyba najlepsza, szybka wygrana w kasynie. I już tyle lat się dopominam o poruszenie tematu. Lecz ciągle cicho...
Pozdrawiam